Społeczność Polaków w Rumunii jest mało znana, choć jest jej korzenie sięgają setek lat wstecz. Jej trzon stanowią oryginalni górale czadeccy, a współcześnie jest ona znakomicie zorganizowana. Postanowiliśmy oddać głos jej reprezentantowi w parlamencie tego państwa, przewodniczącemu Związku Polaków w Rumunii, Gerwazemu Longherowi.

Karol Kaźmierczak: Rozpoczynając nasz wywiad chciałabym zapytać o to ilu jest Polaków w Rumunii? Oficjalnie, według spisu, w Rumunii zamieszkuje około 2,5 tys. Polaków. Jednak rozmawiając z działaczami pana organizacji spotkałem się z opiniami, że jest to liczba nieścisła?

Gerwazy Longher: Cieszę się, że ludzie oceniają to tak samo jak ja. Mówię to samo – że ostatni spis ludności pokazał zbyt małą liczbę Polaków. My liczymy, według naszej wiedzy zebranej w Związku, że w Rumunii jest około 7 tys. Polaków. W każdej miejscowości wokół Suczawy jakiś Polak jest. Tego nie widać, ale gdy zacznie się zbierać dane, wtedy okazuje się, że liczba Polaków w Rumunii jest wyższa. W spisie ludności, w ankiecie był zapis o obywatelstwie i o narodowości. Można się łatwo pomylić.

Jądrem polskiej społeczności w Rumunii są mieszkańcy kilku wsi takich jak Nowy Sołoniec i Pojana Mikuli. Czy pozostali Polacy, ci którzy mieszkają w innych częściach Rumunii, poza Bukowiną, to są osoby, które wyjechały z Bukowiny, czy też osoby innego pochodzenia, których rodziny od dawna mieszkają w innych regionach?

Bardzo wielu Polaków z Rumunii pochodzi właśnie stąd, z Bukowiny. Nie chodzi tylko o Nowy Sołoniec, Pleszę czy Pojanę Mikuli. To także Kaczyka, Suczawa, Moara, Wikszany, Radowce, Siret. To są miejscowości na Bukowinie, gdzie kiedyś było bardzo wielu Polaków. Wielu Polaków wyjechało z nich do innych części kraju. Jednak na przykład w Bukareszcie są osoby, które przyjechały bądź pochodzą od osób, które przyjechały z terenów obecnej Mołdawii, Ukrainy. Takie osoby są także w różnych dużych miastach Rumunii, jak Jassy, Krajowa. W mieście Petroszany wielu Polaków pracowało po wojnie w tamtejszych kopalniach. Oni się trochę zagubili między Rumunami. Często żenili się z Rumunkami i polskość zanikała. Polacy mieszkają także w Timișoarze, Oradei, Aradzie. Są też Polacy, którzy przyjechali z Polski. Tacy, którzy zawarli związki małżeńskie z tutejszymi i już zostali. Są w końcu nowi Polacy, którzy przybyli w związku z prowadzeniem biznesu. Ci często nie są zrzeszeni w naszej organizacji. Choć jest część polskich firm, które nas wspierają. Na przykład firma Tymbark, która produkuje soki i wody mineralne.

Związek Polaków w Rumunii narodził się niemal u początków demokratycznej Rumunii. Pierwotnie został on założony w Bukareszcie i dopiero potem jego centrala przeniosła się na Bukowinę, do Suczawy. Czy mógłby pan przybliżyć tę historię?

Po roku 1989 r. Rumunia stała się państwem demokratycznym. Rumunia była i jest państwem, w którym żyje wiele mniejszości narodowych. W parlamencie Rumunii są reprezentanci 19 społeczności mniejszościowych. Te mniejszości zrzeszyły się zaraz po 1989 r. W deklaracji z 1918 r., złożonej w momencie, gdy proklamowana została Wielka Rumunia, zapisano, że wszystkie mniejszości będą reprezentowane w parlamencie. Do tej historii nawiązało demokratyczne państwo rumuńskie. Pozwoliło każdej mniejszości być reprezentowaną w parlamencie. Dlatego zaczęły być organizowane związki, federacje różnych mniejszości w Rumunii, także nasz Związek Polaków w Rumunii, który zaczął się w Bukareszcie. Tam byli w centrum wydarzeń, tam mieli informacje jako pierwsi, dlatego organizacje mniejszościowe były zakładane w stolicy. To nie jest tylko nasza historia. Inne związki też były zakładane w Bukareszcie, a potem przenosiły się tam, gdzie były enklawy mniejszościowe. To samo zrobili Polacy. Związek była zakładany w Bukareszcie, a potem przeniósł się tutaj, gdzie jest najwięcej Polaków. Po co ktoś z Bukowiny miałby jeździć do centrali w Bukareszcie? Ponieważ Dom Polski w Suczawie był zbudowany w latach 1903-1907 Polacy złożyli w sądzie wniosek o jego odzyskanie, ponieważ ten budynek został znacjonalizowany w 1949 r. Odzyskano ten budynek w 1997 r. Myślę, że dobrze zrobiono, że przeniesiono siedzibę główną Związku Polaków do Suczawy, bo tutaj na Bukowinie mieszka ich większość – 5-6 tys. ludzi.

Wspomniał pan, że mniejszości narodowe są reprezentowane w rumuńskim parlamencie, w Izbie Deputowanych. Pan reprezentuje w niej społeczność polską. Jakie rozwiązania prawne umożliwiają posiadanie takiego reprezentanta nawet niewielkiej grupie narodowościowej? Jak działa system wybroczy w tym kontekście?

Jest specjalny system. Prawo jest takie, że każda tradycyjna mniejszość w Rumunii może mieć swojego parlamentarnego reprezentanta. To jest w szczególnej ustawie, a także ogólnie w konstytucji. Ustawa jest głosowana zawsze przed wyborami. W tej ustawie określony jest próg jaki musimy przekroczyć. Ten próg jest obliczany w formule określenia ogólnej liczby głosujących, którą następnie dzieli się prze 334, to jest liczbę miejsc w Izbie Deputowanych. Jeżeli na przykład jeden deputowany rumuński musiał uzyskać średnio 50 tys. głosów, to my musimy otrzymać pięć procent z tych 50 tys. Taka była formuła wyborcza. Ten próg może się ustawowo zwiększać. Kiedyś był na poziomie 10 procent, jednak ponieważ nasza grupa parlamentarna przedstawicieli mniejszości jest w parlamencie bardzo solidna i dobrze negocjuje z rządem i partiami rumuńskimi, udało się obniżyć ten próg wyborczy. Ze względu na emigrację, bo obok Rumunów emigrują też nasi ludzie.

Zobacz także: Janina Bivol: do Związku Polaków w Rumunii należy większość Polaków

W parlamencie tworzy pan wraz z reprezentantami innych społeczności mniejszościowych jedną frakcję. Węgrzy mają swoją odrębną partię. Czy udaje się działać wspólnie?

Tworzymy swój wspólny klub parlamentarny mniejszości. Rzeczywiście on wygląda trochę inaczej niż kluby partii politycznych. Partia jest jedna, a u nas jest 18 posłów reprezentujących mniejszości narodowe. Każda mniejszość ma swoje problemy. Jesteśmy jednak bardzo dobrze zorganizowani i trzymamy się razem. Jeżeli jest jakiś problem konkretnej mniejszości to wszyscy jesteśmy za tym, aby jej pomóc. Zwracamy się razem do premiera bądź ministra.

Czyli współpraca różnych mniejszości układa się harmonijnie i z pożytkiem dla wszystkich?

Wiemy bardzo dobrze, że jeżeli tak nie będzie to możemy tracić. Mamy jeden wspólny interes – utrzymanie tożsamości, języka, tradycji, kultury naszych społeczności. Oczywiście mogą być różne sprawy polityczne na różnych obszarach Rumunii i wtedy mniejszość może sobie wybierać, może poprzeć jakąś partię polityczną. Związek Polaków Rumunii nie popiera żadnych partii politycznych, pilnujemy swoich interesów.

Jak zatem układa się współpraca Polaków ze szczególną mniejszością jaką są w Rumunii lokalni Węgrzy? Odróżnia się ona tym, że jest liczna, dużo liczniejsza niż inne społeczności mniejszościowe. Działa ona w nieco inny sposób, tworząc swoją własną partię, która zwykle ma dość liczbą reprezentację w parlamencie. Czy Węgrzy włączają się we wspólny front realizacji wspólnych interesów?

Tutaj są dwie kwestie. Kwestia polityczna i kwestia, kulturalna, językowa tożsamości. Bardzo dobrze, że oni są w rumuńskim parlamencie, dlatego, że jest ich więcej i wiele rzeczy możemy także poprzez nich utrzymywać. Nie chcemy więcej, bo wszystko już możemy tutaj utrzymywać. Czasami jednak może powstać jakaś partia ekstremistyczna podnosząca postulaty: dlaczego rozmawiacie po węgiersku czy po polsku w Rumunii. Wtedy może być dla nas problem. Wspólnie mamy większą siłę. Ponieważ ich zawsze jest około 20, a nas, reprezentantów innych mniejszości 18 posłów, to każda rumuńska partia podchodzi do nas inaczej. Węgrzy podchodzą ze zrozumieniem do kwestii kulturalnych, społecznych. Oni oczywiście muszą też walczyć politycznie, o większą liczę głosów, ale to ich sprawa, my się do tego nie włączamy.

Jest pan w rumuńskiej polityce nie od wczoraj. Z pana perspektywy, czy któryś rumuński rząd był bardziej oporny jeśli chodzi o realizację praw mniejszości?

Od kiedy ja jestem w parlamencie, od 2002 r. zawsze było tak, że każdy rząd Rumunii był dosyć przychylny wobec mniejszości. Rumuni wchodzili do Unii Europejskiej, do NATO i nie pozwalali sobie na walkę z mniejszościami. Uważam, że Rumunia ma prawodawstwo w sprawie mniejszości narodowych. Finansują naszą działalność, naszą gazetę, nauczanie języka polskiego, utrzymanie Domów Polskich.

Jest pan zadowolony z tego poziomu finansowania?

Tak. Nie tylko ja jestem zadowolony. Wszystkie mniejszości narodowe w Rumunii są zadowolone z tego. Za każdego rządu, który był do tej pory było dobrze. Nawet jeżeli partia rządząca, czy koalicja, miały wysoki poziom poparcia, to i tak zawsze zwracali uwagę na nas i wspierali nasze działania.

A przechodząc od finansowania do całokształtu rozwiązań prawno-instytucjonalnych, czy one również są zadowalające? Byłem już w szkołach w których nauczany jest język polski oraz widziałem tablice z nazwami miejscowości także w językach mniejszości. Widziałem nawet taką, która była napisana w trzech językach: po rumuńsku, po węgiersku i po ukraińsku.

W Europie nie ma chyba tak pozytywnych przypadków. Jest może na Węgrzech. Oni też mają bardzo prawodawstwo dotyczące mniejszości, też bardzo dobrze je finansują, też są one reprezentowane w węgierskim parlamencie, choć w innej skali. Prawo administracyjne w Rumunii określa, że tam, gdzie jest 20 procent mniejszości w gminie to automatycznie zezwala się na napisy w innych językach. Dlatego widać gdzie są mniejszości. Tutaj u nas też mamy w gminach Kaczyka i Mănăstirea Humorului, nazwy miejscowości w języku polskim. Czasami nawet nie patrzą, czy jest 20 procent, wiedzą, że jest mniejszość i pojawiają się napisy w jej języku. Szczerze mówiąc, szacunek dla wszystkich jest.

Czy są zatem postulaty, które są podnoszone przez pana, a nie zostały zrealizowane? Co chciałby pan dodać do tych praw jakie mniejszości w Rumunii mają w tej chwili? Czy jest coś jeszcze do zrobienia?

Zawsze jest coś do zrobienia. Zawsze by się chciało trochę więcej. Jednak też musimy zdawać sobie sprawę, ile możemy z tego zrobić i korzystać. Możemy zrobić jeszcze więcej, ale Bogu dzięki i za to.

Jak wyglądają kontakty pana społeczności z Polską. Mam na myśli dwie płaszczyzny. Czy jest instytucjonalne wsparcie państwa polskiego na zadowalającym poziomie dla waszych organizacji, waszych działań, waszych postulatów? Z drugiej strony czy więzi z Polską są podtrzymywane na poziomie społecznym, prywatnie, przez poszczególnych ludzi?

Kontakt z Polską jest bardzo dobry. Jesteśmy niedużą, choć starą Polonią, bo żyjemy tu na Bukowinie ponad 200 lat, to jednak kontakty z Polską są na wielu poziomach. Od konsulatu i ambasady w Bukareszcie po różne instytucje w Polsce. Od prezydenta po Senat i Sejm, różne ministerstwa, premierów. Wszyscy tu przyjeżdżali. Także samorządy wojewódzkie, miasta partnerskie. Na bazie różnych projektów z podmiotami polskimi wybudowano szkołę, domy polskie, przeprowadzono remonty służących nam budynków. Wszystko dzięki dotacjom z Polski.

A czego oczekujecie od organizacji pozarządowych z Polski, które zajmują się wspieraniem Polaków poza granicami?

Współpracujemy z różnymi organizacjami z Polski. Największą jest Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”. Właśnie przez nie jest składana większość projektów, na przykład budowlanych czy edukacyjnych. Jest jeszcze Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Współpracujemy nie tylko z organizacjami z Warszawy. Wspierają nas organizacje z Wrocławia, Krakowa. Wszystko zależy od tego na ile organizacje z Polski są skłonne współpracować z naszą organizacją i naszą społecznością. Wszystko zależy od finansowania. Od tego, ile mamy pieniędzy na przygotowanie kolonii, konkursów, akcji charytatywnych. Co roku ktoś przyjeżdża z Polski z paczkami dla osób starszych, dla dzieci. Chcę też podkreślić, że jeśli chodzi o wsparcie to ważna jest też turystyka. Jeżeli Polacy z Polski chcą pomóc Polakom na Bukowinie to niech przyjeżdżają. Dobrze ich ugościmy. Gospodarz dostanie pieniądze. Będzie korzyść dla obu stron. Goście dobrze czują się na Bukowinie. Można odpocząć. Można zwiedzić klasztory klasy zero, będące na liście UNESCO. Można wykąpać się w solankach w Kaczyce, gdzie nasi Polacy zakładali kopalnie soli. Dużo Polaków już przyjeżdża. W skali Rumunii Polacy są na czwartym bądź piątym miejscu pod względem liczebności wśród turystów zagranicznych. Muszę powiedzieć, że wielu Polaków przyjeżdża na Bukowinę. Są to często ludzie, którzy już znają region. Chcą zatrzymać się w Nowym Sołońcu, Kaczyce, chcą skosztować lokalnych potraw. A są to receptury przechowywane od dwustu lat. Wszystko to z czym przyjechali nasi pradziadowie my utrzymujemy. Te same smaki, jakich już w Polsce nie ma. Zresztą przyjeżdżają nie tylko Polacy. To już funkcjonuje. Choć może funkcjonować w większej skali. Jest miejsce bo rozbudowały się hotele i pensjonaty.

Chciałbym zapytać o relacje ekonomiczne między Polską a Rumunią. Zauważyłem w suczawskich sklepach polskie produkty w niemałej ilości. Maspex zainwestował w lokalną rozlewnię wody mineralnej. Czy jest duże zainteresowanie Rumunią i Bukowiną ze strony polskich eksporterów czy inwestorów?

Państwo rumuńskie jest dogodnym rynkiem dla Polaków. Polski biznes już tu wszedł. W sklepach widać bardzo dużo polskich produktów. Czasami nie można ich zauważyć, bo są pod etykietką rumuńską. Handel dwustronny sięga kilku miliardów euro rocznie. Rumunia i Polska są w Unii Europejskiej i rynki są otwarte. Polskie produkty, co wiem od Rumunów z którymi rozmawiam, są wysoko oceniane. Są na regałach i ludzie po prostu wrzucają je do koszyka. A że smakują to ludzie kupują je ponownie. Polska ma w Rumunii bardzo dobrą markę.

Jakie wyzwania niesie przyszłość dla polskiej społeczności w Rumunii?

Jednym z największych problemów jest emigracja młodych ludzi. Jednak to nie tylko w Rumunii, ale i szerzej we wschodnich krajach Unii Europejskiej, które dołączyły do niej w niedawnych czasach. Zarobki są w nich inne i nie tyko zarobki, ale i system edukacyjny, ochrony zdrowia czy socjalny. Bardzo wielu naszych młodych, ale też rodzin, wyjeżdża i tam zamieszkuje. Sytuacja nie jest jednak katastrofalna. Mamy sygnały, że wysyłają pieniądze tutaj i budują domy w swoich wioskach na Bukowinie. Mają w pamięci, by kiedyś tu wrócić, do krainy w której się urodzili.

Zatem jest pan optymistą w kwestii perspektywy dla pana społeczności?

Muszę być optymistą. Mamy szkolnictwo. Jako Związek mamy bardzo dużo programów edukacyjnych i kulturalnych. Oczywiście, że gdy młodzi chcą gdzieś wyjechać i zarobić więcej pieniędzy nie możesz ich uwiązać.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Karol Kaźmierczak (Kresy.pl)

Zadanie realizowane z dotacji Stowarzyszenia Odra-Niemen pochodzącej ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w ramach programu Pomoc Polonii i Polakom za granicą w 2021

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz