Janina Bivol: do Związku Polaków w Rumunii należy większość Polaków

Jestem zadowolona z polityki państwa rumuńskiego wobec mniejszości. Wspierają nas. Otrzymujemy finansowanie na wysokim poziomie – mówi dyrektor Związku Polaków w Rumunii Janina Bivol w rozmowie z Karolem Kaźmierczakiem (Kresy.pl).

Karol Kaźmierczak: Jest pani dyrektorem Związku Polaków w Rumunii. Czy wywodzi się pani z Bukowiny?

Janina Bivol: Mój mąż jest Rumunem. Pochodzę z Moary. Kiedyś to była wioska Bułaj, która stała się ulicą Moary. Tam jest mała społeczność Polaków. Uczyłam się języka polskiego w szkole jako języka ojczystego. Potem byłam na studiach w Polsce. Rok przygotowawczy we Wrocławiu, a potem studia na Akademii Medycznej w Poznaniu. Jestem dyrektorem w Związku Polaków w Rumunii, którego główna administracja znajduje się w Domu Polskim w Suczawie. Pracuję tam od 2006 roku.

Kresowy Przegląd Tygodnia

Zgoda RODO: Wyrażam zgodę na wykorzystywanie przez FUNDACJA KOMPANIA KRESOWA, ul. Gen. Władysława Sikorskiego 166 / 0.03, 18-400 Łomża moich danych osobowych przesłanych w niniejszym formularzu w celu otrzymywania informacji drogą elektroniczną.
Możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie, klikając link w stopce naszych e-maili.

Dom Polski jest własnością Związku?

Tak. Od kilkunastu lat wszystkie stowarzyszenia Polaków w Rumunii zostały włączone do Związku i nie mają osobowości prawnej. Związek jest więc jedyną formalną organizacją Polaków w Rumunii.

Historia samego Domu jest ciekawa. Składa się on z dwóch części…

Z części starej i nowej. Nowa część to ta ze sceną. Stara to ta, w której znajdują się wszystkie biura. Została wybudowana jeszcze na początku XX w., kiedy Polska nie istniała na mapie. Powstał z inicjatywy polskich stowarzyszeń z Suczawy i Bułaju. Ten Dom powstał ze składek. Każdy Polak pracował przy nim jak mógł.

Już wówczas w Suczawie Polacy prowadzili tak ożywioną działalność społeczną?

W tym czasie tak. W czasach komunistycznych Dom został zabrany. Prezes stowarzyszenia polskiego z Suczawy zabrał księgę pamiątkową, sztandary i przechował przez okres komunizmu. W okresie tym była tu siedziba regionalnego zespołu ludowego.

Kiedy Polakom udało się odzyskać budynek?

W 1991 r. rozpoczęło się postępowanie w sądzie i oddali nam ten Dom. Jednak sam zespół regionalny funkcjonował tu jeszcze przez kolejne ponad 20 lat. Mieli na parterze pomieszczenia, w tym salę widowiskową. Wniosek o zwrot Domu składało do sądu jeszcze lokalne stowarzyszenie Polaków z Suczawy. To była szersza fala zwrotu mienia upaństwowionego przez komunistów.

Związek już wtedy prowadził tu działalność?

Najpierw powstało stowarzyszenie w Bukareszcie, które przekształciło się w Związek Polaków w Rumunii. Po kilku latach jego siedziba główna została przeniesiona do Suczawy, bo tutaj jest większa społeczność polska. Tu był jedyny duży Dom Polski. Dopiero później zaczęto budować Domy Polskie w innych miejscowościach. Uzgadniano to powoli na zjazdach kolejnych lokalnych polskich stowarzyszeń. Było to związane także z funkcjonowaniem naszego czasopisma „Polonus”, które powstało w 1991 roku. Byłoby bardzo trudno utrzymywać redakcję w Bukareszcie w sytuacji, gdy większość osób do niego piszących mieszkała w Suczawie. Początkowo, przez dwa-trzy lata, „Polonus” był wydawany w Bukareszcie, ale potem przeniesiono go do Suczawy.

Jak społeczność polska przetrwała okres komunizmu?

Mamy miejscowości takie jak Nowy Sołoniec, Pojana Mikuli, gdzie ludność cały czas mówiła po polsku. Język polski był także w kościele. W Moarze rozmawiałam po polsku z dziadkami. Po drugiej wojnie światowej część tutejszych Polaków wyjechała do Polski. W niektórych miejscowościach ludzie zaczęli się mieszać. Trudno było utrzymać język polski w rodzinach, gdzie jeden z rodziców nie znał tego języka. W takich miejscowościach coraz mniej się mówiło po polsku. Ja miałam to szczęście, że aż do wieku szkolnego mówiłam w domu tylko po polsku. Natomiast w mojej szkole nauka była już w języku rumuńskim. Teraz główne zadanie podtrzymywania języka w miejscowościach, gdzie jest niewielu Polaków, gdzie są mieszane rodziny, przypada szkołom. Dzieci polskiego pochodzenia mają w nich możliwość uczenia się języka polskiego. U nas w Moarze zbiera się wszystkie takie dzieci z różnych szkół na zajęcia w sobotę. Podobna sytuacja jest w Suczawie, gdzie zajęcia z języka polskiego są także w dni nauki szkolnej, po lub przed lekcjami w szkołach. Zajęcia te odbywają się w Domu Polskim, a w Moarze w kościele.

Jaka liczba dzieci uczy się języka polskiego na Bukowinie?

W zeszłym roku szkolnym było to 517 dzieci, łącznie z 16 szkół. W Nowym Sołońcu i Pojanie Mikuli języka polskiego uczą się całe szkoły. Mamy klasy z językiem polskim, od IX do XII, w liceum w Gura Humorului. W Suczawie to jest około 30 dzieci, w Moarze też około 30. Dzieci uczące się języka polskiego są jeszcze w Paltinoasie, Kaczyce, Sirecie. W Suczawie także uczone są dzieci z liceum. Język polski jest nauczany również w przedszkolach: w Pojanie Mikuli, w Moarze i Nowym Sołońcu. Języka polskiego uczy na Bukowinie łącznie ośmiu nauczycieli, z tego dwóch jest z Polski, a sześciu miejscowych. Ci ostatni nie ukończyli polonistyki, taka możliwość jest w Rumunii tylko na uczelniach w Bukareszcie i Jassach. Większość z miejscowych ukończyła studia w Polsce. Natomiast nauczycieli różnych przedmiotów, którzy są pochodzenia polskiego, mamy w szkołach 21. Ostatnio był niż demograficzny dzieci. Ludzie wyjeżdżają na emigrację i zabierają ze sobą dzieci. Na przykład w zeszłym roku w Nowym Sołońcu wyjechała rodzina, która miała czworo dzieci i pojawił się problem ze stworzeniem klasy. Piszemy w takich przypadkach do ministerstwa żeby pozwolono nam utrzymać małe klasy, żeby ich nie łączyć.

Jak rozumiem te szkoły nie mają specjalnego statusu szkół mniejszości narodowych?

Nie, ale państwo dopłaca dodatkowe pieniądze w szkołach w których jest nauczany język mniejszości narodowej. Język taki jest dodatkowym zajęciem dla dzieci, szczególnie w szkołach w których nie uczą się go wszyscy uczniowie.

Czy przedmioty końcowe z języka polskiego mają formalne znaczenie w systemie edukacji? Czy liczą się na przykład w procesie rekrutacji na uczelnie wyższe?

Są wliczane do średniej. Języka polskiego nie można zdawać na maturze. Nie ma nawet tylu nauczycieli języka polskiego by stworzyć całą strukturę komisji egzaminacyjnych. Natomiast inne mniejszości z tego korzystają, jak Węgrzy i Niemcy. Co do podręczników, to sprowadzamy książki z Polski. Rumunii pytają nas czy chcemy wydawać je tutaj, ale nie ma kadry na ich przygotowanie, żeby napisać podręczniki. Sami nauczyciele ściągają sobie podręczniki z Polski. Dostają je bezpłatnie od polskich instytucji. Każda szkoła, w której nauczany jest język polski ma inny poziom nauczania tego języka. W Nowym Sołońcu czy Pojanie Mikuli dzieci mówią w domach po polsku, gwarą, ale mówią. A w Suczawie, Kaczyce, Moarze, Paltinoasie dzieci uczą się go właściwie od zera. Bardziej jak języka obcego.

Jak działa Dom Polski w Suczawie?

Działalność Domu jest finansowana przez władze Rumunii i musimy się z tego finansowania rozliczać. Mamy też dotacje na projekty z Polski. Jednak 99 procent finansowania zapewnia państwo rumuńskie. Korzystają z tego oficjalnie uznane mniejszości, które mają reprezentantów w parlamencie. Nie wydajemy pieniędzy na oświatę. Te płyną do szkół z rumuńskiego Ministerstwa Oświaty przez urzędy regionalne. W kwestii nauczycieli składamy wniosek do Ambasady RP w Bukareszcie, która przekazuje je do Ośrodka Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą w Polsce. ORPEG zwraca się o zgodę do rumuńskiego ministerstwa i regionalnego kuratorium.

Nie ma z tym problemów?

Nie, nigdy nie mieliśmy problemów z państwem rumuńskim.

Czyli jest pani zadowolona z polityki państwa rumuńskiego wobec mniejszości?

Tak, jestem zadowolona. Wspierają nas. Otrzymujemy finansowanie na wysokim poziomie.

Co zatem chcielibyście jeszcze zrealizować? Na co przydałoby się wsparcie?

Chcielibyśmy przeprowadzić remont Domu Polskiego w Suczawie. Teraz realizujemy odnowienie fasady, z dotacji corocznej dla organizacji. Władze Rumunii co roku proszą tylko o plan wydatkowania tych środków. Wydatki są zwykle podzielone na utrzymanie budynków, zapłaty dla pracowników i na dodatkowe remonty. Natomiast w przypadku Polski musimy składać wnioski projektowe, ale otrzymujemy bardzo mało pieniędzy. Wszystkie te wnioski o inwestycje piszemy do Stowarzyszenia Wspólnota Polska. Pisaliśmy też do Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, ale w ostatnich latach nie dostaliśmy od nich środków. Stowarzyszenie Odra-Niemen robiło dla nas projekty dotyczące szkolnictwa. Organizowali kursy metodyczne dla naszych nauczycieli. Inwestycję zrealizował też kiedyś u nas Urząd Marszałkowski Województwa Podkarpackiego, które jest partnerskim wobec regionu Suczawy. Sfinansowali remont Bazyliki Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Kaczyce. Prawie w każdej miejscowości na Bukowinie zamieszkanej przez Polaków są Domy Polskie wybudowane już po 1989 roku za pieniądze państwa rumuńskiego, w Kaczyce, Pleszy, Nowym Sołońcu, Wikszanach, Sirecie. W Pojanie Mikuli Dom Polski przekazała gmina, w użytkowanie na 99 lat. Teraz budujemy nowy w Moarze. Wynajmujemy pomieszczenia w Bukareszcie, Jassach, Radowcach. W Bukareszcie mamy też wykupiony lokal. Za pieniądze z Polski wybudowaliśmy szkołę w Pojanie Mikuli. Także rozbudowa Domu Polskiego w Nowym Sołońcu została sfinansowana przez państwo polskie. Dodatkowo ogrzewanie w szkołach w Kaczyce i Pojanie Mikuli oraz tamtejszych Domach Polskich zostało sfinansowane przez Polskę.

Ilu członków liczy Związek Polaków w Rumunii?

Około 5 tysięcy. Członkiem może być osoba mająca więcej niż 16 lat. Trudno to obecnie policzyć, ze względu na to, że część ludzi wyjechała i pracuje za granicą. Całe rodziny. Zatrudniamy, dzięki finansowaniu władz Rumunii, około 18 pracowników. Tutaj i w innych domach polskich. To pracownicy biurowi, ale też osoby, które zajmują się sprzątaniem. W redakcji „Polonusa” pracuje sześć osób. Natomiast prezes nie jest zatrudniony, tak jak i pozostali członkowie zarządu. Zatrudnieni w Związku są na pełnym etacie, ja jestem na pół etatu.

Czyli można powiedzieć, że większość Polaków w Rumunii należy do Związku?

Tak, większość.

Według statystyk Polaków w Rumunii jest 2,5 tysiąca. Czy nie jest tak, że ich rzeczywista liczba jest jednak większa?

Jest więcej. W czasie spisów ludności często od razu zapisywano „Rumun”. Dlatego w statystyce wiele osób nie zostało ujętych jako Polacy. Często prowadzący spis nawet nie pytali o narodowość, sami wpisywali.

Jakie są główne formy działalności Związku?

Organizujemy regularnie imprezy. Na przykład Dni Polskie, które są organizowane od 20 lat w pierwszej połowie września. Z innych wydarzeń należy wymienić dożynki, konkursy języka polskiego, konkursy poetyckie, festiwal kolęd, festiwal jasełek, spotkania z okazji polskich świąt narodowych, jak 3 maja czy 11 listopada. W Dni Polskie organizujemy zawsze sympozjum naukowe, a z pomocą Instytutu Polskiego były organizowane koncerty i projekcje polskich filmów. Są inicjatywy kulturalne. Biorą w nich udział zespoły społeczności powstałych po wyjeździe ludzi stąd do Polski. Nasi ludzie biorą udział w „Spotkaniach bukowińskich” w Polsce. Mamy dwa zespoły pieśni i tańca prezentujące nasz folklor: „Sołonczanka” i „Mała Pojana”. Często wyjeżdżają one na różne festiwale w kraju i za granicą. Dwa lata temu przyjechali do nas przedstawiciele społeczności z ukraińskiej części Bukowiny. Mieli tutaj warsztaty. Utrzymujemy kontakt z tamtejszymi stowarzyszeniami polskimi.

Z naszej rozmowy wynika, że głównym problemem jest to, że poprzez emigrację znika młode pokolenie. Czy młodzi ludzie uczący się tutaj języka polskiego wybierają się na studia Polski?

Tak, choć teraz już mniej niż kiedyś. A osoby, które wyjeżdżają na studia do Polski w znacznej większości już tam zostają. Znajdują tam pracę i zostają. W moim pokoleniu jeszcze wracaliśmy, był problem w Polsce, nie można było znaleźć pracy bez pozwolenia na pobyt czasowy. A gdy nie miałeś źródła utrzymania, nie dawali zezwolenia na pobyt czasowy. Kiedyś na studia do Polski wyjeżdżało z Bukowiny rocznie po 15-20 osób. Bili się o te miejsca i stypendia. Teraz jest już mniej. Dwie, trzy osoby. Młodzież nie chce już iść na studia. Woli iść do pracy od razu po ukończeniu liceum. Osoby, które znają język polski mają tu gdzie pracować. Wiele osób z firm polskich i rumuńskich pyta o takich pracowników. Coraz więcej firm rumuńskich współpracuje z Polską, coraz więcej polskich inwestuje w Rumunii, więc jest takie zapotrzebowanie.

Czy jest również migracja do innych regionów Rumunii?

Jest, migrują tam gdzie znajdą pracę. Do Bukaresztu, Timisoary, Kluż-Napoki, tam mogą łatwiej znaleźć pracę. Sytuacja tutaj jest gorsza, jeśli chodzi o wynagrodzenia. Tam zresztą wiele polskich firm założyło swoje oddziały. Problemem na Bukowinie jest poziom infrastruktury. Pan przyjechał tutaj samochodem, to widział pan, że te 400 kilometrów pokonuje się w sześć godzin. Nie ma połączenia lotniczego. Do Rumunii z Polski można latać tylko do Bukaresztu i Kluż-Napoki, i tylko z Warszawy. Choć z Suczawie jest lotnisko międzynarodowe. Nasz region próbował otworzyć połączenie lotnicze z województwem małopolskim i podkarpackim. W grę wchodził Ryanair, który od niedawna jest w Suczawie. Na razie jednak brak zapotrzebowania. Jeśli rozwinięto by turystykę, to zapotrzebowanie by się pojawiło. Przyszła pandemia i temat został zablokowany, a były już rozmowy na wysokim szczeblu w tej sprawie.

Niedawno zmieniono ustawę o Karcie Polaka, tak, że mogą się o nią ubiegać nie tylko osoby mieszkające w byłych republikach Związku Radzieckiego. Czy jest tutaj zainteresowanie tym dokumentem?

W chwili obecnej tylko u osób, które chcą pokazać, że są pochodzenia polskiego, bo skoro jesteśmy w Unii Europejskiej Karta Polaka nie ma już żadnego praktycznego znaczenia. Ubiegają się o nie zwykle osoby, które jadą do Polski na studia. W naszym czasopiśmie „Polonus” w każdym numerze pojawia się informacja, że jest możliwość otrzymania Karty Polaka w ambasadzie. Tylko jest to trudne dla osób starszych, bo trzeba pojechać do Bukaresztu. Tu nie ma konsulatu. W dodatku Polska redukuje etaty w swoim przedstawicielstwie.

Czy polscy inwestorzy są na Bukowinie?

Jest Maspex, który kupił tu rozlewnię wody mineralnej. Kupili tu również zakłady, które produkują makarony i słone przekąski. Była tu obecna firma meblarska z Polski. Są firmy budowlane z Polski.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Karol Kaźmierczak (Kresy.pl)

Zadanie realizowane z dotacji Stowarzyszenia Odra-Niemen pochodzącej ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w ramach programu Pomoc Polonii i Polakom za granicą w 2021

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz