Operacja „Łom”


– Działalność polskich grup dywersyjnych miała sugerować, że na Podkarpackiej Rusi wybuchło antyczeskie powstanie Rusinów, opowiadając się za przyłączeniem regionu do Węgier. Akcja ta po pewnym czasie została wzmocniona siedmioma kompaniami partyzanckimi, złożonymi z zawodowych oficerów i podoficerów oraz szeregowców ochotników.



Do kwestii religijnych władze czechosłowackie na Podkarpackiej Rusi podchodziły z ogromną uwagą i zdaniem współczesnych historyków starały się w nią ingerować. Czyniły to bezceremonialnie, starając się ograniczyć wpływy Kościoła greckokatolickiego. By stworzyć dla niego przeciwwagę popierały rozwój Cerkwi prawosławnej na Podkarpaciu i podporządkowaniu jej Cerkwi prawosławnej działającej w Czechosłowacji. O ile do 1920 r. do prawosławia wróciła tylko jedna wioska na wschodzie regionu zamieszkana przez Rumunów, to w 1931 r. było na Zakarpaciu już 125 prawosławnych parafii. W 1931 r. została ustawiona Prawosławna Mukaczewsko–Preszowska Eparchia mająca pięć monastyrów – klasztorów, trzy męskie i dwa żeńskie. Stały się one propagatorami prawosławia na terenie Podkarpacia. Władze czechosłowackie popierając prawosławie nie stosowały oczywiście przymusu, którego używali sowieci po aneksji Podkarpackiej Rusi. Ich metody były bardziej przemyślane i bardziej cywilizowane. Nie odbierały świątyń grekokatolikom, ale budowały nowe. Jeżeli jakaś wieś zdecydowała się przejść na prawosławie to mogła liczyć nie tylko na pomoc państwa przy budowie cerkwi. Doprowadzano do niej bitą drogę. Wznoszono w niej szkołę, a jeżeli istniały do tego możliwości instalowano tartak lub zlewnię mleka. Przypuszczać można, że wszyscy wyznawcy prawosławia mogli liczyć na jeszcze inne preferencje.

Pod czujnym okiem Warszawy

Warto zaznaczyć, że Polska, która graniczyła wówczas z Podkarpacką Rusią bardzo uważnie przeglądał się rozwojowi sytuacji w tym regionie. Było to zupełnie naturalne, bo rzutowało to na bezpieczeństwo II RP. W Użgorodzie działał Konsulat Generalny RP, którym kierował Michał Świerzbiński. Jak wynika z zachowanych dokumentów, starał się on osłabić ruch ukrainofilski, szkodliwy z punktu widzenia interesów RP. Nawiązał kontakty ze Stepanem Fencikiem, jednym z liderów ruchu rusińskiego na Podkarpaciu i udzielał mu wsparcia finansowego. Fencik będący księdzem grekokatolickim i profesorom seminarium duchownego w Użgrodzie starał się animować działania towarzystw rusińskich. Konsul Świerzbiński przekazywał mu środki na wydawanie tygodnika „Karpatruskij Gałas”, a następnie pismo „Nasz Put.” Warszawie zależało na osłabieniu zaplecza ukraińskich organizacji nacjonalistycznych i terrorystycznych. Na Podkarpaciu uaktywniły się bowiem najpierw Ukraińska Organizacja Wojskowa, a później Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, która kontynuowała jej działalność zajmując się akcjami terrorystycznymi i sabotażami w Małopolsce Wschodniej. Umacniający się na Podkarpackiej Rusi ruch ukrainofilski stanowił dla niego naturalne zaplecze.

Ksiądz wielkiego formatu

Na jego czele, co jest swoistym paradoksem, także stał ksiądz grekokatolicki – Augustyn Wołoszyn, postać nietuzinkowa, będący nie tylko kapłanem, ale również pedagogiem, literatem, publicystą i dyrektorem seminarium nauczycielskiego w Użgorodzie, a także profesorem seminarium duchownego w tym mieście. Spod jego pióra wyszło sporo podręczników i to nie tylko z zakresu teologii, ale także fizyki, matematyki i logiki. W 1923 r. stanął na czele Partii Chrześcijańsko-Narodowej, najsilniejszej i najbardziej wpływowej. Współpracowała ona z Czeską Partią Ludową. Organizowała intensywną pracę kulturalno-oświatową, dążąc do ukształtowania wśród Rusinów ukraińskiej tożsamości narodowej. Domagała się szerokiej autonomii dla Podkarpacia, upowszechnienia języka rusińskiego, który uważali za dialekt języka ukraińskiego. Oficjalnie deklarowała lojalność wobec Pragi, ale jednocześnie utrzymywała kontakty z organizacjami ukraińskimi działającymi na emigracji a także w Małopolsce Wschodniej.

Kierunek ukrainofilski popierali też komuniści. Zaczęli głosić w swoich enuncjacjach, że Rusini, to część narodu ukraińskiego, a Podkarpacką Ruś zaczęli nazywać Zakarpacką Ukrainą.

Praga przeciwdziała

Radykalizacja ukrainofili spowodowała, że rząd Czechosłowacji zaczął wspierać działania służące pobudzaniu i utrwalaniu, rusińskiej świadomości narodowej w szerokich masach ludności rusińskiej która nie identyfikowała się ani z narodem ukraińskim ani rosyjskim. Rusini w drugiej połowie lat trzydziestych zaczęli być uznawani za jeden z narodów republiki czechosłowackiej. Obok czeskiego na Podkarpaciu język rusiński zaczął być używany, jako język urzędowy pisany cyrylicą w dokumentach i wszystkich nazwach urzędowych. Na urząd gubernatora Podkarpackiej Rusi powołano także Konstantyna Hrabana b. duchownego grekokatolickiego potem prezesa lokalnego banku i burmistrza Użogrodu, orędownika polityki rusinizacji i zbliżenia rusińsko-czechosłowackiego. Zahamowało to rozwój nastrojów ukrainofilskich w regionie. Przejawem tego był m.in. plebiscyt przeprowadzony w 1937 wśród rodziców mający odpowiedzieć na pytanie w jakim języku ich dzieci powinny pobierać edukację w szkole? – Zdecydowana większość wypowiedziała się przeciwko czynieniu tego w języku ukraińskim. Dla ukrainofili był to duży cios. Nie zamierzali oni jednak rezygnować ze swoich planów tym bardziej, że koniunktura międzynarodowa była dla nich bardzo sprzyjająca.

Zdrada Czechosłowacji

Konferencja w Monachium, zdrada Czechosłowacji przez zachodnich aliantów i zgoda na aneksję części jej terytorium przez Niemcy spowodowało wzrost separatystycznych nastrojów wśród Słowaków i Rusinów. Próbowali to wykorzystać Węgrzy licząc, że w Użgorodzie powstanie autonomiczny rząd, który opowie się za przyłączeniem Podkarpackiej Rusi do Węgier. Gdy jednak taki rząd powstał i chciał zarządzić plebiscyt, Praga oskarżyła go o zdradę i aresztowała większość polityków wchodzących w jego skład. Nowym premierem rządu Podkarpackiej Rusi został Augustyn Wołoszyn, czołowy polityk ukrainofilski. Został on poparty przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, którzy zaczęli prowadzić intensywną kompanię na rzecz niepodległości Podkarpackiej Rusi. Występowali oni także przeciw aspiracjom Budapesztu dążącego do odzyskania dawnego terytorium. Równocześnie OUN przystąpiła do organizowania antypolskich działań w trzech województwach południowo- wschodnich, czyli w : lwowskim, stanisławowskim i tarnopolskim. Od 5 IX 1938 do 15 III 1939 OUN przeprowadziła w nich 397 demonstracji, 47 aktów sabotażu i 34 akty terrorystyczne. Reakcja władz polskich była zdecydowana. Lotne oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza dokonały licznych pacyfikacji wsi, które według rozpoznania agenturalnego stanowiły zaplecze OUN. Sytuacja w trzech województwach Małopolski Wschodniej zaostrzyła się jeszcze bardziej, gdy w sprawę zaangażowały się Niemcy. Ruch ukraiński na Podkarpackiej Rusi zaczął być wspierany przez ośrodek Abwehry mieszczący się w Wiedniu. Przez radio przystąpił on do prowadzenia ukraińskiej propagandy.

Małe Monachium

– Na arenę wystąpiły wtedy Węgry, które na mocy decyzji komisji arbitrażowej w Wiedniu, będącej czymś w rodzaju „małego Monachium” zajęły część Podkarpackiej Rusi, głównie zamieszkanej przez Węgrów z Użgrodem, Mukaczewem i Berehowem. Rząd Wołoszyna przeniósł się do leżącego na wchodzie regionu miasta Chust. Czując, że wieją dla niego pomyślne wichry historii zaczął dążyć do przekształcenia pozostałej części Podkarpackiej Rusi w niepodległy kraj. Przystąpił m.in. do tworzenia własnej siły zbrojnej tzw. Karpackiej siczy. Rozpoczął ukrainizację szkolnictwa zamienił nazwę regionu na Karpacką Ukrainę. Wołoszyn podkreślał również konieczność połączenia tego „kraiku” z Małopolską Wschodnią i po oderwaniu jej od Polski, utworzenie niepodległej Ukrainy. Była to oczywiście woda na młyn dla ukraińskich nacjonalistów z Małopolski, którzy masowo zaczęli przekraczać granicę czechosłowacką, by wstąpić do Karpackiej Siczy. Z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski sytuacja ta była groźna. W perspektywie wojny z Niemcami, Rzeczpospolitej groziło powstanie na jej południowej flance dywersyjnego ośrodka, z którego mogłoby wyjść uderzenie bojówek ukraińskich, lub armii niemieckiej w kierunku Lwowa, Przemyśla, Drohobycza, Stanisławowa i Stryja i Tarnopola. Pogorszyło by to znacząco położenie strategiczne Polski. W tej sytuacji władze polskie podjęły działania na rzecz likwidacji zagrożenia i doprowadzenia do powstania wspólnej granicy polsko-węgierskiej. Oba kraje zadeklarowały podjęcie najpierw działań dywersyjnych mających najpierw zdestabilizować sytuację na Podkarpackiej Rusi. Później dla opanowania sytuacji miały wkroczyć regularne wojska węgierskie i zająć jej terytorium.

Operacja „Łom”

Ze strony polskiej operacja otrzymał kryptonim „Łom”. Realizował ją II Oddział Sztabu Głównego wojska Polskiego. Rozkaz do jej podjęcia wydał jego szef gen. Bryg. Wacław Stachniewicz. Warszawa chciała uniknąć angażowania do niej regularnych jednostek WP, co dla Polski mogłoby przynieść szkody prestiżowe. Początkowo wysyłano do Podkarpackiej Rusi patrole i niewielkie grupy dywersyjne. Rozrzucały one specjalne ulotki adresowane do Rusinów. Jedną z nich warto zacytować, bo oddaje ona istotę przeprowadzonej akcji: „Bracia!!! Nadszedł czas wyzwolenia! W Monachium rozstrzygnięto o losie Czechosłowacji. Nastąpił rozbiór zbudowanego na kłamstwie państwa, w którym liczne narody jeszcze cierpią. Rusini! Przygotowujcie się do tego dnia! Dzień Waszego wyzwolenia już się zbliża! Nie wierzcie Czechom, którzy znowu chcą Was oszukać nowymi obietnicami! W „nowej” Czechosłowacji znów będziecie niewolnikami! Czesi zniszczyli Waszą gospodarkę! Zamknięte fabryki, gdzie wcześniej pracowaliście! Wasi synowie na próżno uczą się i (tak) nie otrzymują pracy! Czesi są dyrektorami w zakładach i fabrykach! Czesi są robotnikami! Rusini są wszędzie pozbawieni kawałka chleba! Wszystkie plony z Waszych pól zabrała Praga! Z podatków Waszych opłacano żandarmów, którzy Was gnębili. Synowie Wasi służyli w wojsku w obcych stronach, w tym czasie kiedy bracia Wasi cierpieli głód w domu. Dość!! Zrzućcie z siebie jarzmo czeskie! Granica Węgier zbliża się do Was i Wy idźcie na jej spotkanie! Zamiast nędzy czeskiej, ucisku czeskiego otrzymacie od kraju madziarskiego – pszenicę, wino i pokój. W blasku korony świętego Stefana będziecie żyć w bogactwie i korzystać z wolności religijnej, gospodarczej i politycznej.”

Antyczeskie powstanie

– Działalność polskich grup dywersyjnych miała sugerować, że na Podkarpackiej Rusi wybuchło antyczeskie powstanie Rusinów, opowiadając się za przyłączeniem regionu do Węgier. Akcja ta po pewnym czasie została wzmocniona siedmioma kompaniami partyzanckimi, złożonymi z zawodowych oficerów i podoficerów oraz szeregowców ochotników. Polska prasa prorządowa podjęła akcję propagandową, opowiadającą się za jak najszybszym ustanowieniem wspólnej granicy polsko- węgierskiej. Działania w ramach akcji „Łom” zostały przerwane w wyniku ostrej reakcji Berlina, nie zainteresowanego w likwidacji swojego podkarpackiego przyczółka. Na Podkarpacką Ruś zaczęli też napływać niemieccy doradcy wojskowi i specjaliści z innych dziedzin. Rząd Augustyna Wołoszyna podpisał też z Niemcami porozumienie w sprawie eksploatacji na terytorium Podkarpackiej Rusi surowców mineralnych, mających znaczenie w produkcji wojennej.

Ukraińska Reprezentacja Polityczna w Polsce, kując żelazo póki gorące, postanowiła wesprzeć działania rządu Wołoszyna i zgłosiła do laski marszałkowskiej wniosek w sprawie autonomii terytorialnej dla ziem ukraińskich w Polsce. Pod wpływem agitacji nacjonalistów, politycy i szerokie kręgi społeczeństwa ukraińskiego nabrały przekonania, że Berlin wymusi wkrótce powstanie niepodległego państwa ukraińskiego na Podkarpackiej Rusi. Następnie zaś zmusi Polskę i Rumunię do oddania mu ziem zamieszkanych przez Ukraińców. Projekt Ukraińskiej Reprezentacji Politycznej, zakładający autonomię dla Ukraińców w Polsce był wzorowany m.in. na autonomii Słowacji, przyznanej przez parlament Czechosłowacji i wymuszonej przez Hitlera. Spotkał się on z oburzeniem polskiej opinii publicznej. Gdy 15 marca 1939 r. do Pragi wkroczyły wojska niemieckie, ks. Augustyn Wołoszyn postanowił zagrać vabank i ogłosił niepodległość Karpackiej Ukrainy.

Kanclerz Hitler ich wykiwał

Liczył on zapewne, że Hitler będzie pierwszym politykiem, który uzna jego deklarację i złoży mu gratulacje , ale niestety srogo się zawiódł. Hitler mając w perspektywie wojnę, wolał pozyskać sympatię Budapesztu niż Ukraińców. Niemcy, wkraczając do Pragi, ogłosili swój brak zainteresowania Karpacką Ukrainą. Wojska węgierskie natychmiast ruszyły na północ. Augustyn Wołoszyn uznał, że stawianie oporu wojskom węgierskim przy pomocy „Karpackiej Siczy” nie ma sensu i wyjechał do Rumunii. Część radykałów z „Karpackiej Siczy” uznała Wołoszyna za sprzedawczyka i fabrykując rozkaz „ministra obrony” ogłosili mobilizację. „Siczownicy” byli jednak słabo uzbrojeni, a zmobilizowani studenci seminarium i uczniowie gimnazjum w ogóle nie posiadali broni. Na Krasnym Polu pod Chrustem zbieranina ta usiłowała zatrzymać armię węgierską i została przez nią rozjechana. Karpacka Ukraina istniała w sumie 30 godzin. Północna część Podkarpackiej Rusi została ponownie włączona do Węgier. Na 6 miesięcy Polska uzyskała wspólną granicę z Węgrami. Choć fakt ten trwał krótko, to we wzajemnych kontaktach polsko-węgierskich odegrał pozytywną rolę. Po klęsce Rzeczypospolitej w 1939 r. zanim Sowieci szczelnie ją obsadzili, przedostało się przez karpackie przełęcze na Węgry tysiące polskich uciekinierów.

Cdn.

Marek A. Koprowski

———————–


[link=http://fwpn.org.pl/]

Cykl powstał dzięki Stypendium , przyznanemu autorowi przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz