Cesja terytorialna na rzecz Polski należała się jak najbardziej Niemcom za całokształt „twórczości” w czasie wojny. Kresowianom natomiast ojcowizna została odebrana niesłusznie. Wschodnia granica Polski to efekt gwałtu na naszym państwie dokonanego przez jej łapczywych przeciwników, natomiast wschodnia granica Niemiec jest efektem gwałtów niemieckich.

By tęsknić za polskim Lwowem, niekoniecznie trzeba być rewizjonistą, lecz zawsze istnieje prawdopodobieństwo zetknięcia się ze stwierdzeniem występującym najczęściej w formie zdania: „A co mają powiedzieć Niemcy na Wrocław?”, którym dany człowiek chce nas zaszachować, wykazać błyskotliwość swojego umysłu i pochwalić się wiedzą historyczną.

Tymczasem, nie ma chyba innego, lepiej świadczącego o bardziej uproszczonym podejściu do historii lub braku jej znajomości i analizy zdania. Podobnie ma się sprawa z porównywaniem Szczecina lub Gdańska z Wilnem. Dla polskich Kresowian takie stwierdzenie jest niezwykle obraźliwe, ponieważ sugeruje jakoby między nimi a niemieckim Związkiem Wypędzonych Eriki Steinbach i Powiernictwem Pruskim można było postawić znak równości. Tymczasem, dzieli ich bardzo wiele.

Pierwszą dość bolesną dla polskich środowisk kresowych różnicą jest zupełnie inny stopień wsparcia państw macierzystych, drugą natomiast fakt, że niemieccy wypędzeni wydają się być zdecydowanie mniej spokojni od Polaków względem postawy roszczeniowej. Kiedy weźmie się pod uwagę sprawę trzecią, trzeba stwierdzić, że Kresowianie byli w całej swojej liczbie od początku do końca wojny ofiarami, czego nie można powiedzieć o niemieckich wypędzonych, którzy pełnili wielokrotnie rolę katów lub ich pomocników. Po czwarte, niemieccy wschodniacy sami, co najmniej w części, zgotowali sobie nieszczęśliwy los, podczas gdy Kresowianie nie mieli nań żadnego wpływu. Po piąte, Polacy żyli spokojnie w swoim polskim Lwowie, Grodnie, Wilnie, a także innych miastach, ponieważ to im wystarczało. Niemcy natomiast, posiadając niemiecki Breslau, Allstein, Stettin (Wrocław, Olsztyn, Szczecin), nie byli najwyraźniej wystarczająco zadowoleni i wykazali się zachłannością, ponieważ chcieli mieć także Danzig, Posen, Kattowitz.

Po szóste, należy stwierdzić, że cesja terytorialna na rzecz Polski należała się jak najbardziej Niemcom za całokształt „twórczości” w czasie wojny. Kresowianom natomiast ojcowizna została odebrana niesłusznie. Wschodnia granica Polski to efekt gwałtu na naszym państwie dokonanego przez jej łapczywych przeciwników, natomiast wschodnia granica Niemiec jest efektem gwałtów niemieckich. Niemieccy wypędzeni powinni więc podskakiwać z radości, że wyszli i tak na wojnie dużo lepiej, niż polscy Kresowianie, pomimo tego, że to oni byli co najmniej współwinni swojej tragedii – są dziś od Polaków bogatsi (to różnica siódma). Znaleźli się bowiem w większości i niezasłużenie po lepszej stronie żelaznej kurtyny. Powinni się cieszyć, że granica polsko – niemiecka wygląda tak jak obecnie, a oni prowadzą życie dużo wygodniejsze od Polaków. Mierząc albowiem wojenny rachunek wedle etyki, oczywiście nie tej jałtańskiej, Polska winna była zachować w 1945 roku swoje wschodnie granice w całości do Zbrucza, dostając zarazem jako odszkodowanie za straty ziemie zachodnie po Odrę. Jednocześnie to prędzej Niemcom „należał się” komunizm, a nie Polsce. Stało się jednak inaczej i to w sporej części potomkowie katów, dziś bogatsi, śmieją się z potomków ofiar mówiąc „Jedź do Polski, twój samochód już tam jest”, bądź emitując reklamy z okazji meczu Polska – Niemcy (lub bez okazji – reklama Media Markt) – ukazujące „Polaczków” jako biednych i zacofanych lub złodziei. Polskie straty bowiem to nie tylko mienie ruchome i nieruchomości, ale także sześć milionów obywateli. To, że systematycznie pnąca się ekonomicznie w górę (m.in. dzięki Stanisławowi Grabskiemu czy Eugeniuszowi Kwiatkowskiemu) przedwojenna Polska stała się biednym i zacofanym krajem, który przy wielu okazjach jest utożsamiany przez Niemców z chłopem orającym pole za pomocą pługa ciągniętego przez konia – nie jest polską winą, ale właśnie niemieckich dziadków.

Niemieccy wypędzeni dostawali pod swoją kuratelę polskich Kresowian jako robotników przymusowych, nie zaś odwrotnie. Sami zresztą na kartkach do głosowania wybrali legalnie Adolfa Hitlera, który w niemieckim Wrocławiu dostał najwięcej głosów. Dodajmy na marginesie, że było to miasto, które w 1945 stało się zburzoną przez Niemców i Sowietów ruiną, odbudowaną przez Lwowian, którzy zostawili na wschodzie zbudowane przez siebie, niemal nietknięte wojną w porównaniu z Wrocławiem miasto Lwów.

Z powyższych powodów dla Kresowian tak wybitnie obraźliwe jest przytoczone wcześniej zdanie „A co mają Niemcy powiedzieć na Wrocław?”, mające zresztą sowiecką genezę. Brzmi ono tak, jakby między Kresowianami a niemieckimi wypędzonymi ktoś specjalnie chciał postawić znak równości. I rzeczywiście robili to Sowieci oraz polscy komuniści na ich usługach. Oni to właśnie z odszkodowań terytorialnych od Niemiec, które chciał uzyskać rząd RP na uchodźstwie, uczynili pretekst do rabunku ziem wschodnich.

Ziemie zachodnie stały się nagle propagandowo nie odszkodowaniem od Niemiec, lecz od ZSRR za ziemie wschodnie. Mało tego, Sowieci opodatkowali wymienione odszkodowanie z Królewca oraz okolic. Społeczeństwo polskie zostało więc obrabowane i jeszcze wmówiono mu, że ktoś zrobił Polakom przysługę. Na czyją korzyść mogło być zatem porównywanie polskiej tęsknoty za Lwowem, czy Wilnem z tą prezentowaną przez wypędzonych do Wrocławia lub Szczecina? Każdą, tylko nie polską. Wcześniej kojarzenie utraty Lwowa, czy Wilna z zyskiem Wrocławia, Szczecina oraz porównywanie Kresowian do wypędzonych, służyło Sowietom. Dziś służy wypędzonym, nacjonalistom ukraińskim, a także ruchom postsowieckim (ci rzeczywiście wierzą, że ZSRR zrobiło Polakom łaskę). Dlatego tak bardzo razić może sytuacja, gdy sami Polacy powtarzają stary oklepany tekst stworzony na rzecz radzieckiej propagandy oraz jej polskich komunistycznych marionetek, porównujący polski Lwów z niemieckim Wrocławiam, a Kresowian z wypędzonymi.

To Hilary Minc, działacz Komunistycznej Partii Polski, piastujących w czasach stalinowskich liczne wyższe funkcje państwowe w piątym numerze Nowych Widnokręgów z 1 marca 1944 roku w piśmie Wandy Wasilewskiej, które było organem Związku Patriotów Polskich, napisał: […]Czy możemy być jednocześnie na Śląsku Opolskim i na Wołyniu, nad Bałtykiem i na Polesiu, nad Odrą i nad Zbruczem? Rzecz jasna, nie. A dlaczego nie? Ponieważ Związek Sowiecki musiał dostać swoje zdobycze terytorialne. Przeto Polska walcząca z Niemcami została potraktowana względem swoich wschodnich terytoriów tak jak przegrane i winne swemu losowi Niemcy.

Można darować sąsiadom wiele rzeczy, lecz należy żądać od nich mówienia prawdy i zaprzestania fałszowania historii (którego przykładem jest tak słynny jak zmanipulowany artykuł Ciemny Kontynentw Der Spieglu), relatywizacji zbrodni przodków na rzecz własnych celów. Ilekroć zatem słyszymy „standardowe” fałszywe stwierdzenia – reagujmy. Róbmy to także wtedy, gdy słyszymy nawet bzdurny wywód, który jak się nam wydaje moglibyśmy zostawić bez komentarza, np. stwierdzenie, że Polska straciła ziemie „białoruskie” i „ukraińskie”, a Związek Sowiecki oddał je sprawiedliwie prawowitym właścicielom. Tak samo trzeba interweniować, kiedy niemieckim mediom po raz setny „przypadkowo” się wymsknie wyrażenie „polskie obozy koncentracyjne”. Ten wielokrotnie powtarzany fałsz, w końcu na goebbelsowskiej zasadzie stanie się prawdą, jeśli nie będziemy reagować. Nie przejmujmy się za każdym razem zarzutami, że jesteśmy nadwrażliwi (czytaj: niedojrzali), odnosząc się tak emocjonalnie do zwykłej pomyłki. Podobnie ma się sprawa z fałszowaniem historii związanej z ludobójstwem dokonanym na 120 tys. Polaków i ogromnej liczbie Ukraińców przez OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich i relatywizacją tej zbrodni. Tutaj wobec polskich Kresowian również w sposób bezpardonowy także ukraińscy nacjonaliści wystosowują fałszywy zarzut, że mordowali tak samo jak ich banderowscy przodkowie. Zapewne przeciwnicy Kresowian mogliby teraz rzec: „Tak, Polacy to zawsze byli święci”. W zasadzie dla przekory można powiedzieć, że w porównaniu do swoich sąsiadów byli. Dlaczego? Tak to jest, że to właśnie rządzące elity danych państw, czy grup etnicznych posługujące się totalitarną ideologią dokonują zbrodni. Takich dokonywali Niemcy, zaczytując się w Mein Kampf, ukraińscy nacjonaliści zaczytani w zbrodniczym „Nacjonalizmie” Dmytro Doncowa. Polacy natomiast posiadali państwo podlegające regułom demokracji, zarówno na uchodźctwie, jak i w podziemiu. Dzisiaj niektórzy współrodacy zbrodniarzy wojennych próbują dokonać rewizji historii, na którą nie należy pozwolić.

Polska, będąc paradoksalnie w teorii w obozie zwycięzców straciła poprzez działanie dyplomacji sowieckiej ziemie, w tym Wilno i Lwów, na rzecz przegranych niemieckich kolaborantów (Litwinów i nacjonalistów ukraińskich), których potomkowie dzisiaj kultywują zbrodnicze formacje i na tych ziemiach dyskryminują Polaków. Po stracie obu tych miast jedyne, co Polsce mamy, to chociaż czyste sumienie, tj. prawda historyczna o jej honorowym zachowaniu. Nie splamiliśmy honoru, lecz zapłaciliśmy za to wysoką cenę. Nie pozwólmy sobie wmówić, że było inaczej. Tylko to nam zostało i tego już nie możemy dać sobie odebrać.

Aleksander Szycht

PolskieKresy.pl

21 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. mrciemnosc
    mrciemnosc :

    panie autorze, niemieckie granice zostały skorygowane w zasadzie wyłącznie na wschodzie, chociaż Niemcy dopuszczali się okrucieństw nie tylko na Polakach. Poza niewielkim zmianami innych granic, wschodnie ziemie niemieckie zostały przydzielone Polsce i ZSRR. Przesunięcie granic, a przede wszystkim wielkie migracje okazały się ostatecznie korzystne dla Polski i chyba tylko idiota może kwestionować wielką wartość powojennej Europy, jaką stały się państwa jednolite etnicznie. Kresowiacy mieli przez cały okres PRL i później III RP za sobą przepisy pozwalające zaliczyć majątki pozostawione na Kresach na poczet nabywanych od Skarbu Państwa i samorządów. Owszem, po wojnie Lwów i Wilno były polskie, tak samo jak pewna ilość innych polskich wysp i wysepek na oceanie obcej etnicznie ludności. Ale polskie przestały być Kresy w swojej ogólności. Zupełnie nową jakość wprowadziło ukraińskie ludobójstwo, nazistowskie ludobójstwo i wypędzenia polskiej ludności. I człowiek dobrej woli (oraz szerszej wiedzy) nie może przechodzić nad tymi faktami do porządku dziennego. Elity Kresów zostały wyniszczone przez bolszewików i nazistów (Niemców) oraz ich pomocników (litewskich i ukraińskich szowinistów). Faktem najważniejszym było to, że Ziemie Odzyskane były zapłatą za Kresy, a nie odszkodowaniem za niemieckie zbrodnie. Dodajmy, że w interesie ZSRR były jak najszersze cesje terytorialne dla Polski. Alianci Zachodni, jeszcze zanim powstały RFN i NRD, walczyli o to, żeby ze Szczecina uczynić żydowską enklawę, o to, żeby granica była nie na Nysie Łużyckiej a Kłodzkiej. Tak samo ZSRR wzięło polską stronę przy polsko-czechosłowackim konflikcie o Kotlinę Kłodzką w 1947. A temat pazerności niemieckich wypędzonych, to już zupełnie inna kwestia. Od 1990 roku zachłyśnięte „wolnością” polskie elity tolerowały i czasem wprost uznawały niemieckie pretensje majątkowe. Tolerowanie terminu „naród śląski”, uznawanie prawa do dochodzenia zwrotu majątków przed polskimi sadami, to była i jest zdrada. Natomiast przede wszystkim białoruskie, ale również ukraińskie czy litewskie władze odmówiły Polakom praw do odszkodowań. Tolerują odrestaurowywanie zabytków z I i II Rzeczypospolitej, ale nie uznają praw do kultywowania polskości. Jeżeli polskie władze zapomniały o Polakach na Wschodzie, to ani politycznie ani majątkowo nie mamy po prostu żadnych atutów do żądań. I stąd Kresowiacy nie wysuwają żądań, albo wysuwają nieśmiałe jakby-żądania do zwrotu majątków na wschodzie. I to jeszcze jako zasyceni przez Skarb Państwa tu, w Polsce. Jak ktoś nie wierzy, to proszę sobie wpisać „ustawa o mieniu zaburzańskim”. Teraz mamy ustawę z 2005 r., ale w polskim porządku prawnym tego rodzaju przepisy były już od 2 połowy lat 40-tych tamtego stulecia.

      • kros
        kros :

        Nie zgadzam się z wymową tego postu, a już szczególnie z jedną kompletnie nieuprawnioną tezą.
        Chodzi mianowicie o to Ziemie Odzyskane były zapłatą za zabór Kresów. To jest nieprawda!
        Autor nie zauważa że straciliśmy znacznie więcej niż dostaliśmy, obyło się to z naruszeniem ówczesnego prawa (karta atlantycka) i kompletnie nie uwzględniono opinii legalnych władz polskich. Teraz Gdańsk, Wrocław, Szczecin, wyglądają okazale ale w 1945 roku to były ruiny ! Elbląga nie odbudowano do dzisiaj !
        Powinniśmy mieć jednolitą etnicznie Polskę ze Lwowem i Wilnem, Grodnem i Lidą. Być może nie udało by się utrzymać całych Kresów szczególnie woj. Poleskiego i stanisławowskiego.
        Twierdzenie że obecny stan rzeczy jest przejawem defetyzmu i nieznajomości historr.

        • mrciemnosc
          mrciemnosc :

          więc Ziemie Odzyskane to było odszkodowanie za zbrodnie nazistów? Jaką zapłatę terytorialną otrzymali Holendrzy za Rotterdam? Czy Jugosławia dostała coś za niemiecko-włoskie zbrodnie? (przypominam: Jugosławia była trzecia po Polsce i ZSRR w Europie jeśli chodzi o skalę zniszczeń materialnych i ubytków ludnościowych). Ja nie polemizuję z tym, że zabór Kresów był pogwałceniem prawa międzynarodowego, ale w wyniku II wojny światowej wytworzył się stan, który, czy się komuś podoba czy nie, dla wspólnego wszystkich nas dobra powinien być akceptowany. Jak mielibyśmy odzyskać Lwów i Wilno? Czy jakiekolwiek suwerenne państwo zgodziłoby się na przesunięcie granic? Czy może armia polska i ochotnicy mają te ziemie odzyskać? Litwa jest razem z nami w NATO, Ukraina ma armię, która lepiej lub gorzej, ale w dużej mierze nabyła doświadczenie w walkach z separatystami, Białoruś ma poparcie Rosji. Jak nasza armia miałaby walczyć ? Z jednym czy z kilkoma wrogami równocześnie? Odzyskanie Lwowa czy Wilna w obecnej sytuacji geopolitycznej jawi się jak coś z kategorii SF. Skoro Ziemie Odzyskane zostały zniszczone, to jak wyglądały zniszczenia na Kresach? Czy ZSRR nie zaprzągł setek tysięcy niemieckich i wegierskich jeńców do odbudowywania zachodnich BSRR i USRR? Czy nie było intensywnych walk w Galicji? Czy przypadkiem Ukraińcy nie zniszczyli polskich wsi? Czy nie było tak, że przez każde miasto i wieś na Kresach front przechodził minimum 2 razy? Miasta wskazane przez Ciebie nigdy nie były jednolite etnicznie, a już w mniejszych miastach i we wsiach dominowała obca etnicznie ludność. A teraz mamy taki stan rzeczy, że nasi rodacy utonęli w morzu obcej krwi na wschodzie (oprócz części Litwy). I co my mamy odzyskać? I kim mamy to zasiedlić?

  2. zan
    zan :

    Zarzut niepotrzebnego grzebania przy Lwowie stawia przeważnie prawica syjonistyczna (powierzchowny antykomunizm, USmanizm, PIS, GP, RAZ, WC…). Co ciekawe, syjo-prawicowcy dość daleko zapędzają się w potępianiu bandytyzmu Armii Czerwonej. Można się w tej dziedzinie zapędzić? Ano można. Gdy zaczyna się za dużo mówić o gwałtach na Niemkach albo wyśmiewać termin „ziemie odzyskane”. Buduje to niebezpieczną dla Polski atmosferę bezprawnego odebrania ziem niemieckich. Ziemie zachodnie mozemy stracić, a wschodnich nie odzyskamy. Tak nas urządzą nie tylko Tuski, ale i…. „patrioci”.

    • wlkp
      wlkp :

      ten artykuł, to taka trochę interpretacja wiersza oderwana od twórcy i realiów – to, że dzisiaj, po 70 latach ktoś orzeknie, że dawne tereny należące do Rzeszy to rodzaj reparacji wojennych, nie ma wpływu na zmianę tego, co w połowie lat 40-tych się wydarzyło. Stalin przeforsował swój projekt strefy wpływów, Stalin miał decydujący wpływ na umiejscowienie i powierzchnię Polski ( tu ani Niemcy ani Polacy na nic wpłynąć nie mogli ), to na rozkaz Stalina wywieziono znakomitą większość Polaków, którzy pozostali przy życiu na terenach, które w skład Polski wejść nie miały, na ziemie Rzeszy, które nam przekazano, to Stalin zadecydował, że odebrane nam ziemie wejdą w skład republik ZSRR ( wtedy nie było żadnej Litwy, Białorusi czy Ukrainy), a część zostanie praktycznie wojskową enklawą zarządzaną bezpośrednio z Moskwy ( Kaliningrad ). Nostalgia za utraconymi ziemiami, obejmuje wiele narodów, często obejmuje te same tereny – ale bez wojennej powtórki nic się nie da zmienić. A wywód, że Niemcy mają definitywnie mniejsze prawo do Wrocławia niż my do Lwowa, Grodna, czy Wilna – moralnie słuszny – ale co z tego. Każdy nasz ruch na wschód spowoduje analogiczne działanie Niemców – i co wtedy ? Pokonamy ich naszym honorem i wysokim morale ?

      • malkontent
        malkontent :

        I trudno sie z toba nie zgodzić, w polityce zwłaszcza zwycięzców nie ma miejsca na morale i wszystko było za wiedzą i na rozkaz wodza Stalina i kropka. jeszcze jeden drobny elemencik kłamliwy w artykule: Hilary Minc to nie Polak a żyd urodzony w żydowskiej rodzinie Oskara i Stefanii z domu Fajersztajn !!! przysłany jak wielu innych żydów wraz z bratnią pomocą by wyczyścić polskie pole z elementów reakcji, nie rozwijam tematu bo wiekszość go doskonale zna . Amen

  3. beresteczko1651
    beresteczko1651 :

    Nie chodzi o to, żeby wsiadać do czołgów i jechać odbijać zagrabione przez ukraińców Kresy, ale o to, żeby przez swoją politykę spowodować, żeby ukraińcy ani przez chwilę nie zapomnieli, że są złodziejami. Trzeba na każdym kroku podkreślać polską historię tych ziem, dbać o polskie zabytki i cmentarze, o polskie szkoły i parafie, o polskie organizacje, festiwale i inne imprezy, gdzie tylko się da stawiać pomniki polskim ofiarom ukraińskiego bestialstwa. Nagłośnić na forum Europy ukraińskie bestialstwo wobec Polaków, ich politykę mordów, wypędzenia, wywózek i wynorodowienia oraz fakt, że sprawcy i inspiratorzy ludobójstwa są dla współczesnych ukraińców bohaterami i wzorcami dla młodych pokoleń. W przypadku najmniejszej próby oporu czy utrudniania ze strony ukraińskiej administracji podnosić krzyk na całą Europę. Wspierać tych mieszkańców Kresów, którzy uważają się za Polaków i są w tej deklaracji szczerzy, po to między innymi, żeby ci, którzy uważają się za ukraińców doszli do przekonali się, że lepiej być Polakiem, żeby zrozumieli, że jeśli chcą wejść do Europy i poprawić swój byt, mogą to zrobić jedynie jako Polacy, zaś jako ukraińcy pozostaną Azjatami. Żeby zaczęli żałować, że ziemie na których żyją zostały Polsce ukradzione. Zaś tych polskich obywateli, którzy twierdzą, że Ziemie Zachodnie nie były słuszną, choć niedostateczną, rekompensatą dla Polski za niemiecką agresję, pięcioletnią okupację, sześć milionów zabitych obywateli, fatalne zniszczenia, rabunek dóbr kultury i eksploatację narodu, należy traktować jak zdrajców!

    • wlkp
      wlkp :

      traktować to możesz jak chcesz i co chcesz – tylko wpływ na świat i historię to ma taki, jak dmuchnięcie w oku cyklonu. Poza tym, bycie Polakiem ( ale zakładam, że i reprezentantem każdego innego narodu ) to coś więcej niż szansa na zasiłek i lepszy byt – jak proponujesz. Kupowanie „obywateli” i ich lojalności jest słabe w każdym calu – zaczynając od pierwszego – nie stać nas na to…

    • kros
      kros :

      Z ust mi to wyjąłeś. To jest właściwy kierunek. Dodam do tego jeszcze jedno.
      Trzeba grzecznie – nie obrażając – powiedzieć o tym Ukraińcom. Mało tego dać im jasno do zrozumienia że nigdy nie wejdą do UE, z pomnikami Bandery całą tą faszystowską ideologią. I dać im trochę czasu.
      Sami dojdą do właściwych wniosków… i poproszą o federację z Polską. A to już odbędzie się na naszych warunkach. Oczywiście w konflikcie z Rosją należy ogłosić neutralność i czekać na rozpad Ukrainy.

    • cherrish
      cherrish :

      To nie jest kwestia wiary, Lwów jest polskim miastem w tym sensie, że tam każdy kamień mówi po polsku, to miasto przesiąknięte polskością. To miasto o ogromnym znaczeniu dla naszej tradycji, historii, kultury, sztuki, literatury. Teraz pod administracją ukraińską, ale granice nigdy wieczne nie były. Nie nawołuję do wsiadania na czołgi, ale nic nie jest wieczne, nic nie jest dane raz na zawsze. Odpowiadając na pytanie, tak, w sensie administracyjnym wierzę, że Lwów wróci w granice Polski, bo w sensie mentalnym on w Polsce jest.

    • patriota
      patriota :

      Wątpiąc w to driwsz z ponad 400 letniej przynależności Lwowa do Polski, ogromu ofiar złożonych na ołtarzu integralności z Rzeczpospolitą, wkładu tego miasta w rozwój na wszystkich płaszczyznach polskiej nauki, kultury, sztuki etc. LEOPOLIS SEMPER FIDELIS TIBI POLONIAE !!! Lecz czy Polska (szczególnie obecnie) wierna temu miastu ??? Czy wspiera zmasakrowaną przez upaińców Polonię ??? Widzę, że myślisz, że myślisz, a nie wiesz, że nie wiesz.

      • ziemowit
        ziemowit :

        Do: Patriota patrząc przez ostatnie 26 lat niepodległej Polski politykę rządu Polskiego wobec Lwowa i Kresów Wschodnich obserwuję i dochodzę do wniosku że niczego nie mogę znaleźć jakkolwiek śladu (np. pomocy dla tamtejszej Polonii w takich sprawach jak nauki, kultury, sztuki, tradycji, historii itd. ..) czy wysiłku rządu wobec tych terenów w celu uratowania Polskich budynków ..

  4. maniek7
    maniek7 :

    a czemu Stalin wziął pod okupację NRD? Odzyskał pradawne ziemie słowian tzw. Lechitów więc niech nikt nie mówi o niemieckim Wrocławiu czy Szczecinie. Ukraińcy czy Ruskie to są różne mieszanki słowiańsko-tatarsko-mongolskie i Lechitami nigdy nie będą co widać po ich dzikich rysach twarzy i agresywnej mentalności. Idzie koniec ery kolonializmu i panowania zachodu nad światem. niedługo powiemy do widzenia władzy niemiecko-żydowsko-anglosasko-francusko-radziecko-islamsko-watykańskiej. czas na chiny,czas na indie czas na czarną afrykę czas na amerykę łacińską i czas na powrót wielkiej Lechii

  5. galicjanin
    galicjanin :

    A zanim nastąpi powrót wielkiej Lechii, to z polskiego Lwowa już nic nie zostanie!!! Oto kolejny zabytkowy budynek znika z krajobrazu miasta. Pochodzący z XVII w. Pałac Biesiadeckich. Miejsce, które było świadkiem dramatycznych wydarzeń w sierpniu 1944 r. To do tego budynku sowieci zwabili i tutaj aresztowali oficerów lwowskiej komendy AK. Stan tego pałacu jest katastrofalny. Do obejrzenia reportaż na ukraińskim zahidnecie.

    http://zaxid.net/news/showNews.do?bezhatki_led_ne_spalili_unikalniy_palats_u_tsentri_lvova &objectId=1376358

  6. husarz
    husarz :

    Bardzo dobry artykuł zgadzam się ze wszystkimi stwierdzeniami, nie chodzi tu o wielką Lechię, odzyskiwanie Lwowa ale o prawdę historyczną jak powiedział autor, chociaż jestem całym sercem za tym aby te miasta wróciły do macierzy. Nie jest też prawdą że ludzie tam mieszkający nawet uważający się za Litwinów czy Ukraińców mają taką jednolitą tożsamość w tej chwili te państwa za pomocą antypolskiej polityki historycznej próbują utkać Litwina i Ukraińca podobnie jak Białorusina jak będzie w przyszłości czas pokaże raczej jest to niemożliwe. Autor artykułu wyraził poprostu w oparciu o fakty historyczne jaki my powinniśmy mieć stosunek do odzyskanych ziem na zachodzie i jak powinniśmy traktować utracone Kresy, nie patrząc oczami propagandy ZSRR czy politycznych zachodnich sojuszników z II wojny. To w końcu głos polski w tej sprawie. Więcej takich tekstów życzymy portalowi.

  7. bojno
    bojno :

    Pan Aleksander Szycht pisze jak zwykle pięknie propolsko, patriotycznie. Komentarz do tekstu: Najważniejszym dla kultury polskiej problemem jest dziś niszczenie dorobku pokoleń Polaków na ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej. Resztki wspaniałej łacińskiej cywilizacji są rujnowane. Lwowskie stare miasto rozpada się! Ukraińcy niszczą kamienice, burzą je i stawiają w ich miejsce betonowe bunkry. Obserwuję ten proces od lat. To, co trzeba zrobić teraz, to ocalić resztki naszej kultury i historii.

  8. przemuz
    przemuz :

    No ja nie moge się zgodzic z tym, że ktos mówi niemiecki Wrocław. Wszak mieli oni go tylko 200 lat. W porównaniu do daty jego zalozenia, okolo 1000, to bardzo krotki okres czasu. Mimo iz miasto bylo przed 1741 Habsburskie to nadal uzywalo jezyka polskiego i mieszkali tam polacy.
    Ja wiem ze nic nie zrekompensuje Lwowa ale mamy we Wroclawiu wiele oznak tego miasta. Fredro przeniosiony z Lwowa na rynek, Panorama Raclawicka. Polecam zobaczyc glowny budynek Politechniki i lwy na rogach dachu symbolizujace Lwów, jak i caly korytarz z portretami rektorow z Politechniki lwowskiej, no i tablice i pomnik upamietniajace ludobojstwo na profesorach lwowa. Jest wiele oznak i tego niemieckiego Breslau jest juz malo we Wroclawiu ( no moze kamienice ktore sie zachowaly, co jak co ale niemcy umieli budowac ladne domy mieszkalne)