Nieatrakcyjna ojczyzna Rosja

Rosjanie, którzy po rozpadzie ZSRS zostali na Łotwie stali się do tej pory ludźmi miejscowymi. Mimo wszelkich różnic nie pakują walizek by wyjechać do historycznej ojczyzny. Jakaś część z nich, być może, i nie odmówiłaby powrotu do Rosji, ale realna Rosja to bardzo nieatrakcyjne państwo, zupełnie nie takie, jakie pokazują rosyjskie kanały telewizyjne kontrolowane przez państwo.

Prezydent Łotwy Andris Berzi?s postanowił przywrócić działalność Państwowej Komisji do spraw języka, mającej badać i oceniać sytuację języka państwowego na Łotwie i opracować konkretne propozycje wzmocnienia, udoskonalenia i rozwoju pozycji języka łotewskiego jako jedynego oficjalnego, pisze „Latvijas Avize”. Na czele komisji stanie profesor Uniwersytetu Łotewskiego, kierownik katedry tłumaczeń Andrew Veisbergs. Oceniając procesy w społeczeństwie i sytuację językową, Veisbergs podkreślił, że obecnie niepokojącym problemem jest zwężenie przestrzeni informacyjnej i polaryzacja między rosyjsko- i łotewskojęzycznymi mieszkańcami.

Zbieranie podpisów za przeprowadzeniem referendum na temat języka rosyjskiego jako drugiego języka państwowego Veisbergs nazwał absurdem, dodając: „Demokracja dopuszcza dowolne przejawy. Można rozpocząć zbieranie podpisów, na przykład, za tym, że na Łotwie rząd jest w ogóle niepotrzebny. Można wymyślić wiele rzeczy. Status języka łotewskiego jest określony w różnych ustawach, w tym i w paragrafie 4 Konstytucji. Oczywiście Konstytucja nie jest wyryta w kamieniu i można spróbować ją zmienić. Jeśli jednak język łotewski uważa się za podstawowy objaw identyczności, to zmieniwszy tą kwestię, okaże się, że w dużym stopniu będzie podane w wątpliwość, po co w ogóle potrzebne jest to państwo”.

„Ludzie, którzy dzisiaj zainicjowali takie zbieranie podpisów, robią to dla celów politycznych i dla zwiększenia swojej popularności, wykorzystując starą demagogię i grożąc złożeniem skargi do Trybunału Europejskiego zgodnie z prawami człowieka dotyczącymi ignorowania zdania mniejszości narodowych”. Veisbergs zaznaczył, że prezydent powiedział, że postara się aktywnie wyjaśnić rosyjskojęzycznemu audytorium, że język łotewski jako jedyny język państwowy to kwestia niepodlegająca dyskusji, i że należy to rozumieć jako podstawę państwa. Veisbergs uważa, że obecnie rządząca koalicja może być dość pozytywnie nastawiona do problemu języka państwowego: „To jest pozycja «Latvijas Avize», która jednemu może się podobać, a drugiemu nie, ale dla mnie co najmniej jest jasne, że ten blok o tym myśli. Jest jeszcze pozycja partii „Jedność”. Od niektórych przedstawicieli „Jedności”, w tym od członków naszej komisji usłyszałem termin „utrzymać” sytuację związaną z językiem państwowym. Od polityków Partii Reform Zatlersa dowiedziałem się, że oni myślą nad kwestią języka, za wyjątkiem wykształcenia przedszkolnego w języku łotewskim. W tym samym czasie cały blok mówi o wzmocnieniu pozycji języka łotewskiego”. Tak, więc potrzebna jest jasność „utrzymać” czy wzmocnić, i w jaki sposób będzie się to dziać.

Etap początkowy był pomyślny. Pod petycją o potrzebie drugiego języka państwowego zebrano więcej niż 12 tysięcy notarialnie poświadczonych podpisów mieszkańców Łotwy. Aby ta inicjatywa w Sejmie przeszła w listopadzie, potrzeba jeszcze 155 tys. popisów. Ustawa wymaga poparcia jednej dziesiątej wyborców przybyłych na ostatnie wybory Sejmu. Cel przedsięwzięcia jest jasny jak słońce – uzupełnić kilka artykułów Konstytucji o wskazanie języka rosyjskiego jak drugiego języka oficjalnego. Na szczeblu międzynarodowym oznaczałoby to, że język rosyjski automatycznie stałby się także oficjalnym językiem Unii Europejskiej. Dawne marzenie Kremla. W kraju oznaczałoby to na długi czas, co najmniej na przestrzeni okresu życia pokolenia, uzasadniony rozłam „jako-tako” zintegrowanego społeczeństwa łotewskiego. W tym przypadku, jeśli zostanie zebrana niezbędna ilość podpisów (w tym czasie każda prognoza może okazać się mylną) i nastąpi odmowa ze strony Sejmu, trzeba będzie przeprowadzić referendum. Znowu za pieniądze podatników.

Jeśli uznany zostanie drugi język państwowy, powstanie dwuznaczna sytuacja w kwestii przydzielania obywatelstwa. Jeśli człowiek zna jeden z oficjalnych języków, to czy, aby otrzymać obywatelstwo, potrzebna mu jest także znajomość drugiego języka? Może wystarczy jeden? Przez ostatnie lata często słyszy się rozmowy na temat „dwuwspólnotowego” państwa, o którym mówiliśmy bodaj czy nie podczas rządów Vairy V??e-Freiberg. Jednakże to nie tak. Realne dwuwspólnotowe państwo istniało już w strukturze administracyjno-terytorialnej, którą nazywano Sowiecką Łotwą. Tą sytuację wręcz przemilczano. Język rosyjski, obłudnie nazywający się językiem komunikacji międzynarodowej, faktycznie był językiem państwowym, który stopniowo tłumił „język miejscowy”. Kto żył w tamtych czasach, łatwo przypomni sobie, jak na Łotwie pojawili się Imanty Martynowicze i „brali miary”. A także to, że za tamtym językiem państwowym stały okrutne władze państwowe. We wszystkich okresach i we wszystkich państwach najgorsze życie mieli ludzie z pijaków czy bumelantów; i tak samo było w Sowieckiej Łotwie. Jednak jeszcze gorzej niż pijakom i bumelantom żyło się tym, których „kompetentne organy” uważały za nacjonalistów.

W dzisiejszej Łotwie za językiem państwowym nie stoją okrutne władze państwowe. Zauważył to także wieloletni klaun rosyjskiej polityki Władimir Żyrinowski. Kilka lat temu zaczął on mówić o tym, że na szczeblu międzynarodowym należy zająć się kwestią „dyskryminacji rosyjskojęzycznych” na Łotwie, np. „babcie”, nieznające języka państwowego, nie otrzymują pomocy lekarskiej. Zaczął mówić, ale tematu nie rozwinął, zostawiwszy możliwość odgadnąć – dlaczego nie rozwinął? Ćwierć wieku temu na Łotwie, w szczególności w Rydze, było dużo „przybyłych”. Kiedy odbudowywano Łotwę część z nich umarła, a część emigrowała. Ci, którzy zostali w rzeczywistości, stali się już miejscowi. Oni są różni, ale są już miejscowi, którzy nie pakują walizek. Jakaś część z nich, być może, i nie odmówiłaby powrotu do ojczyzny, ale realna Rosja to bardzo nieatrakcyjne państwo, zupełnie nie takie, jakie pokazują rosyjskie kanały telewizyjne kontrolowane przez państwo. Istnieje zapotrzebowanie na idee wielkoruskiego szowinizmu. Wynik zebranych podpisów pokaże, na ile jest on wielki i czy jest zdolny stworzyć realne zagrożenie temu fenomenowi „pokojowego współistnienia”, jakie obserwuje się na Łotwie po przywróceniu niepodległości państwa.

Z pewnością już wkrótce nastanie dzień, kiedy profesjonalny rewolucjonista, rycerz wartości duchowego lidera Socjaldemokratycznej Partii “Zgoda” Janisa Urbanovicsa i były nacjonalistyczny bolszewik Vladimirs Lindermans zostanie obywatelem Republiki Łotewskiej. Rejonowy sąd administracyjny uznał jego powództwo i powierzył Urzędowi ds. Obywatelstwa i Migracji rozpatrzyć wniosek o przyznaniu mu obywatelstwa Łotwy. Decyzja ta, według wszelkiego prawdopodobieństwa, będzie zaskarżona przez państwo, jednak w rzeczywistości brakuje powodów dla zakazu. Lindermans nie musi się wcale naturalizować. On mówi swobodnie po łotewsku, urodził się i przeżył tu prawie całe życie. W prawdzie o jego lojalności wobec państwa można podyskutować, jednak jest to, jakby się tego nie chciało, kwestia interpretacji. Dotychczas obywatelstwo przyznawano także o wiele bardziej szkodliwie nastawionym elementom.

Wszystko to znaczy, że Lindermans szybko będzie mógł wykorzystać wszystkie te przywileje, które daje obywatelstwo Łotwy. A najważniejsze jest prawo uczestnictwa w wyborach do Sejmu i samorządu. Oczywiście na razie trudno jest prognozować, jak mu pójdzie na tych wyborach. Być może wyborca Socjalistycznej Partii ”Zgoda” w końcu znajdzie swoje prawdziwe „ja” i jego głosy zostaną masowo oddane na Lindermansa, przez co ten na wygląd młody uliczny polityk już po 50-ce zostanie wzniesiony do niebywałych wyżyn. Z takim samym powodzeniem może okazać się, że większość rosyjskojęzycznych bynajmniej nie jest na tyle radykalna, jak przyjęto uważać, a o Lindermansie i tak będzie głośno. ale w istocie będzie to dość marginalne zjawisko. Jak będzie- czas pokaże. Jednak Lindermns jako obywatel Łotwy jest to jeszcze więcej dobrego niż złego. Po pierwsze, to w końcu pokaże jak wielkie jest zapotrzebowanie na szowinistyczne idee. I to nie mało. Po drugie, pozwoliwszy wejść Lindermansowi do wielkiej polityki, uczynimy na pewno, że stanie się bardziej uczciwy. O ile on całkowicie zdecydowanie powie to samo łotewskojęzycznemu i rosyjskojęzyczne audytorium, nie będzie obłudnym na temat zgody i powie właśnie to, co myśli jego wyborca.

Rosnący popyt na gaz naturalny zarówno w produkcyjnym sektorze, jak i w zużyciu przez osoby prywatne w przyszłości wywoła «nacisk» na cenę, szczególnie aktualne to będzie w krajach, będących zależnymi od jednego dostawcy, w tym i w Łotwie, zauważa «Diena». Obowiązkowe dla krajów UE żądanie otwarcia rynku gazowego dla innych dostawców w przypadku Łotwy faktycznie może pozostawać dotąd niewykonalnym, dopóki nie pojawi się tutaj alternatywa dla gazu dostarczanego przez rosyjski Gazprom. Jedyną realną inicjatywą jest budowa terminalu skroplonego gazu (TSG), ale przeciągający się spór między krajami bałtyckimi o miejscu jego położenia może zagrozić współfinansowaniu realizacji tego projektu obiecanemu przez Komisje Europejską. Nieoficjalne pertraktacje między Latvijas g?z? (LG), akcjonariuszami tej spółki i państwem łotewskim o możliwości otwarcia rynku gazowego trwają już od dawna, jednak nie ma oficjalnej propozycji ze strony państwa. Były minister gospodarki Artis Kampars („Jedność”) niedawno powiedział w wywiadzie w gazecie «Diena», że ministerstwa krajów bałtyckich odpowiedzialne za energetykę są bliskie dla poparcia modelu, który jest realizowany w Niemczech. Tam sieci gazowe są przydzielone do osobnej spółki i regulator ustanawia dla użytkowników sieci cenę za korzystanie z infrastruktury. „Ważniejszy jest dostęp do sieci trzeciej strony, a nie to, do kogo one należą”,- sekretarz ministerstwa gospodarki Juris P?ce. Zaznaczył, że wyjątkowy status Łotwy, który pozwala nie odkrywać rynku gazowego, będzie obowiązywać tak długo, dopóki Łotwa pozostaje odizolowanym rynkiem.

O analogicznym modelu liberalizacji ostatnio publicznie wypowiedział się zastępca przewodniczącego rady LG Juris Savickis. On podał, że najlepszą decyzją byłoby stworzenie filii spółki, dla której będą wydzielone sieci podziału gazu, informuje BNS. Swoją drogą, rzecznik prasowy LG Vinsentm Makaris podkreślił, że rozdzielenie spółki wymaga nakładów w wysokości kilku milionów łat, a to odbije się na taryfach gazowych. Komentując oczekiwany ekonomiczny efekt od projektu TSG, P?ce podkreślił, że „w wielu krajach w związku z rezygnacją z energii atomowej wzrośnie popyt na gaz i nacisk ze strony jednego dostawcy będzie duży, jeśli nie będziemy mieli innej alternatywy». Umowa między krajami bałtyckimi, według projektu regionalnego TSG o wartości 300-400 milionów euro, może być osiągnięta w ciągu tego roku, przypuszcza P?ce. „Przełom jest bliski”, – powiedział. Uwzględniając zalety z punktu widzenia gazowej infrastruktury, budowa TSG w Łotwie jest najkorzystniejsza, jednakże Estonia i Litwa wielokrotnie oświadczały, że chcą stworzyć swoje terminale.

Źródło: inosmi.ru

tłumaczenie: Monika Podgórska, redakcja: twg

forma płatności