Nie dajmy się propagandzie!

„Ludzie, którzy nie mają wiedzy, kierują się emocjami. A emocjami opinii publicznej to można sterować bardzo łatwo. Przy pomocy fikcyjnych ideałów i sloganów […] tworzy się wówczas kolektywną histerię, która rozszerza się i wzrasta, aż w końcu tłumi głos trzeźwych obywateli […]”.

Tak to się zaczęło…

Pamiętną wiosną, południowo-wschodnia Ukraina zbuntowała się i stanęła do zbrojnej rozprawy z siłami zbrojnymi państwa. Terroryści ze wschodu nie walczyli jednak sami. Zapewnili sobie pomoc zbrodniczego sąsiada. Rządzący nimi dyktator udzielił im znaczącego militarnego wsparcia. Jego machina wojenna była niezbędna do kontynuowania krwawej wojny, w której najbardziej cierpiała niewinna ludność cywilna. Bez tego wsparcia rebelia z pewnością nie trwałaby tak długo. Perfidia terrorystów polegała na tym, że odwołali się do pomocy odwiecznego wroga Ukrainy.

Od samego początku podejrzewano Moskwę, z którą oficjalnie panował pokój i która wypierała się zaangażowania w tę wojnę, o wspieranie terrorystów; o dążenie do eskalacji krwawych incydentów. Po jakimś czasie uzyskano niepodważalne dowody, że tak właśnie było. Niepodważalne dla pokrzywdzonej strony, bo Rosja rzecz jasna, do tej pory do niczego się nie przyznaje. Wiarygodność każdej informacji, nawet jeśli odwołuje się ona do dokumentów rosyjskich dyplomatów, można przecież podważyć.

W obliczu rebelii na wschodzie Ukrainy, władza państwowa rozpoczęła operację antyterrorystyczną. Ta jednak niestety nie szła zbyt składnie. Przez pierwszych kilka miesięcy fanatyzm terrorystów i ostrożne działania państwowych sił zbrojnych, zapewniły tym pierwszym pewne sukcesy. Co by nie mówić o tych wydarzeniach, przyznać jednak trzeba, że na terenach objętych akcją antyterrorystyczną, buntownicy mieli pewne poparcie miejscowego społeczeństwa. Ale i oni nie mieli niewyczerpanych zasobów. Kolejne walki skutkowały osłabieniem sił terrorystów. Choć podjęto próbę utworzenia samodzielnego państwa, zdano sobie sprawę, że nie było mowy o jego przetrwaniu. W tej sytuacji poproszono Moskwę o łaskawe przyjęcie kontrolowanych przez terrorystów terenów w skład swojego państwa. Co na to Moskwa?

Słowne manipulacje

Doktor Rafał Brzeski, dziennikarz, tłumacz i historyk, ekspert do spraw terroryzmu, wywiadu i kontrwywiadu, autor między innymi książki „Wojna informacyjna – wojna nowej generacji”, w wykładzie dla Narodowej Akademii Informacyjnej[1] obszernie omawia kwestie propagandy bojowej. Propaganda jako taka ma na celu „prezentację sprawy w sposób, który może wywrzeć wpływ na innych”.

Propaganda bojowa, czy też wojenna, jest znana od wieków. Jej znaczenie rośnie jednak w dzisiejszych czasach. Sposób informowania swojego i innych społeczeństw, o przyczynach, celach i przebiegu wojny ma kapitalne znaczenie. Dlatego jak powiada dr Brzeski:

„Ktoś, kto decyduje się na wojnę[informacyjną], musi w czarno-białych kategoriach przedstawić przeciwnika jako kryminalistę bez czci i sumienia, bezczelnie naruszającego odwieczne prawa. […] Innymi słowy trzeba szczuć hałaśliwie i szybko. Przede wszystkim szybko, dlatego, żeby nie obudziły się głosy rozsądku. […] Niewygodne fakty są więc ukrywane lub przemilczane. Neutralne fakty są naginane lub przeinaczane, albo po prostu zastępuje się wszystko razem ordynarnymi kłamstwami. Tyle tylko, że to kłamstwo jest podawane w szybkim tempie, co sprawia, że odbiorcy tych kłamstw nie mają czasu ani na głębsze zastanowienie, ani na porównanie, ani na refleksję. Kłamstwo goni kłamstwo…”

Nie chcę tutaj streszczać całego wykładu, który może obejrzeć każdy zainteresowany, a który gorąco polecam. Polecam, gdyż jesteśmy przez media poddawani systematycznej „obróbce”. Dziennikarze, marketingowcy, propagandziści różnych stron uczą się, jak nami skutecznie manipulować. Uczą i wykorzystują przeciw nam. Obroną przed nimi jest solidnie ugruntowana moralność. Jak bowiem wyjaśnia dr Brzeski:

„Rozchwiane społeczności, przede wszystkim moralnie rozchwiane, bardzo łatwo się poddają[propagandzie] […] ”

Obroną jest również wiedza o przedmiocie dyskusji oraz o sposobach manipulacji. Społeczeństwo dysponujące niewielką wiedzą i leniwe w jej zdobywaniu jest podatne na propagandę. Bo gdy brakuje wiedzy, zostają emocje. I to jest właśnie optymalna sytuacja dla propagandzistów. Zdaniem dr Brzeskiego:

„Ludzie, którzy nie mają wiedzy, kierują się emocjami. A emocjami opinii publicznej to można sterować bardzo łatwo. Przy pomocy fikcyjnych ideałów i sloganów […] tworzy się wówczas kolektywną histerię, która rozszerza się i wzrasta, aż w końcu tłumi głos trzeźwych obywateli […]”

Jak to się robi relacjonując działania wojenne? Rafał Brzeski odpowiada:

„[…] w wojennym leksykonie dziennikarskim, korespondenci jednej strony – tej naszej strony – mają «wytyczne oficerów prasowych» i pewnie dlatego ich relacje należy uważać za rzetelne. Natomiast dziennikarze drugiej strony […] są «poddawani cenzurze». […] Jedna strona ma «siły zbrojne». A druga co ma? «Machinę wojenną». Nasi żołnierze są «odważni», ale żołnierze przeciwnika to «fanatycy». Nasi żołnierze są «ostrożni». Żołnierze przeciwnika są «tchórzliwi». Partyzanci na tyłach to dla jednych są «bojownicy o wolność», a dla drugich «bandyci lub terroryści». Przywódca jednej strony to «mąż stanu», a drugiej to «zbrodniczy dyktator». […] Taka gimnastyka językiem jest niesłychanie groźna.”

Dodam, że wykład dr Rafała Brzeskiego był udzielony Narodowej Akademii Informacyjnej w grudniu 2013 roku. Nie odnosił się więc do walk w Donbasie, bo te rozpoczęły się kilka miesięcy później. Ale jak nietrudno zauważyć, gdy tylko zaistniała odpowiednia okoliczność, machina propagandowa sięgnęła po stare i wypróbowane środki. Włącznie z próbą eliminowania głosów rozsądku. Bo głosy rozsądku; bo ludzie którzy nie ulegają propagandzie, stają się automatycznie przeciwnikami propagandzistów. W stosunku do nich operuje się pomówieniami i oszczerstwami prezentującymi przeciwnika w możliwie najgorszym świetle.

O czym mowa?

Wróćmy teraz do propagandowego tekstu rozpoczynającego ten artykuł. Jak go odczytać? Jak kto chce. Poniżej jedna z możliwych propozycji.

„Pamiętną wiosną[roku 1648], południowo-wschodnia Ukraina zbuntowała się i stanęła do zbrojnej rozprawy z siłami zbrojnymi państwa[polskiego]. Terroryści ze wschodu[Kozacy i łączący się z nimi chłopi, pod przywództwem Bohdana Chmielnickiego] nie walczyli jednak sami. Zapewnili sobie pomoc zbrodniczego sąsiada[Chanatu Krymskiego]. Rządzący nim dyktator[chan Islam Girej III] udzielił im znaczącego militarnego wsparcia. Jego machina wojenna była niezbędna do kontynuowania krwawej wojny, w której najbardziej cierpiała niewinna ludność cywilna. Bez tego wsparcia rebelia z pewnością nie trwałaby tak długo. Perfidia terrorystów polegała na tym, że odwołali się do pomocy odwiecznego wroga Ukrainy[Tatarów, którzy od dawna żyli z łupieżczego procederu, łapiąc i sprzedając Rusinów jako niewolników].

Od samego początku podejrzewano Moskwę, z którą oficjalnie panował pokój[od 1634 roku] i która wypierała się zaangażowania w tę wojnę, o wspieranie terrorystów; o dążenie do eskalacji krwawych incydentów. Po jakimś czasie uzyskano niepodważalne dowody, że tak właśnie było[2]. Niepodważalne dla pokrzywdzonej strony, bo Rosja rzecz jasna, do tej pory do niczego się nie przyznaje. Wiarygodność każdej informacji, nawet jeśli odwołuje się ona do dokumentów rosyjskich dyplomatów, można przecież podważyć.

W obliczu rebelii na wschodzie Ukrainy, władza państwowa rozpoczęła operację antyterrorystyczną. Ta jednak niestety nie szła zbyt składnie. Przez pierwszych kilka miesięcy fanatyzm terrorystów i ostrożne działania państwowych sił zbrojnych, zapewniły tym pierwszym pewne sukcesy[klęski wojsk koronnych nad Żółtymi Wodami, pod Korsuniem i Piławcami – wszystkie w 1648 roku]. Co by nie mówić o tych wydarzeniach, przyznać jednak trzeba, że na terenach objętych akcją antyterrorystyczną, buntownicy mieli pewne poparcie miejscowego społeczeństwa. Ale i oni nie mieli niewyczerpanych zasobów. Kolejne walki skutkowały osłabieniem sił terrorystów. Choć podjęto próbę utworzenia samodzielnego państwa, zdano sobie sprawę, że nie było mowy o jego przetrwaniu. W tej sytuacji poproszono Moskwę o łaskawe przyjęcie kontrolowanych przez terrorystów terenów w skład swojego państwa. Co na to Moskwa?”

Każdy, kto zna trochę historię wie, że Moskwa na prośbę „terrorystów” odpowiedziała pozytywnie i na początku roku 1654 „wojna narodowo-wyzwoleńcza” (według terminologii rosyjskiej, radzieckiej i ukraińskiej) weszła w nową fazę.

Nie oglądając się na obowiązujący z Rzecząpospolitą pokój, wojska moskiewskie wkroczyły na Ukrainę, ją samą uznając za część państwa carów. Po dziś dzień pomnik „bohatera” tej wojny, czyli Bohdana Chmielnickiego; przywódcy, który doprowadził do „zrzucenia polskiej okupacji” i „zjednoczenia bratnich narodów”, stoi sobie dumnie w centrum Kijowa.

Pomnik Bohdana Chmielnickiego w Kijowie. Fot. Radosław Sikora.

dr Radosław Sikora

Czytaj również:

Ukraińska okupacja Krymu? Polska okupacja Ukrainy?

Komu służą „ruscy agenci”?
___________________________________________________
Przypisy:

2To wymaga obszerniejszych wyjaśnień. Otóż podczas powstania kościuszkowskiego, a dokładnie 17 kwietnia 1794 roku, starannie dotąd skrywane dokumenty carskiej dyplomacji wpadły w ręce warszawiaków. Wyszły wówczas na jaw kompromitujące Rosjan fakty. Między innymi:

„[…] okazało się, jak Rossya zawsze starała się robić rozruchy w Polsce pod różnemi pozorami, jakoż z tych [dokumentów] okazało się, że rzeź, do której chłopi w Ukrainie przeciwko swym polskim panom, których wiele wybili, należeli, była z poduszczenia rossyjskiego, pierwsza w roku 1648, druga w roku 1768, do której to okropnej rzezi chłopi ukraińscy, poddani polskiej szlachty przez księży ruskich religii greckiej byli namówieni i za pośrednictwem tych księży przysłane im były noże z głębi Rossyi do zarzynania swych panów, i tych, co religię katolicką wyznawali.”

Tak o wydarzeniach 1794 roku pisał ich świadek, Stanisław Kosmowski, naówczas oficer gwardii konnej króla polskiego Stanisława Augusta Poniatowskiego (Stanisław Kosmowski, Pamiętniki Stanisława Kosmowskiego z końca XVIII wieku. Poznań 1860. s. 38).




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

8 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

    • Avatar
      sylwia :

      Do formacji nastrojów antyukraińskich wśród ludności Krymu i do zwycięstwa opcji prorosyjskiej w krymskim plebiscycie walnie przyczyniły się częste i opisywane w ŚMP napaści i lyncze uzbrojonych w noże i maczugi Ukraińców na ulicach na ludzi mówiących po rosyjsku, napaści na kierującie się na Krym autobusy oraz usunięcie przez majdanowską Radę artykułu konstytucji ukraińskiej dającego równoupranienie językom mniejszości narodowych łącznie z polskim. Oglądając te sceny z 2013 r. trudno uniknąć ich skojarzenia ze scenami napaści dokonywanych przez Ukraińców na Polaków i Żydów, łącznie z kobietami i dziećmi, na ulicach zach. ukraińskich miast w latach 40-tych. Spodziewamy się, że naród żydowski o pogromach dokonywanych przez Ukraińców nie zapomiał i dokona za nie i za współpracę z niemieckim ludobójstwem zemsty na tej zbrodniczej nacji.
      https://www.youtube.com/watch?v=KS7CxfWLWIs
      https://www.youtube.com/watch?v=t42-71RpRgI

    • Avatar
      zan :

      Z Krymem Rosja miałą z górki (historia, neobanderyzm, pucz w 2014). Ale powiedz mi coś o anatomii „misji pokojowej” w Iraku, bo to jest nie lada osiągnięcie. Kraj na drugim końcu świata zostaje najechany, cywilizacyjnie zdegradowany, a USmaństwo zachowuje się jakby było dziewicą.

    • Avatar
      sobiepan :

      jazmig:
      23.03.2015 17:24/. dr Radosław Sikora jest jedną z nielicznych osób na tym Portalu zasługującym na Pełny szacunek Proszę zwrcić uwagę zę użyte przez niego słowo ukraina odnosi się do terenów geograficznych Państwa Polskiego ( Rzeczpospolitej) nie do narodowości ( co do tego ma Pan rację) Pomimo trochę prześmiewczej interpretacji Lansuje on jednak PRAWDĘ o naszej historii , w tekście zaczynającym się od …„Pamiętną wiosną [roku 1648], południowo-wschodnia Ukraina zbuntowała się i stanęła do zbrojnej rozprawy z siłami zbrojnymi państwa [polskiego]. Terroryści ze wschodu [Kozacy i łączący się z nimi chłopi, pod przywództwem Bohdana Chmielnickiego] nie walczyli jednak sami. Zapewnili sobie pomoc zbrodniczego sąsiada [Chanatu Krymskiego]. Rządzący nim dyktator [chan Islam Girej III] udzielił im znaczącego

  1. Avatar
    sylwia :

    Rzezie Polaków na Kresach były wspomagane przez sąsiednie państwa. Rosja wspomagała rzezie organizowane Chmielnickiego. Austria wspomagała rzezie Szeli. Niemcy wspomagały rzezie UPA (Bandery, Szuhewycza i Łebedia). Wszystkie rzezie były wspomagane przez popów grecko-katolickich.