Nic śmiesznego

O ile portal Kresy.pl poświęcił pewną uwagę wpisowi na portalu “Novosti Ukrainy” i odniósł się do tego w sposób prześmiewczy, o tyle większość mediów w Polsce w znacznie gorszych sytuacjach zwyczajnie przymyka oko. Dotyczy to większości mało optymistycznych wiadomości dochodzących z Ukrainy, zaś te kontrowersyjne zwyczajnie się pomija.

Dwójka młodych redaktorów prowadząca program „BLOGO_sfera” w Telewizji Republika w poprzedni wtorek poświęciła sporo miejsca portalowi Kresy.pl. W bardzo krytycznym tonie. Nie była to jednak krytyka dotycząca kwestii merytorycznych. Tym bardziej nie była to w najmniejszym stopniu próba polemiki z którymś z wielu tematów, jakie każdego dnia ten portal porusza. Była to raczej próba zdyskredytowania tego medium w oczach tych, którzy nieopatrznie mogliby zainteresować się zamieszczanymi tam treściami. Nie dość, że sprowadzono te ostatnie do działalności ocierającej się o plotkarstwo i tanią sensację, to dodatkowo uznano je za „kacapską propagandę” (copyright red. Michał Rachoń). A jako takie postanowiono odpowiednio naznaczyć, żeby uzmysłowić nieświadomym użytkownikom, że mają do czynienia z „podstępnym działaniem wrogich sił”.

Owym „piętnem zdrajcy” miało być publiczne zdeprecjonowanie Kresów.pl: „Kresy.RU – tak powinno się tak naprawdę mówić”– stwierdził redaktor „Kosa”, zaś redaktor Rachoń dodał: „no i tego będziemy się teraz trzymać – Kresy.RU, czyli domena charakterystyczna dla Federacji Rosyjskiej. Ktoś kto śledzi ten portal wie o czym mowa”. Ma to rzecz jasna wskazywać nie tylko na bezpośrednie powiązanie tego medium z wpływami rosyjskimi i uprawianie „prorosyjskiego trollingu”, ale wręcz na bezpośredni związek z rosyjską machiną propagandową (a może nawet z rosyjskimi służbami specjalnymi, jako tzw. ruska agentura wpływu). Porównując zaś Kresy.pl do innego medium internetowego stwierdzono niemal wprost, że informacje podawane przez to pierwsze przedstawiają zakłamany, czy wręcz fałszywy obraz rzeczywistości. „Kresy .pl będziemy odtąd nazywać w Blogo_sferze Kresy.RU”– zawyrokował w poincie redaktor Rachoń, apelując dalej: „śledźmy kacapską propagandę, śledźmy ten zbrodniczy system i to co ten system próbuje robić również w Polsce”. Zabrakło tylko apelu do polskich służb specjalnych, by zajęły się naszym skromnym medium (co inne media powiązane z TV Republika nieraz czyniły – i tu zapewne nie zrobiłyby wyjątku).

Co się jednak stało, że dwójka redaktorów musiała poświęcić znaczną część swojego programu na „rozprawienie się” z naszym skromnym medium? Wielki sprzeciw wzbudziła między innymi wypowiedź „naczelnego” Kresów.pl Tomasza Kwaśnickiego w trakcie niedawnej debaty z Wojciechem Muchą, dotycząca „ceny polskiej neutralności” jako elementu polskiej strategii dyplomatycznej. Określono ją jako „skandaliczną”. Według dwójki redaktorów TV Republika równie skandaliczne miało być rozważanie tego, czym Ukraina mogłaby odpłacić się za pomoc jakiej udziela jej Polska. O całkowitym niezrozumieniu tych słów przez dziennikarzy związanych z tzw. mediami niezależnymi, wynikającym z dogmatycznego podejścia do spraw polityki zagranicznej w ogóle, można przeczytać na portalu Kresy.pl już od pewnego czasu. Szkoda, że redaktorzy nie zadali sobie tego trudu i nie zapoznali się choćby z tym artykułem. Cóż, widocznie robota pali im się w rękach i nie mają kiedy pochylić się nad stroną merytoryczną dyskusji o sprawach Ukrainy. Chyba, że wychodzą z założenia, że o pryncypiach poważnej geopolityce się nie dyskutuje.

Skupmy się jednak na innym zagadnieniu. Otóż redaktor „Kosa” Kossowski (pozwalam sobie na takie tytułowanie, skoro w ten sposób na antenie zwraca się do niego jego redakcyjny kolega) zwrócił baczną uwagę na jeden z newsów, który ukazał się we wtorek 27 stycznia po południu na portalu Kresy.pl („czy ‘pl’ to zaraz do tego przejdziemy”– stwierdza redaktor „Kosa”). Dotyczył on wpisu na Twitterze jednego z najbardziej znanych na Ukrainie „,mediów społecznościowych”, czyli „serwisu twitterowego” – „Novosti Ukrainy” (@dbnmjr). Redaktor „Kosa”, próbując wyszydzić zainteresowanie Kresów.pl wpisem, w którym wprost stwierdzono, że za wybuchem gazu w Warszawie stoi sam Władimir Putin (określony mianem „ch*jło”), nazwał to medium „mało znanym, dosyć marginalnym, skrajnym w poglądach portalem ukraińskim”. Z kolei samą wiadomość określił mianem „ciekawej wrzutki”. Kłopot w tym, że red. „Kosa” raczej nie jest ekspertem od spraw wschodnich, szczególnie zaś tamtejszych mediów. Jego szydercze tezy nie wytrzymują bowiem zderzenia z rzeczywistością. A o tą zarówno on, jak i redaktor Rachoń, rozbili się naprawdę boleśnie.

Przede wszystkim – czy jest to rzeczywiście „mało znany, dosyć marginalny portal”? Przytoczmy dane z samego Twittera. „Portal”, a ściślej konto @dbnmjr „Novosti Ukrainy”, na dzień 28 stycznia miał 261 tys. obserwujących (dalej O) i 40 900 tweetów (dalej T). Porównajmy to z innymi znaczącymi mediami, przyjmując za kryterium główne liczbę obserwujących, a za dodatkowe liczbę tweetów.

Wyniki przedstawiają poniższe tabele (“Novosti Ukrainy”/@dbnmjr to lewa kolumna):

Osoby niezainteresowane nudnymi szczegółami mogą przejść od razu cztery akapity dalej. Dla zainteresowanych: porcja dokładnych danych poniżej.

Największe „media twitterowe” to bez wątpienia: TSN (52 400 tweetów, 467 000 obserwujących), Hromadske TV (28 900 T, 356 000 O), 5 Kanał (98 100 T, 262 000 O) oraz Korrespondent.net (48 800 T, 204 000 O). Do mniejszych można zaliczyć agencję Unian (35 500 T, 104 000 O; przy czym wersja anglojęzyczna ma nieporównywalnie gorsze wyniki),Kyiv Post – 24 000 T, 57 800 O) czy Ukrinform (28 100 T, 19 900 O).

Pozostałe ukraińskie media zwykle nie kładą nacisku na aktywność na Twitterze, więc ich statystyki są bez porównania słabsze. Przykładowo: censor.net – 376 T, 17 900 O; 112.ua – 5 660 T, 2860 O; espresso.tv – 4890 T, 36 600 O).

Jak to wygląda na tle mediów polskich obecnych na Twitterze? Popatrzmy na wykresy:

Dla zainteresowanych – szczegóły (jeśli kogoś to nie interesuje, można przejść do następnego akapitu). Największe to TVN24 (57 900 T, 552 000 O), Gazeta Wyborcza (87500 T, 300 000 O) oraz TVP Info (31 200 T, 235 000 O). Mniejsze to Wiadomości TVP (4152 T, 25 800 O), wp.pl (50 900 T, 25 500 O), Fakty TVN (8 448 T; 18 500 O) czy Onet.pl (118 000 T; 14 400 O, przy czym profil ten wydaje się być już nieaktywny). Pośrednio plasuje się jeszcze Niezalezna.pl: (44 900 T; 7 608 O), natomiast reszta wypada już dużo słabiej: wPolityce: (11 300 T; 5 871 O), czy Fronda.pl (1 594 T; 150 O).Telewizja Republika na Twitterze jest w zasadzie nieobecna (0 T, 360 O). Na koniec, dla porządku: Kresy.pl – 16 200 T, 3 380 O.

Wynika z tego, że na tle mediów ukraińskich obecnych na Twitterze „Novosti Ukrainy” zajmują bardzo przyzwoite miejsce, a pod względem popularności mogą się równać z 5 Kanałem. Do tego przebijają w zasadzie wszystkie główne portale informacyjne.

Jeszcze ciekawiej wygląda to na tle mediów polskich. Gdyby Novosti Ukrainy nagle zaistniały na polskim rynku i zachowały swój „stan posiadania” to okazałby się, że na Twitterze byłyby jednym z najaktywniejszych i najbardziej rozpoznawalnych „portali”. W zasadzie można by zaryzykować tezę, że znalazłyby się tuż za podium pod względem „popularności Twitterowej”, ustępując jedynie takim „gigantom” jak TVN24, TVP Info, Wyborcza czy Newsweek (z tym ostatnim mógłby nawet „powalczyć” o lepszą pozycję). Mit rzekomej „marginalności” stworzony przez redaktora „Kosę” w zasadzie rozsypuje się w pył w konfrontacji z danymi dotyczącymi popularności innych polskich mediów, w tym tzw. niezależnych. Kto kogo mógłby wówczas nazwać „małym, marginalnym portalem”? Niezalezna.pl i fronda.pl – „Novosti Ukrainy”, czy może jednak odwrotnie? Na tle tych ostatnich, nawet połączone „siły Twitterowe” głównych mediów prawicowych wyglądają po prostu żenująco. Dla uratowania resztek godności trzeba jednak przyznać, że TV Republika w zasadzie na Twitterze nie istnieje, więc należałoby ją pominąć.

Poza tym, o ile przywołanie przez portal Kresy.pl zupełnie absurdalnego wpisu „Novosti Ukrainy” stało się przedmiotem „żartów” redaktorów „Kosy” i Rachonia, o tyle powoływanie się na nie przez inne polskie media (w tym także TV Republika) nie jest już chyba dla nich żadnym problemem. Pomijamy już przywoływanie wpisów „Novosti Ukrainy” przez polskich dziennikarzy (a także polityków) na ich prywatnych profilach. Skupmy się na tym, że w pewnych przypadkach było to medium, które stanowiło dla polskich dziennikarzy dobre źródło syntetycznej informacji na temat wydarzeń na Ukrainie. A mowa tu także o wielkich tytułach. Na poniższych przykładach można zobaczyć, że ów „mały portal” był przez nie wykorzystywany nie raz (warto zauważyć, jaką popularnością cieszyły się “tweety” omawianego portalu).

Fot. newsweek.pl

Fot. newsweek.pl

Fot. newsweek.pl

Fot. newsweek.pl

Fot. gazeta.pl

A teraz źródła innego rodzaju, mniej “mainstreamowe”:

Fot. telewizjarepublika.pl

Fot. telewizjarepublika.pl

Fot. niezalezna.pl

fot. niezalezna.pl

Wreszcie wpis ten został zauważony na Ukrainie i dość szeroko rozpowszechniony. Dotarł również do polskiej blogosfery i trudno było nie zwrócić na niego uwagi. Różnica polega na tym, że o ile Kresy.pl poświęciło temu pewną (w sumie niewielką) uwagę i odniosło się do tego w sposób prześmiewczy, o tyle większość mediów w Polsce na tego rodzaju wpisy zwyczajnie przymyka oko. Nie mówiąc już o znacznie gorszych sytuacjach. Postępuje się tak w odniesieniu do większości mało optymistycznych wiadomości dochodzących z Ukrainy. Z kolei te skrajnie kontrowersyjne zwyczajnie się pomija. Przykładów jest naprawdę mnóstwo. Pewnym wyjątkiem potwierdzającym regułę może być skandal wywołany przez „żartobliwe przyjęcie” w kijowskim lokalu „Red Hot”, gdzie m.in. w menu proponowano danie mięsne nazwane „rzeź wołyńska”.

Jednak na ostatnie informacje dotyczące wyników śledztwa ukraińskiego MSW, z którego wynika, że pierwsze ofiary majdanu, Michaił Żyznieuski i Serhij Nihojan nie zginęli z rąk milicjantów, lecz z broni myśliwskiej, nie ma już miejsca. Podobnie jak napływające licznie od paru dni wiadomości o tym, jak wielkie są problemy z przeprowadzeniem 4. fali mobilizacji na Ukrainie, gdzie według przedstawicieli ukraińskiego sztabu generalnego całe wsie uciekają za granicę, w tym do Rosji. Tego na „żółtych paskach” nie ma. A informacje te podają największe ukraińskie agencje informacyjne. I tutaj podkreślmy – Kresy.pl jako jedyne medium w Polsce poinformowało opinię publiczną o tych faktach. Inne, w tym także „niezależne” – nie. Czy to zwykłe przeoczenie, czy przeświadczenie o tym, że takie agencje jak UNIAN mogą być w istocie przykrywką dla „rosyjskiej agentury” – tego nie wiem (choć pewnie redaktorzy „Kosa” , Rachoń czy Gursztyn wiedzą lepiej). Wierzę jednak, że chodzi tu raczej o tę pierwszą możliwość.

Portal „Novosti Ukrainy” został też określony mianem „radykalnego”. To dość zaskakujące, gdyż jego „linia programowa” jest raczej typowa dla środowiska Euromajdanu, z którego się wywodzi (powstał na samym początku protestu – pierwszy Tweet pochodzi z 22 listopada 2013 roku). Chyba, że według redaktorów kontrowersyjne tezy to wiadomości frontowe ze wschodniej Ukrainy, walka z rosyjską agresją lub ostra krytyka Rosji i jej prezydenta. Byłyby to jednak dość zaskakujące wnioski, zważywszy na to, że linia ta w znacznej mierze, jeśli nie w całości, pokrywa się z poglądami przedstawianymi m.in. w TV Republika.

Czy w takim razie Kresy.pl rzeczywiście wyszukały sobie „mały, marginalny i radykalny”portal i „zrobiły z igły widły”? Czy to raczej część dziennikarzy urządza sobie kiepskie „żarty” z ludzi i przeprowadza staranną selekcję informacji, jakie napływają do Polski zza jej wschodniej granicy? A może redaktorzy, żeby poprawić sobie humory, po prostu woleli „poważnie” pochylić się nad newsem dotyczącym popularnego ukraińskiego medium, jako nad tym, który Kresy.pl opublikowały „jako jedyny polski portal”, niż merytorycznie stawić czoła innym wiadomościom, które znaleźć można wyłącznie na Kresach.pl? Chyba, że przez „kacapską propagandę” rozumieją także pisanie o negatywnych wieściach dochodzących z Ukrainy. Cóż, wówczas pozostaje nic innego, jak przestać czytywać działy opinii takich mediów jak Washington Post, The Guardianczy BBC. Biorąc pod uwagę tezy tam stawiane, to „kacapska propaganda” w najczystszym wydaniu – Sputnik News się chowa. A co do tego ostatniego – czy informowanie o kryzysie finansowym w Rosji w oparciu o informacje agencji RIA Novosti to też „sianie ruskiej propagandy”? W takim razie od dziś apeluję, by Panowie „Kosa” i Rachoń mówili konsekwentnie nie Unian.net, a Unian.ru; nie Ukrinform.ua, a Ukrinform.ru. Jeżeli ktoś chce iść w tę stronę, to niech będzie konsekwentny.

Na koniec chciałbym jeszcze zwrócić Panom Redaktorom drobną uwagę – właśnie w kwestii konsekwencji. Dlatego, że ktoś mógłby odnieść wrażenie, że popadacie w sprzeczność, a może nawet jako medium sami sobie zaprzeczacie. Otóż w ten sam dzień, kiedy próbowali Panowie wykazywać powiązania portalu Kresy.pl z rosyjskimi służbami specjalnymi, na TV Republika pojawiła się wiadomość, w której oponenci armii ukraińskiej na wschodzie zostali określeni mianem „separatystów”, zaś tego samego dnia oraz dzień później – mianem „dywersantów”. Z kolei Panowie sami nalegali, żeby nie siać „propagandy” i używać słowa „terroryści”. Jednak tuż po wyłożeniu widzom TV Republika, jak powinno się nazywać prorosyjskich bojowników, redaktor „Kosa” sam użył pojęcia „separatyści”. Proponowałbym na przyszłość większą uwagę i konsekwencję. Nie daj Boże jeszcze ktoś sobie z Was brzydko zakpi. A tego, jak posądzania o bycia „agenturą”, chyba chcecie uniknąć?

Nie wiem, czy kogoś to podbuduje, ale raptem parę dni temu znana ukraińska gazeta, Ukraińska Prawda, zamiesiła na swojej stronie internetowej artykuł, w którym mowa była właśnie o „separatystach”. Czy w takim razie „Ukraińska Prawda” to też „kacapska propaganda”? Doprawdy, można się pogubić.

Marek Trojan

forma płatności