Na polach beresteckiej bitwy

Dla miłośników „Trylogii” Henryka Sienkiewicza , a zwłaszcza „Ogniem i mieczem” wizyta w Beresteczku to szczególne przeżycie. To tu miał miejsce epilog powieści pisanej dla pokrzepienia serc.

To tu król Jan Kazimierz, stojący na czele połączonych sił litewsko-polskich zagrodził drogę idącej na podbój Rzeczypospolitej Kozaczyźnie, wspomaganej przez tatarskiego chana z wszystkimi ordami. „Przebudzona z odrętwienia Rzeczpospolita” – jak pisał Sienkiewicz zrozumiała bowiem, że „tylko miecz dłuższy spokój zapewnić może, więc gdy król ruszył przeciw nieprzyjacielskiej powodzi, szło z nim sto tysięcy wojska i szlachty prócz ciurów i czeladzi”.

Choć Sienkiewicz nie był historykiem i dość często puszczał wodze fantazji, dość wiernie oddał znaczenie i rozmiar bitwy. Była ona niewątpliwie jedną z najważniejszych bitew ówczesnego świata, która przesądziła nie tylko o losach Rzeczypospolitej. Dzisiejsze Beresteczko, choć nosi ślady swojej dawnej miejskiej przeszłości, to de facto wieś, czyli po ukraiński seło. Liczy około dwóch tysięcy mieszkańców i w porównaniu z międzywojniem trzykrotnie zmniejszyło liczbę mieszkańców. W 1937 r. liczyło 6343 obywateli. Zniknęli z jego pejzażu Żydzi, wymordowani przez hitlerowców, którzy stanowili 80 proc. mieszkańców Beresteczka, a także Polacy, którzy opuścili miasteczko jeszcze przed wkroczeniem wojsk sowieckich w 1944 r. , uciekając przed nożami UPA, której oddziały kilkakrotnie szturmowały miasteczko, by wymordować Polaków.

Obecnie Beresteczko leży niemal na końcu świata, z dala od znanych szlaków komunikacyjnych. Bez własnego samochodu nie ma się więc do niego co wybierać. W jego okolicach stykają się cztery obwody: wołyński, rówieński, tarnopolski i lwowski. Gdyby nie zdarzyła się pod nim historyczna bitwa, należąca do wspólnych dziejów zarówno polskiego, jak i ukraińskiego narodu, nikt by się pewnie nie kłopotał, gdzie się znajduje. Władze Obwodu Wołyńskiego niezbyt dbają o Beresteczko, bo wszystkie profity z tytułu stoczenia pod nim bitwy czerpie Obwód Rówieński. Pole bitwy znajduje się już na jego terytorium, za rzeką Styr, nad którą leży miasteczko. Król Jan Kazimierz oparł obóz polski o Styr i Ptaszówkę, po mistrzowsku wykorzystując ukształtowanie terenu. Jego boków z jednej strony broniła Ptaszówka i jej bagna, a z drugiej puszcza. Trzydniowa bitwa stoczona w warunkach wybranych przez Jana Kazimierza dała jego wojskom wspaniałe zwycięstwo. Chan z Chmielnickim salwowali się ucieczką, zostawiając na polu bitwy tysiące zabitych, a także cały tabor z piechotą w ufortyfikowanym obozie. Po jego zdobyciu przez wojska polskie, straty kozackie wzrosły według historyków o co najmniej 30 tys. osób!

W samym Beresteczku nie zachowały się żadne ślady obiektów z polskich czasów, upamiętniających bitwę. Nigdy za wiele ich też nie było. Wciąż w nim znajduje się kościół św. Trójcy, na ścianach zewnętrznych którego znajdowało się malowidło przedstawiające bitwę pod Beresteczkiem , pędzla ks. Józefa Prechtla. Zostało ono zabielone w 1853 r. przez ówczesnego proboszcza, który chciał ocalić go przed zniszczeniem przez Rosjan, którzy patrzyli na niego krzywo. W toku następnych remontów i konserwacji nie zostało odsłonięte i dziś nie wiadomo nawet, jak wyglądało. Sam trójnawowy bazylikowy, późnobarokowy kościół znajduje się , mimo prób ratowania, w ruinie. Szkoda, bo był on kiedyś ozdoba miasteczka i należał do najpiękniejszych na Wołyniu. W jego zakrystii przechowywana była też szabla księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, którą waleczny wódz złożył po bitwie w drewnianym kościele świętego Andrzeja, który kilkadziesiąt lat po bitwie został zastąpiony przez murowany. Z szablą tą w ręku „straszliwy Jarema” bez zbroi i hełmu na głowie trzeciego dnia bitwy prowadził na lewe skrzydło kozacko- tatarskie osiemnaście chorągwi swojej dywizji. Szabla Wisniowieckiego niestety zaginęła w 1920 r. Zrabowali ją plądrujący świątynię bolszewicy.

O bitwie stoczonej na beresteckich polach przypomina znajdujący się w Płaszowej, już w obwodzie rówieńskim , w rejonie radziwiłłowskim, zespół pomnikowy „Pole Beresteckiej Bitwy”, wcześniej noszący miano „Kozackich mogił”. Składa się on z dwóch cerkwi: św. Michała i św. Grzegorza, dzwonnicy oraz jednopiętrowego budynku byłego klasztoru, w którym obecnie znajduje się muzeum. Obiekt ten powstał w latach 1910- 1914. W 1991 r. w 340-rocznicę bitwy wzbogaconego jeszcze o monument ku czci poległych Kozaków, a także kilka innych, umieszczonych na trasie ucieczki Kozaków ze zdobywanego taboru, w miejscach gdzie ich poszczególne grupy były doganiane przez pościg wojsk koronnych i bezlitośnie dorzynane.

Główną budowlą zespołu jest wysoka na 28 metrów cerkiew św. Grzegorza. Łącząca w sobie cechy ukraińskiego baroku oraz XX-wiecznej sztuki rosyjskiej. Ma ona kształt nawy centralnej, otoczonej pięcioma wielobocznymi absydami. Nawę przykrywa potężna kopuła na ośmiobocznym bębnie, w którym znajdują się okna oświetlające wnętrze. Główna fasadę zdobi fronton z wolutami. Wnętrze świątyni podzielone jest na dwie kondygnacje. Wyższa kondygnacja otwiera się na nawę szerokimi arkadami. Pod częścią centralną znajduje się druga podziemna cerkiew oraz grobowiec, w którym spoczywają szczątki poległych pod Beresteczkiem Kozaków. Wizyta w niej robi duże wrażenie tym bardziej, że nie pełni ona już tylko funkcji muzealnych, ale zwrócona w 1990 r. Cerkwi Prawosławnej Kijowskiego Patriarchatu ponownie jest świątynią, w której rozbrzmiewa modlitwa

Jej kształt jest też unikatowy i nie ma odpowiednika w budowlach wschodniego chrześcijaństwa. Górna świątynia pełni jak gdyby funkcję cerkwi polowej, jest otwarta w stronę bitewnego pola. Zaprojektowano ją tak, by mogły się przed nią odbywać wielkie polowe nabożeństwa z udziałem tysięcy ludzi. Wystrój jej ikonostasu zdaje się sugerować, że w tym miejscu miała miejsce Golgota ukraińskiego ludu.

Z „kozackiego grobowca” podziemnym przejściem o długości 50 m przechodzi się do cerkwi św. Michała . Jest to najstarsza budowla zespołu, pochodząca z połowy XVI w. Należy też do najstarszych drewnianych cerkwi , zachowanych na Wołyniu. Przeniesiona tutaj została z niedalekiej wsi Ostrów i odremontowana. Była świadkiem bitwy. Wieś Ostrów znajdowała się na terenie kozackiego taboru. Tuż przed rozpoczęciem bitwy modlił się w niej Chmielnicki.Liturgii przewodniczył patriarcha jerozolimski Joasaf, który udzielił mu błogosławieństwa na wojnę za wiarę prawosławną, miał mu też wręczyć miecz poświęcony przy Grobie Chrystusa w Jerozolimie. Przeniesienie jej na teren „kozackiego sanktuarium” miało oczywiście wymiar ideologiczny. Miała ona przypominać odwiedzającym, ze bitwa pod Beresteczkiem miała nie tylko wymiar militarny, ale także religijny, że była starciem w obronie zagrożonego przez Kościół rzymskokatolicki prawosławia… Autorzy tego zabiegu naciągnęli nieco fakty. Cerkiew znajdowała się na terenie kozackiego obozu, ale Chmielnicki się w niej nie modlił o zwycięstwo nad Lachami i nie otrzymał błogosławieństwa od patriarchy jerozolimskiego. Hetman na co dzień modlił się wraz ze starszyzną i dostojnikami prawosławnymi w wielkiej polowej cerkwi, upiętej z namiotu, w której nabożeństwom przewodniczył wspomniany Patriarcha Jerozolimy. W niej to pewnie udzielił błogosławieństwa Chmielnickiemu. Nie był on jedynym duchownym, który zagrzewał Kozaków do walki z Lachami. W obozie Chmiela byli także patriarcha aleksandryjski Eudoxy, metropolita kijowski Sylwester, poseł patriarchy Konstantynopola, biskup koriatycki i wielu innych dygnitarzy greckiego obrządku , a także setki popów. Część z nich dało gardła podczas pogromu obozu. Był wśród nich m.in. patriarcha jerozolimski. Król Jan Kazimierz kazał go pochować przy najbliższej cerkwi, którą była właśnie cerkiew św. Michała w Ostrowie. Inicjatorzy wzniesienia „Kozackiego Memoriału” nie zwrócili na to jednak uwagi i nie dokonali ekshumacji szczątków hierarchy. Stało się to dopiero wiele lat później. Być może zdecydowały o tym względy polityczne. Inicjatorem powstania „Kozackich Mogił” była bowiem Poczajowska Ławra , czołowy rozsadnik na Wołyniu moskiewskiego prawosławia. Czyniła to oczywiście w porozumieniu z carem. Poprzez stworzenie kompleksu chciała ona, co jest swoistym paradoksem, przeciwdziałać tendencjom niepodległościowym ukraińskiego narodu, a zwłaszcza wykorzystywaniem do tego tradycji beresteckiej. Już w 1844 r. bitwą berestecką interesował się inicjator powstania „Bractwa Cyryla i Metodego”, pierwszej nowoczesnej organizacji politycznej, historyk Mykoła Kostomarow. Odwiedzał on pole bitwy i prowadził na nim badania. Wraz z komisją archeologów bywał na nim także Taras Szewczenko, poeta, malarz, prawodawca nowożytnej literatury ukraińskiej, twórca zrębów ukraińskiej ideologii narodowej. Swoimi utworami zaczął on wprowadzać Beresteczko do ukraińskiej świadomości narodowej.

Głównym zadaniem „memorialnego kompleksu” funkcjonującego pod patronatem Poczajowa miało być szerzenie przekonania, że naród ukraiński nie będzie doznawał takich klęsk jak pod Beresteczkiem, jeżeli będzie pozostawał w ścisłym związku z Rosją, korzystając z opieki cara.

W odrodzonej Rzeczpospolitej „Kozackie Mogiły” były wykorzystywane przez ukraińskich nacjonalistów do organizowania antypolskich imprez i manifestacji. Stały się one, jak pisze autor przewodnika , wydanego jeszcze w czasach sowieckich „symbolem walki o wolność narodu”. W 1930 r. Departament Wyznań MWRiP zaproponował nawet likwidację klasztoru prawosławnego w „Kozackich Mogiłach”, ponieważ, był permanentnie wykorzystywany „przez elementy wywrotowe na demonstracje antypaństwowe”. Stały się one miejscem licznych pielgrzymek w czasie dorocznych odpustów.

Funkcjonowanie „Kozackich Mogił” niewątpliwie przyczyniło się do wzrostu antypolskich nastrojów na Wołyniu, co odbiło się również w nasileniu mordów ludności polskiej w 1943 r. w okolicach Beresteczka.

W czasach stalinowskich władze sowieckie, zwalczające ukraiński nacjonalizm ani myślały pielęgnować tradycje „Kozackich Mogił” uważając, że staną się one zakamuflowanym sanktuarium OUN-UPA. Zamknęły więc cerkiew i klasztor , usuwając zakonników, oraz wpadły na pomysł zagospodarowania beresteckiego pobojowiska. Postanowiły przekształcić go w sowchoz, zabudowany gigantycznymi fermami, z których wywożona gnojowica „użyźniałaby” pola zroszone wcześniej kozacką krwią. Dopiero w 1966 r. „Kozackie Mogiły” zostały uznane za rezerwat i objęte ochroną prawną. Podporządkowano je Muzeum Krajoznawczemu w Równem. W 1967 r. w dawnym klasztorze otwarto muzeum, zapełnione efektami prac wykopaliskowych na beresteckich polach. Ekspozycja w nim urządzona miała rzecz jasna określone przesłanie. Ilustrowała walkę, jaką: ”lud pracujący Ukrainy podjął pod wodzą Bohdana Chmielnickiego o społeczne, narodowe, religijne wyzwolenie spod ucisku polskich magnatów, szlachty i kleru katolickiego”. Opiewała bohaterstwo Kozaków podkreślając, że ich ofiara nie poszła na marne. Ukraińcy zrozumieli bowiem, że tylko w sojuszu z Rosją uda im się zachować narodową tożsamość i zawarli z nią Unię w Perejasławiu… Ekspozycja ta była zwiedzana przez tysiące wycieczek z całej Ukrainy, a także z zagranicy. Miała ona niewątpliwie wpływ na kształtowanie jednostronnego widzenia stosunków polsko- ukraińskich przez wielu Ukraińców i utrwalenia wizji Polski jako okupanta ziem ukraińskich.

Władze polskie jak dotąd nie wykorzystywały Beresteczka do budowania polsko-ukraińskich mostów i pojednania. Prezydenci naszych państw nie podali sobie tu rąk ani też nie uczestniczyli w nabożeństwie ekumenicznym za dusze poległych. Szkoda, bo co wydarzyło się na Wołyniu w 1943 r. było niejako dopełnieniem beresteckiej bitwy. „Nienawiść – jak pisał Sienkiewicz – wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą”. Beresteczko jest naszą wspólną tradycją i nie powinno nas dzielić, ale łączyć.

Marek A. Koprowski




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz