Stanisław Gumieniuk

Stanisław Gumieniuk, artysta malarz, znany działacz polski w Gródku na Podolu, członek zarządu Towarzystwa Dobroczynnego „Polonia”, deputowany do Rady Miejskiej w Gródku Choć nosi ukraińskie nazwisko, zdecydowanie podkreśla, że jest Polakiem z krwi i kości.

Jego ojciec Tadeusz nazywał się Gumiński, ale władze sowieckie zmieniły je na Gumieniuk twierdząc, że inaczej nie będzie mógł piastować stanowiska księgowego. Jego matka z domu Czarniecka miała na imię Genowefa. Ojciec pochodził z Gródka a matka z Kuźmina. Początkowo jego rodzina mieszkała w domu matki w Kuźminie. On się w nim w 1937 r. urodził. Jak tylko pamięta w jego domu pielęgnowano język polski, wiarę i tradycję. Wieczorem cała rodzina gromadziła się przy ołtarzyku na modlitwie. W 1947 r. rodzina pana Stanisława przeprowadziła się do Gródka, gdzie zaczęli opiekować się kaplicą na cmentarzu, która przez kilkadziesiąt lat była jedyną czynną świątynią, w najbliższej okolicy. W sumie rodzina Gumieniuków zajmowała się kapliczką 35 lat i pan Stanisław na polskim cmentarzu spędził swoje dzieciństwo i młodość. Znaczny wpływ na jego osobowość wywarł ks. Jan Olszański, pierwszy kapłan na Podolu, który zamieszkał w domu jego rodziców. Mimo otaczającej rzeczywistości pan Stanisław wyrósł na człowieka bardzo religijnego. Gdy poszedł do wojska matka dała mu obrazek Matki Boskiej, który traktował jak relikwię. Gdy przełożeni na skutek, zapewne donosu dowiedzieli się o tym, wezwali go do siebie. Przejrzeli jego dokumenty znaleźli obrazek i zażądali by osobiście go podarł. Gdy odmówił oficer polityczny wpadł w furię i oświadczył, że w takim razie sam go potarga. Pan Stanisław dał mu w mordę, zwalił na ziemię i odebrał obrazek. Został oczywiście natychmiast zatrzymany i umieszczony w „specjalnym oddziale” GRU, gdzie jak sam mówi otrzymał „specjalną lekcję.” Został tak skatowany, że przez trzy miesiące pluł krwią. Gdy opuścił armię wiedział też, że w ślad za nim poszła opinia stwierdzająca, że: „polityki partii i prawitielstwa ponimajet nieprawilno.” Był to swoisty wilczy bilet który zamykał mu drogę na wszystkie studia stacjonarne. Mógł zapomnieć o artystycznej karierze. Wykształcenie plastyczne zrobił ostatecznie zaocznie i to nie na Ukrainie, ale w Rosji. Później imał się w życiu różnych zajęć by utrzymać rodzinę, którą założyli i w której szybko zaczęły pojawiać się kolejne dzieci. Był nawet marynarzem we Flocie Dalekomorskiej. Obecnie ma czworo dzieci. Dwie córki i dwóch synów i całą plejadę wnuków. Szczyci się, że wychował dzieci na porządnych ludzi i patriotów którzy coś w życiu osiągnęli. On sam, gdy osiadł na stałe w Gródku zawiązał się tak jak jego rodzice z parafią. Stał się jednym z głównych pomocników ks. Władysława Wanagasa, który przez trzydzieści lat proboszczował w Gródku. Gdy tamten zaczął budować kościoły na całym Podolu po rozpadzie ZSRR, przystąpił do malowania obrazów o tematyce religijnej. W sumie wykonał ich około setki. Od samego początku zaangażował się również w działalność Towarzystwa Dobroczynnego „Polonia”, pierwszej za Zbuczem polskiej organizacji. Z jego ramienia już trzecią kadencję jest deputowanym do Rady Miejskiej w Gródku. Napisał wspomnienia „Kim ty jesteś?” Wydane w 2002 r. i kilka prac naukowych. Namalował też cały szereg obrazów o różnej tematyce, które były prezentowane na różnych wystawach. Jeden z nich przedstawiający ks. Wanagsa jest eksponowany w Muzeum Watykańskim. Jedna z jego prac, zatytułowana „Requiem – Bykowni” został wręczona w darze prezydentowi RP Aleksandrowi Kwaśniewskiemu podczas jego wizyty na Ukrainie.

Marek A. Koprowski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz