Kazachstan kipi od dawna. Także na tle etnicznym

W Kazachstanie protesty odbywały się nie pierwszy raz, ale jak dotąd nigdy nie były tak duże, a ich przebieg nie był tak gwałtowny. Na całe szczęście obyło się jednak bez zamieszek na tle etnicznym, choć te z powodu narodowościowego tygla wybuchają co jakiś czas.

Niszczenie pomników Nursułtana Nazarbajewa, ataki na budynki administracji publicznej, zajęcie międzynarodowego lotniska i wreszcie przejęcie broni z magazynów wojskowych. Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe wydarzenia można stwierdzić, że mieliśmy do czynienia nie z zamieszkami, ale krwawą rebelią przeciwko obecnej władzy. Dodatkowo postulaty protestujących szybko się rozrosły i nie dotyczyły jedynie cofnięcia podwyżek cen gazu.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

6703.39 PLN    (30.46%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Ostatecznie władze w Nursułtanie musiały poprosić o pomoc swoich sojuszników. Dopiero interwencja żołnierzy z misji pokojowej Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym doprowadziła do końca rebelii. Obecnie wojskowi z Rosji, Białorusi, Armenii, Tadżykistanu i Kirgistanu powoli się jednak wycofują, co oznacza przywrócenie kontroli nad wydarzeniami przez kazachski rząd.

Obecnie tamtejsza prokuratura generalna prowadzi śledztwa w sprawie trwających kilka dni starć. Władze regionu Ałmaty poinformowały natomiast, że w ich wyniku śmierć poniosło 15 osób, w tym pięciu funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa. W ramach „operacji antyterrorystycznej” skonfiskowanych zostało blisko sto sztuk broni. Do aresztów trafiły blisko dwa tysiące osób, które według instrukcji prezydenta Kasyma-Żomarta Tokajewa mają być potraktowane łagodnie, o ile nie istnieją okoliczności obciążające.

Nie pierwszy raz

Pierwsze duże protesty w historii Kazachstanu miały miejsce pod koniec istnienia Związku Radzieckiego. Co ciekawe, demonstranci sprzeciwiali się wówczas mianowaniu Rosjanina spoza Kazachstanu na pierwszego sekretarza Komunistycznej Partii Kazachstanu, domagając się powołania na te stanowisko Nazarbajewa. Jak widać po ostatnich protestach, „Ojciec Narodu” od tamtego czasu nie cieszy się już taką estymą.

Poniekąd trudno się temu dziwić. W Kazachstanie pamięta się dużo lepiej nie radziecką prehistorię, ale wydarzenia z maja 2011 roku. Wówczas na ulice miasta Żangaözen w południowo-zachodniej części kraju wyszli robotnicy pracujący przy wydobyciu gazu i ropy naftowej. Domagali się poprawy warunków pracy i podwyżki wynagrodzeń, lecz w odpowiedzi władze zwolniły blisko setkę z nich. Protesty jednak nie ustały, a ich uczestnicy zaczęli podpalać budynki administracji państwowej. W odpowiedzi policja otworzyła ogień, według różnych szacunków zabijając od kilkunastu do kilkudziesięciu demonstrantów.

Spokojny, ale jednocześnie dużo bardziej masowy charakter miały z kolei demonstracje sprzed sześciu lat. Wówczas w największych miastach Kazachstanu protestowano przeciwko reformie rolnej. Uczestnicy manifestacji domagali się wstrzymania decyzji o sprzedaży blisko 1,7 miliona hektarów ziemi. Obawiano się bowiem, że trafią one przede wszystkim w ręce obcokrajowców. Tym razem władze co prawda rozpędziły niektóre protesty, lecz nie było ofiar śmiertelnych. Dodatkowo wycofano się z części zmian, dlatego ziemię mogli nabywać jedynie obywatele Kazachstanu, a cudzoziemcom pozwolono na ich dzierżawę.

Przekazanie władzy Tokajewowi przez Nazarbajewa w 2019 roku miało dać początek liberalizacji systemu politycznego Kazachstanu, który miał stać się „państwem słuchającym”. Obywatele ma nocy decyzji nowej głowy państwa z połowy 2020 roku mieli mieć odtąd prawo do wyrażania swojej opinii, głównie dzięki łatwiejszej procedurze otrzymania zgody na rejestrację demonstracji.

Można było oczywiście przewidzieć, że diabeł będzie tkwił w szczegółach. Reformy polityczne miały być bowiem stopniowe i „przyzwyczajać” Kazachów do możliwości wyrażania opinii. Z tego powodu nie zezwolono na manifestacje niezadowolenia z wyników wyborów prezydenckich z 2019 i parlamentarnych z ubiegłego roku. Trzy lata temu w Nursułtanie i Ałmatach zatrzymanych zostało blisko pół tysiąca przeciwników Tokajewa, z kolei rok temu także nie pozwolono na protesty przeciwko wynikom głosowania do Mażylisu. Zbojkotowała je zresztą główna siła opozycyjna, czyli Ogólnonarodowa Socjaldemokratyczna Partia Kazachstanu.

Etniczne porachunki

Kazachstan jest uważany za kraj wieloetniczny. Według obecnych szacunków żyją w nim przedstawiciele blisko 130 narodowości i grup etnicznych, a oficjalnie zarejestrowanych jest 37 grup wyznaniowych. Blisko dwie trzecie mieszkańców stanowią sami Kazachowie, których odsetek w całym społeczeństwie zwiększył się przez emigrację Rosjan czy Niemców, a także przez prowadzoną od blisko trzydziestu lat intensywną „kazachizację” kraju.

Pewne nasilenie skutków „kazachskiego odrodzenia narodowego” można było zresztą zauważyć w ubiegłym roku. Latem w wielu miejscowościach pojawiły się tak zwane „patrole językowe”. Ich uczestnicy pilnowali, aby w sklepach i urzędach porozumiewano się jedynie przy pomocy języka kazachskiego, a także sprawdzali jego znajomość wśród robotników. Najwięcej kontrowersji wzbudzały jednak publikowane w sieci nagrania przedstawiające Rosjan przepraszających „patrole” za nieprawidłową ich zdaniem wersję historii Kazachstanu.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Mniejszość rosyjska jest oczywiście niezadowolona ze swojej sytuacji i wprowadzanego właśnie prawa rugującego język rosyjski z przestrzeni publicznej. Rosjanie nie wychodzą jednak na ulice i nie uczestniczą w krwawych zamieszkach na tle etnicznym. Tego samego nie można za to powiedzieć o przedstawicielach innych narodowości.

Przed siedmioma laty w jednej ze wsi doszło do ataków na ludność tadżycką, po tym jak zamordowany został urzędnik skarbowy narodowości kazachskiej. Niszczenie mienia przez grupę kilkudziesięciu Kazachów spowodowało opuszczenie miejscowości przez Tadżyków. W lutym 2020 roku doszło do innego konfliktu, który musiały stłumić siły bezpieczeństwa. Kazachowie w pogromie w jednej z wiosek regionu Kordaj zabili jedenaście osób ze społeczności Dunganów, co doprowadziło do ucieczki kilkudziesięciu tysięcy z nich do sąsiedniego Kirgistanu.

Rozwiązać problemy ekonomiczne

Być może dalsza eskalacja protestów z początku stycznia doprowadziłaby także do uwolnienia pokładów nienawiści na tle etnicznym. Na razie nic takiego jednak nie nastąpiło, a władze w Nursułtanie zapewne skupią się teraz na zmianach ekonomicznych. Część zwłaszcza wiejskich regionów do dzisiaj nie odczuła bowiem rozwoju gospodarczego po upadku ZSRR, natomiast w przypadku mieszkańców miast doszło do pogorszenia ich sytuacji materialnej w związku z pandemią koronawirusa.

Do kwestii gospodarczych w swoim przemówieniu w parlamencie 11 stycznia br. nawiązał zresztą kazachski prezydent. Tokajew w zawiły sposób skrytykował Nazarbajewa, przypominając, że za jego rządów „w kraju pojawiła się grupa bardzo dochodowych firm i warstwa bogatych ludzi, nawet jak na międzynarodowe standardy”. Zdaniem obecnej głowy państwa powinni oni „oddać hołd ludziom” poprzez wpłacanie środków na tworzony właśnie przez rząd specjalny fundusz socjalny.

Tokajew już bez przysłowiowego owijania w bawełnę skrytykował oligarchów związanych z „Ojcem Narodu”. Jego zdaniem w Kazachstanie istnieją „finansowe grupy oligarchiczne”, które są głównymi beneficjentami wzrostu gospodarczego. To właśnie one mają odpowiadać za ograniczenie rozwoju wolnego rynku i obniżenie konkurencyjności kraju. Na dodatek czerpią one zyski z wydobycia surowców naturalnych Kazachstanu, gdy tymczasem powinny dzielić się nimi ze skarbem państwa.

Pieniądze pozyskane w ten sposób mają w wyniku reform trafić właśnie do społeczeństwa. Według Tokajewa przyczyną niepokojów jest bowiem wysokie bezrobocie i niedostateczne wsparcie socjalne ze strony państwa. Powołany w tym tygodniu nowy rząd Alichana Smaiłowa został więc zobowiązany przez prezydenta głównie do opracowania programu zwiększenia dochodów ludności, zmniejszenia bezrobocia i ograniczenia inflacji. Kazachstan chce również zreformować jakość kształcenia na uczelniach wyższych.

Nie można zarzucić Tokajewowi, że nie kontynuuje zapowiedzianych politycznych reform. Dopóki demonstracje nie wymknęły się spod kontroli, reakcje podległych rządowi sił bezpieczeństwa były (być może aż nazbyt) powściągliwe. Zapowiadane właśnie reformy systemu ekonomicznego wpisują się zaś we wspomnianą koncepcję „państwa słuchającego”. Pytanie czy po ostatnich wydarzeniach społeczeństwo będzie zainteresowane słuchaniem władz.

Marcin Ursyński

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz