Katolicy na Ziemi Homelskiej

Czytając „Katolików na terenach Ponizowia i Siewierszczyzny” poznamy biografie takich zasłużonych kresowych duchownych jak ks. Eugeniusz Światopełk-Mirski czy ks. Wincenty Ilgin, ale również dowiemy się, gdzie proboszczował ks. Ignacy Skorupka.

Zdaje się, że Homel, drugie co do liczby mieszkańców miasto Białorusi, to już tak daleko na wschód, że trudno tam o jakichś katolików. Bo ani ziemia ta zbyt długo nie znajdowała się w granicach Rzeczpospolitej by rzymski katolicyzm mógł zagnieździć się tam na dobre, ani przez chwilę nie była też zajęta przez nasze wojska w burzliwych latach wojny polsko-bolszewickiej. A na odwrót: od czasów caratu jak i zwłaszcza pod władzą komunistów nie było sprzyjających warunków do rozwoju wiary katolickiej. Zdawałoby się zatem, że dziś nie ma prawa być tam katolików, a jeśli nawet są, to jak to określił jeden z duchownych „to starzy ludzie, z którymi trzeba dotrwać do końca ich dni”. Otóż nic bardziej błędnego. Katolicka wspólnota w Homlu i na Ziemi Homelskiej jest nie tylko liczna (jak na tereny tradycyjnie i historycznie prawosławne) ale też i bardzo prężna. Prawda, wśród wiernych dominują już Białorusini, ale duchowieństwo to wciąż głównie księża z Polski. O życiu katolików nad środkowym Dnieprem i rzeką Soż można poczytać na portalu: http://www.gomel.catholic.by/.

Ten nieco przydługi wstęp niezbędny był, aby czytelnicy naszego portalu zrozumieli w jaki sposób mogła się narodzić książka „Katolicy na terenach Ponizowia i Siewierszczyzny. Historia dekanatu homelskiego”, której autorem jest Uładzimir Waskou. Jeden z tysiąca wydrukowanych egzemplarzy dotarł do mnie dzięki staraniu ks. Dominika Szymańskiego. Opisywana książka to ponad 360-stronnicowy opis przeszłości i teraźniejszości katolików we wschodniej Białorusi. Cechuje go solidność, dociekliwość i obszerność w potraktowaniu tematu. Monografia składa się z dwóch części i w sumie z 12 rozdziałów oraz dodatków. Części pierwsza obejmuje opis historii katolicyzmu na wschodzie Białorusi i na przyległych terenach obecnej Rosji. Każdej parafii oraz misji poświęcony jest osobny rozdział. W jednym rozdziale opisano też historię grekokatolików na Ziemi Homelskiej.

Część druga książki to zestawienie nazwisk wraz z krótkimi biogramami. I tak: rozdział pierwszy zawiera biogramy katolickich duchownych Homelszczyzny, rozdział drugi zawiera biogramy osób katolickiego i polskiego pochodzenia represjonowanych przez władze sowieckie, zaś rozdział trzeci – znane osoby pochodzenia katolickiego z Ziemi Homelskiej. W dodatkach znajdziemy fragmenty z wizytacji kościoła w Homlu z 1819 r., imiona i nazwiska czeczerskich katolików z XIX wieku czy ankietę aresztowanego księdza Kundy.

Monografia została przygotowana z wielkim poświęceniem i zaangażowaniem. Każdy z rozdziałów jest bogato udokumentowany źródłami historycznymi pochodzącymi z różnych krajów, wzbogacony licznymi fotografiami (aktualnymi i archiwalnymi), rycinami, schematami itp.

Książka ta, choć napisana po białorusku i odnosząca się do terenów obecnej Białorusi jest niesamowicie ważna także dla Polaków, jako że to oni stanowili większość w katolickiej wspólnocie tej ziemi. Czytając „Katolików na terenach Ponizowia i Siewierszczyzny. Historia dekanatu homelskiego” poznamy biografie takich zasłużonych kresowych duchownych jak ks. Eugeniusz Światopełk-Mirski czy ks. Wincenty Ilgin, ale również dowiemy się, gdzie proboszczował ks. Ignacy Skorupka. Poznamy także długą i ciekawą historię pomnika księcia Józefa Poniatowskiego, który stoi dziś przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie, a sto lat temu stał … w Homlu. Dzięki solidnej, mrówczej wręcz pracy Autora mamy okazję poznać wielu innych ciekawych i zaskakujących faktów, jak ten, że z katolickiego, zbiedniałego szlacheckiego rodu wywodził się ostatni (przed Gorbaczowem) przywódca ZSRR – Andrej Gromyko. Zaś dziadek rosyjskiej tenisistki, zdobywczyni wielu medali, Marii Szarapowej również był katolikiem i nosił nazwisko Pomieciński itp.

Warto docenić także estetykę książki. Została przygotowana bardzo starannie i wykonana solidnie. To zasługa wydawnictwa PRO CHRISTO z Mińska i Wydawnictwa Archidiecezji Lubelskiej GAUDIUM.

Dla polskich czytelników z pewnością utrudnieniem będzie białoruski język, w którym publikacja została napisana. Łatwo to jednak zrozumieć czytając wypowiedź Autora (poniżej). Z pewnością byłoby cennym przetłumaczenie choćby fragmentów na język polski, bo historia katolików na Homelszczyźnie i Ponizowiu nierozerwalnie łączy się z historią Polaków na tych terenach. Za solidne opracowanie i pokazanie w książce tego aspektu należą się Autorowi słowa szczególnego podziękowania.

I na koniec warto podkreślić, że książka ta jest efektem doskonałej, niemal wzorcowej współpracy różnych osób a nawet środowisk dla utrwalenia historii konkretnego terenu. Zaangażowali się w nią świeccy i duchowni, promocja książki odbyła się we wrześniu tego roku w Homlu. Więcej o tej współpracy mówi sam Autor w wywiadzie zamieszczonym poniżej, ja zaś życzyłbym sobie abyśmy mieli okazję jeszcze wiele takich pozytywnych przykładów prezentować na naszym portalu.

Krzysztof Wojciechowski

Waskou U.,2012,Katolicy na terenach Ponizowia i Siewierszczyzny. Historia dekanatu homelskiego, „Pro Christo”, Mińsk, ss. 360

Serdecznie dziękuję Panu Pawłowi Mickiewiczowi, redaktorowi portalu internetowego homelskich katolików (http://www.gomel.catholic.by/) za pomoc w zdobyciu książki i nawiązaniu kontaktu z jej Autorem oraz za wszelką okazaną życzliwość.

„Wychowywać dzieci w duchu wiary”


o pracy nad książką „Katolicy na terenach Ponizowia i Siewierszczyzny”

i katolicyzmie na Ziemi Homelskiej

opowiada Uładzimir Waskou

Krzysztof Wojciechowski: Skąd w ogóle pojawił się pomysł na to by napisać taką książkę?

Uładzimir Waskou: O napisanie książki o katolicyzmie na Ziemi Homelskiej poprosił mnie w 2005 roku mój znajomy Aleksandr Bieły, który mieszka w Mińsku. Poznaliśmy się przez Internet. A. Bieły przeczytał kolejne wydanie książki ks. Jozafata Żyskara pt.: „Nasze kościoły” i postanowił wydać publikacje o historii katolickich dekanatów na Białorusi. Wespół z podobnie myślącymi ludźmi wydrukował już dwie niewielkie broszury o Dekanatach: Lepelskim i Sopoćkińskim. A jako, że ja urodziłem się w obwodzie homelskim, interesuję się historią i jestem katolikiem, to A. Bieły zwrócił się do mnie z prośbą o napisanie książki o Dekanacie Homelskim (który istniał do lat 1920-tych). Początkowo nie chciałem brać się za takie trudne zadanie, bo już ponad 20 lat żyję w Rosji (w mieście Tuła) i nie mam dostępu do dokumentów archiwalnych. A bez archiwów trudno napisać książkę o tematyce historycznej. Ale temat ten był mi bardzo bliski, chciałem też dowiedzieć się więcej o swojej małej ojczyźnie, i dlatego po jakimś czasie zgodziłem się. Chciałem napisać nie tylko książkę o historii, ale swego rodzaju niewielką katolicką encyklopedię wschodniej Białorusi, opisać carskie i sowieckie represje w stosunku do katolików.

K.W. I według mnie doskonale się to Panu udało. Proszę powiedzieć jak na Ziemi Homelskiej wyglądały te represje?

Uładzimir Waskou: Represje dotknęły katolików zamieszkujących Ziemię Homelską znacznie bardziej niż wyznawców innych religii. Na przykład, jeśli wziąć listę represjonowanych przez sowieckie władze w samym Homlu i rejonach obwodu homelskiego (czeczerski, budo-koszelewski i inne) to represjonowani o wyraźnie katolickich imionach i nazwiskach stanowią ok. 25%. I to w sytuacji, kiedy katolicy na Homelszczyźnie stanowili jakieś 2-4% wszystkich mieszkańców (choć trzeba powiedzieć, że lokalnie, np. w rejonie Buda Koszelewska liczba katolików sięgała nawet 10-15% mieszkańców). Dlatego jasnym jest, że katolicy ucierpieli ze strony władzy sowieckiej znacznie bardziej niż pozostali. Było to spowodowane przez kilka przyczyn: 1) wśród katolików większość była Polakami (albo osobami określającymi się jako Polacy). Zaś Polska, aż do czasy wojny była dla Związku Sowieckiego wrogiem nr 1. 2) wśród katolików było wiele osób ze szlachty, a szlachta sama przez się była dla sowietów elementem klasowo obcym. 3) pośród katolików było też wielu ludzi bogatych. Oni także byli traktowani jak wrogowie ludu. 4) katolicy podlegali papieżowi, który znajdował się poza granicami ZSRR i przez to władze nie mogły w pełni kontrolować ani duchownych, ani wiernych.

Te wszystkie przyczyny doprowadziły do tego, że represje były dla katolików bardzo dotkliwe.

K.W. Jak zatem w takich warunkach przetrwała wiara?

Uładzimir Waskou:Wiara przetrwała (przepraszam za tautologię) dzięki wierze. Przy czym wiarę zachowały przede wszystkim kobiety. Jest tutaj jeszcze jedno ciekawe zjawisko. Na początku represjom poddano najbardziej aktywnych i charyzmatycznych katolików, bogatych, szlachtę itp. Zaś w odniesieniu do katolików-chłopów trudno było zastosować masowe represje. Wszystkich przecież nie sposób wysłać do łagrów. Żyli oni bardzo ciężko, biednie, to też i trudno było władzy jakoś ich karać (bo co można odebrać temu, który już nic nie ma?). Pozamykali i zniszczyli kościoły i kaplice, ale ludzie i tak po kryjomu zbierali się w chatach, chrzcili dzieci, organizowali pogrzeby. Tradycję bardzo trudno jest przecież unicestwić. Dlatego też wiara katolicka przetrwała przede wszystkim w katolickich wioskach.

K.W. Wróćmy jednak do książki. Jak wyglądała praca nad nią?

Uładzimir Waskou: Była ona dość trudna, ale bardzo ciekawa. Pisałem tę książkę ponad 3 lata. Głównie nocami, do 2 czy 3 godziny w nocy. Początkowo szukałem materiałów w Internecie. Znalazłem prace ks. Dzwonkowskiego, encyklopedię jezuitów i inne materiały. Później przez moich internetowych znajomych nawiązałem kontakt z homelskimi historykami i z homelskim kościołem. Wysłałem to co napisałem ks. Sławomirowi Laskowskiemu do Homla. Potem sam tam pojechałem i otrzymałem wiele materiałów archiwalnych, które homelscy księża zbierali w ciągu 10-15 lat. Były to przede wszystkim dokumenty z Rosyjskiego Archiwum Historycznego w Petersburgu (RPAH). Miały one postać kserokopii i fotografii zapisanych na dysku CD. I zacząłem je analizować, badać i tłumaczyć na język białoruski. Prócz tego jeździłem także do Mińska, do Narodowego Archiwum Historycznego Białorusi.

Zdecydowałem, że książkę napiszę po białorusku, dlatego, że język białoruski jest wypierany z powszechnego użycia, a mnie się to bardzo nie podoba.

Polskie wydawnictwa i książki w postaci kserokopii i skanów przysyłał mi z Mińska A. Bieły. Książkę ks. W. Ilgina „Wspomnienia kapłana z Sołówek” przysłali mi z Polski. niektóre publikacje znalazłem w Internecie. W ogóle otrzymałem bezinteresowną pomoc od bardzo wielu osób. Niektórzy z nich przysyłali mi stare fotografie, jakieś materiały archiwalne itp.

K.W. A czy jeździł Pan również w teren?

Uładzimir Waskou: Oczywiście. Byłem w katolickiej wsi Rudnia Stołbuńska, gdzie rozmawiałem z ludźmi. I kiedy rozmawiałem tam z jedną kobietą, jej twarz wydała mi się znajoma. I myślałem intensywnie gdzie mogłem ją już widzieć. „A nie była Pani w Warszawie na spotkaniu z Papieżem?” – zapytałem ją. „Byłam” – odpowiedziała. Okazało się, że właśnie tam ją widziałem i zapamiętałem jej twarz. O takie miłe wydarzenie.

Jeździłem także do miejscowości Chalcz, gdzie zachował się pałac Chaleckich oraz do miasta Czeczersk, w którym kiedyś działała misja jezuicka i kościół. Obok miejsca gdzie stał kościół znajduje się obecnie „bracka mogiła” żołnierzy i partyzantów, którzy zginęli podczas II wojny światowej. Zacząłem czytać nazwiska pochowanych tam żołnierzy i zobaczyłem, że jest tam pochowany także mój dziadek Iwan Waskou, o którym wiedzieliśmy w rodzinie, że zginął w czasie wojny. I tak to dzięki pracy nad książką przypadkowo znalazłem też grób własnego dziadka. Niewiarygodny przypadek.

K.W. A jak wyglądał sam druk książki?

Uładzimir Waskou: W wydaniu książki bardzo pomógł ksiądz, a dziś już dziekan homelski – Sławomir Laskowski. On właśnie zadzwonił do mińskiego wydawnictwa katolickiego PRO CHRISTO i wydawnictwo to zgodziło się, oczywiście nie za darmo, przygotować książkę do druku. Wydrukowano książkę w Polsce, gdzie ks. Sławomir miał kolegę, który był dyrektorem wydawnictwa [Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej GAUDIUM – przyp. K.W.]. Według mnie książka została wydrukowana na przyzwoitym poziomie. Jej nakład to 1000 egzemplarzy.

K.W. Na koniec chciałbym jeszcze zapytać o Pańską ocenę roli polskich księży w życiu środowisk katolickich w Białorusi w przeszłości i współcześnie.

Uładzimir Waskou: Rolę polskich duchownych oceniam wysoko, zwłaszcza obecnie. O czasach przed rewolucją trudno mówić, dlatego, że niewiele wiemy o tym kim, w sensie narodowym, czuli się księża. Nie ulega wątpliwości, że większość czuła się Polakami, ale po 1905 roku okazało się, że wielu z nich uważa się za Litwinów (ks. Kunda, ks. Mustejkis, ks. Andrekus) czy Białorusinów (księża: Łupinowicz, Szaciło, Sak). Na obecnym etapie bez polskich księży i bez polskiej pomocy w ogóle, odnowienie katolickich struktur na Białorusi byłoby praktycznie niemożliwe. Dopiero teraz zaczynają pojawiać się, mniej lub bardziej licznie, księża Białorusini, ale i tak ich nie wystarcza.

Wysoko cenię zwłaszcza działalność kardynała Świątka, który zdecydował się na tak mądre posuniecie, jakim było wprowadzenie do liturgii języka białoruskiego. Język polski jest we wschodniej Białorusi słabo rozprzestrzeniony (w przeciwieństwie np. do obwodu grodzieńskiego), młodzież bardzo słabo go rozumie, dlatego też wprowadzenie języka białoruskiego było właściwym krokiem. Ale dziś wypiera go język rosyjski (zwłaszcza w kościele w Homlu i w ogóle kościołach Homelszczyzny). I w tym ja widzę wielkie niebezpieczeństwo dla katolicyzmu. Przecież rusyfikacja może doprowadzić do przyłączenia Białorusi do Rosji. A katolicyzm w Rosji nigdy nie będzie traktowany równoprawnie z prawosławiem czy innymi wyznaniami.

K.W. Jaką zatem widzi Pan przyszłość katolików w Białorusi?

Uładzimir Waskou: Przyszłość katolicyzmu na Białorusi zależy od nas, od katolików. Teraz nadeszły takie czasy, że ludzie sami odwracają się od wiary. Dlatego ważne jest by wychowywać swoje dzieci w duchu wiary. Należy także starać się wpoić im katolicką kulturę. Ja na przykład swoje córki nazwałem typowo polskimi imionami: Elżbieta i Justyna. Niech nawet imiona przypominają im, że nie są prawosławnymi a katoliczkami. Przekonany jestem, że katolickie struktury na Homelszczyźnie mimo wszystko będą się rozwijały, a katolicy będą stanowić 5% mieszkańców. Teraz na przykład w Homlu planuje się budowę nowego kościoła. A w Homlu nigdy nie było dwóch kościołów. To niewątpliwy sukces. O ile wiem, są także plany utworzenia Diecezji Homelskiej obejmującej obszary obecnego dekanatu. To jest także krok do przodu. Dlatego ja jestem optymistą.

K.W. Dziękuję za rozmowę.

Uładzimir Waskou– urodził się w 1967 r. w jedynej kozackiej wsi na Białorusi – Kozackie Bołsuny, w obwodzie homelskim przy granicy z Rosją. Z wykształcenia technik-technolog o specjalności: budowa półprzewodników. Z pasji i zainteresowań krajoznawca, historyk, pisarz. Od 20 lat mieszka w Tule (Rosja).

Katolik, ojciec dwóch córek, które wychowuje w duchu wiary katolickiej i w poczuciu narodowości białoruskiej.

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz