Jak Maria Przełomiec zmanipulowała historię polskiej autonomii na Wileńszczyźnie

Program Marii Przełomiec zawiera tyle fundamentalnych półprawd i całkowitych błędów, że rodzi pytanie czy wynikają one tylko z niedostatków warsztatu czy są świadomą manipulacją, mającą podkopywać w Polsce solidarność narodową i wsparcie dla rodaków na Wileńszczyźnie – pisze Karol Kaźmierczak.

W programie „Studio Wschód” przygotowanym przez redaktor Marię Przełomiec po raz kolejny manipulowano historią dążeń Polaków Wileńszczyzny do autonomii terytorialnej. Manipulowano pod z góry przyjętą tezę – Polacy Wileńszczyzny działali na zlecenie Moskwy więc teraz są sami winni dyskryminacji jaka spotyka ich ze strony Litwinów. Oczywiście taka narracja nie ma wiele wspólnego z rzeczywistymi wydarzeniami na Litwie lat 1989-1991.



W „Studio Wschód” emitowanym co tydzień przez TVP INFO Maria Przełomiec zajmuje się zazwyczaj komentowaniem bieżących wydarzeń politycznych. W programie wyemitowanym 9 kwietnia br. podjęła się jednak omówienia skomplikowanego procesu historycznego, jakim była próba naszych rodaków na Wileńszczyźnie zabezpieczenia swoich narodowych praw za pomocą występującej w wielu państwach Europy formuły autonomii terytorialnej. Próbą tą było powołanie przez nich Polskiego Kraju Narodowo-Terytorialnego (PKN-T), który funkcjonował w pewnym stopniu od października 1990 do początków września 1991 r. Przełomiec całkowicie „poległa” jako dziennikarka i publicystka mierząc się z tym tematem. Zamiast ukazania widzom realnego rozwoju wydarzeń, przesłanek i koncepcji ich sprawców, dostajemy propagandową narrację litewskich polityków i publicystów oraz ich tutejszych sympatyków. Pisząc o ruchu autonomicznym na Wileńszczyźnie, w przeciwieństwie do Przełomiec, narzucę sobie rygor korzystania ze źródeł ówczesnych, bądź badań naukowych tych, którzy przebadali je wnikliwie i w szerokim zakresie. Pozwoli to pokazać jak daleko redaktor Przełomiec zabrnęła w swojej manipulacji.

Biorąc pod uwagę, że Maria Przełomiec jest absolwentką Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego można by oczekiwać, aby mówiąc o historii zastosowała podstawowe zasady warsztatu historyka, nawet przygotowując materiał publicystyczny. Czy Przełomiec sięgnęła po historyczne źródła? Narracja lektora nie zdradza jakiejkolwiek wiedzy z nich zaczerpniętej. Cały program osnuty jest na wspomnieniach grupy świadków wydarzeń, ale czynionych już po ćwierćwieczu. Stąd grube nieścisłości faktograficzne. Dobór gości też był specyficzny, gwarantujący aby teza programu okazała się jedynie słuszna. Na siedmiu rozmówców pięć stanowiły osoby, których stosunek do dążeń autonomicznych z lat 1989-1991 jest zdecydowanie krytyczny, z pogromcą polskich samorządów i konstruktorem polityki dyskryminacji Polaków Vytautasem Landsbergisem na czele. Przy innych okazjach nazywanym zresztą przez redaktor Przełomiec jej „przyjacielem”. Dziennikarka dotarła zaledwie do jednego lidera ruchu autonomicznego – Stanisława Pieszki, wiceprzewodniczącego Rady Koordynacyjnej, która była czymś na kształt tymczasowego organu wykonawczego PKN-T.

Główna część programu rozpoczyna się wprowadzeniem redaktor Przełomiec, witającej się z widzami z Ejszyszek: „to w tym miejscu 26 lat temu, w pół roku po przyjęciu przez Litwę aktu niepodległości, część polskich działaczy samorządowych zastanawiała się nad powołaniem nowej autonomicznej republiki, która miała by pozostać w granicach Związku Sowieckiego”. W ten sposób pani redaktor, niejako ustawiając swoją audycję pod z góry przyjętą tezę, zawarła w jednym zdaniu trzy fałszywe sugestie.

Po pierwsze: zjazd polskich autonomistów w Ejszyszkach, który odbył się 6 października 1990 r. nie inicjował idei wzmocnionego samorządu dla mieszkańców Wileńszczyzny, a wieńczył działania trwające już od ponad półtorej roku. Po drugie: ejszyski zjazd podobnie jak dwa poprzednie nie był inicjatywą nieokreślonej „części działaczy samorządowych”, ale był w pełni reprezentatywnym organem powołanym przez reprezentantów wszystkich samorządów etnicznie polskiej Wileńszczyzny. Po trzecie: Polacy Wileńszczyzny nie przyjęli programu separatystycznego, nie planowali powołania odrębnej jednostki względem republiki litewskiej, lecz jednostkę autonomiczną w ramach Litwy. Tak zasadnicze zafałszowania już w jednym i pierwszym zdaniu, oczywiste dla każdego kto zapoznał się z tematem, każą zadać pytanie czy to ignorancja czy też świadoma manipulacja?

Autonomia przed niepodległością

Lektor programu powtarza za redaktor Przełomiec, że „idea [autonomii Wileńszczyzny] powstała na początku 1990 roku, gdy Litwini” ogłosili niepodległość. Na świadomą manipulację wskazuje fakt, że stwierdzenie takie jest niezbędne do uzasadnienia przemycanej w programie tezy, że dążenie do autonomii Wileńszczyzny było spiskiem na zlecenie, a co najmniej na korzyść Moskwy, chcącej zablokować dążenia niepodległościowe Litwinów. Tymczasem miejscowi Polacy wysunęli program autonomii zamieszkiwanego przez siebie regionu znacznie wcześniej niż deklaracja niepodległości, uchwalona przez litewski parlament 11 marca 1990 r.

Już 12 maja 1989 r. deputowani 3 rad miejskich i 27 gminnych z zamieszkanych w większości przez Polaków rejonów wileńskiego i solecznickiego zjechali do Mickun na I zjazd deputowanych Wileńszczyzny. Na zjeździe tym powołano Radę Koordynacyjną do spraw Utworzenia Polskiego Narodowego Okręgu Autonomicznego w ramach LSRR. Jej przewodniczącą została Leonarda Sapkiewicz – przewodnicza wiejskiej gminy (apilinki) Rukojnie w rejonie wileńskim, zaś wiceprzewodniczącym Stanisław Pieszko – kierownik Rejonowego Przedsiębiorstwa Naprawy i Obsługi Technicznej w Solecznikach, którzy pozostaną na tych stanowiskach do końca jej funkcjonowania. Rada Koordynacyjna miała spotykać się co najmniej raz na kwartał, w sposób bardziej permanentny działało jej Prezydium. Na zjeździe w Mickunach uchwalono odezwę „Zwracamy się do władz Litewskiej SRR i ZSRR o poparcie dla inicjatywy kilkudziesięciu rad apilinkowych Wileńszczyzny, które uchwaliły nadanie sobie statusu narodowych Rad polskich. Uważamy, że takie rozwiązanie sprawy najbardziej odpowiadałoby potrzebom całej zamieszkałej tu ludności, zapewniałoby równouprawnienie obywatelskie i narodowe, przyczyniłoby się do uregulowania stosunków narodowościowych w Republice. Zjazd wyraża nadzieję, że Rząd Republiki Litewskiej, rozpatrując postulaty o autonomii mieszkańców Wileńszczyzny, będzie się kierował względami humanitaryzmu, a sprawa ta spotka się ze zrozumieniem i poparciem narodu litewskiego”. Można to uznać za formalny początek ruchu na rzecz stworzenia autonomicznej jednostki terytorialnej obejmującej wszystkie tereny z polską większością zaludnienia w ramach Litewskiej SSR, a potem Republice Litewskiej.[1]

Dnia 22 czerwca 1989 r. Prezydium Rady Najwyższej LSRR zareagowało na pierwszy zjazd polskich autonomistów oświadczeniem w którym uznało uchwałę zjazdu w Mickunach za nieważną, zaś samo dążenie ludności polskiej do autonomii terytorialnej określiło jako niekonstytucyjne.[2]Miarą kompromisowego nastawienia polskich działaczy niech będzie to, że wysłali oni swoje uchwały do aprobaty litewskiej Radzie Najwyższej i nie podejmowali jeszcze działań na zasadzie faktów dokonanych. Realizację programu ukształtowania samorządu odpowiadającego specyficznym potrzebom społeczności polskiej rozpoczęli cztery miesiące później, nie przez ustanowienie nowej jednostki terytorialnej, ale przez adaptację dotychczas istniejących. 6 września 1989 r. solecznicka rada rejonowa powzięła większością 50 głosów do 15 uchwałę o ogłoszeniu swojej jednostki administracyjnej Polskim Rejonem Narodowo-Terytorialnym.[3]15 września podobną proklamację uchwaliła, większością 105 głosów przy 4 wstrzymujących się, rada rejonu wileńskiego obradująca w Niemenczynie.[4]

Jednak zarówno uchwały rad rejonowych z września 1989 r. jak i pierwszy zjazd autonomistów z maja były pochodną oddolnego ruchu ludności polskiej, który rozpoczął się na najniższym możliwym poziomie – w pojedynczych gminach. 28 grudnia 1988 r. gmina w Suderwie jako pierwsza ogłosiła się gminą narodową polską, co uczyniono na wniosek 756 jej mieszkańców. W ciągu następnych pięciu miesięcy to samo zrobiło 16 gmin rejonu wileńskiego (w tym 1 miejska) i 14 gmin rejonu solecznickiego (w tym 2 miejskie).[5]O potrzebie utworzenia „okręgu” jednoczącego wszystkie jednostki administracyjne zamieszane w większości przez Polaków mówiono już na założycielskim zjeździe Związku Polaków na Litwie, który odbywał się w dniach 15-16 kwietnia 1989 roku. W podjętej uchwale postulowano autonomię kulturalną, ale też gospodarczą i administracyjną.[6]W tym kontekście sugerowanie, że program autonomii Wileńszczyzny został napisany w odpowiedzi na niepodległościową deklarację Litwinów jest oczywistą nieprawdą, by nie napisać, kłamstwem.

Przyjaźni Litwini?

Znamienna w swej tendencyjności jest padająca w programie Przełomiec wypowiedź Piotra Hlebowicza, który opisując przesłanki polskich autonomistów mówi: „twierdzono, że musi być autonomia polska w rejonach gdzie mieszka więcej Polaków, gdyż Litwini będą dyskryminować Polaków w nowej Litwie”. Oczywiście dawny działacz Solidarności Walczącej, który, jak przyznaje, przybył w roku 1990 do Ejszyszek na prośbę Litwinów, by sabotować program wzmocnionego samorządu dla ludności polskiej, niedokonaną formą sugeruje, że obawy te nie miały podstaw. Hlebowicz twierdzi również, że polscy autonomiści uznawali, „iż tylko Związek Sowiecki może zagwarantować tym Polakom jakiś rozwój”. Wypowiedź ta pozostaje w jawnej sprzeczności z wynikami głosowania delegatów ejszyskiego zjazdu i kursem politycznym przez ten zjazd określonym, obliczonym na budowę autonomii w nowej, nie uznawanej jeszcze międzynarodowo (także przez Polskę), Republice Litewskiej, o czym piszę dalej.

Ówczesne obawy Polaków Wileńszczyzny bagatelizuje również Jadwiga Chmielowska współuczestniczka „misji” Hlebowicza z 1990 r., również nie ukrywająca, że walczyła wówczas z działaniami polskich autonomistów na Litwie. Do rangi ponurej, choć może nieświadomie cynicznej, kpiny urasta wypowiedź Chmielowskiej opisującej kontekst ich działań. Jak to ujęła – „miałam wrażenie, że odwołano się do przedwojennej Litwy, która była trochę antypolska”. I znów trudno powiedzieć czy przez słowa te przebija ignorancja, czy świadoma manipulacja. Przedwojenna Litwa, nie był „trochę antypolska”. Przedwojenna Litwa była państwem w którym przymusowo zapisywano w dokumentach dzieciom z polsko-litewskich rodzin narodowość litewską i które fałszowało spisy powszechne. Była państwem w którym bito polskich posłów w parlamencie i polskich wiernych w kościołach. Była państwem ulicznych napadów na Polaków, stopniowej likwidacji polskich organizacji i szkół.[7]Była nacjonalistyczną dyktaturą, która dokonała środkami przymusu asymilacji społeczności polskiej tak, że z przedwojennej społeczności szacowanej w granicach 63-200 tysięcy osób – w 1959 roku na przedwojennym terytorium Litwy mieszkało już tylko kilkanaście tysięcy samookreślonych Polaków.[8]

Odnosząc to do okresu, którego dotyczy program Przełomiec, podkreślić należy, że sami Litwini wprost i oficjalnie nawiązali do przedwojennej republiki. Wbrew temu co powtarza się wielokrotnie w programie redaktor Przełomiec, proklamacja kontrolowanego przez niepodległościowy Sajudis litewskiego parlamentu z 11 marca 1990 r. nie była „aktem niepodległości”. Jego oficjalna nazwa to „Akt Przywrócenia Państwa Litewskiego”. Symbolicznie uznawano więc niepodległą republikę za kontynuację poprzedniej, która jako jeden z głównych składników swojej racji stanu definiowała wynarodowienie Polaków zamieszkujących jej terytorium. Polacy Wileńszczyzny mieli pełne prawo by bać się „przywrócenia” takiego państwa.

Co należy podkreślić, nawiązanie to nie było wyłącznie symbolem bez treści. Jednym z największych fałszów programu Przełomiec jest brak nakreślenia rzeczywistego kontekstu społeczno-politycznego dążeń Polaków Wileńszczyzny do autonomii. W programie poświęcono mu jedynie wypowiedź Czesława Okińczyca, sugerującego, że odrodzenie narodowe Polaków nie spotykało się z krytycznym nastawieniem nikogo poza radzieckim KGB. To oczywista nieprawda. Gdyby redaktor pracującej dla publicznej telewizji chciało się zrobić kwerendę archiwalnych źródeł, gdyby raczyła zapytać o ówczesne nastawienie względem Polaków litewskich działaczy politycznych czy publicystów, wtedy odmalowałaby być może rzeczywisty kontekst działania polskich autonomistów.

Sajudis nie chciał Polaków

A był to kontekst dość gwałtownego wybuchu, czy może ujawnienia się antypolskich resentymentów wśród Litwinów. W szerzeniu lęków przed Polakami celowali tacy liderzy Sajudisu jak prawa ręka Landsbergisa Virgilius Čepaitis czy Romuldas Ozolas, który w niepodległej Litwie został działaczem radykalnej nacjonalistycznej Litewskiej Partii Centrum.[9]Jeszcze 31 sierpnia 1988 r. dwaj członkowie grupy inicjatywnej Sajudisu Virgilijus Čepaitis i Arunas Zebriunas wydali list otwarty ostro krytykujący redakcję polskojęzycznego „Czerwonego Sztandaru” za publikację postulatów wprowadzenia historii Polski jako przedmiotu do szkół z polskim językiem wykładowym. Čepaitis na pierwszym zjeździe czołowej litewskiej organizacji niepodległościowej postulował by wpisać polskojęzyczny dziennik do „księgi wrogów Litwy”, co spotkało się oklaskami zgromadzonych i okrzykami „zdrajcy”.[10]Inna sprawa, że litewscy komuniści szukający, jak w wielu krajach bankrutującej ideologii komunistycznej, nowej legitymacji dla utrzymania się u władzy, równie chętnie odwołali się do antypolskiego nacjonalizmu.

Sam Sajudis nie zabiegał o poparcie polskiej grupy narodowej, ani jeden polski działacz społeczny nie został zaproszony do kierownictwa Sąjūdisu, mimo że polskie środowisko wyraziło taką wolę, jak wspominał w rozmowie z autorem tego artykułu pierwszy prezes Związku Polaków Jan Sienkiewicz. Wśród 1021 delegatów zjazdu założycielskiego Sajudisu w 1988 r. znalazło się 980 etnicznych Litwinów, 9 Polaków, 8 Rosjan, 6 Żydów, 18 przedstawicieli innych narodowości.[11]

Publicystyczne ataki na polską grupę narodową na dość szeroką skalę rozpoczęły się w litewskiej prasie, zarówno tej wydawanej przez Sąjūdis jak i tej wydawanej przez litewskich komunistów. Pojawiały się teksty i karykatury wprost obrażające uczucia Polaków, na przykład rysunek ilustrujący jak popularny polski samochód Fiat 126P „wywozi Serce i Matkę Syna do Warszawy”, co oczywiście odnosiło się do mauzoleum Piłsudskich na Rossie – wspomina Stanisław Pieszko późniejszy czołowy autonomista.[12]Powróciła nacjonalistyczna frazeologia sformowana jeszcze w przedwojennej Litwie. Mity o „okupacji” Wileńszczyzny w latach 1922-1939, mity o Polakach wileńskich jako „spolonizowanych Litwinach”. Celowało w niej Stowarzyszenie Vilnija Kazimierasa Garšvy, utrzymywane przez Litewski Fundusz Kultury, które wprost postulowało działania lituanizacyjne wobec Polaków. Mówiąc o przełomowym okresie sprzed ćwierćwiecza, nawet dziś narracji tej używa czołowy ówczesny litewski lider Landsbergis. Jak twierdzi „przecież wielu z tych Polaków miało litewskie nazwiska. Dosyć dobrze znane nazwiska. Badania etnologiczne, etnograficzne na tych terenach wykazywały, że wielu Litwinów nie tylko w XIX wieku, ale i przed II wojną światową uległo dodatkowemu spolonizowaniu przez 20 lat” [trwania II Rzeczpospolitej – przyp. K.K.] Landsbergis i dziś przekonuje, że w czasach komunizmu kontynuowano polonizację etnicznie litewskich obszarów republiki. Rozpatruje też do dziś sprzeciwy mieszkańców Wileńszczyzny wobec oświaty w języku litewskim jako „inspirowane przez koła rewanżystowskie Polski przedwojennej, czy przez KGBistów”.[13]

Istnienie polskiego szkolnictwa w miejscowościach zamieszkanych w większości przez Polaków już w 1989 r. traktowano w kategoriach dyskryminacji miejscowych Litwinów.[14]Od roku 1989 r. próbowano także propagować ideę etnicznej grupy „Viczów”. Fakt licznego występowania w nazwiskach litewskich Polaków końcówki –icz, stał się podstawą do formułowania przybranej w pseudonaukowe szaty teorii o ich odrębności etnicznej, co nie przeszkadzało jej zwolennikom, którzy w 1990 r. wydawali w 10-tysięcznym nakładzie pismo „Fschodnia Litva”, twierdzić, że „Viczowie” to spolonizowana część narodu litewskiego.[15]Wszystko to nakładało się na wieloletnie praktyki dyskryminacji rejonów zamieszkanych przez Polaków. Były one najsłabiej doinwestowane, z najsłabiej rozwiniętą infrastrukturą, także infrastrukturą ochrony zdrowia i kulturalną. Anicet Brodawski wskazywał przy tym, że wśród kadry kierowniczej administracji rejonu wileńskiego Litwini stanowili w drugiej połowie lat 80 XX w. 62% urzędników (przy czym stanowili 15,7% mieszkańców rejonu), Polacy tylko 19% (i aż 67,9% mieszkańców), Rosjanie 15% (8,8% mieszkańców).[16]

Początek dyskryminacji językowej

Podstawową jednak przyczyną dążenia Polaków Wileńszczyzny do autonomii był fakt, że Litwini rozpoczęli konstruowanie systemu instytucjonalnej dyskryminacji mniejszości narodowych jeszcze zanim wybili się na niepodległość. Systemu, który zresztą funkcjonuje do dziś. Chodzi o monopol języka litewskiego jako jedynego publicznego języka republiki.

Koncepcje takie pojawiły się w szeregach Sajudisu natychmiast po jego powstaniu. Pod ich wpływem Prezydium Rady Najwyższej LSSR dnia 6 października 1988 r. podjęło uchwałę o nadaniu językowi litewskiemu statusu państwowego. 18 listopada Rada Najwyższa dokonał zamiany zapisu w konstytucji republiki określając litewski jako jedyny język urzędowy. Ostatecznie kwestię te skonkretyzował i ustalił Dekret Prezydium Rady Najwyższej Litewskiej SSR „O używaniu języka państwowego Litewskiej SRR” z 25 stycznia 1989 r.[17]Dekret stanowił, że język litewski ma „być używany w działalności organów państwowych i społecznych, w sferze oświaty ludowej, kultury, nauki, produkcji, usług, łączności i w innych dziedzinach życia społecznego, we wszystkich przedsiębiorstwach, instytucjach, i organizacjach Litewskiej SRR”.Wyłącznie w języku litewskim miały być wykonywane stemple, pieczęcie, urzędowe tablice, ale także szyldy handlowe, topograficzne, występujące w transporcie. Po litewsku miały się także odbywać wszystkie imprezy masowe i zebrania plenarne z ewentualnym zapewnieniem tłumaczenia dla „nie władających nim osób”. Rosyjski miał być używany dodatkowo w korespondencji z centralnymi organami ZSRR. Językiem litewskim mieli posługiwać się „kierownicy naczelnych organów władzy państwowej i zarządzania LSRR, ministerstw, resortów, Rad Deputowanych Ludowych i ich komitetów wykonawczych, organizacji społecznych, przedsiębiorstw, instytucji i innych organizacji republiki”.[18]Dodatkowo zarządzeniem Prezydium Rady Najwyższej z 6 lipca 1989 r. doprecyzowano do piastowania jakich stanowisk niezbędna jest biegła znajomość języka litewskiego. Rozciągnięto nim ten obowiązek nawet na magazynierów, robotniczych brygadzistów czy kołchozowych zootechników.[19]

Oznaczało to momentalną deklasację Polaków, którzy przez lata funkcjonowali w przestrzeni języka ojczystego bądź rosyjskiego. Język polski został zepchnięty tylko do wewnętrznego życia organizacji społecznych, zaś nawet w dowolnym punkcie usługowym, jego użycie zależało od uznania usługodawcy. Co ważne, język litewski miał się stać obowiązującym tak w organach samorządu (ostatni, dziesiąty artykuł dekretu dodatkowo obciążał rady samorządów i ich komitety wykonawcze realizacją jego postanowień) jak i w wówczas jeszcze państwowych przedsiębiorstwach, w sytuacji gdy kadrę kierowniczą stanowili w nich głównie obywatele innych narodowości. Dekrety językowe potwierdziły wszystkie obawy ludności polskiej i innych mniejszości narodowych. W programie telewizyjnym Przełomiec o tym kontekście nie ma ani słowa, być może dlatego, że trudniej byłoby sugerować roszczeniowość czy agenturalność polskich autonomistów.

Sprawa Ciechanowicza

Program próbuje stygmatyzować Polaków Wileńszczyzny przez fakt, że w swoich działaniach powoływali się na hasła i koncepcje formułowane przez ówczesnego przywódcę ZSRR Michaiła Gorbaczowa. Zapomina jednak dodać, że w 1989 r. dotyczyło to w równym stopniu litewskiego ruchu niepodległościowego. Dość wspomnieć, że pełna nazwa Sajudisu powołanego latem 1988 r. brzmiała pierwotnie Litewski Ruch na Rzecz Pieriestrojki, a jego działacze bynajmniej nie od razu wywiesili hasło pełnej niepodległości republiki, próbując wpisywać się początkowo w program decentralizacji ZSRR, pluralizmu politycznego, zniesienia cenzury i wyłączności języka litewskiego jako urzędowego. Na sztandary wzięli właśnie gorbaczowowski program „przebudowy” i „jawności” (głasnosti). Dość wspomnieć zresztą, że znaczną część członków Sajudisu w 1989 r. stanowili członkowie Komunistycznej Partii Litwy, do grudnia 1989 r stanowiącej integralną część Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. W programie próbuje się także w ramach zarzutu przeciw Polakom stawiać fakt, że ich reprezentanci Jan Ciechanowicz i Anicet Brodawski byli parlamentarzystami Zjazdu Deputowanych Ludowych ZSRR. Dodajmy, że w stosunkowo demokratycznych, jak na standardy państwa sowieckiego, wyborach wiosną 1989 r. do moskiewskiego parlamentu dostał się także lider Sajudisu Vytautas Landbsergis. Nota bene wskutek interwencji I sekretarza KC Komunistycznej Partii Litwy Algirdasa Brazauskasa w Moskwie, w czasie pierwszej sesji radzieckiego parlamentu w czerwcu 1989 r. Ciechanowicza nie dopuszczono do głosu na trybunie zjazdu.[20]Zresztą nawet w programie Przełomiec Okińczyc przytacza fakt, że on sam wraz z Landsbergisem, brał udział w negocjacjach z Gorbaczowem.

Warto zaznaczyć przy tym, że ukazywanie Ciechanowicza jako lidera ruchu autonomicznego nie odpowiada rzeczywistości. Nie był on członkiem Rady Koordynacyjnej, ani nie brał udziału w organizacji zjazdów deputowanych Wileńszczyzny. Od 1990 r. pozostawał na uboczu Związku Polaków. Według wspomnień Jana Sienkiewicza prowadził właściwie jednoosobową działalność polityczną i publicystyczną. Warto jednak, przytaczając radykalne poglądy tego działacza, przypomnieć jego historię. Ciechanowicz był pod koniec lat 80 XX wieku czołowym przedstawicielem nowej polskiej inteligencji Wileńszczyzny, błyskotliwym publicystą, w 1988 r. jednym z inicjatorów powstania Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Polaków na Litwie, który rok później przekształci się w ZPL. Po jednym z jego wystąpień na forum polskiej organizacji społecznej w listopadzie 1988 r., w którym dowodził autochtonicznego i wielowiekowego charakteru zaludnienia Wileńszczyzny przez Polaków, doszło do agresywnej nagonki przeciw osobie Ciechanowicza. Jego wystąpienie określono jako „antylitewskie” i „antypaństwowe”.[21]Ataki prasowe ukazały się zarówno w organizacyjnym biuletynie Sajudisu jak i tytułach związanych z KPL. Ciechanowicz został potępiony przez uchwałę organizacji Sajudisu na Wileńskim Instytucie Pedagogicznym gdzie pracował, ale też przez tamtejszą komórkę partyjną i w końcu pozbawiony funkcji dziekana Wydziału Języka i Literatury Polskiej i prorektora, w marcu roku 1989. Sprawą zajmował się nawet wydział Komitetu Centralnego partii komunistycznej.[22]Zaznaczmy – wszystko to działo się na przełomie 1988 i 1989 r. Gdy zna się ów kontekst łatwo zrozumieć tak daleki dystans Ciechanowicza wobec litewskiego ruchu niepodległościowego.

Autonomia w ramach Litwy

To właśnie w tym kontekście należy ukazać wstrzymanie się sześciu polskich deputowanych litewskiej Rady Najwyższej w głosowaniu nad Aktem Przywrócenia Państwa Litewskiego. Ci politycy przyjęli całkowicie zrozumiałą z punktu widzenia Polaka postawę lojalności wobec własnej tożsamości narodowej i własnej narodowej wspólnoty w zmieniających się gwałtownie w niewiadomym kierunku uwarunkowaniach geopolitycznych. Nie sprzeciwili się secesji Litwy z ZSRR, ale też nie zamierzali bezwarunkowo podążać „z tyłu na kolanach” – jak ujął to czołowy autonomista Stanisław Pieszko – za Litwinami. Ani wówczas, ani dziś litewskie elity polityczne nie zaproponowały Polakom Wileńszczyzny nic poza obrażaniem ich narodowej godności, odmową realizacji podstawowych praw, deklasacją, wszechstronną dyskryminacją. Pozostaje tylko żałować, że za sprawą polityków o podejściu przejawianym przez redaktor Przełomiec, równie bezwarunkowo litewskie dążenia poparli rządzący wówczas Rzeczpospolitą polscy politycy, miast obwarować uznanie niepodległości Litwy postulatem instytucjonalnego zabezpieczenia elementarnych praw zamieszkujących ją Polaków. Poparcie dla autonomii było w tej sytuacji oczywistym, narzucającym się rozwiązaniem. Nota bene podjęcie takiej polityki przez Warszawę ostatecznie zabezpieczałoby przez możliwością rozgrywania tej kwestii przez Moskwę. Arbitraż tej ostatniej polscy autonomiści na Litwie i tak odrzucili.

Padające w programie Przełomiec sformułowanie, że polscy autonomiści chcieli powołać „autonomiczną republikę w granicach Związku Radzieckiego” jest również nieprawdziwe. Pani redaktor jechała aż do Ejszyszek, a zabrakło jej chęci by zapoznać się z uchwałami trzeciego z kolei zjazdu deputowanych Wileńszczyzny jaki odbył się tam 6 października 1990 r. Wzięło w nim udział 209 delegatów z rejonu wileńskiego i solecznickiego, ale też zamieszkanych przez Polaków gmin rejonu trockiego, święciańskiego i szyrwinckiego, prawdopodobnie także z Nowej Wilejki. Był to więc ruch w pełni reprezentatywny dla polskiej społeczności. W czasie dyskusji jeden z komunistów zgłosił projekt „Deklaracji Autonomicznego Polskiego Wileńskiego Kraju ze Statusem Republiki” jako „subiektu ZSRR”. Głosowało za nią jedynie 17 z 209 obecnych delegatów.[23]Przytłaczająca większość delegatów pod wpływem Pieszki i Brodawskiego poparła „Uchwałę o utworzeniu Polskiego Narodowościowo-Terytorialnego Kraju w składzie Litwy”.[24]

Równie zaskakujący jest krytyczny ton programu Przełomiec wobec decyzji ostatniego zjazdu polskich autonomistów jaki odbył się 22 maja 1991 r. w Mościszkach. Cytuje się Statut, a więc ustawę zasadniczą potwierdzonego wówczas Polskiego Kraju Narodowo-Terytorialnego. Zakładał, on że stanie się równoprawną jednostką w ramach Republiki Litewskiej jako federacji. Jego mieszkańcy mieli mięć prawo do posiadania innych, niż tylko litewskie, obywatelstwa. Trzeba jednak brać na to poprawkę, gdyż zapisy Statutu PKN-T są cytowane za pismem „Ojczyzna”, redagowanym wówczas przez Ciechanowicza. Jak do tej pory żaden z badaczy naukowych nie dotarł do oryginalnych dokumentów, w tym Statutu Polskiego Kraju Narodowo-Terytorialnego, dlatego też trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie jaki miał być jego ustrój administracyjny i jego osadzenie w ustroju Litwy. Trudno jednak zrozumieć, dlaczego jakikolwiek Polak miałby krytykować tak daleko posunięte instytucjonalne zabezpieczenie egzystencji naszych rodaków, jak i pełną autonomię terytorialną, czy też możliwość posiadania przez mieszkańców Wileńszczyzny obywatelstwa Polski, które im się po prostu należy. Wprost przeciwnie, biorąc za punkt wyjścia interes narodowy, należałoby się spodziewać, że polscy politycy w czasach przełomu dołożą wszelkich starań, aby takie właśnie postulaty zrealizować. Niestety, ówczesne warszawskie elity stwierdziły, że naszym interesem narodowym jest wyłącznie dobro Litwinów. Nie mieściło się w ich politycznym widnokręgu, że terytorium ówczesnej Litwy zamieszkiwali nie tylko etniczni Litwini, że Polacy na jej terytorium mają swoje specyficzne potrzeby egzystencjalne, już wówczas naruszane zresztą przez Litwinów.

Inna sprawa, że zjazd w Mościszkach usiłował wyegzekwować uchwałę litewskiego parlamentu. Po radzieckiej krwawej pacyfikacji w Wilnie z 13 stycznia 1991 r, już 29 stycznia litewski parlament po raz pierwszy wykonał jakikolwiek gest w stronę polskiej społeczności. Poza korzystnymi zmianami w ustawie o mniejszościach narodowych Rada Najwyższa Republiki Litewskiej zobowiązała rząd republiki do przedstawienia w terminie do 31 maja 1991 r. projektu nowego podziału administracyjnego, uwzględniającego okręg wydzielony specjalnie dla Polaków Wileńszczyzny. Gdy jednak okazało się, że Armia Radziecka nie szykuje się do inwazji na Litwę, jej przywódcom skończyły się zasoby dobrej woli wobec Polaków.[25]Do 22 maja, kiedy odbył się czwarty i ostatni zjazd polskich autonomistów w Mościszkach, litewski parlament nie przedstawił żadnego planu samorządu dla etnicznie polskiej Wileńszczyzny.

4 września 1991 r. gdy Związek Radziecki faktycznie implodował po porażce puczu Janajewa, litewski parlament z naruszeniem litewskiego prawa rozwiązał rady samorządowe rejonów wileńskiego i solecznickim.[26]Samorząd w zamieszkałych przez Polaków rejonach przywrócony zostanie dopiero wiosną 1993 r. Przez ten czas litewscy rządowi komisarze gorliwie przydzielać będą ziemię z dawnych kołchozów przybyszom z innych części Litwy, co badacz tematu prof. Zbigniew Kurcz nawał „kolonializmem wewnętrznym” praktykowanym przez Litwinów na Wileńszczyźnie przez wiele lat.[27]

Haniebna narracja

Program redaktor Przełomiec kończy się wyraźną sugestią występującej w nim Jadwigi Chmielowskiej, że oddolny, społeczny ruch Polaków Wileńszczyzny to to samo co putinowskie „zielone ludziki”, a „Litwini stają się coraz bardziej antypolscy widząc zachowanie Polaków na Litwie” oraz jej wezwaniem pod adresem władz Polski do interwencji… przeciw liderom polskiej społeczności na Wileńszczyźnie. Ta nie mająca pokrycia w rzeczywistości deklaracja, szokuje, bo sugeruje, że nasi rodacy zasługują na swój los, że to wszystko co czynią z nimi Litwini niejako im się należy. Wszystko to w kontekście wypowiedzi lektora i litewskiego wojskowego o możliwym rosyjskim ataku militarnym na rejon Suwałk. W tej właśnie narracji mieści się również podsumowanie redaktor Przełomiec, twierdzącej, że „do rozwiązania polsko-litewskich problemów” nie może dojść „z winy oby stron” i że grozi nam znalezienie się „w rosyjskim łagrze”.

Narracja jaką Przełomiec formułuje w swoim programie nie ma oczywiście wiele wspólnego z rzeczywistością historyczną. Sama rzeczywistość współczesna daje zdecydowaną odpowiedź narracji Przełomiec i większości wybranych przez nią rozmówców. Obawy Polaków na progu litewskiej rzeczywistości o to, że mogą podlegać dyskryminacji ze strony litewskiego państwa całkowicie się sprawdziły. To polscy autonomiści mieli rację, a nie ich współcześni krytycy w Polsce czy na Litwie. Polacy w scentralizowanym państwie litewskim zostali ograbieni z ziemi przodków, są od ćwierćwiecza symbolicznie okradani ze swoich nazwisk, ich język i kultura są marginalizowane, a celem obecnych usiłowań władz litewskich jest odebranie im oświaty w polskim języku. Władze litewskie z pełną konsekwencją realizują politykę wynarodowienia wspólnoty polskiej. Tymczasem redaktor Maria Przełomiec w programie nadawanym przez polską telewizję publiczną sugeruje, że nasi rodacy zasłużyli sobie na dyskryminację przez to, że przewidując ją, chcieli sobie wypracować instytucjonalny mechanizm obronny. Taka sugestia, że dyskryminowany jest sam winien swojej dyskryminacji, jest po prostu haniebna.

Ubiegłotygodniowy program Przełomiec zawiera tyle fundamentalnych półprawd i całkowitych błędów, że rodzi pytanie czy wynikają one tylko z niedostatków warsztatu czy są świadomą manipulacją, mającą podkopywać w Polsce solidarność narodową i wsparcie dla rodaków na Wileńszczyźnie. Nie jest to wszakże pierwsze wystąpienie tej dziennikarki o takim charakterze. W prowadzonym przez siebie na antenie TVP INFO „Studio Wschód” Przełomiec regularnie krytykuje AWPL w stopniu daleko ostrzejszym niż polityków litewskich. W listopadowym wywiadzie dla, portalu „Znad Wilii”, stanowczo twierdziła, że „Warszawa musi odciąć Tomaszewskiego od pieniędzy”.Dużo bardziej dosadna była w jednej z dyskusji na Facebooku gdy określiła lidera Polaków na Litwie mianem „łobuza”. W innym komentarzu, w dyskusji pod postem użytkownika krytykującego omawiany przeze mnie program, Przełomiec jeszcze raz dobitnie napisała: „Za obecny stan rzeczy odpowiadają obie strony i Litwini i litewscy Polacy. Prawda bywa bolesna”.

Nie pani redaktor. Po pierwsze nie pokazała pani prawdy. Po drugie dążenie do autonomii było świętym i dobrze uzasadnionym prawem Polaków Wileńszczyzny. Kto zaś uważa dążenie do niej za usprawiedliwienie ćwierćwiecza dyskryminacji rodaków i co gorsza upowszechnia w mediach narrację usprawiedliwiającą tę dyskryminację, mija się nie tylko z powołaniem dziennikarza, ale i zwykłą przyzwoitością.

Karol Kaźmierczak

Przypisy:


[1]A. Srebrakowski, Polacy w Litewskiej SRR,Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2001, s. 342-343.

[2]A. Bobryk, Odrodzenie narodowe Polaków w Republice Litewskiej 1987-1997,Dom Wydawniczy DUET,Toruń 2006, s. 156-157.

[3]M. Ławryniec, „Proklamować Polski Rejon Narodowy” postanowiła nadzwyczajna sesja Solecznickiej Rejonowej Rady Deputowanych Ludowych,„Czerwony Sztandar” nr 207 (11158), 8 września 1989; J. Sienkiewicz, Nasza racja stanu, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2000, s. 28.

[4]J. Podmostko, „Alternatywy nie mieliśmy, innego wyjścia nie było…”, „Czerwony Sztandar”, nr 215 (11166), 17 września 1989.

[5]A. Bobryk, Odrodzenie narodowe Polaków w Republice Litewskiej 1987-1997,Dom Wydawniczy DUET,Toruń 2006, s. 156.

[6]K. Kawęcki, Polacy na Wileńszczyźnie 1990-2012, Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych, Warszawa 2013, s. 31.

[7]K. Buchowski, Polacy w niepodległym państwie litewskim 1918-1940,Instytut Historii Uniwersytetu w Białymstoku, Białystok 1999, ss.320.

[8]P. Eberhardt, Przemiany narodowościowe na Litwie,Wydawnictwo Przeglądu Wschodniego,Warszawa 1997, s. 139-140.

[9]S. Tarasiewicz, „Litwa stoi w obliczu polskiej okupacji” – nowe oblicze litewskiego nacjonalizmu,[online] http://kurierwilenski.lt/2013/04/12/litwa-stoi-w-obliczu-polskiej-okupacji-nowe-oblicze-litewskiego-nacjonalizmu/, dostęp: 15 kwietnia 2016..

[10]A. Bobryk, op. cit., s. 292.

[11]H. Wisner, Litwa. Dzieje państwa i narodu, MADA, Warszawa 1999, s. 235.

[12]S. Pieszko, Niech za hasłami pójdą czyny,wywiad przeprowadził Karol Kaźmierczak. „Myśl.pl”2012, nr 3 (24), s. 61.

[13]V. Landsbergis, Nasz patriotyzm, ich szowinizm?, rozmowę przeprowadził Mariusz Maszkiewicz, Wydawnictwo Adam Marszałek, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 32-35.

[14]I. Šimelionis, Przedruk z komentarzem. O cota wrzawa,„Czerwony Sztandar”, nr 18 (10969), 21 stycznia 1989.

[15]A. Bobryk, op. cit., s. 451.

[16]Ibidem, s. 154.

[17]A, Borbyk, Odrodzenie…, s. 155.

[18]A. Srebrakowski, Polacy…,ss. 340-342.

[19]A. Bobryk, op. cit., s. 156.

[20]A. Bobryk, Odrodzenie…, s 210.

[21]I. Šimelionis, Przedruk z komentarzem. O cota wrzawa,„Czerwony Sztandar”, nr 18 (10969), 21 stycznia 1989.

[22]J. Sienkiewicz, Historia dokumentalna pewnej nagonki, „Czerwony Sztandar”, nr 69 (11020), 23 marca 1989.

[23]S. Pieszko, Niech za hasłami…,s. 62.

[24]Uchwała II Zjazdu Deputowanych Rad Samorządów Wileńszczyzny o utworzeniu Polskiego Narodowościowo-Terytorialnego Kraju w składzie Litwy, „Kurier Wileński”, nr 212 (11463), 11 października 1990.

[25]Uchwała Rady Najwyższej Republiki Litewskiej o zmianie Ustawy Republiki Litewskiej o Mniejszościach Narodowych, „Kurier Wileński”, nr 20, (11537), 31 stycznia 1991.

[26]Z. Kurcz, Polacy na Wileńszczyźnie, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2005, s.141.

[27]Ibidem, s. 50-59.

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.





Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

16 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. jaro7 :

    Oj coś za dużo w naszym kraju renegatów,działających na korzyść obcych a nie Polaków.I coś dużo z nich ma koneksje z „patriotycznym”PiS lub ich telewizją TVP Polonia podlega Kurskiemu.To jest jej kolejna wpadka,poprzednia dotyczyła Rosji.Ma „plecy”,podobnie jak Romaszewska-obie powinny wyleciec na zbity pysk,a maja sie dobrze.Nadal obowiązuje BMW.

  2. blitz
    blitz :

    Pani Przełomiec – nie pierwszy już raz – jest podobna retoryką do Romaszewskiej-Guzy. Obydwie pojmują Polską Rację Stanu w sposób co najmniej wypaczony. Redaktor „Studia Wschód” jest co istotne odznaczona medalem przez panią prezydent Litwy – bynajmniej nie za ujmowanie się za tamtejszymi naszymi rodakami. Jednak w moim rankingu nie jest jest ona liderką. Zdetronizował ją niejaki red. Sakiewicz otrzymując – jak sam przyznaje – „swoje jedyne odznaczenie” od SBU z rąk wiceszefa tzw. „samoobrony majdanu”. Wyjątkowość stanowi fakt, że jest to … „jedyny w historii Polski wypadek, że polscy dziennikarze zostali odznaczeni przez służby specjalne obcego państwa”!

  3. meki1 :

    Pamiętam, gdzieś tak w sierpniu 1990r. w TVP pokazywały się różne twarze z plakietkami Solidarności w klapie marynarki i surowo upominały Polaków litewskich, by nie utrudniały Litwinom, by nic nie robili. Zarówno ja jak i znajomi nie rozumieliśmy o co to chodzi, bo prasa, a wtedy czytało się Wyborczą, pisała wyłącznie w kontekście walki Litwinów z Rosjanami, a o naszych rodakach na Litwie panowała cisza. Dopiero parę lat po tych wydarzeniach spotkałem informację o szykanowaniu Polaków na Litwie i zrozumiałem o co chodziło. Nasi rodacy na Litwie przechodzili represje ze strony litewskiej już przed wojną, wiedzieli co ich będzie czekać po uzyskaniu niepodległości przez Litwinów i próbowali się zabezpieczyć za pomocą autonomii, ale ze strony solidaruchów nile było chęci i ani ochoty by im pomóc.

    • czas_przebudzenia :

      Czyli nadal działa reguła „starszych i mądrzejszych”, by tak zmieniać, aby nic się nie zmieniło. Jdynie im przeszkadza, że Polscy się obudzili i znów zrobił się najgłośniejszy barak rozrabiaków w całym „obozie” socjalizmu. Przeszkadza im trochę, że aktualny wiatr historii zawiewa z powrotem antypolskie plwociny wprost na oblicza tych, którzy chcieli podjudzać. A wystawili już takie persony, że nawet nazwisk nie zmieniały. Mimo tych niedogodności w realizacji planu „mędrców”, to oni realnie całą nadzieję upatrują w tym, że obecna władza po cichu (oczywiście, że po cichu, bo wyznawcy zła nigdy nie mówią prawdy) wtłoczy Polakom przynajmniej multi-kulti ze Wschodu (już był dał głos wystawiony na placówkę d***kratyczny „wybraniec” pracodawców, który mówił o konieczności przyjęcia do pracy 5 mln ludzi ze Wschodu). Wyznawcy zła, tak czy inaczej będą chcieli postawić na swoim i jeśli założyli, że doprowadzą do wojny, to nie będzie się stawał okoniem jeden czy drugi naród.

  4. mariusz67 :

    Tu oczywiście nie ma żadnego przypadku. To jest celowe dezinformowanie, historyczne kłamstwa, bezpodstawne oskarżanie wilniuków – po to by bronić bestialstwa władz litewskich, które buldożerowo niszczą polskość na Wileńszczyźnie. W mediach, bezkarnie i swobodnie,te szkaradne czyny popełniają Przełomiec, Romaszewska-Guzy czy Sakiewicz. W sejmie podstępną krecią robotę odwala Dworczyk. Pseudo fachowym doradcą jest Żurawski – Gajewski. Wszyscy oni przyczynili się do rozbicia polskich środowisk na Białorusi i Ukrainie. Dlatego teraz pozostał im ostatni front, czyli Polacy na Litwie, którzy ciągle są zjednoczeni i zorganizowani w swoich demokratycznych, masowych organizacjach ZPL i AWPL. Dla naszych internacjonalistów, giedroyciowców, takich jak Przełomiec, to jest sytuacja nie do przyjęcia i dlatego prowadzą takie brudne, wręcz chamskie gierki.

  5. arczi :

    Już sam dobór gości przez Przełomiec był spektakularny, z głównym polakożercom Landsbergisem i Okińczycem, o którym coraz głośniej, że wyciąga dotacje z Polski na swoje prywatne media, które szerzą litewską propagandę, atakują polskich działaczy społecznych i politycznych, a za to lansują litewskich polityków głównie liberałów – tych od mera który degraduje i zamyka polskie szkoły w Wilnie. Zresztą jak powiedziała sama Przełomiec, Landsbergis to jej przyjaciel, więc wszystko jasne w temacie.