43 400 litów (12 569 euro) albo 100 litów (ok. 30 euro) za każdy dzień zwłoki w wykonywaniu orzeczenia sądu w sprawie dwujęzycznych nazw ulic w rejonie solecznickim ma zapłacić Bolesław Daszkiewicz, dyrektor administracji Samorządu Rejonu Solecznickiego. Tak w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia, 23 grudnia ub. roku, orzekł Wileński Sąd Okręgowy. Na wykonanie orzeczenia Polak ma miesiąc.

Poprzednie orzeczenie sądu z 25 września 2008 roku stanowiło, że dyrektor administracji B. Daszkiewicz w ciągu miesiąca ma usunąć z poszczególnych budynków rejonu, którego ok. 80 proc. mieszkańców stanowią Polacy, tablice z dwujęzycznymi nazwami ulic. Samorządowiec niejednokrotnie podkreślał, że nie dysponuje narzędziami do wyegzekwowania od mieszkańców usunięcia tabliczek z prywatnych posesji.

Stronami w postępowaniu są komornik oraz pełnomocnik Rządu w powiecie wileńskim, konserwatysta Audrius Skaistys, który na to stanowisko został mianowany przez poprzedni Rząd Andriusa Kubiliusa.

Na mocy orzeczenia z dnia 23 grudnia 2013 roku Wileński Sąd Okręgowy uchylił orzeczenie sądu pierwszej instancji – Sądu Dzielnicowego Rejonu Solecznickiego – z dnia 7 marca 2013 roku, który to sąd na dyrektora administracji Samorządu Rejonu Solecznickiego nałożył karę w wysokości 500 litów za niewykonywanie orzeczenia sądu z 2008 roku oraz wyznaczył nowy 3-miesięczny termin na wykonanie orzeczenia lub alternatywnie zaproponował B. Daszkiewiczowi wnioskować o zmianę trybu wykonania orzeczenia.

B. Daszkiewicz w sprawie podniósł, że orzeczenie z 2008 roku zostało wykonane, bowiem tablice z dwujęzycznymi nazwami ulic z budynków będących w gestii samorządu zostały usunięte i po raz kolejny podkreślił, że tablice pozostały na prywatnych posesjach, których właściciele nie wyrazili zgody na ich usunięcie. Dyrektor administracji zaznaczył, że nie dysponuje uprawnieniami, które by mu pozwoliły na usunięcie tablic z prywatnych domów mieszkańców.

Sąd apelacyjny – Wileński Sąd Okręgowy – nie uwzględnił argumentów B. Daszkiewicza i wymierzył horrendalną karę pieniężną, która jest 87 razy wyższa niż grzywna, którą nałożył sąd pierwszej instancji: odpowiednio 500 litów i 43 400 litów.

Represje finansowe i łamanie praw człowieka na Litwie

Wanda Krawczonok, poseł na Sejm RL, wiceprzewodnicząca Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, poproszona o komentarz w sprawie orzeczenia Wileńskiego Sądu Okręgowego, zaznaczyła, że jest ono skandaliczne i podjęte na polityczne zamówienie sił nacjonalistycznych.

– To orzeczenie sądu jest nie tylko niezrozumiałe, lecz wręcz szkodliwe, bowiem totalnie kompromituje nasz kraj na arenie międzynarodowej. Nakładanie tak drakońskich kar za używanie swego języka ojczystego obok języka państwowego w napisach umieszczanych na domach prywatnych jest niedopuszczalne. Wygląda na to, że orzeczenie sądu jest stricte polityczne, co z kolei w negatywnym świetle stawia sądownictwo naszego kraju, bowiem prawie stukrotne zwiększenie kary przez sąd wyższej instancji jest nie do pomyślenia w całym cywilizowanym świecie. Należy tylko ubolewać z powodu sytuacji, gdy kary są nakładane za używanie swego języka ojczystego przez mniejszości narodowe w rejonie, gdzie mniejszość polska stanowi 79 proc. ludności, i to w kraju członkowskim Unii Europejskiej. Mamy do czynienia z represjami i łamaniem podstawowych praw człowieka, praw do używania swego języka ojczystego. To prowokacyjne orzeczenie sądowe już wywołało burzę niezadowolenia i protestów, które – wszystko na to wskazuje – będą się tylko wzmagały. Odpowiedzialność za wzniecanie waśni narodowościowych spada na konserwatystę, pełnomocnika Rządu w powiecie wileńskim, który wciągnął sądy do procesów politycznych, jak też sam Wileński Sąd Okręgowy, który, jak widzimy, orzeka na polityczne zamówienie. Na ten temat ostatnio szeroko pisano również w mediach, m.in. w tej kwestii wypowiedział się eksposeł trzech kadencji, były dysydent sowiecki dr Jan Mincewicz na portalu L24.lt („Święta krowa” z Werusowa, czyli anatomia obłudy” (I), (II) – red.) i sygnatariusz Aktu Niepodległości Litwy, były poseł i minister Vidmantas Žiemelis („Sądy administracyjne: czy spełniają oczekiwania narodu”, portal 15min.lt – red.) – redakcji naszego portalu powiedziała W. Krawczonok.

Przypominamy, że za używanie przez mieszkańców rejonu wileńskiego, w którym Polacy stanowią ponad 60 proc. mieszkańców, swego języka ojczystego nadal prześladowana jest również Lucyna Kotłowska, dyrektor administracji Samorządu Rejonu Wileńskiego.

Na posiedzeniu Wileńskiego Oddziału Rejonowego Związku Polaków na Litwie (ZPL) w listopadzie ub. roku członkowie zarządu, dążąc do udzielenia symbolicznego wsparcia dla osób karanych za dwujęzyczne napisy, postanowili ogłosić zbiórkę pieniężną wśród osób dobrej woli i założyć w tym celu osobne konto bankowe z wymownym dopiskiem „Solidarność”. 5 listopada ub. r. zostało założone konto, na które osoby solidaryzujące się z osobami karanymi za dwujęzyczne tablice z nazwami ulic umieszczane, notabene, na prywatnych posesjach mieszkańców, mogą przekazywać wsparcie (w litach, złotych, euro i dolarach amerykańskich):

Wileński Rejonowy Oddział Związku Polaków na Litwie
Kod organizacji: 186485331
Konto: Bank „DNB” Lietuva, NIP 40100
Rachunek LT09 4010 0510 0181 1612
z dopiskiem „SOLIDARNOŚĆ”.

W tym samym celu konto założył też Solecznicki Oddział Rejonowy Związku Polaków na Litwie.

Większość prawników podkreśla, że w świetle regulacji prawnych UE dwujęzyczne napisy są dopuszczalne w miejscach zwartego zamieszkania mniejszości narodowych. W rejonie wileńskim i solecznickim Polacy stanowią większość (odpowiednio ponad 60% i ok. 80%).

źródło: l24.lt

5 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. ejszyszki
    ejszyszki :

    Kochają Polacy Litwę.! Ale kompleksy Litwinów, tego miniaturowego państwa wywołują lęki co z nimi będzie. Zrezygnowali z pięknego , historycznego sztandaru, bezsensownie zadzierają z Polską i Polakami mieszkającymi na ziemi litewskiej, boją się języka polskiego, np. polskiego nazewnictwa ulic.
    Chcę im przypomnieć że Łużyczanie nazwy ulic piszą po niemiecku i łużycku. Na Kaszubach obok nazw Polskich pojawiły się nazwy kaszubskie. Gdyby nie Podbipięta, bałbym się Litwinów.