Reakcje po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego na zachodniej Ukrainie.

Już w kilka godzin po katastrofie na ulicach Lwowa pojawiły się zdjęcia Lecha Kaczyńskiego przepasane czarną wstęga, żałobne flagi na domach, sklepach, siedzibach firm. Były to działania niezależne od ukraińskich władz, spontaniczne.

Pod trzy siedziby konsulatu RP we Lwowie przychodzili ludzie, którzy zapalali znicze, świece, przynosili kwiaty. „Brama do budynku konsulatu w którym są wydawane wizy była cała w kwiatach, wyglądała jak brama Stoczni Gdańskiej” – opisuje Mirosław Rowicki, wydawca i redaktor naczelny „Kuriera Galicyjskiego”, największej gazety polskiej na Ukrainie.

Rowicki wspomina, że odebrał mnóstwo telefonów i faksów z kondolencjami, od władz samorządowych i zwykłych ludzi. Pojawiały się nawet spontanicznie napisane wiersze. Podkreśla, że nie było to coś oficjalnego, wynikającego z przekonania, że należy się tak zachowywać. „Ludzie reagowali spontanicznie, podchodzili do mnie na ulicy ci, którzy wiedzieli że jestem Polakiem, składali kondolencje. Jestem przekonany, że to było szczere” – opowiada.

Podobnie działo się pod polskim konsulatem w Łucku na Wołyniu. Początkowo zwykli ludzie spontanicznie i nieco chaotycznie zapalali znicze przy flagach przed jego siedzibą, potem zaś w miejscu do tego wyznaczonym, choć niedługo okazało się ono za małe, by pomieścić ich ilość. Pojawiały się zarówno piękne, duże wieńce i znicze od wołyńskich firm, jak i kwiaty, ręcznie robione bukiety i proste świece, przynoszone przez zwykłych ludzi.

Walenty Wakoluk, prezes Stowarzyszenia Kultury Polskiej na Wołyniu im. Ewy Felińskiej wspomina, że 10 kwietnia dzwoniły do niego osoby, które miały wówczas odebrać wizy do Polski z delikatnym pytaniem, czy wypada po nią przyjść w takim momencie, że to trochę nieładnie.

Szybko w konsulacie wystawiono księgę pamiątkową, do której jako jedni z pierwszych wpisali się członkowie Kozackiego Bractwa Strzeleckiego z Łucka, przychodząc w strojach kozackich, z okrytym kirem sztandarem i wieńcem. W drodze towarzyszyli im Polacy z Łucka. „Idziemy drogą, zatrzymują się wszystkie samochody jadące tą główną arterią miasta, wychodzą z nich ludzie, ktoś się modli. (…) Na miejscu chwila skupienia, pochylony sztandar, krótka kozacka modlitwa, wpisywanie się do księgi. Wszyscy się wpisywali. Co ciekawe ataman Bractwa Wiktor Fedosiuk długo siedział i nie mógł nic napisać, mówiąc „Zrozumiałem, że wszystkie moje słowa są marne” – wspomina Wakoluk.

Tego dnia odbył się w Łucku także uroczysty przejazd pod konsulat kilkuset taksówek, na światłach z ozdobionymi kirem antenami.

Prezes Stowarzyszenia Kultury Polskiej na Wołyniu im. Ewy Felińskiej podkreśla, że tego dnia odebrał ponad 140 telefonów od swoich ukraińskich przyjaciół, ale także od nieznajomych osób, które dzwoniły do siedziby wydawanej przez Stowarzyszenie gazety, „Monitora Wołyńskiego”. Ludzie przychodzi do biura także osobiście, widząc wiszącą przed nim biało-czerwoną flagę ozdobioną kirem. Wkrótce łuckich Polaków odwiedziła także lokalna telewizja.

Tłum ludzi, także wyznania prawosławnego, przyszedł na odbywające się w Łucku Msze Katyńskie. „Kościół był przepełniony. Pięknie śpiewał chór, wszyscy płakali. Tak samo, gdy umarł papież” – opowiada Walenty Wakoluk.

Ukraińcy dawali równocześnie wyraz swojemu zaniepokojeniu. „Odbiór Kaczyńskiego na Ukrainie był inny niż w Polsce, to jest tego dowodem, że on sam i jego działania cieszyły się tam znaczną estymą. Przewijało się przez komentarze, że stało się coś niedobrego, odeszli ludzie na których Ukraińcy liczyli. Pojawiało się jednocześnie wiele pytań: odszedł wielki przyjaciel Ukrainy, a teraz nie wiadomo co dalej będzie” – opowiada Mirosław Rowicki, dodając, że było to tuż po takich głośnych wydarzeniach we wzajemnych stosunkach, jak uhonorowanie Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy i reakcje na to w Polsce, m.in. oświadczenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Mirosław Rowicki wspomina też, że gdy w Polsce tuż po katastrofie pojawiały się teorie spiskowe, to na Ukrainie były w zasadzie wyłącznie takie. Nikt nie brał pod uwagę, że był to nieszczęśliwy wypadek itp.

Podobnie wspomina to Walenty Wakoluk: „Przyjaciele Ukraińcy od pierwszych chwili mówili wprost: znowu wam to zrobili, to nowy Katyń. Za dobrze ich znamy tu na miejscu, kim są, jak rządzą. Krzywda wyrządzona Wam, jest naszą krzywdą. Zaczęli od Was, a skończą na nas, oni się nie uspokoją”.

„Z Kaczyńskim skończyła się Ukraina, to był jedyny człowiek w Europie, który nas rozumiał, który z nami trzymał, miał dla nas wyrozumiałość bo też nie było gładko w stosunkach polsko-ukraińskich” – cytuje inne komentarze.

Po reakcji mediów widać było, że Ukraińcy są przejęci tym wydarzeniem, że stało się coś ważnego również dla nich. To nie było zwykłe wydarzenie gdzieś daleko nie mające wpływu na to co się dzieje na Ukrainie. Wśród liczących publicystów ukraińskich nie było takich, którzy by na to nie reagowali, nie dawali wyrazu żałobie. Często porównywano pewne rzeczy. Niejako zazdroszczono nam Polakom, że potrafimy się w takim momencie zjednoczyć.

Ciekawe były także reakcje ukraińskich internautów. „Śledzę wypowiedzi ukraińskich internautów i często po nickach poznawałem ludzi, którzy wcześniej wypowiadali się nieprzychylnie wobec Polski, np. w sprawie Bandery, natomiast ich komentarze po katastrofie były jednoznacznie przychylne” – podkreśla Rowicki.

„Przez dobre dwa tygodnie ten temat funkcjonował w ukraińskim społeczeństwie i ukraińskich mediach. I w zasadzie do dziś wiele osób o to pyta i do tego nawiązuje” – podsumowuje redaktor naczelny „Kuriera Galicyjskiego”. Natomiast Walenty Wakoluk wspomina te chwile jako czas zjednoczenia i pojednania, kiedy często słyszał od mieszkających w Łucku Ukraińców słowa: „Jesteśmy z Wami Polacy”.

tr/Kresy.pl




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz