Ukraina bezustannie sprawdza siebie samą, próbuje udowodnić swoją autentyczność i samowystarczalność w stosunku do świata (oraz samej siebie). Jest to swego rodzaju poszukiwanie głównej idei państwowej, którą ludzie próbują odnaleźć gdziekolwiek tylko mogą – także w sporcie.

Poniższy artykuł został po raz pierwszy opublikowany w sierpniu 2011 roku.
***

Ukraina to piękny kraj zamieszkany przez niezwykle gościnnych ludzi, lecz posiadający skomplikowaną historię. Problemy i paradoksy będące rezultatem wydarzeń z przeszłości nie pozwalają ludziom tu mieszkającym spojrzeć w przyszłość ze śmiałością i pewnością siebie. Ukraina bezustannie sprawdza siebie samą, próbuje udowodnić swoją autentyczność i samowystarczalność w stosunku do świata (oraz samej siebie). Niektórzy mogliby powiedzieć, że jest to swego rodzaju poszukiwanie głównej idei państwowej, którą ludzie próbują odnaleźć gdziekolwiek tylko mogą – w polityce, kulturze, w swoim własnym regionie. A także, oczywiście, w sporcie.

Tegoroczne rozgrywki Euro, których gospodarzami są Polska i Ukraina, są następnym bodźcem do rozważań na temat miejsca Ukrainy na świecie. Od momentu, gdy świat obiegła wieść, że najlepsze drużyny Europy będą rywalizować na ukraińskich stadionach, cały kraj zaczął mówić o wielkiej szansie. Szansie, aby w końcu się zdeklarować, aby przypomnieć światu o swoim istnieniu, aby się sprawdzić. Lub – jak lubimy mówić na Ukrainie – aby poprawić swój wizerunek.

W całym tym zamieszaniu, piłka nożna bardzo szybko odeszła w zapomnienie. W końcu, jak możesz poprawić cokolwiek z drużyną narodową która przegrywa wszystkie spotkania towarzyskie? Wszelkie dyskusje na temat Euro regularnie ignorują temat futbolu, koncentrując się za to na geopolityce oraz perspektywach wejścia Ukrainy do UE. Stawka jest wysoka – albo pracujemy intensywnie nad swoim wizerunkiem i poprawiamy go, albo zostajemy na tym samym poziomie, na którym jesteśmy. Oczywiście, nikt nie jest zainteresowany drugą opcją – wszyscy pragną poprawy na skutek mających nastąpić latem 2012 r. wydarzeń, tak więc przez kilka lat wszelkie nadzieje związane z przyszłością Ukrainy były w rękach urzędników UEFA. Ucieleśnieniem wizji ‘nowej, lepszej Ukrainy’ jest budowanie stadionu narodowego.

Poza gościnnością, mieszkańcy Ukrainy znani są też z bycia niezwykle ufnymi i marzycielskimi ludźmi. Nie było więc trudno przekonać ich, że Euro będzie także ich własnym, osobistym, wielkim krokiem naprzód. Przez ostatnie kilka lat, wszyscy żyliśmy w oczekiwaniu na wielki, sportowy cud. Wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali Euro – kierowcy taksówek, prawnicy, właściciele małych i dużych przedsiębiorstw, budowlańcy, kierowcy, policjanci, właściciele hoteli, burdeli i mieszkań do wynajęcia, studenci, tłumacze, prostytutki i politycy. Dla ostatnich z tej listy, tj. polityków i prostytutek, było to zdecydowanie najważniejsze.

Rząd ukraiński pokłada w tym wydarzeniu olbrzymie nadzieje. Liczba turystów którzy przyjadą na Euro na Ukrainę, a także wydadzą tu mnóstwo pieniędzy, waha się od skromnych 50 tysięcy do bardziej optymistycznego miliona. Główny przekaz brzmi: nie tylko uda nam się poprawić, co rozumie się samo przez się, ale ostatecznie jeszcze wyjdziemy na tym na plus. I wszyscy będziemy zwycięzcami.

Milion turystów – to całkiem niezły początek przyjaźni ze zjednoczoną Europą. Mieszkańcy Ukrainy zaczęli patrzeć w przyszłość z większą pewnością siebie i podwajali swe wysiłki za każdym razem, gdy w prasie pojawiały się pogłoski o możliwości odsunięcia Ukrainy od organizacji Euro, ze względu na opóźnienia w budowie stadionów. To oczywiście spowodowało falę krytyki, celującą we wszystkich po kolei – od dyrektorów lokalnych klubów piłkarskich, aż po premiera i prezydenta. Ponadto, nikt nie zawierzał urzędnikom UEFA, wszyscy podejrzewali Polaków o dwulicowość, no i oczywiście nikt nie ufał ani rządowi, ani opozycji. Proces ulepszania okazał się być niezwykle kłopotliwy i stresujący.

Na tym etapie, w najbardziej nieoczekiwanym momencie, miał swój początek kryzys ekonomiczny, przynosząc ze sobą także zmianę rządu. Nawet najwięksi optymiści musieli zobaczyć, że państwo to ‘biznes rodzinny’ oraz, że żadni ‘obcy’ nie mogli być do niego dopuszczeni. Nowy rząd od razu zadeklarował, że zdecydowanie nie ma nic przeciwko ulepszaniu kraju, lecz jest wysoce nieprawdopodobne, aby proces poprawy objął wszystkich bez wyjątku. Powołano nawet specjalnego ministra ds. Euro, aby pokazać, jak poważnie nowy rząd traktuje zbliżające się wydarzenie. W międzyczasie zmieniło się też nastawienie ludzi do Euro. Od czasu do czasu, pojawiały się głosy mówiące, że lepiej byłoby, gdyby Ukraina została odsunięta od organizacji mistrzostw. Wizja reprezentacji kraju na imprezie międzynarodowej o tak wysokim szczeblu przez aktualny rząd sprawiła, że wielu obywateli przyjęło anty-patriotyczną postawę i zaczęło głosić, że Euro jest tak naprawdę niepotrzebne Ukrainie. Jednocześnie, pojawiło się też mnóstwo osób krytykujących tego typu opinie, nazywając je ‘publicznym praniem brudów’.

Jak na razie, wydaje się, że Ukraina w końcu wyszła na ostatnią prostą jeśli chodzi o przygotowania do Euro. Urzędnicy z dumą informują o zakończeniu robót, opozycja przebąkuje o ‘ukradzionych milionach’, obywatele są zachęcani do bycia zwolennikami mistrzostw, a wszelkie inwestycje finansowe zdają się zwracać w jednym kierunku (na co obywatele oczywiście wyrazili zgodę, nawet jeśli w rzeczywistości było inaczej). Jest za późno, aby cokolwiek zmienić, aby zacząć rozważać, być może nadszedł nawet moment, w który powinni zacząć mówić o piłce nożnej.

Głównym problemem jest to, jak zaprezentuje się ukraińska drużyna narodowa. Dwa lata temu została ona wyeliminowana w rundzie kwalifikacyjnej do Mistrzostw Świata w Afryce po upokarzającej porażce z Grecją, na wpół pustym stadionie w Doniecku. Na tym etapie eksperci wciąż zapewniali, że trzecie miejsce w grupie było jak najbardziej osiągalnym i akceptowalnym wynikiem. Potem jednak reprezentacja Ukrainy przegrała 4:1 z drugą reprezentacją Francji, na tym samym boisku, znowu przy niemalże pustych trybunach. Trudno jest wyobrazić sobie, kto mógłby zająć miejsce niższe niż trzecie.

Oczywiście, działania rządu to tylko część historii. Tradycyjnie, wiele zależy od działań ‘lokalnej elity’- a raczej, od jej refleksu. Przykładem może być Charków, który przyłączył się do całego przedsięwzięcia, zastępując wolniejszy w działaniu Dniepropietrowsk i pozbawiając go możliwości organizacji meczów Euro. Po raz kolejny poróżniło to już od dawna skłóconych fanów Charkowa i Dniepropietrowska. Ale jest to nieistotny problem, który zdecydowanie nie zaprząta teraz głów mieszkańców miasta, zadowolonych, że udało im się bezpośrednio zaangażować w organizację mistrzostw.

Ponadto, Charków stał się jednym z miast-gospodarzy akurat wtedy, gdy rozpoczął się jego wielki futbolowy powrót. Lokalny klub Metalist Charków, hojnie wspierany przez oligarchę Ołeksandra Jarosławskiego, w krótkim czasie stał się trzecią potęgą ukraińskiej piłki nożnej, zajmując trzecie miejsce w krajowej lidze, tuż za słynnym Dynamie Kijów oraz Szachtarze Donieck. Popularność Jarosławskiego wśród fanów Metalista Charków trudno jest przecenić – stworzył nową, wygrywającą drużynę, sprowadził wielu uzdolnionych brazylijskich graczy, przez co poziom gry prezentowany na boisku nie odbiega od standardów europejskich, a także – co najważniejsze – oficjalnie nie zajmuje się polityką, co aktualnie na Ukrainie znacznie zmniejsza liczbę potencjalnych wrogów.

Jarosławski był głównym euro-inwestorem w Charkowie. Wyłożył pieniądze na renowację stadionu, budowę nowego terminala na lotnisku, a aktualnie inwestuje swoje oszczędności w nowy, luksusowy hotel w centrum miasta.

Ojcowie miasta, nie posiadający środków na budowę własnych hoteli i terminali, starają się być regularnie widywani w towarzystwie Jarosławskiego, zdając sobie sprawę z korzyści wynikających z przebywania blisko osoby odpowiedzialnej za tak wielką ilość inwestycji związanych z Euro. Wiedzą z doświadczenia, że obywatele ukraińscy nie przywiązują zbyt dużej uwagi do nowych fabryk i kompleksów przemysłowych, za to reagują entuzjastycznie na nowe stadiony i centra handlowe, biorąc je za oznakę troski o dobrobyt ogółu ze strony rządu i stolicy. Przed ubiegłorocznymi wyborami na stanowisko burmistrza, wszyscy eksperci byli zgodni co do tego, że gdyby Jarosławski kandydował, bez problemu pokonałby resztę kandydatów. Jednakże oligarcha zignorował swoją szansę rozpoczęcia kariery politycznej i zajął się budową następnego hotelu.

Jarosławski przyzwyczaił się już do roli głównego euro-inwestora w Charkowie i, z tego co widać, nawet ją polubił. Ma spotkania z władzami UEFA i przedstawicielami rządu, a ponadto może budować gdzie chce i co chce. Poprzez swoje działania, zapewnia sobie pełne zachwytu artykuły ze strony dziennikarzy popierających nowy rząd, a także zjadliwe komentarze opozycji. Oczywiście, dziennikarze obu grup mają skłonność do przesady. Na przykład, autor jednego z najnowszych artykułów poświęconych Jarosławskiemu, po wyliczeniu ostatnich inwestycji związanych z Euro, posunął się do optymistycznej konkluzji pisząc, że:

‘Wszystkie wymienione przeze mnie elementy są częścią piłkarskiego cudu, który może stać się katalizatorem potężnych zmian i rozwoju ekonomicznego. Naszą sytuację można porównać do sytuacji RFN, która wygrała piłkarskie mistrzostwa w niezwykle trudnym dla niej momencie historycznym. Wywołało to ogromny entuzjazm, i – co za tym szło – ekonomiczny cud. Innym bliskim nam przykładem jest RPA. W 1995 była gospodarzem i zwycięzcą Pucharu Świata w rugby, co zaowocowało polepszeniem stosunków społecznych i zakończyło długotrwałe nieporozumienia między czarnymi i białymi. Futbol to nie tylko 90 minut gry. To narzędzie, które może łączyć miasta i państwa oraz rozwiązywać społeczne, ekonomiczne i inne problemy’.

Pozwoliłem sobie zacytować ten artykuł, ponieważ pomimo całej zaprezentowanej brawury i retoryki, autor zawarł w nim kilka naprawdę istotnych punktów. Po pierwsze, nasza sytuacja w pewnym stopniu faktycznie przypomina tę, w której znajdowała się RFN po wojnie – również jesteśmy krajem politycznie podzielonym na dwoje. Po drugie, rząd posiada niezachwianą i bezpodstawną wiarę w entuzjazm społeczeństwa i przedstawia go jako jedyny wymóg do ziszczenia się cudu gospodarczego. Po trzecie, nie jest niemożliwym (tak samo, jak i absolutnie pewnym), aby trzecie miejsce przewidziane przez ekspertów, zredukowało poziom napięć między ‘białymi’, a ‘czarnymi’ – jeśli za ‘białych’ weźmiemy tych, co zasiadają w lożach VIP-ów, a za ‘czarnych’ – kibiców na stadionach. Ponadto, i tutaj także trudno jest sprzeczać się z autorem artykułu – społeczne, ekonomiczne oraz ‘inne’ problemy Ukrainy stały się ostatnio tak naglące, że żadne z możliwych rozwiązań – nawet cud na boisku – nie może zostać zignorowane.

Wracając do sytuacji w Charkowie, ‘piłkarski wyścig zbrojeń’, którego celem jest pełna gotowość bojowa na Euro 2012, jest aktualnie w pełnym rozkwicie. Najbardziej znaczący projekt, pod tym względem, to odmalowanie fasad starych budynków na trasie z lotniska do centrum miasta. Niektórzy mieli pomysł, aby pomalować stare, szare kamienice, krzykliwymi kolorami. W końcu jednak podjęto decyzję, aby nie malować ich w całości, lecz jedynie od przodu, zakładając prawdopodobnie, że turyści raczej nie będą chcieli wybierać się na długie spacery.

Ponadto, w mieście rozpoczęto intensywną wycinkę drzew. Nikt co prawda nie wie, jaki ma to związek z piłką nożną, ale może władze uznały, że lepiej jest robić cokolwiek, aby przygotować się do tak ważnego wydarzenia, niż nie robić nic. W rzeczy samej, wszelkie najnowsze inwestycje, wzniesione budynki, renowacje i projekty ekonomiczne, zostały wrzucone do wielkiego worka zatytułowanego ‘przygotowania do Euro 2012’. Przykładowo, w ubiegłym roku przez lokalny park, pomimo protestów obywateli, została przeprowadzona droga – zapewne z okazji mistrzostw. To samo dotyczy wycinki drzew wokół głównych arterii komunikacyjnych miasta. Można by pomyśleć, że ktoś poinformował władze Charkowa, że głównym kryterium wyboru na miasto-gospodarza Euro jest maksymalne zmniejszenie ilości obszarów zielonych w mieście. Podejrzewam też, że planowana od dawna budowa Disneylandu także zostanie podciągnięta pod ‘przygotowania do Euro’. No bo – czy można sobie wyobrazić mecze bez Disneylandu?

Ruszyły także przygotowania personelu, mającego się zajmować Euro. Na przykład, rozpoczęto szkolenia tak zwanych porządkowych, którzy mają zastąpić tradycyjną policję podczas meczów na stadionach. Niestety, projekt ten jak na razie ponosi klapę. Podczas meczu w Kijowie, niezadowoleni fani wyrzucili porządkowych z trybun. Dosłownie wyrzucili. Ponadto, podjęto interesujące i, niewątpliwie użyteczne działania w kwestii przygotowania charkowskiej policji, wysyłając część funkcjonariuszy na kurs języka angielskiego. Aczkolwiek mając na uwadze moje długoletnie doświadczenie z policją naszego miasta, bardziej martwiłoby mnie co mówią funkcjonariusze, a nie jakiego języka do tego używają. Obawiam się, że słownictwo charkowskiego policjanta jest tak pełne subtelnych niuansów, że współczesna angielszczyzna po prostu nie jest w stanie go oddać.

Ponadto, pojawiły się też pewne punkty sporne w kwestii stanowiska ukraińskiego rządu odnośnie ideologii. Na przykład, z filmiku promującego Charków wycięto pomnik Lenina, znajdujący się na Placu Wolności, podczas gdy w rzeczywistości statua wciąż stoi – naprzeciwko wybudowanego przez Jarosławskiego hotelu. I nic na wskazuje na to, aby ktokolwiek planował ją usuwać. Z drugiej strony, zlikwidowane zostały pomniki upamiętniające proklamowanie radzieckiej władzy na Ukrainie, ku oburzeniu lokalnych komunistów. Tymczasem gubernator Charkowa rozpoczął projekt przekształcania studenckich akademiki w ‘hotele w stylu radzieckim’, co według niego, nie tylko ma rozwiązać problemy miasta związane z bazą noclegową, ale także stanowić swego rodzaju atrakcję turystyczną.

Ten niejasny stosunek do najnowszej historii kraju jest dość istotny. Wskazuje on na absolutny brak jakiejkolwiek ideologicznej bazy w strukturach władzy, na totalną pustkę i fiasko na polach poszukiwania nowej ‘myśli państwowej’. Rozwiązanie wszelkich społecznych i ekonomicznych problemów kraju za pomocą oligarchów inwestujących w stadiony, nie może być uważany za pomysł na państwo. Przemalowanie fasad budynków, nie może być traktowane jako poprawianie kraju. To niemożliwe, aby pracownicy UE przymknęli oczy na ukraińską korupcję i cenzurę po przyjściu na kilka meczy. Dlaczego mieliby tak zrobić? Czy olimpiada w Moskwie w 1980 r. zmieniła nastawienie reszty świata do ZSRR? Czy olimpiada w Pekinie w 2008 r. sprawiła, że inaczej patrzymy na komunistyczne Chiny?

Z drugiej strony, po mistrzostwach pozostaną stadiony. Nawet jeśli potem, od czasu do czasu, będą używane jako miejsca przetrzymywania politycznych więźniów.

Serhij Żadan

Autor jest wielokrotnie nagradzanym ukraińskim pisarzem i poetą. Mieszka i pracuje w Charkowie.

Źródło: opendemocracy.net

Tłumaczenie: Paulina Derska

forma płatności