Niewątpliwie, gdyby Polska miała dziś u steru rządów prawdziwego męża stanu, to absolutnie priorytetowo potraktowano by kwestię przeprowadzenia „resetu” polsko-rosyjskiego, zanim „reset resetu resetu” dokona się w stosunkach amerykańsko-rosyjskich.

Wiele wskazuje na to, iż w planach zachodnich rządów dla Polski nie przewidziano roli innej niż niezbyt szanowanego popychadła. Nie musi tego dowodzić akurat sam pobyt Mateusza Kijowskiego, lidera KOD, w Stanach Zjednoczonych Ameryki i spekulacje dotyczące jego spotkania z przedstawicielami administracji prezydenta Obamy, ale przede wszystkim coraz głośniejsze pomruki niezadowolenia pod adresem Warszawy z powodu odejścia od demoliberalnej ortodoksji. O ile tego typu sygnały ostrzegawcze mają pełnić rolę kija, to po serii niejasnych sygnałów zza Oceanu udział Andrzeja Dudy w uroczystej kolacji z Barackiem Obamą ma pełnić rolę marchewki.

Prośby o „bratnią pomoc”

Na naszych oczach cała pisowska koncepcja polityki zagranicznej rozpada się jak domek z kart. Oparcie o Waszyngton i żyrowanie każdej decyzji USA miało być prawdopodobnie nagrodzone amerykańskimi instalacjami wojskowymi nad Wisłą, czy też wzmocnieniem „wschodniej flanki” NATO. O ile bowiem rząd PO był wykonawcą woli politycznej Berlina, a ten z kolei świeci światłem odbitym dochodzącym zza Oceanu (w RFN wciąż stacjonują wojska USA), to PiS zasadził swoją politykę zagraniczną na fundamencie bezpośredniego wykonawstwa poleceń waszyngtońskiego przełożonego bez pośrednictwa berlińskiego.

Tymczasem, na stronach Sejmu RP oraz Kancelarii Prezesa Rady Ministrów można zapoznać się z projektem „ustawy o zmianie ustawy o zasadach pobytu wojsk obcych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz zasadach ich przemieszczania się przez to terytorium”. Na mocy ustawy, o ile zostanie przegłosowana przez zdominowany przez PiS Sejm, „obce wojska będą mogły mieć przyznane takie uprawnienia, jakie mają Siły Zbrojne RP”– czytamy na stronach KPRM. Decyzja o pobycie obcych wojsk w Polsce będzie podejmowana w obecnej konstelacji politycznej jednoosobowo, bowiem w nowelizacji przewidziano, iż będzie to kompetencja Prezydenta RP (na wniosek szefa MON po uprzedniej zgodzie Prezesa Rady Ministrów).

Uzasadnienie projektu, z którym można zapoznać się na stronach KPRM, nie pozostawia wątpliwości, kto ma nam grozić: „Wprowadzenie tych regulacji jest konieczne ze względu na pogarszający się stan bezpieczeństwa w sąsiedztwie Polski i pozostałych państw Europy Środkowo-Wschodniej”– czytamy. Bronić nas przed zagrożeniem ma NATO, czyli USA.

Wywiad prezydenta Dudy dla „Washington Post”, w którym głowa państwa polskiego niemal prosi o obecność wojsk amerykańskich nad Wisłą, była ukoronowaniem dotychczasowego kursu na podporządkowanie się Waszyngtonowi. Wprawdzie Amerykanie od początku nie wyrażali entuzjazmu dla rozmieszczania jednostek swojej armii w Polsce, więc mądrość etapu nakazała przesterowanie agendy politycznej na domaganie się chociażby „stałych rotacyjnych” baz amerykańskich, ale i tutaj rządzący mogą się boleśnie rozczarować.

Polska przedmiotem polityki USA

Oficjalna Warszawa nawet w swoim pro-amerykanizmie reaguje z opóźnionym zapłonem. Prezydent Duda nie zrozumiał, że potępianie „agresji Rosji w Syrii” było mądrością poprzedniego etapu, na etapie obecnym co najwyżej potępia się „błędy i wypaczenia” (w tym bombardowanie „umiarkowanej opozycji”) interwencji Rosji w Syrii, ale już nie samą interwencję. Przez USA Moskwa traktowana jest jako partner w rozwiązaniu syryjskiego konfliktu, co jest osobistą zasługą prezydenta Putina, który podbił stawkę bezpośrednim zaangażowaniem militarnym na prośbę samego Baszara al-Asada. Ostatnia wizyta amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry’ego w Moskwie, którą podsumował on stwierdzeniem, iż współpraca z Rosją leży w „strategicznych interesach USA”, dobitnie to podkreśla.

I jak zima zawsze zaskakuje kierowców, a sesja zaskakuje studentów, tak rzeczywistość międzynarodowa zaskakuje PiS-owców. Nasza gotowość do wysłania F-16 nad terytorium Syrii – co byłoby pogwałceniem suwerenności tego kraju, gdyż nikt Damaszku o zgodę nie pytał – która miała udowodnić bezwarunkową wierność amerykańskiemu patronowi, na niewiele się zdała. Skrajnie nieodpowiedzialne, narażające Polskę na znalezienie się na celowniku Państwa Islamskiego wypowiedzi jednego z członków rządu, prawdopodobnie nie zostaną wynagrodzone niczym więcej ponad wzmocnienie „szpicy” NATO, czyli zgrupowań na tyle małych, że będzie je można szybko ewakuować.

Politycy PiS, ale nie tylko tej formacji, nie są w stanie zrozumieć, że środkiem realizacji interesów wobec danego państwa jest opcja ewentualnego dogadania się z innym krajem – konkurencyjnym wobec partnera, z którym prowadzi się rozmowy. Jeśli założyć, że Rosja jest długofalowym konkurentem USA, to Polska, pozbawiając się możliwości normalnych stosunków z Moskwą, sama skazała się na rolę klienta Amerykanów.

Nie jest bowiem zgodne prawdą przypisywanie szczególnie gorliwej prorosyjskości Bronisławowi Komorowskiemu („Komoruskiemu”) czy Donaldowi Tuskowi. Rządzili oni po prostu w czasie trwania „resetu” rosyjsko-amerykańskiego i od nich również wymagano, by w stosunkach protektora Polski z Moskwą za bardzo nie bruździli. Po „resecie resetu” nic już nie było takie jak dawniej, dlatego nagle Bronisław Komorowski ogłosił, że to Ukraińcy, a nie Rosjanie, wyzwalali Auschwitz w jednostkach Frontu Ukraińskiego Armii Czerwonej. Nawiasem mówiąc, ten sam Front dokonał agresji na Polskę 17 września 1939, skutkiem czego Lwów oderwano od Macierzy, ale pro-ukraiński kurs ówczesnego rządu zabraniał stawiania Ukraińcom zbyt trudnych pytań o przeszłość. Zachodnie sankcje nałożone na Rosję z największym zadowoleniem przywitano oczywiście w Warszawie, nie licząc się chyba z tym, że zaraz po tym nastąpią kontr-sankcje Moskwy i że ucierpią polscy producenci. Uleganie „sojuszniczemu przymusowi” ze strony aktualnego Wielkiego Brata to zresztą nie tylko domena post-solidarnościowców. Równie pro-amerykańską politykę prowadziły rządy SLD mające w tym względzie wsparcie prezydenta Kwaśniewskiego, tworząc wspólny polityczny obóz „starych kiejkutów” (Stare Kiejkuty – miejscowość na Mazurach, gdzie amerykańskie służby specjalne torturowały podejrzanych o terroryzm).

Nowy „reset” amerykańsko-rosyjski

Obecnie świat zachodni (tzw. „wolny świat”) o Ukrainie zdaje się zapominać, w Syrii zdobycie Palmyry przez wojska „reżimu” al-Asada potwierdziło polityczną skuteczność samego Władimira Putina, więc możemy zaobserwować pierwsze zwiastuny „resetu resetu resetu” rosyjsko-amerykańskiego. Niewykluczone jednak, że „reset resetu resetu” nie będzie poruszał kwestii rzucenia Polsce ochłapu w rodzaju „stałych rotacyjnych” baz USA, które zarezerwują sobie prawo do wywierania na Moskwę nacisku z terytorium sąsiadującego z nią państwa.

Tymczasem, Polsce jak mało komu powinno zależeć, by wraz z Białorusią stanowić strefę wolną od jakichkolwiek wojsk państw trzecich. Nietrudno się domyślić, że instalacje amerykańskie nad Wisłą wywołają symetryczną reakcję Rosji na Białorusi, co zmniejszy leżącą w naszym interesie niezależność Mińska od Moskwy, oraz zupełnie niesymetryczną w obwodzie królewieckim (kaliningradzkim), gdzie Rosja operować już będzie na własnym terytorium. Może Amerykanów to nie obchodzi, ale Polaków jednak powinno.

Niewątpliwie, gdyby Polska miała dziś u steru rządów prawdziwego Męża Stanu, to absolutnie priorytetowo potraktowano by kwestię przeprowadzenia „resetu” polsko-rosyjskiego, zanim „reset resetu resetu” dokona się w stosunkach amerykańsko-rosyjskich.

Jeśli bowiem Rosja miałaby być traktowana jako realne zagrożenie dla Polski, którą USA chciałyby bronić, to aktualne postępowanie władz amerykańskich wobec Warszawy wyklucza taką możliwość. Daleko nam do statusu Izraela, Waszyngton nie dzieli się z nami technologiami wojskowymi, nasz budżet wojskowy nie jest podłączony pod amerykańską kroplówkę. Oznacza to, że za Oceanem nie postrzegają Rosji jako egzystencjalnego zagrożenia dla USA. Gdyby tak było, to Polska już dawno byłaby uzbrojona po zęby przez Amerykanów.

W „resecie resetu” nie chodziło o nic innego, niż zepchnięcie Rosji do głębokiej defensywy przed decydującą rozgrywką amerykańsko-chińską, tę samą pacyfikującą rolę wobec Europy ma pełnić układ o „wolnym handlu” TTIP animowany przez Waszyngton. Putin w znacznym stopniu uniknął sprowadzenia do parteru, gdyż zajął Krym, umocnił militarną obecność Rosji w basenie Morza Czarnego, a następnie obronił al-Asada, a więc rosyjską bazę morską w syryjskim Tartusie, udowadniając, że jest graczem także w basenie Morza Śródziemnego.

Co do zasady, to nie ma nic złego w „osaczaniu” Rosji przez NATO (czyli USA), o ile odbywa się to np. z terytorium Rumunii czy Estonii. Rosja zepchnięta do defensywy, zmuszona do porozumienia z tymi państwami NATO, które ze względu na brak wojsk amerykańskich mogą jeszcze prowadzić politykę inną niż skrajnie antyrosyjska, to Rosja, jaką chcielibyśmy w Polsce widzieć. Mniej więcej tak posłużył się Polską prezydent Czech Milosz Zeman, który stwierdził, że bazy w Polsce – owszem, czemu by nie, ale broń, Panie Boże, nie w moim własnym kraju. Czeski prezydent, rzecz jasna, nie zasypia gruszek w popiele i niedługo po tym, podczas wizyty prezydenta Chin w Pradze, ogłosił, że Czechy będą prowadziły politykę niezależną od Unii Europejskiej i Waszyngtonu.

Tymczasem, „stałe rotacyjne” bazy USA wskazują na to, że za pośrednictwem terytorium Polski Stany Zjednoczone będą podszczypywać Rosję, zmuszając ją do dodatkowych ustępstw w swojej globalnej rozgrywce. To, czy Waszyngton będzie w stanie przehandlować Polskę w zamian za te ustępstwa, nie ulega wątpliwości.

Reset polsko-rosyjski

W decydującym momencie USA i tak nas nie obronią, bo warunki „resetu resetu resetu” nie będą tego przewidywały. Czas więc na własny „reset”, zanim będzie za późno. Lepiej, by Rosja nie była naszym wrogiem, niż by była ona „sojusznikiem naszych sojuszników”. Skoro USA wolno porozumieć się z Moskwą, to tym bardziej wolno uczynić to Polsce. Należy sporządzić protokół rozbieżności uwzględniający interesy obydwu stron, odzyskać wrak Tu-154M z dala od blasku fleszy, aby dbający o własny prestiż Rosjanie nie czuli się w tej sprawie do niczego przymuszeni i wyleczyć się jak najprędzej z syndromu krymskiego, polegającego na bezwarunkowym sprzyjaniu każdemu państwu mającemu zatargi z Moskwą. To będzie oczywiście wymagało niemałego przewrotu w skolonizowanej mentalności nadwiślańskich elit, dla których każdy, kto nie postuluje zamiany Berlina na Waszyngton w charakterze politycznego patrona, jest pro-rosyjski.

Federacja Rosyjska musi przestać być traktowana jako egzystencjonalne zagrożenie dla państwa polskiego. Nawet jeśli założymy, iż nie ma racji dr Anna Jach z Uniwersytetu Jagiellońskiego, która pisze, iż „władze rosyjskie, odwołując się do drzemiących w mentalności swych obywateli archetypów imperialnych, w rzeczywistości nie pragną jego restytucji”, to należy przyjąć, iż Polska leży poza granicami russkowo mira, za jaki uważana jest Białoruś czy Ukraina (bez zachodniej części). Natomiast koncepcje ustanowienia swoich porządków przez Rosję w całej Eurazji, głoszone przez Dugina czy Prochanowa, nie są przez rosyjskie elity traktowane poważnie, ze sporym sceptycyzmem przyjmowana jest nawet dużo mniej ambitna geopolitycznie teoria „Trzeciego Rzymu”.

Cień Wielkiego Iwanaprzestanie nam przysłaniać zdrowy rozsądek, jeśli przyjmiemy do wiadomości, iż Polska przegrała z Rosją historyczną rywalizację o dominację w Europie Wschodniej i straciła na jej rzecz to, co rzeczywiście leżało w polu zainteresowania Imperium Rosyjskiego, czyli Litwę i Ruś. Wystarczy jednak spojrzeć na mapę, by zdać sobie sprawę, że doszło do swego rodzaju „strategicznego pata” – Polska przegrała z Rosją, ale Rosja w wyniku rozpadu ZSRR przegrała owoce swego zwycięstwa, w efekcie czego zachodnie granice Rosji sięgają mniej więcej tam, gdzie w XVII wieku, czyli u szczytu potęgi Rzeczypospolitej. To właśnie wskutek tej nieodwracalnej na wiele dekad klęski miliony Rosjan mieszkają poza granicami Federacji Rosyjskiej, mimo zamieszkiwania określonych terytoriów od czasów sprzed powstania ZSRR.

Tak nadużywane w polskim dyskursie pojęcie „rosyjskiego imperializmu”, niczym „spisek żydowski” na stronach prowadzonych przez innego rodzaju obsesjonatów, zaczyna żyć własnym życiem, w izolacji od rzeczywistości. Dyskurs quasi-imperialnyprędzej organizuje wewnętrzny porządek w samej Rosji, niż określa jej politykę zewnętrzną. W wielonarodowym państwie rosyjskim istnieje nawet rozróżnienie na etnicznego russkiegoi na obywatela rosyjskiego-Rosjanina. Zarazem paradoksalnie w polityce zewnętrznej „obrona etnicznych Rosjan” wpisuje się w dyskurs nacjonalistyczny, choć i tu możliwości Rosji są skromne.

Warto zauważyć, że wobec Krymu i Donbasu Moskwa zastosowała podwójne standardy, choć na jednym i drugim terytorium dominują Rosjanie bądź ludność rosyjskojęzyczna. Trudno bowiem było wprost przyznać Kremlowi, że chodziło „tylko” o obronę strategicznych interesów, bo właśnie ze strategicznego punktu widzenia przyłączenie Krymu było reakcją obronną, choć technicznie można je rozpatrywać nawet w kategoriach „agresji”. Jak widać, nawet Putin musi dbać o pozory, choć – jak pokazuje przykład Donbasu – prawo do samostanowienia Rosjan traktuje on wybiórczo, mimo że mieszkańcy Donbasu mają z Rosją więcej wspólnego niż chociażby Czeczeni czy Tatarzy z Kazania – jednym i drugim trzeba było zresztą i tak dać szeroką autonomię wewnętrzną. Co więcej, to właśnie demograficzne zdominowanie przez narody niesłowiańskie etnicznych russkichbędzie spędzało sen z powiek kierownictwu rosyjskiemu, na który to problem już teraz zwracają sekowani przez Putina rosyjscy nacjonaliści. Oczywiście,jako argumentum a contrarioktoś może przywołać tutaj przykład Abchazji i Osetii, ale niech uczciwie wówczas wytłumaczy – czym to, co zrobili Abchazowie i Osetyjczycy, różniło się od tego, co zrobili Gruzini na mocy traktatu gieorgijewskiego z Rosją z lipca 1783 roku.

Również i w Polsce są odczuwane bóle fantomowe po utraconym imperium, które byłoby do uratowania przed późniejszymi rozbiorami nawet mimo niewykorzystanej na czas militarno-politycznej przewagi nad Rosją, gdyby tylko nie stosować tak zgubnej dla nas zasady „wszystko albo nic”. W tych kategoriach trzeba by rozpatrywać samą doktrynę Giedroycia czy koncepcję Międzymorza, które – utopijne czy nie – z pewnością są projektem ambitnym, a nawet imperialnym, mającym charakter kompensacyjny. To, co jest nie do zaakceptowania, to fakt, że nie jest to imperializm polski. Jest to geopolityczna projekcja strachu przed Wielkim Iwanem, na rzecz której można spisać na straty nawet Polaków na Litwie, byle by tylko małe, nieznaczące, ale okresowo antyrosyjskie państwo zgodziło się być naszym aliantem przeciwko Moskalom.

To, jak bardzo strach odbiera rozum, widać właśnie na przytoczonym przykładzie Polaków w Republice Litewskiej. Przyzwolenie na ich wynarodowienie – a tym właśnie jest rozdział ich interesów od interesów współczesnego państwa polskiego– to nic innego, jak realizacja testamentu rosyjskich carów, którzy nigdy tak błyskawicznie i skutecznie nie zdołali wynarodowić Polaków, jak zrobili to Nowo-Litwini na Ziemi Kowieńskiej w latach 1918-1940 i jak usiłują to zrobić na Wileńszczyźnie od 25 lat. Wydaje się, że dla elit nadwiślańskich problem z prześladowaniem Polaków na Wschodzie istnieje w zależności nie od ich ofiary – ich własnych rodaków, ale od odpowiedzialnego za dyskryminację sprawcy. Problemu nie ma, gdy dyskryminuje nacja inna niż Rosjanie. Problem jest za to wtedy, gdy nieprzewidywalna historia czyni w wyniku wspomnianego „historycznego pata” Polaków i Rosjan taktycznymi sojusznikami – przynajmniej w obliczu młodego XIX-wiecznego nowo-litewskiego nacjonalizmu. A przecież właśnie tym, co pozostało Polsce po jej wielowiekowym panowaniu nad Litwą i Rusią i dominacją nad Moskwą – jeśli już nie militarno-polityczną, to przynajmniej kulturową do czasów Powstania Styczniowego – jest obecność autochtonicznych społeczności polskich na terytoriach zwanych Kresami. Nie udało się carom, nie udało się bolszewikom, wciąż jesteśmy w grze.

To, czym jest dziś dla Polski Federacja Rosyjska, zawiera się w pojęciu „wyzwanie”. Wyzwanie – to zagrożenia, ale i szanse. W stosunkach z Rosją nie ma i nigdy tak naprawdę nie było alternatywy: albo Targowica, albo kolejne powstanie. Co najmniej tak samo uprawnione obok powstań w celu realizacji polskich interesów wobec Rosji są także metody Aleksandra margrabiego Wielopolskiego czy Romana Dmowskiego. Walki powstańców były co najmniej bohaterskie, ale decyzje o ich wybuchu były co najmniej lekkomyślne. Warto pamiętać, że Polska to nie jest jakiś bożek czy totem, któremu należy bezkrytycznie oddawać honory pod sankcją napiętnowania jako obrazoburca bądź sprawca myślozbrodni „rewizjonizmu historycznego”. Polska to przede wszystkim zbiorowy obowiązek, obowiązek bardzo przyziemny i namacalny. Spełnianiem obowiązku wobec Polski nie jest bezmyślne szafowanie krwią samych Polaków bądź spisywanie ich na straty; a im bardziej bezmyślne decyzje dowódców, tym większym bohaterstwem muszą wykazywać się później oddani ojczyźnie patrioci. Polska naprawdę nie zaprzeda duszy diabłu, jeśli uznamy, że przynajmniej nie w każdej dziedzinie musimy mieć sprzeczne interesy z Moskalami.

Jednocześnie Polska będzie miała w ręku tak wiele atutów w stosunkach z Rosją, jak wiele będzie miała możliwości dobijania targu z jej konkurentami w różnych sferach, np. Chinami, Turcją czy Iranem. W kontekście werbalnej, póki co, agresji Brukseli na nasz kraj, należy też wzmacniać Grupę Wyszehradzką, którą wcześniej Warszawa rozbiła swą awanturniczą pro-ukraińską postawą. Na razie nie musimy pytać Ameryki o zgodę, ale czy tak będzie w przyszłości?

Marcin Skalski

26 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. tagore
    tagore :

    Bardzo dużo słów autora ,brakuje tylko jednej rzeczy ,jakiegoś konkretnego gestu Moskwy z propozycją porozumienia z Polską. Święto narodowe Rosji związane z Kremlem Moskiewskim ,to nie jest drobiazg ,a istotna dla Moskwy sprawa lekceważona w Polsce. To Moskwa wyznaczyła nam
    pewną rolę w wizji świata dla swego narodu i to się nie zmieni. Jelcyn proponował ugodę ,ale nikt nie podjął tematu ,było minęło.

    tagore

  2. malkontent
    malkontent :

    Artykuł w zasadzie nokautuje ” ELYTY ” popłuczyn styropianu w swej murzyńskości robienia loda a jednocześnie schizofrenicznej rusofobii skierowanej do konfrontacji z Rosją. Wielu to komentujących jest zgodnych z wyrażonymi poglądami pana Marcina Skalskiego. Nie wiem ilu ale moi znajomi w większości maja zbliżone poglądy. Polska jak mały ratlerek obszczekuje i ujada na wielkiego dobermana a jednocześnie liczy na to, że kowboje za Polaków beda walczyć. Ja bym powiedział powiedzeniem pewnego chłopa , czy ktoś tu nie szuka kwadratowych jaj ??? Polskie okupacyjne władze szukaja głupszych od siebie ???? hehehe niejaki Waszczykowski juz którys raz przypomina o murzyńskości a wczoraj Duda mówi ” myślę, że Amerykanie są mądrzy ” – nawet najwiekszy jełop nie tylko maliniak takiego sformułowania by nie użył !!!! Ja odpowiem za Amerykanów – Amerykanie są mądrzy i uważają, że pan Duda nie tylko nie myśli ale klepie głupoty które każe mu Ajatollah z Żoliborza :-)))))) Najważniejsze spotkania jakie odbedzie Duda to spotkanie z Erdoganem, Poroszenką i prez. Gruzji – czy to nie jest pokaz całkowitego odlotu w idiotyzm, debilizm, kretynizm polskiej polityki zagranicznej. :-(((((

  3. malkontent
    malkontent :

    Artykuł w swej wnikliwości totalnie nokautuje ELYTY popłuczyn styropianu w swej murzyńskości robienia loda na siłę swym przyszywanym przyjaciołom za oceanem z jednoczesną rusofobią idącą na zderzak z Rosją. Polskie okupacyjne władze post solidarnościowe nieustannie prą do konfrontacji z Rosją, prowokują, a jednoczesnie licza na to, że Amerykanie będą sie za Polaków bić z Rosjanami . Niejaki Waszczykowski ostatnio kilka razy wspomniał o murzyńskości i robieniu loda, Antek Tworek zaś , że Amerykanie nie będą uczyć Polski demokracji, a dzisiaj Duda tak ” myślę, że Amerykanie są mądrzy ” hehehe takiego kuriozalnego stwierdzenia nawet jełop , czy Maliniak by nie użył ;-(((. Odpowiem za Amerykanów. – Amerykanie są Mądrzy !!! ale uważają, że pan Duda nie tylko nie myśli ale nie ma żadnego swojego zdania i paple bzdury które mu każe Ajatollah z Żoliborza. Polska dla USA to peryferie świata , trzeba być skończonym idiotą by liczyć na jakieś sojusze, nie dbając samemu o własne interesy. Rosja jest WIELKA czy to sie rusofobom podoba czy nie i z nią należy się liczyć, a najlepiej mieć poprawne dobrosąsiedzkie relacje a nie marzyć o broni atomowej :-((( hehehe

  4. pawel60
    pawel60 :

    bo Polacy to debile, nigdy nie rozumieli czym jest polityka zagraniczna, zawsze kierują się jedynie własnym chciejstwem i pobożnymi życzeniami…ja byłem przekonany że już w momencie zajęcia Krymu przez Rosjan Polacy pójdą po rozum do głowy i jakoś się z Rosją dogadają i tak by chyba zrobił każdy racjonalnie myślący człowiek, ale oni woleli buntować przeciw niej świat, całkowicie się od Rosji odwrócic a całe bezpieczeństwo Polski oprzeć na pomocy USA… tak jak kiedyś Polski miała bronić Anglia a teraz zapewne tak się znowu skończy że Rosja stanie się sojusznikiem naszych sojuszników… Polscy politycy po prostu żyją ciągle marzeniami że kilkaset lat temu Polska była potęgą… bardzo wiele się zmieniło od tamtej pory, co nie znaczy że Polska nie mogła by mieć większego znaczenia w miejscu w jakim się znajduje ale do tego potrzeba mądrych polityków którzy potrafili by mądrze współpracować ze swoimi sąsiadami… polityka zagraniczna Polski powinna się sprowadzać do sprawnego i mądrego balansowania między Rosją a UE – Niemcy, a z Nato Polska powinna wyjść…gdyż na dzień dzisiejszy nie tyle że nie przyniesie żadnych realnych korzyści ale i jest szkodliwe, gdyż stajemy się wrogiem Rosji, a nie partnerem gospodarczym Rosji…

    • sylwia
      sylwia :

      Od 1939 r. nie ma w Polsce polskich polityków. Po Niemcach i nie-Niemcu Hansie Franku nastąpili polskojęzyczni politycy: Bierut (Rotenszwanc), Cyrankiewicz (Cymerman), Berman, Kwaśniewski (Sztolcman), Balcerowicz (Bucholc), Gieremek (Lewartow), Kuroń (Kornblum), Mazowiecki (Dikman), Grosz (Medres), Suchocka (Zylbersztajn), Sienkiewicz (Lewi), Korwin-Mikke (Goldberg), Kaczyński (Kalksztajn), Macierewicz (Singer), itd., itd.

  5. kp
    kp :

    Autor pisze potrzebie samodzielnej polityce Polski i o jednym z jej fundamentów, tj. resecie z Rosja, ale nie jest jasne, na czym opiera założenie, że Rosja chce takiego resetu na dodatek z samodzielną Polską? W realiach Rosja i mowa to o 300 latach doświadczenia ze wschodu płynie zawsze zagrożenie dla bytu Polski i nie widać żadnych znaków, aby obecnie miało być inaczej. Można zażartować, może to ćwiczenia ataku na Polskę wojsk rosyjskich z użyciem broni nuklearnej (kryptonim Zapad) lub nowoczesne rakiety taktyczne w Kalinindradzie albo sprawa wraku samolotu ze Smoleńska są zdaniem autora takim pozytywnym przykładem zmiany. Samodzielną politykę prowadzą supermocarstwa. To marzenia, że Polska może sobie dowolnie rozgrywać Rosję USA prowadząc samodzielną politykę. Owszem jest niebezpieczeństwo przedmiotowego traktowania Polski, ale przeciwdziałanie mu nie polega na wejściu w sferę wpływów Rosji. Na inny reset Rosja nie będzie zdecydowana.

  6. jaro7
    jaro7 :

    Niestety nie pierwszy to artykuł na Kresy.pl gdzie mądrzy ludzie,pokazuja jak powinna wyglądać polska polityka,tylko co z tego jak tą polityką rządzą rusofobiczne miernoty,wspierane przez nic nie rozumiejących polityki „doradców’pokroju Żurawski vel Grajewski plus cały tabun niepożytecznych idiotów pokroju Romaszewska,Wóycicki,,Sakiewicz itp.Brak mądrych ludzi u władzy to stały element politycznego krajobrazu naszego kraju. I brak widoków na pojawienie sie takowych.

  7. leszek1
    leszek1 :

    Bylbym bardzo ostrozny z wchodzeniem w uklady z Rosja. Jeszcze sie nie zdazylo, by Posja dotrzymala jakiejkolwiek umowy. To jest bardzo niepewny i oszukanczy partner, idacy po trupach do swojego celu. Nie oznacza to, ze nalezy Rosje zwalczac. Polska powinna zachowac pelna neutralnosc w stosunkach z tym krajem. Zadnych sankcji, zadnego wpychania nosa w sprawy Rosji. Niech sobie zabieraja Krym, czy inne czesci Ukrainy (ktore do nich nalezaly) – nie jest w tym zaden interes panstwa polskiego. Powinno sie tylko wzmocnic kontakty handlowe i gospodarcza z obopolna korzyscia i zahamowac rozwijanie obustronnej nienawisci. Nalezy wiedziec, ze pelnej zgody i braterstwa nie bedzie. Oni uwazaja nas za swoich wrogow i nie beda chcieli dopuscic by Polska byla silna, wolna i niezalezna. Co jest tez zrozumiale z ich punktu widzenia.

  8. leszek1
    leszek1 :

    Bylbym bardzo ostrozny z wchodzeniem w uklady z Rosja. Jeszcze sie nie zdazylo, by Posja dotrzymala jakiejkolwiek umowy. To jest bardzo niepewny i oszukanczy partner, idacy po trupach do swojego celu. Nie oznacza to, ze nalezy Rosje zwalczac. Polska powinna zachowac pelna neutralnosc w stosunkach z tym krajem. Zadnych sankcji, zadnego wpychania nosa w sprawy Rosji. Niech sobie zabieraja Krym, czy inne czesci Ukrainy (ktore do nich nalezaly) – nie jest w tym zaden interes panstwa polskiego. Powinno sie tylko wzmocnic kontakty handlowe i gospodarcza z obopolna korzyscia i zahamowac rozwijanie obustronnej nienawisci. Nalezy wiedziec, ze pelnej zgody i braterstwa nie bedzie. Oni uwazaja nas za swoich wrogow i nie beda chcieli dopuscic by Polska byla silna, wolna i niezalezna. Co jest tez zrozumiale z ich punktu widzenia.

  9. leszek1
    leszek1 :

    Bylbym bardzo ostrozny z wchodzeniem w uklady z Rosja. Jeszcze sie nie zdazylo, by Posja dotrzymala jakiejkolwiek umowy. To jest bardzo niepewny i oszukanczy partner, idacy po trupach do swojego celu. Nie oznacza to, ze nalezy Rosje zwalczac. Polska powinna zachowac pelna neutralnosc w stosunkach z tym krajem. Zadnych sankcji, zadnego wpychania nosa w sprawy Rosji. Niech sobie zabieraja Krym, czy inne czesci Ukrainy (ktore do nich nalezaly) – nie jest w tym zaden interes panstwa polskiego. Powinno sie tylko wzmocnic kontakty handlowe i gospodarcza z obopolna korzyscia i zahamowac rozwijanie obustronnej nienawisci. Nalezy wiedziec, ze pelnej zgody i braterstwa nie bedzie. Oni uwazaja nas za swoich wrogow i nie beda chcieli dopuscic by Polska byla silna, wolna i niezalezna. Co jest tez zrozumiale z ich punktu widzenia.

    • leszek1
      leszek1 :

      P.S. Uwazam, ze zacisniecie kontaktow z Chinami i Japonia, oraz jakies umowy dotyczace wspolpracy techniczno-militarnej, mogly by podzialac trzezwiaco na US. Uwazam, ze te kraje maja wiecej wspolnych z nami plaszczyzn zainteresowan i korzysci z nich wynikajacych dla Polski niz Rosja.

      • jaksar
        jaksar :

        bzdury, ani Japonię ani Chiny współpraca tego rodzaju nie interesuje bo nie jesteśmy a regionie o donminację którego te kraje walczą. Nasza sprawa to Europa środkowo-wschodnia. Jeżeli mielibyśmy poważniej myśleć o reorganizacjio armi to należało by to zrobić przy współpracy z Turcją i wykorzystując potencjał Ukraińskiego przemysłu. Wbrew pozorom Ukraińcy są w stanie tworzyć sprzęt nie gorszy od rosyjskiego tylko nie mają kasy. Ukraina znalazła się w takiej sytuacji, że jest gotowa na wzór Polski z lat 90-tych do prywatyzacji swoich zakładów w cenie 50% ich wartości. Inwestycja i przeniesienie produkcji tej części którł się da na zachód Ukrainy byłoby z korzyścią dla naszego pżrzemysłu zbrojeniowego. Polska powinna pomyśleć nad tym, gdzie da się zdobywać nowe technologie dla naszego przemysłu…nie koniecznie amerykańskie, które nasz kraj traktują jako rynek zbytu a nie kluczowego partnera w NATO.

      • jaro7
        jaro7 :

        I tu się zgadzam,trzeba 'dywersyfikować” kontakty,nie opierac ich tylko na UE lub USA ,bo beda nas tylko szantażować.Trzeba nawiązać współpracę z Azja (Chiny,Japonia,Korea Pd) ale i z Rosją (nie należy im ufać ,ale współpracować w gospodarce,kulturze,turystyce).A przede wszystkim przestać wspiearac upaine i żmudz,a przynajmniej nie za frajer jak dotychczas.

  10. jaksar
    jaksar :

    bardzo dobry artykuł dlatego ma odemnie łapkę w górę. Moim zdaniem Polska powinna najpierw odbudować swoją pozycję w regionie którą straciliśmy na rzecz Węgier i Orbana. Jak to zrobić ? Po części wspomniał autor w artykule, rząd Polski powinien „zresetować” swoje stanowisko wobec krajów gwałcócych prawa Polaków na jego terenie, głównie chodzi o Litwę. Należałoby opracować wspólną politykę w grupie V4 plus Rumunia i Bułgaria i poprzez Węgry wysyłać sygnał do Moskwy, że czas Rusofobi się w naszym kraju skończył. Należy też zresetować nasze stanowisko wobec władz Ukrainy które heroizują banderowsko-upowską przeszłość a zbrodnie Wołyńską marginezują. Nie zmieni Ukraina swopjej postawy i nie wyjdzie naprzeciw postulatom Polski należy zerwać lub ograniczyć drastycznie wsparcie dla Ukrainy. To były by dobre sygnały w kierunku Moskwy ale dające nam jednocześnie drogę w dwóch kierunkach, Reset stosunków z Moskwą i możliwość porozumienia się ws. konfliktu w Donbasie jak i odbudowanie silnej pozycji Polski w regionie. Jeżeli Ukraina postawi tylko na USA i trójkąt Normandzki (dążący do resetu stosunków z Rosją nawet kosztem Ukrainy), kraj ten już wkrótce znajdzie się w pro-rosyjskich rękach. Konflikt z Moskwą w takiej sytuacji dla Polski nie tylko by nam zaszkodził ale i izolował w Polityce Europejskiej przy czym kompletnie zdegradował Polskę do roli kopanego przez wszystkich „murzynka”.
    W odmiennej sytuacji, można by się na tyle dogadać z Moskwą, że przynajmniej zachodnia Ukraina byłaby na tyle niepodległa, że w razie problemów mogła by być czyms w rodzaju strefy buforowej pomiędzy nami a Rosją. Litwa z kolei widząc pozycję Polski i stanowcze jej stanowisko w obawie przed utratą jakiegokolwiek wsparcia w ewentualnym konflikcie, zmieniła by swoje stanowisko wobec mniejszości Polskiej.
    PiS w obliczu niżu demograficznego przygotowywuje grunt pod immigrację Polaków ze wschodu… moim zdaniem jest to błąd. Owszem, powinniśmy ściągać Polaków z Donbasu, Kazachstanu, Rosji ale na tereny zchodniej Ukrainy i Białorusi by wzmocnić Polską obecność w tych krajach. Powinniśmy inwestować w regionie Królewca i na Litwie dając zatrudnienie Polakom. Lepiej wydać pieniędze w inwestycje repolonizacji byłych kresów aniżeli w socjal-projekty dla immigrantów z których połowa w przeciągu następnych 5 lat, po uzyskaniu Polskiego oywatelstwa wyjedzie na zachód Europy. Na Ukrainie trzeba wymusić zwrot Polskiego majątku, prawo do odnudowy i zasiedlania Polskich miejscowości spalonych w okresie wołyńskiej zbrodni. Będąc w dobrych stosunkach z Moskwą poprze ona Polskie rządania chociażby po to by chronić Rosyjską ludność w tym kraju !

  11. bor
    bor :

    Absolutnie utopijna, pobożnożyczeniowa wizja. Naiwny, bezrozumny opis realcji polsko-rosyjskich, bez świadomości geopolitycznych uwarunkowań. Polska dla Rosji nie jest żadnym partnerem, jest tylko i wyłącznie potencjalnym zagrożeniem, które trzeba wyeliminować. Rosja się boi dwóch rzeczy: najazdu mongolskiego i odbudowy I RP. Każde wzmocnienie Polski jest dla Rosji zagrożeniem, więc mowy o jakiejkolwiek stabilizacji, współpracy na warunkach partnerskich być nie może. Oczywiście należy podejmować próby takiej współpracy, ale tylko po to aby się w spokoju zbroić, budować potencjał i szykować do kolejnej większej rozgrywki z Rosja o swoja suwerenność a w dalszej perspektywie o dominację w regionie.

  12. rawen
    rawen :

    WSZYSCY W TYM TEMACIE I WIELU PODOBNYCH ZACHOWUJECIE SIĘ JAK WASZCZYKOWSKI W LABIRYNCIE BEZ ZRÓDŁA ŚWIATŁA.PROPONUJE DOKŁADNIE PRZECZYTAĆ A JAK MAŁO RAZ TO DWA LUB TRZY AŻ TRAFI… 12 lutego 2016 roku w Monachium mocarstwa światowe ustaliły podział swoich stref wpływów natomiast polscy politycy topili się i topią dalej w oparach absurdu i debatach bez najmniejszego znaczenia dla przyszłości kraju. W nowym układzie sił gwarantem stabilizacji są Stany Zjednoczone, Niemcy i Rosja. Natomiast najbardziej poszkodowane i pominięte są trzy kraje: Polska, Turcja i Chiny. Pozostałe kraje Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak Rumunia, Czechy, Węgry i Słowacja – nie były praktycznie w ogóle brane pod uwagę jako istotne elementy rosyjskiej strefy wpływów… Więcej to na http://wolna-polska.pl/wiadomosci/zdrada-w-monachium-2016-03 PRZESTAŃCIE PLEŚĆ BZDURY BO JUŻ WSZYSTKO ZOSTAŁO POZAMIATANE !!! A POLSKA NO CÓŻ JAK ZWYKLE Z RĘKAMI PO ŁOKCIE W NOCNIKU ZOSTAŁA.