Brytyjscy konserwatyści odrzucają thatcheryzm

Partia Konserwatywna zwiększa państwowy interwencjonizm w gospodarce Wielkiej Brytanii. Realizacja idei „Czerwonych Torysów” pozwala jej nie tylko na odkrywanie siebie na nowo, lecz także na marginalizowanie swojej największej konkurencji w postaci lewicowej Partii Pracy – pisze brytyjski tygodnik „The New Statesman”.

W 2012 roku grupa pięciu świeżo wybranych do Izby Gmin konserwatywnych posłów przyczyniła się do wydania publikacji „Britannia Unchained”. Była ona odpowiedzią na pogarszającą się sytuację Wielkiej Brytanii, która pogrążała się w wewnętrznym kryzysie i traciła swoje znaczenie w świecie. Książka była określana mianem swoistego peanu na rzecz deregulacji gospodarki, obniżek podatków i prywatyzacji.

Dwóch jej współautorów, czyli Priti Patel i Dominic Raab, piastuje obecnie ważne stanowiska w brytyjskim rządzie. Patel jest szefową Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, natomiast Raab kieruje Ministerstwem Spraw Zagranicznych. W gabinecie Borisa Johnsona znalazło się także miejsce dla dwójki innych posłów mających swój udział w wydaniu wspomnianej publikacji.

Paradoksalnie Torysi wybrali jednak zupełnie inną drogę rządzenia Wielką Brytanią, a więc powiększają państwo zamiast je zmniejszać. W tym miesiącu partia rządząca ogłosiła chociażby utworzenie Great British Railways, czyli nowego organu państwowego zajmującego się ustalaniem rozkładów jazdy i cen biletów, infrastrukturą kolejową oraz sprzedawaniem biletów na terenie Anglii. Co prawda prywatne przedsiębiorstwa dalej będą świadczyć większość usług kolejowych, tym niemniej nałożone zostaną na nich nowe standardy w zakresie punktualności i wydajności. W ten sposób brytyjskie państwo odegra największą rolę w tym sektorze transportowym od lat 1994-1997, gdy prywatyzowano tamtejszą kolej państwową.

Wspomniane wyżej rozwiązania odzwierciedlają wzorzec interwencji ze strony rządu. Na początku tego roku kanclerz skarbu Rishi Sunak ogłosił podwyższenie podatku dochodowego z poziomu 19 do 25 proc. w 2023 roku. W ten sposób obciążenia fiskalne w Wielkiej Brytanii będą największe od czasu laburzystowskiego rządu Harolda Wilsona w 1969 roku, co spotkało się z… krytyką ze strony obecnego lidera Partii Pracy, Keira Starmera. W międzyczasie inwestycje rządowe w infrastrukturę w relacji do PKB kraju wzrosły do najwyższego poziomu od lat 70. ubiegłego wieku. Pandemia koronawirusa spowodowała natomiast uruchomienie szeregu programów socjalnych, na czele z programem urlopowym w celu ochrony miejsc pracy czy podwyższeniem do poziomu ponad tysiąca funtów programu zabezpieczenia społecznego dla najmniej zarabiających.

Zwrot w polityce Torysów nie zaczął się jednak w ciągu ostatnich miesięcy. Kampania przed referendum o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej odbywała się pod hasłami zwiększenia wydatków na publiczną służbę zdrowia NHS, a także odrzucenia neoliberalizmu. Rządząca w latach 2016-2019 konserwatywna premier Theresa May przez cały okres swojej władzy dążyła do rehabilitacji państwa jako podmiotu gospodarczego. Kierowała się przy tym wskazaniami swojego ulubionego ideologa, czyli Nicka Timothy’ego, będącego autorem książki o kryzysie liberalizmu. Sama May pod jego wpływem potępiła zarówno libertariańską prawicę, jak i socjalistyczną lewicę. W ten sposób prorocza okazała się publikacja z 2009 roku. Jej autor, Phillip Blond, przedstawił w niej koncepcję „Czerwonych Torysów”, która łączyłaby ekonomiczny interwencjonizm z kulturowym konserwatyzmem.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Za symbol nowego kierunku obranego przez brytyjską prawicę uchodzi Ben Houchen, konserwatywny burmistrz regionu Tees Valley w północno-wschodniej Anglii. Został w tym miesiącu wybrany ponownie z poparciem 73 proc. wyborców. To właśnie on w 2019 roku zapowiedział nacjonalizację miejscowego lotniska międzynarodowego, aby w ten sposób mieszkańcy jego regionu odzyskali nad nim kontrolę. W ten sposób osławiony „Brexit” łączy się nie z programem libertariańskim, ale z postulatami etatystycznymi. Pozwala to bowiem na utrzymanie przy Partii Konserwatywnej dawnych wyborców Partii Pracy.

Zobacz także: Brytyjskie media: Boris Johnson chce ograniczyć udział Huawei w brytyjskiej sieci 5G

„The New Statement” przekonuje więc, że politykę obecnego szefa brytyjskiego rządu można określić mianem angielskiego gaullizmu. Johnson nie identyfikuje się ani z prawicą, ani z lewicą, stawiając na suwerenność państwa, siłę administracji państwowej i brytyjską wyjątkowość w polityce zagranicznej. Jako sprawny populista lider Torysów widzi bowiem, że polityka oszczędności jest tak naprawdę zagrożeniem dla fortun jego finansowego zaplecza. Pod pewnymi względami jego działania oznaczają powrót do konserwatyzmu sprzed ery Margaret Thatcher, gdy nie był on wcale przywiązany do wolnorynkowych dogmatów. Torysowscy premierzy od Harolda Macmillana (rządził w latach 1957-1963) po Edwarda Heatha (1970-1974) promowali bowiem centralną rolę państwa w gospodarce.

Gazeta zauważa, że wyzwania pojawiające się w XXI wieku wymagają znacznej interwencji rządu. Pojawiły się bowiem takie problemy jak kryzys klimatyczny, starzenie się społeczeństw, stagnacja płac czy nowy koncert mocarstw. Partia Konserwatywna posiada tymczasem zdolność ewolucji i adaptacji. W zależności od potrzeb może być eurofilska i eurosceptyczna, protekcjonistyczna i liberalna, izolacjonalistyczna i interwencjonistyczna. Zmiany w jej politycznych stanowiskach powodują, że bardziej doktrynerska Partia Pracy jest marginalizowana, tak jak ma to miejsce obecnie.

Gdy pod koniec lat 70. ubiegłego wieku upadł powojenny konsensus akceptujący myśl keynesowską, Torysi odrodzili się wraz z nową libertariańską prawicą. Teraz, w radykalnie odmiennych okolicznościach, przewodzą nowemu zwrotowi w stronę idei wspólnotowych. To zaś duży problem dla Laburzystów, którzy nie są w stanie zrozumieć nastania zupełnie nowych czasów.

Marcin Ursyński

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz