XI Zjazd Lidzian

„Za Niemen hen precz! Hen precz!
Koń gotów i zbroja,
Dziewczyno ty moja,
Uściśnij, daj miecz.
Za Niemen, za Niemen (…)”

Jadwiga Kopeć

Relacja z XI Zjazdu Lidzian

(28.06-4.07.2011)

28 czerwca, czwartek. Podróż do Lidy.

W zjeździe bierze udział 26 osób, które odpowiedziały na moje ogłoszenie. Potem przyjedzie jeszcze wprost z Giżycka Jarosław Machnacz. To mało. W ostatnim zjeździe uczestniczyło 56 osób, a na pierwszych uczestników było około 200. Osobiście obdzwoniłam około tyle samo osób. Dałam ogłoszenie na stronie internetowej Oddziału Związku Szlachty Polskiej w Białymstoku. Pewnie akcja informacyjna mogłaby być lepsza, ale na tyle tylko było mnie stać. Musimy też przyjąć do wiadomości, że jest nas coraz mniej. Pojawia się wciąż ktoś nowy z młodzieży i to cieszy, ale nie są to tłumy.

Do Białegostoku dojeżdżamy na własny sposób, głównie pociągiem. Pięć osób jedzie własnym samochodem. W pociągu z Gdańska jest nas sporo: Irena Adamczewska, Basia Zieleń, Czesław Tumielewicz, Danuta Hausser, ja z wnukiem Pawłem Kopciem. Sporą część drogi zajmują nam lidzkie opowieści. Basia opowiada o losach swoich starszych braci, czynnych uczestnikach akcji AK na Wileńszczyźnie, Irena o czasach wojennych i powojennych, bo Lidę opuściła dopiero w roku 1959.

Denerwuję się, czy autobus firmy Apex z Białegostoku, zamówiony poprzez Internet nie nawali, czy będzie nas oczekiwał od godz. 14.00 jak się umówiliśmy. Autobus jest, czeka na nas kierowca pan Stanisław, jest też 21 osób. Sprawnie ruszamy godz. 15.00 w kierunku granicy.

Przejście granicy zajęło nam ok. 3 godzin i o godzinie 18.30 czasu białoruskiego ruszyliśmy w stronę Grodna. W Lidzie jesteśmy trochę po godzinie 20. Na parkingu przed kościołem i hotelem oczekuje nas prezes Olek Kołyszko z Zarządem TKPZL oraz przyjaciele z Lidy. Są moi Nowiccy, jest Teresa Zmitrowicz i Wera Garniewicz.

Miejscowi Polacy witają nas ozdobną bułką i szampanem. Olek prowadzi część osób do hotelu, resztę zabierają na kwatery lidzianie.

29 czerwca, piątek. Św. Piotra i Pawła. Wycieczka Surkonty-Stare Wasiliszki- Dziektiary-Wawiórka.

Rano niespodzianka, bo przy wymianie pieniędzy spotykamy Weronikę Tumielewicz-Mikołajczyk i Andrzeja Mikołajczyka, na których weselu bawiliśmy się rok temu. Przyjechali, aby zabrać do Wrocławia dziadka. Nawiasem mówiąc dwa lata temu za 1zł otrzymałam 500 rubli białoruskich, teraz dostałam 2500.

Dzisiaj w planie zjazdu mamy odwiedzenie cmentarza akowskiego w Surkontach. Przed wyjazdem z Lidy pokłoniliśmy się w parku przed kamieniem upamiętniającym ks. Adama Falkowskiego. Kupujemy wiązanki sztucznych kwiatów, zdobimy je biało czerwoną szarfą. Na cmentarzu w Surkontach umieszczamy wiązanki pod krzyżem poświęconym poległym i pomordowanym żołnierzom AK z ich dowódcą ppłk Maciejem Kalenkiewiczem, uczestnikom bitwy z wojskami NKWD, która miała miejsce 21.06.1944.

Dalej jedziemy na mszę odpustową do Starych Wasiliszek. Upał, mnóstwo ludzi i samochodów. Na zdjęciu kościoła widać w dolnej partii szare tablice. To tablice z polskimi nazwiskami, prawdopodobnie fundatorów kościoła, nazwiska skute i zamazane zaprawą cementową. Uroczysta msza z procesją. Nie udaje się porozmawiać z proboszczem. Jeszcze przed nami klub-muzeum Czesława Niemena. W muzeum rodzinne pamiątki. Dla nas irytująca jest przerwa w życiu Niemena wynikająca z ekspozycji – nie ma okresu polskiego.

Był w Wasiliszkach, zniknął i już jako sławny odwiedzał dom stryja, który tu pozostał. Spytałam, dlaczego nie ma tu zdjęcia drugiego stryja, Józefa Wydrzyckiego, którego też często odwiedzał, tylko w Polsce, w moim i Pani Heleny Ozonkowej Świebodzinie, gdzie Józef Wydrzycki był dyrektorem liceum, w którym zdałam maturę. Obiecałam sobie postarać się o jego zdjęcie i wysłać go do muzeum w Wasiliszkach.

Śpieszymy na obiad w domu agroturystycznym pani Jadwigi w Dziektiarach w powiecie szczuczyńskim. Stół nakryty w ogrodzie, wykoszona trawa, piękne kępy kwiatów, huśtawka, w szopie wystawione na sprzedaż rękodzieło, w przerwie można potańczyć przy miłej muzyce. Lidzianin Jerzy Wojtkiewicz przygrywa na gitarze. Smaczne jedzonko i miła atmosfera.

W drodze powrotnej zajeżdżamy na cmentarz w Wawiórce, gdzie jest grób „Ponurego” i jego żołnierzy. Grób jest pusty z powodu ekshumacji i przewiezienia prochów „Ponurego” na Wykus w kieleckiem.

30 czerwca, sobota. Spacer po Lidzie. Trasa: akcja odbicia więzienia przy ul. Syrokomli-stary cmentarz-przebudowane tereny przed dożynkami-zamek-spotkanie z Zarządem TKPZL-wieczorna msza w farze.

Rano udajemy się w stronę rynku i tartaku przy ul Syrokomli. Tartak jest nadal, był też przed wojną i w czasie wojny. Pani Danka Haussr z domu Markiewicz opowiada, że jej ojciec był w czasie wojny jego kierownikiem, więc jako dziecko czasami bawiła się na dziedzińcu tartaku. Przed nami budynki, które w czasie wojny były niemieckim więzieniem. Teraz to administracja fabryki mebli. W piwnicach stoi woda i nie można do nich wejść.

Po dużych aresztowaniach w Lidzie dowództwo AK Okręgu Nowogródek zadecydowało o odbiciu więzienia. Do organizacji akcji Oddział II Komendy Okręgu wyznaczył ppor. „Zdzisława” Zenona Batorowicza. Rozkaz wykonania akcji otrzymał oddział partyzancki por. „Krysi” – Jana Borusewicza, który wyznaczył do jej przeprowadzenia 7 partyzantów pod dowództwem Alfreda Friesa ps. „Bez”, z zastępcą Tadeuszem Bieńkowiczem ps. „Rączy”. Brat Basi Zieleń, Zbigniew Hryckiewicz ps. „Szczerbaty” uczestniczył w tej akcji. W nocy 18.01.943 r. udało się bez strat uwolnić 69 polskich więźniów. Idziemy przez stary cmentarz, tak jak szli z więźniami akowcy w kierunku przeprawy na Lidziejce, opowiadając o tamtych wydarzeniach opisanych w „Ziemi Lidzkiej”. Na koniec robimy grupowe zdjęcie pod krzyżem katyńskim wystawionym przez TKPZL.

Dalej mamy czas wolny. My z Pawłem idziemy na zamek Giedymina, który jest po kompletnej rekonstrukcji i w zmienionym otoczeniu. Zmienił się też hotel, w którym zatrzymywaliśmy się w czasie poprzednich zjazdów, zewnętrznie i wewnętrzne. Teraz to normalny hotel, urządzony jak należy i adres ma dobry – ul. Grunwaldzka 1, a przed hotelem stoi niewielki pomnik siedzącego wędrowca.

Na zamku zaskoczenie. Wita mnie herb Trzaska, czyli herb mojego lidzkiego dziadka Kazimierza Tumielewicza, tablice poświęcone Witoldowi Pileckiemu, Mokrzeckim, Druckiemu-Lubeckiemu i innym znanym Polakom z tej ziemi .

Po południu o 16.30 mamy spotkanie z TKPZL. Spotykamy się z Zarządem w domu brata Prezesa Aleksandra Kołyszki. Nakryte stoły, kawa, herbata, słodycze, dokładamy słodkości przywiezione z Polski. Przekazujemy przywiezione gadżety: torby, czapki, proporczyki. Olek mówi o pracy Towarzystwa. Przedstawia plakat rajdu rowerowego im Witolda Pileckiego. Rozmawiamy o przyszłości. Należy kontynuować serię książeczek zasłużonych Polakach pochodzących stąd, dalej wydawać „Ziemię Lidzką”. Jak możemy im w tym pomóc? Proponujemy prenumeratę. Mówię o pomyśle spisania historii rodzin lidzkich i jej wydania. Ta rozmowa była bardzo nam potrzebna. Wychodzimy o godz. 18.30, aby zdążyć na mszę w farze.

1 lipca, niedziela. Wycieczka do Nieświeża i Miru.

Nieśwież leży na południe od Stołpców, przed wojną granicznego miasta na Niemnie, Mir ok. 10 km na zachód od Stołpców. Jest z nami pan Andrzej Oborski, który urodził się w miejscowości Horodziej, najbliższej Nieświeża stacji kolejowej. Pan Andrzej opowiada o tym, czego jako dziecko sam był świadkiem, lub wie o tym od rodziców. 17 września 1939 sowieci otoczyli zamek kordonem wojsk NKWD, po to, aby uchronić właścicieli – rodzinę Radziwiłłów przed grabieżą. Radziwiłłowie przez tydzień wozili swoje dobra na stację, w Horodzieju, gdzie czekała na nich salonka. Skąd takie względy?

Właściciel zamku był zaprzyjaźniony z hr. Ciano. Powiadają, że prawdopodobnie telefonicznie poprosił Ciano o wstawiennictwo u Ribentroppa, ten zaś zwrócił się z tym do Mołotowa. Na zamku wisi informacja o prześladowaniach, jakie Radziwiłłów spotkały ze strony NKWD. Tylko ta informacja dotyczy innej osoby, Janusza Radziwiłła, właściciela Nieborowa, posła i senatora RP.

Pałac jest kompletnie odrestaurowany, sale wyposażone w stylowe meble i kopie obrazów. Trudno ocenić staranność tej restauracji, ale wygląda imponująco. Odnowiony jest też park i fosy. Powiadają, że były na to przeznaczone środki UE.W pałacu tłumy zwiedzających Białorusinów. Po obiedzie zjedzonym w restauracji pod namiotem, w pobliżu zamku, udajemy się do Miru. Mir jest też kompletnie odrestaurowany, co jest sprawą ostatnich lat. Wokół zamku festyn, a na nim rozstawione namioty różnych rzemieślników z dawnych czasów. Robią i sprzedają rękodzieło jako suweniry. Mir zbudowała rodzina Illiniczów w XV w., a przed II wojną należał on do Świętopełk-Mirskich. Miła przewodniczka, Czeczenka, oprowadziła nas przez wszystkie umeblowane sale aż do piwnic, też urządzonych jako spiżarnia i kuchnia

2 lipca, poniedziałek. Wycieczka do Słonimia, Kosowa, Mereczowszczyzny, Różanej.

Słonim leży nad rzeką Szczarą. Prezentuje się jako czyste, ukwiecone miasto. Zwiedzamy dwa dobrze utrzymane kościoły. Przed jednym z nich znajdują się groby polskich żołnierzy z 1920 roku, w drugim pamiątki po dwóch błogosławionych siostrach zakonnych straconych za opiekę nad Żydami. Jedziemy do pobliskiej Różanej, gdzie na wzgórzu górującym nad miasteczkiem kanclerz Wielkiego Księstwa Litewskiego Lew Sapieha, wzniósł w XVII wieku zespół pałacowy, w którym gościł Władysław Waza w drodze na Moskwę oraz Stanisław August Poniatowski. Ta wspaniała niegdyś jest obecnie kompletną ruiną. Odrestaurowano jedynie bramę wjazdową i dwie kordegardy.

Przed nami Kosów Poleski i neogotycki pałac zbudowany w roku 1838 przez hrabiego Wandalina Pusłowskiego. Przed wojną w pałacu mieściły się biura starostwa kosowskiego.

U podnóża wzgórza, na którym stoi pałac znajduje się folwark Mereczowszczyzna, gdzie stał dworek Kościuszków, w którym w roku 1746 urodził się Tadeusz Kościuszko. Przed wojną w drewnianym dworze znajdowało się muzeum Tadeusza Kościuszki. Dworek w roku. 1942 spalili partyzanci radzieccy. Niedawno go odbudowano, a przed nim stoi pomnik narodowego bohatera Białorusi, Tadeusza Kościuszki. Otoczenie dworku zostało chyba w udany sposób zmeliorowane, bo są tam miłe dla oka stawy, a w pobliżu sympatyczna restauracja. W jej piwniczce w upalny jest szczególnie miło zjeść dobry obiad.

3 lipca, wtorek. Lida

W Lidzie święto wyzwolenia Białorusi, czyli wejścia wojsk radzieckich. Upał nieludzki. Na placu przed Domem Kultury odbywają się występy zespołów różnych narodów. Ani krzty cienia. Ludzie na wizytowo, niektóre dziewczyny rozebrane wizytowo. Uroczystość otwiera znany nam z poprzedniego zjazdu mer Lidy pan Ostrowski. Potem prezentują się różne zespoły artystyczne. Na estradzie jest Olek Kołyszko i dziewczyny w łowickich strojach z lidzkiego Domu Polskiego. Po nich są występy przedstawicieli kilku narodowości z lidzkiego Domu Kultury. Następnie na scenę wychodzą polskie zespoły z Domu Polskiego, a pierwszym jest solista Zenon Bieńko, który śpiewa „Pieśń o Lidzie”. Młodzi ludzie z Domu Polskiego pięknie tańczą mazura i poloneza w mundurach szwoleżerów. Rozmawiam z ich opiekunką, jest inteligentna, dobrze mówi po polsku i zaprasza do Domu Polskiego. Zespół z Brzozówki pięknie śpiewa „Polskie kwiaty” i „Bal” Maryli Rodowicz.

Występują też starsze panie, które mają przypięte plakietki „Sybirak”. Śpiewają poloneza Ogińskiego „Pożegnanie z Ojczyzną”. Na scenę wychodzą „Kresowiacy”, którzy wyróżniają się dużą kulturą muzyczną. Następnie byli jeszcze Ukraińcy, Litwini i Rosjanie.

Wczesnym popołudniem udaliśmy się nad Niemen w okolicy Bielicy. W cieniu stoją rozstawione stoły, łąka pachnie obłędnie, ptaki śpiewają, jest rozkosznie. „Kresowiacy” śpiewają jak anioły. Kiedy zaczynają „Za Niemen hen precz”, to ciarki przechodzą po plecach.

Jest z nimi Grażyna Komincz, studiująca wokalistykę w Krakowie. Przewiduję, że to będzie przyszła sława. Jak zwykle są tańce, śpiewa akompaniując sobie na gitarze Jurek Wojtkiewicz. Idziemy z Olkiem nad brzeg Niemna, aby porozmawiać o przyszłości. Pytam jak możemy im pomóc? Formuła zjazdów chyba się wyczerpała, może będę propozycje wycieczek? Olek chce wydawać książeczki o zasłużonych Polakach pochodzących z tej ziemi. Najbliższa wydania może będzie ta o Irenie Stasiewicz, a może o jej ojcu Witoldzie Stasiewiczu, lidzkim lekarzu, profesorze Akademii Medycznej w Białymstoku, a moim ojcu chrzestnym. Ja myślę o znanej nam historii rodzin lidzkich, którą sami napiszemy. Na koniec robimy rodzinne zdjęcie nad Niemnem. Nie chce się wyjeżdżać.

4 lipca, środa. Wyjazd.

Po tygodniu upałów Lida żegna nas deszczem. O godz. 7 rano żegnają nas Olek Kołyszko, Teresa Zmitrowicz, Wera Garniewicz i inni. Jadą z nami Ania i Tadeusz Kominczowie z córką Grażyną. Udają się na ślub drugiej córki do Krakowa. Rozliczam autobus, na szczęście nie zabrakło mi pieniędzy. Granicę przekroczyliśmy sprawnie i w Białymstoku jesteśmy trochę po godz. 11 czasu polskiego.

Do zobaczenia Lido!

Jadwiga Kopeć (tekst i zdjęcia)

Kazimierz Niechwiadowicz (podpisy pod zdjęciami)

______________

Tak, nie chce się wyjeżdżać. Każdy, kto choć raz tam pojedzie, doświadczy takiego uczucia. Sam byłem na 9 zjazdach, a do tego co roku jeżdżę w rodzinne strony 40 km za Lidę do miasteczka Sobotniki.

Kto chciałby znaleźć się w bazie danych u pani Jadwigi Kopeć i może wziąć dział w następnym zjeździe lub jakiejś wycieczce po ziemi lidzkiej, to proszę napisać na jej e-maila:[email protected]com.

Jeżeli ktoś chciałby zaprenumerować „Ziemie Lidzką”, to też proszę napisać do pani Jadwigi. Jest ona prezesem Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Lidzkiej w Polsce z siedzibą w Gdańsku. Natomiast Olek Kołyszko jest prezesem Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej z siedzibą w Lidzie. Ta polska organizacja istnieje w Lidzie już 21 lat. Powstała na bazie Klubu Miłośników Kultury Polskiej im. Adama Mickiewicza założonego w Lidzie w 1987 roku, kiedy to na Białorusi nie było jeszcze żadnego Zawiązku Polaków. Adres e-mail:[email protected].

Kazimierz Niechwiadowicz

www.pawet.net/niechwiadowicz

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz