W Radomiu było co innego

Z równą wprawą jak kościoły, kaplice i wille, Horodecki projektował także budynki, że tak powiem – mniej ozdabiane.

„A mówiłeś Waść, że Ci ją w Radomiu kuflem wybito”, „Kula turecka jakom żyw. W Radomiu było co innego”. Chyba każdy miłośnik Kresów zna ów słynny dialog pułkownika kozackiego Barabasza i Pana Zagłoby. Kto wie czy to nie ta właśnie fraza legła u podstaw tego, że w bardzo odległym od Kresów Radomiu jednej z ulic nadano imię Onufrego Zagłoby.

Ale nie o kozakach, szlachcie, szablach, kulach, bitwach i karczmach chciałbym teraz napisać. A architekcie i jego budowli. Oczywiście miał on ścisłe związki z dawnymi Kresami, ba, był nawet szlachcicem – inaczej nie mroczyłbym głowy odwiedzającym ten nasz portal. Władysław Horodecki – słynny, ale w Polsce wciąż za mało znany polski architekt, miał w swoim życiu niedługi … polski okres. Zanudzam czytelników portalu Kresy.pl tą postacią już nie pierwszy raz:

http://kresy.pl/kresopedia,postacie?zobacz/mistrz-betonu

http://kresy.pl/zobacz-kresy,warto-zobaczyc?zobacz/mauzoleum-kozakiewiczow

http://kresy.pl/publicystyka,omowienia?zobacz/kijowskie-spotkania-z-horodeckim

http://kresy.pl/zobacz-kresy,warto-zobaczyc?zobacz/kosciol-ktory-krzyczy

Dziś zatem chciałbym tylko krótko przedstawić jedną z budowli, którą zaprojektował w przedostatnim okresie swego życia – okresie polskim. Warto tu jednak przypomnieć jak to się stało, że wzięty architekt kijowski, który tam w sercu Rusi od trzech dekad tworzył przepiękne budowle przyjechał do odrodzonej ojczyzny. Chciałoby się napisać, że zapewne chciał służyć jej swym talentem, siłami i zdolnościami. Niewykluczone, ale będę tutaj robił za tego, który się czepia. Sądzę, że to nie motywy patriotyczne były główną przyczyną tego, że Horodecki przyjechał do Polski w 1920 roku, bo gdyby tak było, nie opuściłby ojczyzny 7 lat później i nie wyjechał do odległej Persji by tam służyć swym talentem (za grubą gotówkę) amerykańskiej kompanii i perskiemu szachowi. Biografowie Horodeckiego twierdzą i ja się z nimi zgadzam, że wyjechał on z Kijowa, tego miasta, w którym żył i tworzył przez 30 lat, z obawy przed tymi, których żadne piękno nie ruszało, bo „patrzyli głównie za samogonem” – jak mawiał mój dziadek. Przed bolszewikami. I bardzo dobrze, że uszedł, bo lepiej tworzyć nawet w odległej Persji niż leżeć w jakimś bezimiennym dole z kulą z nagana w potylicy. Swoją drogą myślę, że nie było mu lekko opuszczać Kijowa z tą świadomością, że tam właśnie zostawił swoje najpiękniejsze budowle i tak wspaniale rozwinął swoją karierę.

Tak czy tak w 1920 roku znalazł się Horodecki na dopiero co odrodzonej polskiej ziemi parującej jeszcze przelaną w jej wyzwalaniu i obronie krwią jej oddanych synów. Nie mniej jak ofiarnej krwi powstała z martwych Polska potrzebowała rzeczy prozaicznej, tej o której gentelmani nie rozmawiają (bo ją mają), czyli pieniędzy. Te zaś zapewnili Amerykanie. I na tym skorzystał wzięty architekt. To właśnie w II RP przez 7 lat projektował Horodecki za pieniądze z kredytów udzielonych młodemu państwu przez amerykańskie koncerny. Tak to już jest, że początki są zwykle trudne i nikt nie rozpoczyna odbudowy zrujnowanego majątku od wystawienia pysznego pałacu. Tak też i było w skali makro z II RP w latach 20-tych ub. wieku. Zapotrzebowanie było przede wszystkim na budynki użyteczności publicznej: łaźnie, zakłady mięsne, elektrownie, zakłady wodnokanalizacyjne. Dla tak uniwersalnego architekta jakim był Horodecki (przypomnijmy, że w swej „do-polskiej” karierze miał już na koncie szpitale, fabryki i inne budynki przemysłowe) nie stanowiło to jednak żadnego problemu. Z równą wprawą jak kościoły, kaplice i wille Horodecki projektował także budynki, że tak powiem – mniej ozdabiane.

W okresie polskim życia Horodeckiego budowle jego projektu powstały w wielu miastach, m.in. Zgierzu, Piotrkowie Trybunalskim, Otwocku, Kielcach, Częstochowie, Lublinie i właśnie Radomiu. Były to zakłady mięsne, łaźnie, kasyna, wieże ciśnień i inne. Wiele z nich się zachowało. Otwockie kasyno do dziś jest ozdobą tego podwarszawskiego miasta. Zaś w Radomiu zaprojektował Horodecki zakłady mięsne i wieżę ciśnień. A zaczęło się od tego, że w 1924 r. Magistrat Radomia zawarł z amerykańskim towarzystwem Ulen and Company umowę na dokonanie wielu inwestycji w mieście. Towarzystwo udzielało na ten cel pożyczki w wysokości 2 571 000 dolarów. Bez mała połowa tej kwoty została wykorzystana na budowę urządzeń wodnokanalizacyjnych w tym także wieży ciśnień. Została ona wybudowana w 1927 roku, miała 28 metrów wysokości, 12 metrów średnicy, jej ściany miały grubość 70 cm, a zużyto na nią prócz betonu ok. 6 ton żelaza. Nie dziwi to, bo mieściła w sobie zbiornik o pojemności 1570 metrów sześciennych wody. I nie dziwi też i to, że przy takich parametrach pełniła nieprzerwanie swoją funkcję do 1983 r.

Udałem się zatem w pewną majową sobotę, z uroczą Radomianką pod rękę, na poszukiwanie tych śladów architekta w grodzie nad Mleczną – zwłaszcza, że wspomnianą wieżę ktoś scharakteryzował jako zbudowaną w stylu „barokowym”. Ale najpierw zakłady mięsne. Trudno było cokolwiek o nich znaleźć, nawet w przewodnikach po Radomiu, aż wreszcie „sprawa się rypła”. Zakładów mięsnych zaprojektowanych w centralnej Polsce przez architekta rodem z Podola już po prostu nie ma. Stały przy zbiegu ulic Wernera i Mareckiego. Dziś możemy tam zobaczyć jedną z licznych w naszych miastach świątyń konsumpcji, której nazwa nie przejdzie mi przez … klawiaturę.

„Mięsną gorycz” osłodził jednak widok drugiego radomskiego dzieła Horodeckiego. Wieża ciśnień stoi do dziś przy ul. Słowackiego niemal naprzeciw pięknego neorenesansowego kościoła p.w. Najświętszego Serca Jezusowego. Jeszcze milszym zaskoczeniem był fakt, że nie przedstawiała sobą opłakanego wyglądu, jak to często bywa z tego rodzaju obiektami w naszych miastach, ale była świeżo po remoncie. W słońcu majowego dnia z daleka jaśniał jej wysoki, okrągły kształt. A kiedy człowiek się zbliży od razu rzucają się w oczy dwie rzeczy nieodparcie przywołujące na myśl mistrza: subtelne i gustowne zdobienia zwieńczenia wieży – wcale przecież niepotrzebne w takim budynku, który miał być przede wszystkim użyteczny. Ale Mistrz nie byłby Mistrzem, albo nie byłby w niczym lepszy od tych „co patrzą tylko za samogonem” gdyby postawił banalny prosty kloc. A druga rzecz to siwy kolor budowli. Nie wiem czy istotnie pierwotnie taki kolor wieża miała, i stąd celowo tak ją odnowiono, czy też to dzieło przypadku. Jeśli to drugie to bez wątpienia szczęśliwego, bo ten siwy kolor nieodparcie przywodzi na myśl beton – ulubiony materiał budowlany Horodeckiego. I stoi sobie pięknie odnowiona (wraz z ogrodzeniem) wieża Horodeckiego – podobno mają być tam teraz biura. Pewnie nawet nie śniło się Mistrzowi co też będzie się działo w jego budowli, tak jak i pracującym tam nie przyśni się zapewne w jakim historycznym budynku pracują i kto go projektował. A szkoda, bo radomską wieżę, dla jej urody i z sentymentu ku twórcy umieszczam w ścisłej czołówce prywatnego rankingu polskich wież ciśnień – obok tej we Wrocławiu i Radomiu.

A powyższy tekst traktuję jak kolejny kamyk wrzucony do ogródka Horodeckiego. A jednocześnie spieszę przypomnieć, że w przyszłym roku mija okrągła 140 rocznica urodzin architekta. Dobry to powód by w jakiś godny sposób (tu czekam na propozycje) uczcić postać naszego wybitnego Polaka. Byśmy pamiętali nie tylko o tych naszych straceńcach (którym chwała!) ginących za ojczyznę w beznadziejnym od samego początku boju styczniowym, ale także o tych, którzy inaczej sławili imię Polski w świecie. Jednym z nich był właśnie architekt Władysław Horodecki.

Krzysztof Wojciechowski

PS. Warto także wspomnieć (takie wyjaśnienie należy się czytelnikom), że niektórzy autorzy wskazują, że to nie Horodecki a Feliks Michalski, inny wybitny polski architekt kształcony w Monachium, autor m.in. wiaduktu na Moście Poniatowskiego w Warszawie, jest projektantem radomskiej wieży. Wydaje się jednak to mało prawdopodobne. Przede wszystkim to Horodecki w latach XX-tych był architektem kompanii Ulen, dalej sama wieża jest bardzo podobna do tej stojącej do dziś w Piotrkowie Trybunalskim, a której projektantem był właśnie Horodecki – co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Przeglądając dokumentację wieży, dostępną w sieci na forum GW: http://radom.gazeta.pl/radom/56,35219,11544543,_,,2.html zauważyłem, że na pewnym etapie projektowania wieża miała mieć zupełnie inne dach. Miał być spiczasty, dopiero później zastąpiono go płaskim. To nasunęło jeszcze jedno tłumaczenie zawiłości związanych z autorstwem projektu wieży. Horodecki swego czasu w Kijowie zaczynał od przerabiania projektów pierwotnie stworzonych przez innych architektów. Tak było z Muzeum Sztuki oraz ze słynnym kościołem św. Mikołaja. Wieść gminna niesie, że Dom z Chimerami, w całości zaprojektowany przez Horodeckiego miał być takim zamanifestowaniem jego zdolności jako architekta, bo zaczęła do niego przylegać „sława” „przerabiacza cudzych projektów”. Być może zatem i pierwotny projekt wieży istotnie był autorstwa Michalskiego, ale Horodecki tak go przerobił, że wszystkim znającym jego budowle nieodparcie kojarzy się właśnie z „kijowskim Gaudim”.

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz