„Niechajże tedy zawsze piersi cnego Polaka murem Ojczyzny będą i niechaj na tym murze Amor Patriae [miłość ojczyzny] postawiony będzie. Polak od pola nazwany, za płotem nieprzyjaciela czekać nie ma, ale między Ojczyzną a nieprzyjacielem on sam płotem być powinien.”

Poniższy tekst jest kontynuacją artykułu Strategia bezpieczeństwa Rzeczypospolitej w latach 1569 – 1795 (cz.1)

Ponieważ na zachodnich granicach państwa istniały organizmy polityczne, które nie zagrażały Polsce, a z drugiej strony Polska nie zagrażała im, naturalnym było utrzymywanie z nimi poprawnych stosunków, do sojuszu politycznego włącznie. Granica zachodnia była w tym okresie jedyną, stosunkowo bezpieczną granicą państwa. W sytuacji, gdy granice wschodnia i południowa były stale zagrożone, miało to dla Rzeczypospolitej kapitalne znaczenie.

Jeśli chodzi o granice wschodnie i południowe, to zarówno ekspansywne Imperium Osmańskie, jak i Wielkie Księstwo Moskiewskie, przy swoich potencjałach demograficznych i umiejętności ich wykorzystania, stanowiły dla Rzeczypospolitej realne zagrożenie. Przy czym z obu tych państw zdecydowanie groźniejsze było Imperium Osmańskie. Wynikało to nie tylko z jego wyższego potencjału demograficznego, ale też i z wyższego niż państwo moskiewskie poziomu rozwoju cywilizacyjnego. Dlatego to właśnie zagrożenie ze strony Imperium Osmańskiego traktowano w Polsce priorytetowo.

Strategia bezpieczeństwa Rzeczypospolitej opierała się nie na fortecach, lecz na świetnie przygotowanych do walki kawalerzystach, gotowych dobrowolnie i z pełnym poświęceniem stanąć w obronie swojego kraju. Ci ludzie, to oczywiście szlachta Rzeczypospolitej. Ta warstwa społeczna wytworzyła i kultywowała szczególną ideologię, która sprowadzała się do tego, co w 1615 roku napisał Wacław Kunicki:

Czy takie podejście do obrony kraju było rozsądne? Tak. Ale z jednym zastrzeżeniem. W ten sposób można się było skutecznie bronić na obszarze stosunkowo słabo zaludnionym i nadającym się do działań kawalerii. Takie właśnie były terytoria wschodniej i południowej Rzeczypospolitej.

Gdy gęstość populacji rosła, gdy zwiększała się ilość twierdz, opisana strategia traciła na znaczeniu.

Lata 1569–1648, to szczytowy okres potęgi Rzeczypospolitej. Prowadziła ona zwycięskie wojny ze swoimi najgroźniejszymi sąsiadami, nawet wtedy gdy ci atakowali równocześnie, a Rzeczpospolita była osamotniona. Z jednej strony była to zasługa bardzo wysokiej jakości ówczesnych wojsk polskich i litewskich. Z drugiej zaś tego, że Rzeczpospolita potrafiła mobilizować olbrzymie (jak na ówczesne czasy) armie. Nie jest bowiem prawdą to, co często powtarza się w różnych pracach, że armie polska i litewska były niewielkie, i że tylko dzięki swej jakości dominowały nad wrogami.

Okres szczytowej potęgi Rzeczypospolitej zakończył się wraz z wybuchem wojny domowej z Kozakami w 1648 roku. Podkreślę, że to nie zewnętrzne zagrożenia, z którymi radzono sobie bardzo dobrze, ale wewnętrzne problemy leżały u źródeł osłabienia państwa, z jakim mamy do czynienia po roku 1648.

Upadek państwa – druga połowa XVIII w.

Przejdźmy teraz do czasów poprzedzających rozbiory. Europa w połowie XVIII wieku wyglądała tak, jak na poniższej mapie.

Populacja Rzeczypospolitej była mniej więcej taka sama jak w roku 1600. Jednak otoczenie kraju uległo znaczącej zmianie. I tak:

  • Populacja jej niegdyś najgroźniejszego wroga, czyli Imperium Osmańskiego, spadła do poziomu niższego niż w XVI wieku. Turcja przestała być dla nas śmiertelnym zagrożeniem. Po roku 1699 kończącym dotychczasowe wojny polsko-tureckie, oba kraje utrzymywały dobre relacje.

  • Populacja Rosji wzrosła niemal dwukrotnie w stosunku do roku 1600, czyli z około 11 do mniej więcej 20 mln.

  • Populacja Imperium austriackich Habsburgów wzrosła niemal trzykrotnie. Z około 6,5 do 18 mln.

  • Na zachodnich granicach Rzeczypospolitej powstało państwo, które zaczęło jednoczyć ziemie niemieckojęzyczne. Chodzi oczywiście o Prusy, które w 1750 roku miały już około 6 mln mieszkańców.

Jak widać, w ciągu półtora wieku nastąpiło znaczące pogorszenie sytuacji geostrategicznej Rzeczypospolitej. Co prawda nie była ona beznadziejna, gdyż dziesięciomilionowa populacja to wciąż było sporo. Ale o ile w swoim złotym okresie państwo to potrafiło SAMODZIELNIE odpierać ataki nawet dwóch swoich sąsiadów naraz, o tyle teraz było to już niemożliwe. Także dlatego, że jakość armii polskiej i litewskiej znacząco spadła, a armii sąsiadów (z wyjątkiem tureckiej) wzrosła.

Problemy Rzeczypospolitej pogłębiał upadek kultury politycznej szlachty. Wpływało to na możliwość wykorzystania wciąż stosunkowo wysokiego potencjału militarnego kraju. Zwłaszcza, że w tym okresie szlachta nadal hołdowała zasadzie, że to jej piersi, a nie twierdze, są murem chroniącym kraj. Tak więc potencjał był wciąż znaczący, ale nie potrafiono go odpowiednio wykorzystać.

W opisanej tu sytuacji strategia bezpieczeństwa kraju opierała się na dwóch filarach:

  1. Nie angażowaniu się w wojny

  2. Odpowiednich sojuszach

Przyznać trzeba, że zwłaszcza za panowania Augusta III Sasa, Rzeczpospolita skutecznie tych wojen unikała, a sojusz z Rosją, choć niejednokrotnie uderzający w poczucie honoru Polaków i prestiż państwa, zapewnił jednak jego przetrwanie w niezmiennych od roku 1699 granicach. Pół stulecia relatywnego spokoju, które doświadczył kraj w latach 1717–1768, wykorzystano na odbudowę gospodarki i populacji. Ta ostatnia wzrosła w tym czasie około dwukrotnie – z mniej więcej 6 do 12 milionów. To dawało dobre perspektywy na przyszłość. Niestety po śmierci króla Sasa w roku 1763, polskie elity polityczne odeszły od obu filarów strategii bezpieczeństwa. Na fali patriotycznych, antyrosyjskich uniesień, próbowały przeorientować sojusze. Odrzuciły alians z Rosją i zaangażowały się w wojny, z których każda skutkowała kolejnym rozbiorem, aż do trzeciego rozbioru, wymazującego Polskę z mapy świata włącznie.

dr Radosław Sikora

Tematy pokrewne:

O problemach logistycznych i ich wpływie na działania wojenne toczone na terenach wschodniej Rzeczypospolitej oraz zachodniej Rosji:

„Dał nam przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy?”

„Czego Napoleon mógłby się nauczyć od Żółkiewskiego?”

O rzeczywistej liczebności wojsk Rzeczypospolitej w XVII wieku:

„Zapomniana armia”

O potencjale armii polskiej w połowie XVIII wieku:

„Polska armia A. D. 2013 gorsza jak za Sasa?”

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    marcin1975 :

    uważam że sojusz z Rosją niewiele Rz dawał. Dla Rosji było korzystnie mieć u swej zachodniej granicy państwo słabe, zależne. Do rozbiorów nie doszło wcześniej dlatego że dla Rosji było wygodnie utrzymywać Rz w zależności. Gdy tylko zaczęły się reformy w Rz Rosja przystała na rozbiory. Reformy były potrzebne dużo wcześniej już za Jana Kazimierza. Pozdrawiam Marcin.