Latarnia 3 lipca 1577 roku

Dzieje tej roty husarskiej, to gotowy scenariusz na kasowy film. Nie tylko dlatego, że husaria sama w sobie była formacją wyjątkową. Ale i dlatego, że wśród tylu jej jednostek, które pojawiły się na kartach historii, chyba nie znajdzie się taka, która mogłaby konkurować z rotą Marcina Kazanowskiego. W ciągu kilku lat od powołania jej do życia, zapisała na swoim koncie tak wiele, tak spektakularnych sukcesów, jak chyba żadna inna w historii.

Początki

23 czerwca 1576 roku nowy król Polski, Stefan Batory, wydał dyspozycje co do formowania swej nadwornej husarii. Wśród pierwszych trzech rotmistrzów, którzy mieli stworzyć stukonne roty, obok Andrzeja Firleja i Mikołaja Zebrzydowskiego, znalazł się Marcin Kazanowski. Urodzony w roku 1523, miał wówczas, jak łatwo policzyć, 53 lata. Jego dotychczasowa działalność polityczna jest dość dobrze znana. Regularnie reprezentował szlachtę sandomierską na sejmach już od lat 50. XVI wieku. Znacznie mniej wiadomo o jego osiągnięciach militarnych.

W latach 1540 – 1542 był towarzyszem jazdy. Od roku 1563 już rotmistrzem. W obozie wojska koronnego pod Połockiem w 1564 roku, była rota kawalerii (200 koni) Kazanowskiego. W roku 1572 posiadał 100-konną rotę kawalerii, która w okresie bezkrólewia po śmierci Zygmunta Augusta, osłaniała Królestwo Polskie od strony Śląska. I to tyle co mi wiadomo o jego działalności militarnej przed rokiem 1576. Ten był przełomowy w jego karierze. Odtąd, aż do śmierci w 1587 roku Kazanowski nieprzerwanie służył w wojsku. Wziął udział we wszystkich wojnach Batorego. A zaczęło się od wspomnianego powyżej listu króla, który postanowił powołać do życia swą nadworną husarię. W nim to między innymi określono standard uzbrojenia zaciąganych jeźdźców:

Po latach zasługi Batorego w reformie kawalerii polskiej podkreślił szlachcic, dworzanin królewski (Henryka Walezego i Stefana Batorego), Andrzej Lubieniecki. W swoim, ukończonym w 1616 roku dziele, opisał między innymi zmiany, którym za jego życia podlegała husaria.

„A to tu ma bydź nayprzód przypomniano, iż gdy Król [Stefan Batory] nayprzód do Polski przyiachał [1576 roku], tedy zastał woysko w Polscze barzo konne, y na dobrych koniach, doyrzałe w leciech y we zroście Ludzi, nie Więgierskie Giermki y Parobki. Co Król za dziw Węgrom ukazował, bo inakszych Ludzi, ani Koni u Nas na ten czas niepopisywano [nie przyjmowano do służby w wojsku]. Ale zaś na tych dobrych Pachołkach, y Koniach zastał ubior woienny taki, iakiego niekiedy Polakom y Litwie na przeciw Kuszom y Łukom było potrzeba, a nie przeciw ognistey strzelbie. Nayprzód siodła mieli na koniach tak wysokie, że pół Pachołka zakrywało, a te bywało, abo blacho okowane, abo do niego zasiadacz przywiązano, co ważyło za trzy siodła teraznieysze. Na Pachołku zasię był Pancerz [kolczuga], obrona taka w którey nie tylko kiiem, ale i nahayko może Rycerzowi dobić, a na to Paiż albo Tarcza cięszka, a pospolicie na niey bywały skrzydła Jakie, abo kity pawiego Pirza przyprawione. Szyszak wysoki y szeroki iako pudło ze skoffią, y z kitą z Pierza, albo z forkietem [forgą?], co wszystko z wielkim ciężarem było, y w naymnieyszy wiatr rycerza umordowało, y konia osadniło, a do tego kopie aby z drzewa były tak wielkie y tak ciężkie z proporcem aż do Gałki, że to ważyło więcey niż teraznieysze dwie kopie, y inszych rzeczy błazeńskich y wspominać się nie chce, które w zależeniu Pola, y w pokoiu długim po staroświecku Rycerstwo polskie zatrzymało, iako Rymatura Polska, Francuzom i Niemcom barzo się niepodobała, y inszym Cydzoziemcom. Król tedy kiedy miał iść pod Gdańsk, rozpuścił Woysko Polskie, przepisawszy im taki sposób wsiadania na koń, iakiego teraz Nasi Ussarze używaią, y z tak ubranym Woyskiem Usarzów Polskich, szedł pod Gdańsk nayprzód, a potym do Moskwy [Rosji] […].”[2]

Wyżej cytowane źródła przed laty stały się podstawą do twierdzenia, że to właśnie dzięki Stefanowi Batoremu polscy husarze zaczęli nosić zbroje. Dziś wiemy, że o ile faktycznie wpływ reform Batorego na kształt husarii był znaczący, o tyle kontynuował on jedynie dzieło zapoczątkowane przez swoich poprzedników:

O ile Lubieniecki mylił się przypisując całą zasługę reformy husarii Batoremu, o tyle miał rację, gdy stwierdził, że chrztem bojowym jego rycerstwa była wojna z Gdańskiem. Tam właśnie pierwsze laury zdobyła rota Marcina Kazanowskiego.

Gdańsk na celowniku

Podwójna elekcja w grudniu 1575 roku zakończyła się wojną domową. Część elektorów z Gdańskiem włącznie, opowiedziała się po stronie habsburskiego cesarza Maksymiliana II. Inni po stronie księcia Siedmiogrodu Stefana Batorego. Ten ostatni był szybszy od konkurenta i już 8 lutego 1576 roku zaprzysiągł przedstawione mu pakta, ślubował przestrzeganie polskich praw oraz zaręczył się z Anna Jagiellonką. 28 marca, na czele 3000 żołnierzy, wkroczył w granice Rzeczypospolitej. Poślubił Annę i 1 maja koronował się na króla. Błyskawiczne działania Batorego i ociąganie się cesarza, przeciągnęły na stronę Węgra dotąd obstającą przy jego konkurencie szlachtę. Gdy 12 października 1576 roku zmarł Maksymilian, wydawało się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by Batory został powszechnie zaakceptowany jako jedyny, legalny król Polski. Tymczasem Gdańsk trwał w opozycji. Monarcha nie mógł tego tolerować. Rozpoczęła się wojna. Kulminacyjnym, najbardziej krwawym jej epizodem, była bitwa pod Lubieszowem, do której doszło 17 kwietnia 1577 roku. Wsławiła się w niej rota Marcina Kazanowskiego (100 koni), która wraz z szarżującą obok niej rotą husarską Jana Zborowskiego (kolejne 100 koni), najpierw rozbiła około 600 kawalerzystów armii gdańskiej, po czym, jadąc na karkach pierzchającej kawalerii, wdeptała w ziemię stojących za nimi około 800 lancknechtów. Doprowadziło to do ogólnej paniki w wojsku gdańszczan i ich rzezi[4].

Spełniły się więc obietnice Batorego, który w liście powołującym do życia swe nadworne wojsko stwierdził:

Mimo iż straty mieszczan i zaciągniętego przez nich wojska były olbrzymie (znacząco przekraczały 4 tys.), a morale po bitwie sięgnęło dna, Gdańsk nie złożył broni. Opieszałe działania armii królewskiej pozwoliły miastu na ochłonięcie z druzgocącej porażki i zaciąg nowych żołnierzy. 2 czerwca do Gdańska przybyło 873 piechurów z Niemiec, co w połączeniu z żołnierzami starszego zaciągu, pozwoliło na skompletowanie 6 kompani piechoty i 1 jazdy. Z kolei 15 czerwca z Niderlandów przypłynęli Szkoci. Ci stanowili rdzeń sześciokompaijnego regimentu, nad którym dowództwo objął Wiliam Stuart. Z ocalałych po bitwie mieszczan sformowano kolejne 10 kompani. Łącznie miasto miało pod bronią około 10 tys. ludzi. Tymczasem wojsko królewskie w połowie czerwca 1577 roku, oprócz luźnej czeladzi, liczyło ledwie 3500 żołnierzy. Na kolejną bitwę w polu z pewnością by to wystarczyło, ale już nie po to, by zdobywać całkiem nieźle chronione (częściowo murami, częściowo wodnymi przeszkodami) miasto. Co gorsza, te szczupłe siły rozdzielono na dwie części. Jedna z nich miała ostrzeliwać samo miasto. Druga zaś opanować Latarnię, czyli gdańską fortecę, położoną u ujścia Wisły do morza, która kontrolowała ruch na rzece, chroniła samo miasto i port. Kto miał w rękach Latarnię, ten mógł zablokować i morski handel, i posiłki wojskowe dla miasta. Cel był więc bardzo atrakcyjny.

Do zdobycia Latarni wyznaczono starostę puckiego Ernesta Weihera, powierzając mu dowództwo nad 1400 żołnierzami i oddając większość (14 z 22) dział. Ten rozłożył obóz na zachodnim brzegu Wisły, wzniósł baterię dla dział i zaczął przez rzekę ostrzeliwać Latarnię. Od wojsk królewskich pod Gdańskiem dzielił go dystans około 7 km.

Działania wojenne, przerwane dwunastodniowym zawieszeniem broni, w czasie którego prowadzono negocjacje z miastem, toczyły się niemrawo. Ostrzał i miasta, i Latarni, nie przynosił spodziewanych rezultatów. W końcu mieszczanie przeszli do ofensywy.

Boje pod Latarnią

Wieczorem 2 lipca gdańszczanie zaokrętowali 1180 piechurów. Byli to Niemcy (850 żołnierzy podzielonych na 3 kompanie, pod dowództwem kapitanów: Klausa Ungera, Hansa Farensbecka i Krzysztofa Ranzau’ena) oraz Szkoci (330 żołnierzy w 3 kompaniach pod ogólnym dowództwem Murray’a).

Oficer wojsk niemieckich (rys. Dariusz Wielec)

Niepostrzeżenie dla żołnierzy królewskich wojsko gdańskie przepłynęło w pobliże wojsk Weihera i dokonało nocnego desantu. Rozdzieliło się wówczas na dwie części. Jedna grupa ruszyła w stronę dział, druga obozu Weihera. Jak 15 lipca pisał Batory do senatorów:

„Dnia 3 lipca niedbalstwo zaciężnych Wejhera Niemców na czatach pod Latarnią stojących, powodem było, że nieprzyjaciel przed świtem znienacka napadł na stanowisko jego. Nie dotrzymali placu Niemcy [Wejhera], a lubo Polacy, których tam było 150, lepszy odpór dawali, widząc się od Niemców opuszczonymi, podobnież wyparci zostali mimo wszelkich usiłowań Wejhera, który jako odważny żołnierz na największe narażał się niebezpieczeństwa, aby pierzchających wstrzymać. Korzystając z popłochu gdańszczanie wyrzucili naprędce w wodę kilka dział, z których nasi do Latarni strzelali.”[6]

Porażka wydawała się kompletna. Stracono całą baterię dział. Trzy największe zatopiono w Wiśle. Jedno zagwożdżono. Pozostałe zabrano na statki. Piechota królewska niemal w całości czy to poddała się, czy też rzuciła do ucieczki. Bronili się tylko nieliczni Polacy. W międzyczasie jednak Weiher wysłał do obozu królewskiego po pomoc. Z odsieczą przybył Kazanowski:

„Tymczasem spiesznie w posiłku nadbiegł Marcin Kazanowski z husarzami, co gdy nieprzyjaciel spostrzegł, cofać się począł czym prędzej. W tym pośpiechu jeden z ich statków uciekającymi przeładowany, zatonął.”[7]

Stukonna rota husarska spowodowała więc odwrót około dwunastokrotnie liczniejszej, zwycięskiej piechoty niemiecko-szkockiej! To z pewnością wielki sukces husarzy, którzy kolejny raz udowodnili, że jeśli tylko mają ku temu warunki (otwarte pole, a nie przeciwnika broniącego się spoza umocnień), nie ma na nich mocnych.

Bilans strat tego dnia nie był jednak korzystny. Dzięki wcześniejszemu sukcesowi gdańskiego wojska:

„Strata nasza do sta ludzi dochodzi, nieprzyjaciel tyleż utracił.”[8]

Interwencja Kazanowskiego, choć spektakularna, uratowała jedynie wojsko Weihera od całkowitej porażki.

Wojna z Gdańskiem ciągnęła się jeszcze kilka miesięcy. Ostatecznie, w grudniu 1577 roku, niezdobyte miasto ukorzyło się przed królem. Uznało go swoim monarchą, przysięgło wierność, rozpuściło wojsko zaciężne, zapłaciło podatki i wypłaciło znaczącą kwotę 200 tys. złotych. Batory uwolnił się od niechcianej wojny, by skupić się na nowej – przeciw Moskwie. Tam właśnie chorągiew husarska Marcina Kazanowskiego okryła się nową sławą[9].

dr Radosław Sikora

Tematy pokrewne:

„Spektakularne zwycięstwa oręża polskiego – subiektywny przewodnik”

„Husaria Stanisława Pachołowieckiego (Połock 1579)”

„Polska u szczytu potęgi”

___________________________________________________

Przypisy:

1Panowanie Henryka Walezyusza i Stefana Batorego królów polskich. Z rękopismów Albertrandego z dołączeniem pamiętników odnoszących się do Stefana Batorego a zebranych przez Edwarda hr. Raczyńskiego. Wyd. Kazimierz Józef Turowski. Kraków 1861. s. 471.

2Poloneutichia albo polskiego królestwa szczęście a przytym y W[ielkieg]o Xięstwa Lit[ewskie]go. A potym tegoż szczęścia szwankowanie w Roku 1612 y 1613. Opisane przez Andrzeja z Lubieńca Lubienieckiego, Biblioteka Naukowego Zakładu imienia Ossolińskich, t. III, s. 47–48, Lwów 1842.

3Radosław Sikora, Radosław Szleszyński, Husaria Rzeczpospolitej. Warszawa 2014. s. 7.

4O dokonaniach husarzy Kazanowskiego w tej bitwie można przeczytać w artykule: Radosław Sikora, Najlepsi z najlepszych, czyli o husarzach Marcina Kazanowskiego raz jeszcze.

5Panowanie, s. 472.

6Panowanie, s. 448.

7Tamże.

8Tamże.

9O jednym z jej wyczynów w trakcie tej wojny: Radosław Sikora, 200 husarzy przeciw Moskwie.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz