„Batohowskiej niemal klęsce ta podobna była, w tym tylko nierówna, że tam mało nie wszystkich wycięto, tu więcej w niewolą brano.”

Mało znana bitwa pod Brahiłowem 1666 roku zasługuje na uwagę z dwóch powodów. Na wieść o klęsce wojsk koronnych, polska delegacja negocjująca z Rosjanami warunki zawieszenia działań wojennych poszła na daleko idące ustępstwa. 30 stycznia 1667 roku podpisano rozejm w Andruszowie, na mocy którego Rzeczpospolita zrzekała się (formalnie – na 13,5 roku; w rzeczywistości – na zawsze) rozległych terytoriów na wschodzie. Był to punkt zwrotny w dziejach tej części Europy. Rzeczpospolita uznała się pokonaną w wojnie z Moskwą. Godząc się na utratę części ziem oraz tak ważnych miast jak Smoleńsk i Kijów, traciła również swą międzynarodową pozycję na rzecz rosnącego w siłę wschodniego sąsiada. Dlatego też, choć bitwa pod Brahiłowem nie była aż tak krwawa jak wciąż twierdzą historycy, jej skutki polityczne były bardzo doniosłe.



Rezultat bitwy pod Brahiłowem miał także czysto ludzki wymiar. Po rozbiciu wojsk koronnych Tatarzy rozpuścili zagony po Wołyniu, Podolu i Rusi Czerwonej. Udało im się wówczas wziąć w jasyr podobno aż 100 000 ludzi[1]. Do zwyczajnych już w takiej sytuacji okrucieństw popełnianych na ludności cywilnej doszła bardzo mroźna zima i jej ofiary. Po tatarskim najeździe, na drogach odnaleziono prawie 500 porzuconych przez ordyńców, na śmierć zamarzniętych dzieci[2].

Bitwa pod Brahiłowem

31 lipca 1666 roku dobiegł kresu rokosz Lubomirskiego. Niepotrzebne już w Polsce 50 chorągwi kawalerii posłano na Ukrainę[3]. Ogólne dowództwo nad nimi powierzono Sebastianowi Machowskiemu. Wyjaśnić tu trzeba, że Ukrainą nazywano wówczas tereny obejmujące trzy województwa Królestwa Polskiego: czernihowskie, kijowskie i bracławskie. Leżące na zachód od nich Wołyń i Podole, ani jeszcze bardziej na zachód położone województwo ruskie, nie zaliczano do Ukrainy.

Jak notował walczący w bitwie pod Brahiłowem Jan Florian Drobysz Tuszyński, czyli towarzysz roty kozackiej Jerzego Wielhorskiego:

„Posłuszne chorągwie przyszły w czas, drugie też nie przyszły i tak ruszyliśmy się ku Brasławiu”[4]

To istotna uwaga, gdyż wynika z niej, że nie wszystkie wyznaczone do marszu w Ukrainę chorągwie podporządkowały się woli dowództwa i ruszyły tam w oznaczonym czasie. To oznaka słabej dyscypliny tego wojska i niskiego autorytetu Machowskiego.

Chorągwie które weszły w Ukrainę, wraz z końcem roku szykowały się do rozłożenia na leżach zimowych. Ich stany liczebne były bardzo niskie. Jak notował Wespazjan Kochowski w dziele wydanym w 1698 roku:

„kuse [nieliczne] chorągwie były, jedni na sejm rozjechali się, drudzy na eksekucye zasług zaległych”[5]

Mylił się jednak bardzo, gdy armię Machowskiego oszacował na aż 6000. Tyle mogła wynosić etatowa liczebność owych 50 chorągwi, które posłano w Ukrainę. W istocie sam Sebastian Machowski określił swoje siły na dwadzieścia kilka chorągwi o łącznej liczebności poniżej 1000 żołnierzy[6]. O zniesionych dwudziestu kilku chorągwiach Machowskiego pisał także podkomorzy smoleński Jan Antoni Chrapowicki, powołując się na wiadomości z wołyńskiej Ołyki[7]. Chrapowicki jest o tyle ważną postacią, że to właśnie on brał udział w negocjacjach zakończonych rozejmem andruszowskim. Sporządzane przez niego na bieżąco notatki pokazują, jakie wrażenie na polsko-litewskich negocjatorach wywołała ta klęska i jaki miała wpływ na przebieg rokowań.

Wraz z luźną czeladzią, której nie liczono do grona żołnierzy, lecz która stanowiła realną siłę bojową, można oszacować wielkość całego zgrupowania Machowskiego na około 3000, a może nawet i 4000 uzbrojonych ludzi.

Niestety informację o 6000 żołnierzach Machowskiego wielokrotnie powtórzyli różni historycy. Stąd w szeregu opracowań liczebność armii polskiej w bitwie do której doszło w pobliżu Brahiłowa, zawyżono sześciokrotnie! Wielokrotnie zawyżono również straty armii polskiej, o czym za chwilę…

Przeciwko garstce wojsk polskich stanęła połączona armia tatarsko – kozacka. Miała ona sobie liczyć 30 000 – 60 000 Tatarów[8] oraz 20 000 Kozaków[9]. Łącznie nawet 80 000 uzbrojonych ludzi. Ludzi, a nie samych żołnierzy. Tych ostatnich mogło być może 20 000, może 30 000. Dlaczego tak niewiele?

Pamiętnikarze owej epoki najczęściej stosowali pewien zabieg, który z jednej strony usprawiedliwiał klęski, a z drugiej podnosił rangę zwycięstw. Podając wielkość swoich wojsk, ograniczali się do informowania o liczbie żołnierzy. Za to u przeciwnika dostrzegano także obecność innych ludzi w wojsku, przez co armia wroga rosła kilkukrotnie[10]. Dlatego na historyku spoczywa obowiązek odpowiedniej interpretacji liczb serwowanych przez źródła i porównywania odpowiednich wielkości. Czyli albo samych żołnierzy, albo też wszystkich ludzi w poszczególnych armiach.

Ogólna dysproporcja sił wynosiła około 20 (może nawet i 30) do 1. Była to przygniatająca przewaga liczebna, więc nie ma się co dziwić ostatecznemu wynikowi walk. A jak one wyglądały? Najbardziej wiarygodny opis bitwy pozostawił jej uczestnik, wspomniany już Jan Florian Drobysz Tuszyński. Warto więc jego relację przytoczyć w całości:

„Tymczasem orda z Kozakami nastąpiła nie dopuszczając nas na konsystencyje [rozłożenie się na leża zimowe] i tak nas powoli urywają[c] wyprowadzili z Ukrainy. Pan Machowski widząc nierówną sobie [potęgę nieprzyjaciela] ustępował powoli z taborami, które gdyby był zaraz porzucił, toby był wojsko uprowadził, ale już ku Braiłowu zbliżając się o półtory mile [około 10 km] z soboty na niedzielę w nocy w jakimsi pustem miasteczku nad Bohem napadła nas orda w nocy, dopiro od wozów kłusem [się oddaliliśmy], a już nie w czas wojsko poszło ku miastu zostawiwszy potężny odwód, na którym i ja byłem, bo mi z regestru przypadło. Tam w pewnej dolinie o pół mile [około 3,5 km] od Braiłowa orda nas [odwód] napadła i tak pod samo wojsko [siły główne] do nas przyjechali, a wojsko [siły główne] na lodzie nieprzyjaciela pod miastem czekało. Dali wprawdzie ognia nasi dobrze raz i drugi, ale trudno tak wielkiej potędze wytrzymać było, bo się ordy rachowało sześćdziesiąt tysięcy, a Kozaków dwadzieścia. I tak wojsko zginęło nasze. Kto zginął w pirszym opale, to zginął, drugich w niewolą zabrano. Mało co na ten czas wojska uszło i sam pan Machowski w niewolą wzięty i z pieskiem swojem Kucyną [wzięty] tak wiele towarzystwa, poruczników z naszej strony zginęło, a czeladź pocztowa, woźnice i chłopcy przy wozach prawie wszyscy zginęli. Pod chorągwią jedną pana [Jerzego] Wielhorskiego rotmistrza mego samych pachołków pocztowych zginęło czterdzieści i kilka, kompanijej [towarzyszy] dwudziestu trzech i porucznik nasz pan Paweł Falibowski. Potym był na okup wyszedł, ale prędko po wyściu [z niewoli] umarł. A pan Piotr Bułhak z chorągwią w niewolę wzięty, potym wyszedł i żyje do dzisiejszych czasów. Na ten czas orda rozproszywszy wojsko, które goniła spod Braiłowa aż pod sam Latyczów miasteczko, to jest po słup murowany, który stoi w lesie o pół mile [około 3,5 km] od Latyczowa na tej drodze, która do Litynijej [Litynia] miasteczka idzie. Myśmy zaś niedobitkowie do Międzyborza w wieczór przybyliśmy dziewięć mil [około 64 km] od Braiłowa; za pół dnia prawie oparli się niedobitkowie.”[11]

Wespazjan Kochowski, który nie uczestniczył w bitwie, gdyż szeregi wojska opuścił 8 lat wcześniej, pozostawił obszerniejszy opis tych wydarzeń. Niestety, oprócz zasygnalizowanego już problemu z brakiem wiarygodności serwowanej przez niego liczebności armii polskiej, pojawiają się kolejne wątpliwości. O ile niżej przedstawiony fragment jego relacji odpowiada i uzupełnia opis Drobysza Tuszyńskiego, o tyle jego dalsza część nie znajduje potwierdzenia w polskich źródłach. Kochowski notował:

„[Machowski] obóz zatoczywszy pod Brahiłowem, w trakcie bracławskim; a wielką podróżą znużonemu wojsku dla słót jesiennych należało wypocząć; lecz gdy wszędzie zbuntowane miasteczka pozamykały się, a nadto ordy nadchodziły, lepiej w polu onych oczekiwać zdało się. Jakoż nie czekając nurady sułtan, 40 000 ordy krymskiej mając, za ordynansem cesarza tureckiego przybywał bronić Ukrainy, jako swojej, a pokrywając swoją nieprawość pretekstem politycznym ogłaszali, że Polacy zdradzili ordę; wszedłszy bowiem z nimi w ligę, odstąpili ordę, a z Moskalem pogodzili się. Druga, że nam corocznej płaty za prace nasze przez tak wiele lat nie zapłacili.

Kozacy dawni przeciwko Polakom rebelizanci, których jeszcze Piotr Dorosz coraz buntował, nie tylko z dawnej nienawiści na naród polski, ale na Machowskiego osobliwą uroszczoną mieli inwidyą [urazę] o zabicie niesłusznie Wychowskiego, wojewody kijowskiego, przedtem popełnione, w krótkim czasie 20 000 onych zebrało się i z Tatarami złączyli się, następując gromadą na Machowskiego. Machowski wysłał harcownika, ale Tatarowie dufając potencyi [liczebności, sile] swojej, nie bawiąc, zaraz naszych okrążyli, na czaty wychodzących dla pożywienia zabierali w niewolę zastąpiwszy drogę wojsku naszemu, żeby się nie umknęło pod fortecę jaką, a okopać się w polu nijak było dla mrozów. Ledwie 6000 wojska polskiego liczyło się do boju, bo kuse chorągwie były, jedni na sejm rozjechali się, drudzy na eksekucye zasług zaległych.

Nim się Dorosz złączył z nuradyn sułtanem, chytry człek z tyłu zachodząc Polakom, kilka razy przysłał do Machowskiego, ofiarując się, iż nie jest ordzie przyjacielem, byle Polacy górowali i on się do nich przyłączy.

Orda do boju przybierała się, Machowski nie tchórzył i gotów był do spotkania się; uszykowawszy się wyszedł w pole; wozy i wszystkie tabory dla lepszego bezpieczeństwa osobliwie uszykował; przytem do niego przyszły cztery chorągwie lekkie, w komendzie Chłopickiego, które na podjazd wysłane, Tatarowie spotkawszy, obces na nich wsiedli, i na nich aż przed nasze szyki przyjechali, a tymże samym impetem na lewe skrzydło, gdzie miecznika bracławskiego stał pułk, uderzyli.

Zwarli się z ordą nasi i onych odpędzili, z należytą rezolucyą; lecz wziąwszy Tatara, od niego się informowali o potencyi tatarskiej, a usłyszawszy o wielkości nieprzyjaciela zmieszali się; bo nie był tak przezorny Machowski, żeby sam wywiedział się o siłach nieprzyjacielskich; ani miał tyle powagi, aby go wszyscy należycie słuchali.”[12]

Ciekawą, lecz zawierającą błędy relację pozostawił także Mikołaj Jemiołowski, czyli ówczesny towarzysz chorągwi pancernej Jana Aleksandra Myszkowskiego. Nie był on jednak świadkiem tych wydarzeń. Pisał tak:

„[…] wojsko mało co wytchnąwszy, za ordynansem hetmańskim pod komendą Machowskiego pułkownika, [w] jesieni zaraz, pirwej pod Gliniany, a potem powoli idąc aż pod Brahiłowem stanęło. Tam z instynktu Doroszowego [za namową Piotra Doroszenki], który się już był z wszystką Ukrainą poddał Turczynowi i w zakładzie Teterę hetmana z Jurasiem Chmielnickim do Porty Ottomańskiej odesłał, za rozkazaniem tureckiego cara, 30 000 Tatarów niespodziewanie na wojska po kwaterach rozłożone napada.

O czym gdy języcy Machowskiemu regimentarzowi w Brahiłowie będącemu i z pieskiem swoim Kucyną igrającemu znać dają, on temu wierzyć nie chce i prawie żartami to zbywając, na ostatek bez żartu ordy wielkie następujące widzi. Przeciwko której, gdy się stawić w polu nie chce, czy nie może, wszystko wojsko jak na rzeź i siebie samego wydaje. Rozgromiło wojsko niegotowe sprośna orda w pierwszym zaraz impecie, tak że rzadko komu z tego pogromu umknąć przyszło. Samego Machowskiego [w niewolę] wzięto. Batohowskiej niemal klęsce ta podobna była, w tym tylko nierówna, że tam mało nie wszystkich wycięto, tu więcej w niewolą brano. Liczono przecię w tym rozgromieniu 3000 i lepiej, a w niewolą wziętych tyle troje. Tatara snadź i jednego nie ubito, którzy nie kontentując się zniesionym wojskiem na Wołyń i Podole wypadli i wielkie mnóstwo ludzi ubezpieczonych różnego stanu nabrano, i bez wszelkiej szkody nazad do domu wrócili się.”[13]

Pomijając już fakt zawyżenia w tej relacji (i to co najmniej trzykrotnie) liczebności armii polskiej, chciałbym zwrócić uwagę na to, że Jemiołowski uważał, iż wojsko koronne nie próbowało nawet walczyć w polu, a uległo Tatarom „w pierwszym zaraz impecie”. Drobysz Tuszyński który tam był, opisał to inaczej. Także Kochowski potwierdza, że do walk jednak doszło („Zwarli się z ordą nasi i onych odpędzili, z należytą rezolucyą”).

Przedstawione tu trzy relacje są najbogatsze w szczegóły. Nie są jednak ze sobą w pełni zgodne. Co więcej, nawet opis uczestnika tych walk, czyli Jana Floriana Drobysza Tuszyńskiego, należy umieć zinterpretować. Dlaczego?

Kontrowersje – straty wojsk polskich

Jakie były straty wojsk koronnych w bitwie pod Brahiłowem? Do tej pory historycy jedynie je szacowali. Udało mi się jednak odnaleźć źródło, które o nich bezpośrednio mówi. Spisał je ówczesny kasztelan płocki i senator w jednej osobie, czyli Gabriel Krasiński, powołując się na jakieś pismo samego hetmana wielkiego koronnego, Stanisława Rewery Potockiego. Krasiński zanotował:

„Hetman wielki to pisze, iż w tym tam pogromie

Od Tatarów chorągwi naszych jako mówię

Nie zginęło żołnierza więcej nad sto ludzi.

Nie wierzył bym ja temu, gdyby to kto cudzy,

Lecz hetman o tym pisze; dokładają tego

Może być tyle drugie żołnierza rannego.”[14]

Czyli w bitwie miało zginąć do 100 żołnierzy polskich. To prawdopodobne, skoro całe zgrupowanie liczyć sobie miało do 1000 żołnierzy. Jednak jest to liczba samych zabitych żołnierzy. Oprócz nich zginąć musiało sporo luźnej czeladzi. Ile? Nie mam na ten temat żadnych danych, ale skoro jej liczba dwu, a nawet trzykrotnie przewyższała liczbę żołnierzy, to i jej straty mogły być odpowiednio większe.

Jak zanotował Krasiński, nie powołując się tym razem na pismo hetmańskie, lecz na szacunki jakiś innych osób, rannych żołnierzy mogło być drugie 100. To również jest liczba prawdopodobna. Do tego trzeba doliczyć nieznaną liczbę rannej luźnej czeladzi.

Niestety żadna znane mi źródło nie podaje liczby wziętych do niewoli. Jeśli wierzyć Jemiołowskiemu, jeńców musiało być sporo, gdyż:

„Batohowskiej niemal klęsce ta podobna była, w tym tylko nierówna, że tam mało nie wszystkich wycięto, tu więcej w niewolą brano.”

Tyle, że Jemiołowski nie jest zbyt wiarygodnym źródłem do dziejów tej batalii.

W XX już wieku, Wiesław Majewski pokusił się o zestawienie i porównanie nazwisk towarzyszy 10 chorągwi kawalerii, które jego zdaniem wzięły udział w bitwie. Porównał nazwiska towarzyszy występujące w kwartale listopadowym 1666 roku i lutowym 1667 roku. Stwierdzoną różnicę przypisał stratom w bitwie pod Brahiłowem. Konkluzja całego wywodu była następująca:

„Ogółem średnia ubytku towarzyszy w owych 10 chorągwiach wynosi 29%”[15]

Historyk ten świadom był jednak szeregu mankamentów metody, którą przyjął. W rzeczy samej metoda ta obarczona jest tyloma wadami, że powinna być stosowana tylko i wyłącznie wówczas, gdy nie ma dostępnych żadnych danych źródłowych. Niestety te ostatnie również nie są idealne. Ich stopień wiarygodności jest różnorodny i zależny od wiedzy, pamięci oraz intencji autora. W pewnym momencie stajemy przed dylematem, komu lub czemu bardziej zaufać. W takiej sytuacji pozostaje tylko intuicja.

A jak jest w przypadku tej bitwy, a dokładnie rzecz biorąc w przypadku określenia strat chorągwi kozackiej Jerzego Wielhorskiego? Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się być banalnie prosta. Przypomnę, że towarzysz tej roty, Jan Florian Drobysz Tuszyński zapisał:

„Pod chorągwią jedną pana [Jerzego] Wielhorskiego rotmistrza mego samych pachołków pocztowych zginęło czterdzieści i kilka, kompanijej [towarzyszy] dwudziestu trzech i porucznik nasz pan Paweł Falibowski. Potym był na okup wyszedł, ale prędko po wyściu [z niewoli] umarł. A pan Piotr Bułhak z chorągwią w niewolę wzięty, potym wyszedł i żyje do dzisiejszych czasów.”

Czyli w jego tylko rocie miało zginąć około 70 żołnierzy! Liczba to gigantyczna jeśli weźmie się pod uwagę notę Krasińskiego „Nie zginęło żołnierza więcej nad sto ludzi”. Można by z tego sądzić, że albo hetman starał się zaniżyć straty, albo zrobił to ten, kto się na niego powoływał, czyli Gabriel Krasiński. Można, gdyby nie kolejne fakty…

Wiesław Majewski zbadał regestry tej roty kozackiej i poczynił następujące uwagi:

„Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia relacja Tuszyńskiego, który pisze o stratach w bitwie […]. W regestrze lutowym chorągwi nie występuje tylko 6 nazwisk ze znajdujących się w regestrze listopadowym. Trudno sobie wyobrazić, by na miejsce 17 poległych towarzyszy wstąpiło tyluż nowych o identycznych nazwiskach. Nasuwa się podejrzenie, że Tuszyński spisując po latach wspomnienia przekręcił po prostu liczby, jak wiadomo zawsze najłatwiej ulegające zniekształceniu.”[16]

Należałoby tu najpierw wyjaśnić, że w owych czasach regestry chorągwi sporządzano w ten sposób, że w jednej rubryce zapisywano nazwiska towarzyszy, a w drugiej liczbę koni, za które naliczano towarzyszowi żołd. Czyli na przykład w pierwszej rubryce pojawiało się nazwisko (co bardzo ważne – bez imienia!) „Kowalski”, a w rubryce z ilością koni cyfra 3. Oznaczało to, że towarzyszowi Kowalskiemu przysługiwała zapłata za 3 konie pocztu (1 towarzysza i 2 pocztowych). Nazwisk, ani tym bardziej imion pocztowych nie wymieniano.

Żołd kawalerii naliczano w cyklach kwartalnych, czyli co 3 miesiące. Co kwartał też powinno dochodzić do popisu chorągwi, czyli do spisania aktualnego stanu roty. Tak więc porównanie regestrów poszczególnych chorągwi z następujących po sobie kwartałów teoretycznie pozwala określić przepływ towarzyszy w tej rocie. Teoretycznie, gdyż jeśli na miejsce opuszczającego jednostkę towarzysza przybył jego brat, albo syn, albo krewny o tym samym nazwisku, albo nawet zupełnie obca osoba, lecz nosząca identyczne nazwisko, to regestr nie wychwyci różnicy. Tak też było w przypadku Jana Floriana Drobysza Tuszyńskiego, który zaciągnął się do chorągwi kozackiej Wielhorskiego, gdyż służył w niej uprzednio jego brat Stanisław. Jak sam szczerze zaznaczył, chodziło mu o przejęcie „zasług” (czyli żołdu) po zmarłym bracie[17]. O ile mogłem to stwierdzić na podstawie badań pamiętników husarzy, praktyka przejmowania pocztów i zasług po zmarłym, lub odchodzącym z wojska bracie była naturalnym zjawiskiem w owej epoce[18]. Można także stwierdzić, że poszczególne rodziny były stosunkowo silnie związane z tymi samymi jednostkami. Dlatego często (choć nie tylko i nie wyłącznie) w jednej rocie można było spotkać kilku przedstawicieli tej samej rodziny.

Po tych wyjaśnieniach wróćmy do uwag Wiesława Majewskiego. Teoretycznie możliwe jest, że na miejsce 17 poległych towarzyszy wstąpiło 17 nowych o tym samym nazwisku. W tym przypadku nie byłoby sprzeczności między informacją o stratach podanych przez Jana Floriana Drobysza Tuszyńskiego, a tym, co zanotowano w regestrach chorągwi Jerzego Wielhorskiego. Teoretycznie. Ale czy jest to prawdopodobne? W tym momencie musimy się odwołać do intuicji historyka. A ta może być tak różna, jak wielu jest historyków. Jak widać Wiesław Majewski nie mógł uwierzyć, żeby wymiana towarzyszy na innych o takim samym nazwisku nastąpiła aż na taką skalę. Ale intuicja historyka niczego nie przesądza, tym bardziej, że…

Moim zdaniem jest jeszcze jeden czynnik, który w tym przypadku powinien być brany pod uwagę. Słowo „zginął”, które użył Drobysz Tuszyński zbyt pochopnie zostało utożsamione ze słowem „poległ”. Tymczasem w XVII wieku słowo „zginął” było również używane jako synonim słowa „zaginął”. Ewidentne tego przykłady widać w „Regestrze pobicia Towarzystwa w potrzebie pod Kluszynem za Carowem Zamiesciem mil 2 dnia 4 Lipca”[19]. Na określenie poległego używa się tam słowa „zabit”, a na zaginione konie, ludzi i – co najważniejsze – rynsztunek, słowa „zginął”. Tak więc, dla przykładu, w rocie Mikołaja Strusia „P.[anu] Kosakowskiemu konia postrzelono, szyszak i pałasz zginął.”[20] Oczywistym jest, że szyszak i pałasz zaginął a nie poległ w bitwie.

Idąc tym tropem, można zmienić interpretację słów Drobysza Tuszyńskiego. Tak więc w wyniku bitwy pod Brahiłowem zaginęło ponad 40 pocztowych i 23 towarzyszy z jego roty. To oznacza, że ich los był mu nieznany. Mogli być zabici, bądź wzięci do niewoli, bądź też ranni i dlatego nie wrócić do jednostki. Część z nich po pewnym czasie odnalazła się, lub też wylizała z ran i wróciła do macierzystej roty. Inna część została zastąpiona przez swoich krewnych. Dlatego w regestrze lutowym pojawiło się tylko 6 nowych nazwisk. Nie ma więc potrzeby zarzucać Drobyszowi Tuszyńskiemu braków w pamięci.

Niestety te wszystkie rozważania prowadzą tylko do jednego wniosku – nie wiemy ile faktycznie ludzi zabito w rocie Jerzego Wielhorskiego. Na całe szczęście znane mi dane nie są sprzeczne z tym, co zapisał Gabriel Krasiński, powołując się na hetmana wielkiego koronnego. Można więc przyjąć, że faktycznie w bitwie tej zabito 100 żołnierzy. To mniej niż szacowali do tej pory historycy[21]. Ale ci ostatni dotąd nie znali źródła, które o tych stratach w wiarygodny sposób informowało. Podkreślam „w wiarygodny sposób”, bo cytowaną uprzednio opinię Mikołaja Jemiołowskiego („Liczono przecię w tym rozgromieniu 3000 i lepiej, a w niewolą wziętych tyle troje.”) można śmiało włożyć między bajki. Dlaczego? Choćby dlatego, że aż tylu ludzi (wliczając w to i luźną czeladź) po stronie polskiej w tej bitwie nie uczestniczyło.

Kontrowersji ciąg dalszy – czy po Brahiłowie był Batoh?

„Była jeszcze nadzieja, że z taborem przybliżą się do Ładyżyna; lecz na nieszczęśliwe pole botohowskie jak przyszli, gdzie szesnaście lat temu [w roku 1652] od Ordy i Kozaków bitne wojsko polskie z Kalinowskim wojewodą czernichowskim i hetmanem polnym koronnym zniesione, i tu tabor zatrzymali naszym, a z tyłu Orda atakowała, w oczy Kozacy na oślep leźli, gdy przeprawę opanowali naszym, a gęsto z samopałów rażąc konie w taborach postępujące, naostatek rozerwali tabory.”[22]

Kontynuował swój opis wydarzeń Wespazjan Kochowski. I choć opis dziejopisa jest znacznie obszerniejszy, choć powołuje się on na relację Sokołowskiego, chorążego roty Koniecpolskiego, w której służył Aleksander Kochowski (kuzyn Wespazjana), to trudno tych szczegółów doszukać się w innych źródłach. To nie jedyny problem. Wiarygodność Kochowskiego podważają kolejne fakty. Pisał on, że z pierwszych walk z Tatarami Machowski wyszedł cało i to on chciał doprowadzić wojsko do Ładyżyna. Tymczasem cytowany tu już uczestnik bitwy pod Brahiłowem pisał o niej:

„Mało co na ten czas wojska uszło i sam pan Machowski w niewolą wzięty”.

Skoro w walkach pod Brahiłowem Machowski dostał się do niewoli, to nie mógł dowodzić wojskiem, które ruszyć miało w stronę Ładyżyna. Co więcej, Ładyżyn oddalony jest od Brahiłowa o około 100 km w kierunku południowo-wschodnim, czyli na terytorium kontrolowanym wówczas przez nieprzyjaciela. Jan Florian Drobysz Tuszyński opisał ucieczkę żołnierzy w kierunku przeciwnym, na północny-zachód, w stronę Międzyborza, czyli tam gdzie Tatarzy jeszcze nie dotarli. Można oczywiście przyjąć, że wojsko koronne rozproszyło się i jego część faktycznie ruszyła na Ładyżyn, ale byłaby to tylko jego część i to zapewne mniejsza. Co również zastanawiające, droga z Brahiłowa na Batoh wiedzie przez Ładyżyn. Jeśli wojska uciekały na Ładyżyn, to nie powinny się znaleźć pod Batohem. Chyba, że zatoczyły spory łuk…

Jak widać opis Kochowskiego sprawia mnóstwo problemów. Trudno na jego podstawie powiedzieć coś pewnego. Potrzebne są dalsze źródła, które mogłyby lepiej naświetlić to zagadnienie. Mam nadzieję, że historycy do nich dotrą i uzupełnią naszą wiedzę na temat wydarzeń, które przesądziły o utracie przez Rzeczpospolitą Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego terytorium o powierzchni niewiele tylko mniejszej od tej, jaką dziś zajmuje Polska.

Dr Radosław Sikora

[1] Copia listu od jmci ks. Olszowskiego podkanclerzego koronnego[Andrzeja Olszowskiego, biskupa chełmińskiego] do jmci p. starosty sieradzkiego[Jana Wężyka], 3 II 1667. W: Pisma polityczne z czasów panowania Jana Kazimierza Wazy 1648 – 1668. Publicystyka. Eksorbitancje. Projekty. Memoriały. Opr. Stefania Ochmann-Staniszewska. Wrocław – Warszawa 1991. t. III, s. 194.

[2] Gabriel Krasiński, Taniec Rzeczypospolitej Polskiej. Opr. Mirosław Korolko. Warszawa 1996. s. 219.

[3] Tyle podawał ówczesny senator Gabriel Krasiński (Krasiński, Taniec, s. 215). Zdaniem historyka, Jana Wimmera, który nie znał opinii Krasińskiego, było to 55 – 58 chorągwi (Jan Wimmer, Wojsko polskie w drugiej połowie 17 w. Warszawa 1965. s. 149).

[4] Dwa pamiętniki z XVII wieku. Jana Cedrowskiego i Jana Floriana Drobysza Tuszyńskiego. Opr. Adam Przyboś. Wrocław – Kraków 1954. s. 45.

[5] Tłumaczenie z łaciny za: Historya panowania Jana Kazimierza.Opr. Edward Raczyński. Poznań 1859. t. 3, s. 87.

[6] Copia listu od jmci ks. Olszowskiego, s. 196.

[7] Jan Antoni Chrapowicki, Diariusz. Opr. Andrzej Rachuba i Tadeusz Wasilewski. Warszawa 1988. T. II, s. 268. Notował to 20 stycznia 1667 roku. Osiem dni wcześniej, czyli 12 stycznia, podawał „Tatarowie, złączywszy się z Kozakami, znieśli pana Machowskiego we czterydzieści chorągwi pod Ścianą die 19 decembris [19 grudnia 1666 roku]” (Tamże, s. 262).

[8] O 30 000 Tatarach pisał: Mikołaj Jemiołowski, Pamiętnik dzieje Polski zawierający (1648 – 1679). Opr. Jan Dzięgielewski. Warszawa 2000. s. 368. O 40 000 Tatarach pisał: Kochowski, Historya, s. 86. Informację tę za nim powtórzył: Tomasz Józefowicz, Kronika miasta Lwowa od roku 1634 do 1690, obejmująca w ogólności dzieje dawnej Rusi Czerwonej a zwłaszcza historyą arcybiskupstwa lwowskiego w tejże epoce. Tłum. M. Piwocki. Lwów 1854. s. 282. O 60 000 Tatarach pisał: Drobysz Tuszyński, Dwa pamiętniki, s. 45.

[9] Kochowski, Historya, s. 86; Józefowicz, Kronika, s. 283; Drobysz Tuszyński, Dwa pamiętniki, s. 45.

[10] Więcej o ludziach towarzyszących wojskom: Radosław Sikora, Zapomniana armia.

[11] Drobysz Tuszyński, Dwa pamiętniki, s. 45 – 46.

[12] Kochowski, Historya, s. 86 – 87.

[13] Jemiołowski, Pamiętnik, s. 367 – 368.

[14] Krasiński, Taniec, s. 221.

[15] Wiesław Majewski, Podhajce – letnia i jesienna kampania 1667 r. „Studia i Materiały do Historii Wojskowości”, t. VI, cz. 1, s. 55.

[16] Majewski, Podhajce, s. 55.

[17] Drobysz Tuszyński, Dwa pamiętniki, s. 34.

[18] Radosław Sikora, Fenomen husarii. Toruń 2003. s. 173 – 210.

[19] Przedrukowałem go z zachowaniem oryginalnej pisowni w: Radosław Sikora, Kłuszyn 1610. Rozważania o bitwie. Warszawa 2010. s. 129 – 150.

[20] Tamże, s. 132.

[21] Na przykład Jan Wimmer oszacował straty polskie na 1000 żołnierzy, a i tak jest to szacunek sześciokrotnie niższy od tego, co przed nim pisał Tadeusz Korzon (Wimmer, Wojsko, s. 149).

[22] Kochowski, Historya, s. 88.

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz