Dostępność tanich pracowników ze Wschodu powoduje, że przedsiębiorcy w Polsce nie muszą inwestować w nowoczesne technologie, co tym samym nie sprzyja modernizacji polskiej gospodarki.
Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Work Service, aż 60 proc. polskich firm w ogóle nie planuje inwestycji w automatyzację pracy, nawet w odległej przyszłości. W ciągu najbliższego roku planuje zrobić to 7 proc. przedsiębiorców, za rok lub dwa – kolejne 5 proc. Dalsze 6 proc. firm chce automatyzować swoje procesy pracy za 2-5 lat. W odległej przyszłości chce zrobić to 8 proc. przedsiębiorców. O wynikach ankiety poinformowała w poniedziałek Polska Agencja Prasowa.
PAP przywołuje komentarz dyrektora ds. analiz Work Service Andrzeja Kubisiaka, który wskazuje, że niska skłonność do inwestowania w automatyzację procesów pracy może spowodować opóźnienie modernizacji polskiej gospodarki. Kubisiak stwierdził, że obecnie nie można wymienić zbyt wielu przykładów zastępowania w Polsce pracy ludzkiej przez nowe technologie. Jako wyjątki wskazał kasy samoobsługowe w hipermarketach oraz bankowość internetową.
Work Service przypomina przy okazji badania o prognozach GUS mówiących o zmniejszeniu się liczby ludności Polski o 4 mln ludzi do 2050 roku. Będzie to także oznaczało mniejszą liczbę rąk do pracy. Jedną z wskazywanych recept na ten niedobór jest powszechniejsze wykorzystanie nowych technologii w gospodarce. W badaniu przywołano przewidywania dwóch naukowców z Oxfordu – Carla Benedikta Freya i Michaela Osborne’a, którzy w 2013 roku postawili tezę, że w ciągu 10-20 lat w USA ubędzie 47 proc. miejsc pracy. Ludzie pracujący na tych stanowiskach mają zostać zastąpieni w głównej mierze przez maszyny, algorytmy i sztuczną inteligencję.
Prezes Work Service Maciej Witucki przewiduje, że w związku z niskim zainteresowaniem automatyzacją polska gospodarka w dalszym ciągu będzie radzić sobie z niedoborem rąk do pracy ściągając pracowników zza granicy. „W kolejnych latach ten trend jeszcze się nasili” – twierdzi prezes Witucki.
Przypomnijmy, że we wrześniu 2017 roku ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych Łukasz Komuda wskazywał, że Polska gospodarka znalazła się w „błędnym kole”, w którym niska wydajność pracy skutkuje niskimi płacami a niskie płace niską wydajnością. Jego zdaniem jesteśmy w unikalnym momencie prosperity, w którym gospodarka mogłaby wskoczyć na wyższy poziom rozwoju, gdyby pojawiła się presja płacowa na pracodawców. Tymczasem brak takiej presji skutkuje dalszym opóźnianiem procesów automatyzacji, informatyzacji i robotyzacji gospodarki – pracodawcy dysponujący tanią siłą roboczą wykazują małe, przynajmniej w porównaniu z innymi krajami regionu, zainteresowanie innowacjami.
Także dr Cezary Mech wskazywał w wywiadzie dla Kresów.pl na szkodliwą dla polskiej gospodarki dużą dostępność tanich pracowników ze Wschodu. Pracodawcy wolą w takiej sytuacji zatrudniać tych ludzi niż inwestować w nowoczesne procesy wytwórcze.
PRZECZYTAJ: Dr Cezary Mech dla Kresów.pl: Ukraińcy obniżają Polakom płace i zmuszają ich do emigracji
Przypomnijmy, że agencja pracy Work Service posiadająca na Ukrainie osiem biur tylko w 2016 roku rekrutowała do Polski 3 tys. osób z tego kraju. Prezes Witucki twierdził wręcz, że „bez udziału pracowników z Ukrainy realizacja wielu projektów biznesowych i podpisanych zamówień stałaby w Polsce pod dużym znakiem zapytania”.
Badanie Work Service zostało przeprowadzone na celowej próbie 105 przedsiębiorstw w okresie lipiec-sierpień 2017 roku.
Kresy.pl / PAP































