Według Ministerstwa Edukacji Narodowej, polscy pracodawcy mają ponieść połowę kosztów kształcenia w szkołach zawodowych. Podmioty zagraniczne mają być z tego zwolnione.

Już teraz firmy zachodnie chętnie korzystają z absolwentów m.in. polskich techników. Szkoły wydają dokumenty w języku angielskim, m.in. po to, aby ułatwić im znalezienie pracy za granicą.

Przedstawiciele resortu edukacji oficjalnie opowiadają się za tzw. systemem dualnym, w którym rozkłada się koszty kształcenia między pracodawców a szkolnictwo zawodowe. Wiedzę teoretyczną zdobywa się w szkołach, a praktyczną u pracodawców. Jako przykład podają firmę Volkswagen, której szef planuje wybudowanie centrum edukacyjnego. Jednak w Polsce firm z polskim kapitałem, które mogłyby zyskać na takim rozwiązaniu, a przede wszystkim takich, które byłoby na to stać, w zasadzie nie ma.

Ponadto, nie ma żadnej gwarancji, że po zakończeniu edukacji pracodawca, który przyjął pracownika jeszcze jako ucznia, zatrudni go na stałe. Istnieje ryzyko, że po zakończeniu przez nich nauki firmy będą zrywać umowy i zatrudnić kolejnych uczniów. Poza tym sami uczniowie mogą wybrać pracę na emigracji, gdzie w wyuczonym zawodzie mogą liczyć na wyższą pensję i zabezpieczenie socjalne. Rząd jak na razie nie przedstawił żadnych rozwiązań, mogących wyjść naprzeciw tym zagrożeniom.

Prawy.pl / Kresy.pl

forma płatności