Od soboty w Gruzji trwają uliczne demonstracje opozycji. Lokalne stacje telewizyjne pokazują zdesperowanych ludzi, którzy atakują plastikowymi rurkami policyjne radiowozy i rządowe samochody.

“Rozprawimy się z każdym kto będzie próbował nas rozpędzić” – zapowiada liderka opozycyjnego ruchu „Jedna Gruzja” – Nino Burdżanadze. Opozycjoniści domagają się ustąpienia prezydenta Micheila Saakaszwilego i rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych oraz prezydenckich.

Opozycjoniści demonstrują głównie przed budynkiem państwowej telewizji, która niemal bez przerwy pokazuje ich protest i udostępnia czas antenowy na wystąpienia ich liderów. Podczas niedzielnych demonstracji wielokrotnie dochodziło do awantur i przepychanek między zwolennikami opozycji a dziennikarzami. Protestujący nazywali dziennikarzy „szpiegami” i „sprzedawczykami”. Podczas starć z policją ucierpiało kilkanaście osób.

Ugrupowania prorządowe i ta część opozycji, która nie przystąpiła do akcji protestacyjnych nazywają działania demonstrantów „prowokacją wobec gruzińskiego narodu”. Hasłami i flagami, które można zobaczyć u demonstrantów, zdziwiony jest szef parlamentarnej komisji do spraw praw człowieka Dmitrij Łordkipanidze. Nie potrafi on zrozumieć, dlaczego opozycjoniści nie posługują się podczas demonstracji barwami i symbolami Gruzji, ale kolorami z flagi Federacji Rosyjskiej. Przy okazji dostało się rosyjskim mediom, które zdaniem zwolenników Micheila Saakaszwilego, nadmiernie interesują się nieporządkami w Tbilisi.

IAR/Kresy.pl

forma płatności