Ktoś chciał zrealizować na Białorusi kirgiski scenariusz – uważa lider białoruskiego ruchu “O wolność” Aleksander Milinkiewicz. W opinii polityka wczorajsze zajścia niekorzystnie odbiją się zarówno na społecznej ocenie działań opozycji jak i władz.
Aleksander Milinkiewicz najbardziej obawia się zamrożenia stosunków Mińska z Brukselą i niemal poddańczego stosunku wobec Rosji. – “Opozycja traci poparcie bo była radykalna i przelała się krew a władza traci szanse na dialog z Zachodem” – dodaje opozycyjny polityk.
Według Milinkiewicza ktoś sprowokował wczorajsze zajścia na Placu Niepodległości w Mińsku, aby zaszkodzić rozwijającej się współpracy Mińska z Brukselą. „Ludzie zobaczyli, że ktoś wybija szyby w budynku rządu flagą Unii Europejskiej i pomyśleli, że tego chce Unia” – dodaje z rozgoryczeniem opozycjonista.
Milinkiewicz twierdzi, że przerwanie dialogu z Brukselą oznacza dla Białorusi pójście na kolanach do Rosji.
IAR/Kresy.pl





























