Dzisiejszy dzień jest na Ukrainie pierwszym dniem oficjalnej kampanii wyborczej na prezydenta kraju.
Na długo przed początkiem kampanii główni kandydaci, wbrew przepisom prawa, rozpoczęli falstartem wyścig wyborczy, który kończy się 16 stycznia – dobę przed głosowaniem.
Lawina reklamy przedwyborczej spadła na Ukraińców już w czerwcu, ale nikt nie odważył się zakazać jej tym, u kogo w rękach znajduje się cała siła pieniądza i władzy.
Zgodnie z grafikiem 90-ciodniowego maratonu wyborczego, oficjalne ogłoszenie kandydatów na prezydenta odbędzie się 20 października. Jednak nazwiska pretendentów na najwyższe w państwie stanowisko są wszystkim znane. Dotychczasowy prezydent Wiktor Juszczenko zamierza zostać na tym stanowisku po raz drugi. “Startuję na prezydenta, jestem samowystarczalnym politykiem, a wartości, które wyznaję, to przyszłość Ukrainy” – ogłosił Juszczenko, którego popiera dzisiaj 3% wyborców.
Również premier Julia Tymoszenko jest przekonana o swoim zwycięstwie. Wspina się ona na polityczny Olimp po to, by “wcielić w życie marzenia Ukraińców” i “wyprowadzić kraj z chaosu”. Pani premier zaznacza przy tym, że “zwycięstwo w wyborach prezydenckich pozwoli zaoszczędzić w budżecie koszty utrzymania pierwszej damy”. Wezwania zwolenników Juszczenko i Timoszenko, aby wyłonić jednego kandydata demokratów, nie zostały wysłuchane
Główny konkurent Timoszenko, lider Partii Regionów Wiktor Janukowycz, nie skrywa swoich ambicji rewanżu za przegraną w ostatnich wyborach. Ma on teraz największe poparcie wśród wyborców, około 29% – twierdzą socjolodzy. Jest to prawie 10% więcej, niż poparcie premier Tymoszenko. Janukowycz obiecuje rodakom “wyprowadzenie kraju z kryzysu” i “odnowienie strategicznego partnerstwa z Rosją”. “Usłyszę każdego” – tak brzmi jego główne hasło wyborcze.
Anna Szmyga/itar-tass.com/Kresy.pl
Zobacz także:





























