Rosja może być niebawem zmuszona do zakupu okrętów wojennych za granicą – uważa analityk Aleksander Chramczikin. Jego zdaniem krajowe zakłady nie są wstanie zapewnić wystarczającej produkcji na potrzeby rosyjskiej armii.

Jak twierdzi Chramczikin, rodzime zakłady „są w całkowitej degradacji i już dziś nie zabezpieczają interesów obronnych kraju”. Ekspert wyjaśnił, że większość rosyjskich okrętów wojennych zostanie skasowana w ciągu piętnastu lat, natomiast powolna budowa nowych nie uzupełni tych braków. Analityk przypomina, że od 2000 roku flota otrzymała zaledwie 4 nowe jednostki.

Dziś rosyjska marynarka wojenna posiada 29 atomowych okrętów podwodnych, 1 lotniskowiec, 6 krążowników, 8 torpedowców i kilkadziesiąt mniejszych jednostek. Jednak prawie 70 z nich, w tym 15 atomowych łodzi podwodnych – stoi w stoczniach remontowych.

Jako przyczynę powolnego tempa budowy nowych statków Chramczikin upatruje techniczne i kadrowe zacofanie rodzimych stoczni. Mimo to zwraca uwagę, że na nowe okręty nigdy nie brakowało pieniędzy.

Analityk nie widzi szansy na poprawę tej sytuacji i ostrzega, że jeśli Rosja będzie chciała utrzymać swoją morską potęgę, będzie musiała kupować okręty u zachodnich producentów. Jeżeli władze nie zdecydują się na ten krok, to Chramczikin jest przekonany, że za 15 lat, Rosja nie będzie na czwartą – jak obecnie, lecz trzydziestą „potęgą morską”.

IAR/Kresy.pl

forma płatności