16 lipca 1980 roku rozpoczął się strajk pracowników Lokomotywowni Lublin, jeden z najważniejszych epizodów fali protestów robotniczych nazwanej Lubelskim Lipcem.

W ciągu kilku dni strajki sparaliżowały lubelski węzeł kolejowy, komunikację miejską i transport zaopatrujący sklepy. Choć protestów nie koordynował wspólny komitet, w praktyce przybrały one charakter strajku powszechnego.

Bezpośrednią przyczyną robotniczego buntu była podwyżka cen niektórych gatunków mięsa i wędlin, wprowadzana od 1 lipca w bufetach i stołówkach zakładowych. Decyzja zapadła w czasie pogłębiającego się kryzysu gospodarczego PRL, niedoborów towarów i narastającego niezadowolenia społecznego. Pierwsze protesty wybuchły między innymi w Mielcu, Poznaniu i Ursusie, jednak największą skalę osiągnęły na Lubelszczyźnie.

Za początek Lubelskiego Lipca uznaje się strajk, który 8 lipca rozpoczęli pracownicy Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego „PZL-Świdnik”. Zakład produkujący śmigłowce zatrudniał wówczas około 9 tys. osób. Jednym z symboli podwyżek stała się cena kotleta w zakładowym barze, podniesiona z 10,20 zł do 18,10 zł. Załoga przedstawiła dyrekcji 110 postulatów, dotyczących między innymi podwyżek wynagrodzeń, poprawy zaopatrzenia, wolnych sobót oraz rozliczenia osób odpowiedzialnych za błędne decyzje gospodarcze.

Protest w Świdniku zakończył się 11 lipca podpisaniem pisemnego porozumienia między dyrekcją a przedstawicielami załogi. Była to pierwsza w Polsce Ludowej pisemna umowa między protestującą załogą a kierownictwem zakładu. Pracownikom zagwarantowano podwyżki od 1 sierpnia, rozpatrzenie pozostałych postulatów oraz brak represji za udział w proteście. Sukces świdnickiej załogi zachęcił do przerwania pracy robotników kolejnych przedsiębiorstw.

Strajki objęły Fabrykę Maszyn Rolniczych „Agromet”, Lubelskie Zakłady Naprawy Samochodów, Fabrykę Samochodów Ciężarowych oraz dziesiątki innych przedsiębiorstw. W samym Lublinie pracę przerwały załogi około 90 zakładów. Szczególne znaczenie miał trwający od 16 do 19 lipca strajk kolejarzy. Bez lokomotyw i maszynistów z miasta nie mógł wyjechać żaden pociąg. Jednocześnie 16 i 17 lipca strajkowali kierowcy transportu zaopatrzeniowego, a 18 lipca stanęła komunikacja miejska.

Protestujący nie wychodzili na ulice, lecz prowadzili strajki na terenie zakładów pracy. Nie były to jednak jeszcze typowe strajki okupacyjne, ponieważ po zakończeniu zmiany pracownicy wracali do domów.

Dzięki tej taktyce oraz gotowości władz do podjęcia rozmów nie doszło do krwawej pacyfikacji podobnej do wydarzeń z 1956 i 1970 roku. Komunistyczne władze unikały jednak słowa „strajk”, nazywając protesty „przerwami w pracy”.

18 lipca na ulicach Lublina rozwieszono „Apel do mieszkańców Lublina”, wzywający do zachowania spokoju i powrotu do pracy. Tego samego dnia Biuro Polityczne Komitetu Centralnego PZPR zdecydowało o powołaniu komisji rządowej, która miała rozpatrzyć postulaty załóg. Przyjazd wicepremiera do Lublina 19 lipca przyczynił się do stopniowego wygaszenia protestów.

Od 8 do 25 lipca strajki na Lubelszczyźnie objęły ponad 150 zakładów. Poza Lublinem i Świdnikiem protestowano między innymi w Białej Podlaskiej, Chełmie, Kraśniku, Lubartowie, Opolu Lubelskim, Poniatowej i Puławach. Według niepełnych danych komunistycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w całej Polsce w lipcowych protestach uczestniczyło ponad 80 tys. pracowników ze 177 zakładów.

Lubelski Lipiec był największą pokojową falą strajków w PRL od protestów z lat 1970–1971. Robotnicy zdobyli doświadczenie w tworzeniu komitetów, formułowaniu postulatów i prowadzeniu negocjacji. Brak represji oraz ustępstwa władz pokazały, że zorganizowany protest może przynieść rezultaty. Miesiąc później rozpoczęły się strajki na Wybrzeżu, które doprowadziły do zawarcia porozumień sierpniowych i powstania Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.

Czytaj też: To nie były wybory, tylko referendum. 4 czerwca

Kresy.pl / IPN / Przystanek Historia

Tagi: , , , ,
forma płatności