W upublicznionym w sobotę oświadczeniu, sekretarz generalny Hezbollahu Naim Kasim oświadczył, że organizacja nie uznaje dokumentu podpisanego w piątek przez władze Libanu z Izraelem i będzie kontynuować walkę.
„Gdzie jest odpowiedzialność władz libańskich wobec swojego narodu i ochrona suwerenności Libanu? Dlaczego zgodziły się na bezpośrednie negocjacje z Izraelem, które są jedynie ustępstwami wobec Izraela? Negocjacje te polegają na pełnym zaakceptowaniu wszystkich żądań agresji i izraelsko-amerykańskiego dyktatu” – od tych słów rozpoczyna się oświadczenie przywódcy organizacji libańskich szyitów. Kasim uznał, że rząd Libanu podpisał dokument z Izraelem i USA „przy sprzeciwie ponad połowy Libańczyków” oraz „wbrew konstytucji i prawom” Libanu, które zakazują paktowania państwem syjonistycznym, którego istnienia Liban formalnie nie uznaje.
Kasim wskazał, że kwestie zawieszenia broni Libanie i wycofania z niego oddziałów izraelskich została już wcześniej ujęte w memorandum rozejmowym parafowanym przez prezydentów Iranu i USA 18 czerwca, bez tych zobowiązań jakie rząd Libanu wziął na siebie w trójstronnym dokumencie podpisanym w piątek w Waszyngtonie.
„Cóż za straszliwy błąd! Cóż za wielki grzech oddać suwerenność Libanu w ręce izraelskiego wroga?” – ocenił sekretarz generalny Hezbollahu. Uznał on, że uzależnienie ewentualne wycofania wojsk izraelskich z południa kraju od rozbrojenia jego organizacji to dążenie oficjalnych władz do otrzymania „od izraelskiego wroga zaświadczenia o dobrym zachowaniu”. W dodatku rozbrojenie ma dotyczyć bojowników organizacji na obszarach, których Izraelczycy nie byli w stanie zająć, rozbrojenie ma więc, według Kasima polegać na „wdrożeniu tego, czego Izrael nie osiągnął w terenie”.
Jak podkreślił – „Każde porozumienie powinno ograniczać się do obszaru na południe od rzeki Litani i nie powinno dotyczyć żadnych wewnętrznych kwestii libańskich dotyczących uzbrojenia, bezpieczeństwa i przyszłości kraju”.
„Władze od lat legitymizują kontynuację okupacji, co może nawet doprowadzić do aneksji tych terytoriów przez państwo syjonistyczne!” – uznał przywódca Hezbollahu. Uznał on, że postanowienia dokumentu w praktyce uniemożliwią wypędzonym przez Izraelczyków mieszkańcom południa Libanu na powrót na ojcowiznę.
„Broń wcale nie zostanie oddana” – Kasim zadeklarował w imieniu swojej organizacji – „i nikt nie ma prawa pozbawiać narodu libańskiego prawa do samoobrony i obrony swojej ziemi przed okupantem”.
„Ramowe porozumienie z Waszyngtonu to upokorzenie, hańba i rezygnacja z suwerenności. To porozumienie jest nieważne, a postanowienia irańsko-amerykańskiego memorandum o porozumieniu muszą zostać wdrożone” – przekazał sekretarz generalny Hezbollahu. Oświadczył, że jego organizacja zastosuje „wszelkie niezbędne środki”, by osiągnąć ten cel.
Wezwał on prezydent i rząd, by „odpokutowali za grzechy, które niszczą Liban”. Jak zakończył oświadczenie – „Będziemy kontynuować ruch oporu na polu walki, aby odeprzeć okupację”.
W piątek, w Waszyngtonie przedstawiciele Izraela, Libanu i USA podpisali „porozumienia ramowe”. Zezwala ono na dalsza okupację południa Libanu przez izraelską armię, do czasu aż libańskie władze nie przeprowadzą rozbrojenia Hezbollahu. Dokument wyznacza dwie “strefy pilotażowe”, w których ma to zostać dokonane w pierwszej kolejności, ale dotyczy to terenów w większości do tej pory nieokupowanych przez Izraelczyków.
Izraelczyków faktycznie dostaje prawo do dalszych uderzeń na terytorium Libanu, choć podkreślił, że nie ma pretensji terytorialnych wobec sąsiedniego państwa. Liban rezygnuje z dochodzenie swoich praw i reparacji przed międzynarodowymi trybunałami czy w arbitrażu.
Porozumienia zawiera zobowiązanie dążenia do wypracowania traktatu pokojowego między Izraelem, a Libanem, którego wielu mieszkańców opowiada się za utrzymaniem dotychczasowego stanu braku uznania istnienia państwa syjonistycznego.
Tak sformułowany dokument wywołał już zamieszki na ulicach Bejrutu. Przedstawiciele wielu sił politycznych traktują go w kategoriach kapitulacji. Stoi on także w sprzeczności z podpisanym 18 czerwca przez prezydentów Iranu i USA memorandum rozejmowym obejmującym także Liban.
Nie wiadomo na razie jakie jest stanowisko libańskiej armii, na którą porozumienie ramowe nakłada obowiązek rozbrojenia Hezbollahu. Według nieoficjalnych informacji naczelny dowódca libańskich sił zbrojnych gen. Rodolfe Hajkal dwukrotnie już – w sierpniu zeszłego roku i w marcu roku bieżącego, miał odmówić premierowi Salamowi takiej operacji, twierdząc że doprowadzi to do wojny domowej.
Po rozpoczęciu wojny w regionie przez USA i Izrael, władz Libanu próbował zapobiec uczestnictwu w niej organizacji libańskich szyitów. 2 marca premier Salam wydał formalny zakaz delegalizujący użycie broni przez nią, grożący jej bojownikom odpowiedzialnością karną. Organizacja libańskich szyitów zignorował ten zakaz.
Według nieoficjalnych źródeł, Salam, przy poparciu prezydenta Aouna miał badać wówczas możliwość wykorzystania państwowej armii libańskiej do wystąpienia przeciwko Hezbollahowi. Jednak ruchem takiemu miał sprzeciwić się dowódca sił zbrojnych Libanu gen. Rodolphe Haykal, uznając je za potencjalny detonator wojny domowej.
Podjęcie w kwietniu bezpośrednich negocjacji z nieuznawanym formalnie Izraelem, po raz pierwszy od 1993 roku, również można potraktować jako sygnał, że Aoun i Salam chcieli wpisać swój kraj do obozu USA. Hezbollah od początku zdecydowanie sprzeciwił się bezpośrednim rozmowom w Izraelczykami.
Tymczasem Iran stanowczo wiązał te dwie kwestie swoje rozejmu z zawieszeniem broni. Osiągając korzystny rezultat konfrontacji militarnej z USA Irańczycy zdołali doprowadzić do takiego powiązania w memorandum rozejmowym i Teheran występuje na jego mocy jako gwarant jedności terytorialnej i bezpieczeństwa Libanu.
Amerykańsko-izraelsko-libańskie porozumienie ramowe pozostaje w sprzeczności z tym wcześniej podpisanym memorandum.
To pierwsze zostało podpisane w warunkach niepowodzeń Izraelczyków na libańskim froncie, gdzie mimo zmasowanych ataków nie byli oni w stanie zdobyć umocnionych pozycji Hezbollahu na wzgórzu Ali Tahir pod miastem Nabatija.
anadolu.com.tr/today.lorientlejour.com/kresy.pl






























