Polska ma poważny problem z wykrywaniem rosyjskiej agentury we własnych strukturach bezpieczeństwa — ocenił ppłk dr Marek Świerczek, były oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Według niego brak ujawnionych przez 35 lat rosyjskich agentów w polskich służbach nie jest dowodem ich odporności, lecz może świadczyć o słabości systemu kontrwywiadowczego.

Punktem wyjścia rozmowy były ostatnie zatrzymania dwóch osób podejrzewanych o szpiegostwo w instytucjach związanych z bezpieczeństwem państwa. Służby zatrzymały cywilnego urzędnika MON oraz pracownika firmy zbrojeniowej po wskazaniu przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. W opublikowanej w poniedziałek w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Świerczek nie chciał oceniać tych działań jako sukcesu Agencji, lecz zwrócił uwagę na szerszy problem.

Były oficer ABW stwierdził, że Rzeczpospolita jest „anomalią kontrwywiadowczą”. Jak wyjaśniał, chodzi o państwo średniej wielkości, posiadające znaczący potencjał wojskowy, w którego służbach przez dekady nie wykryto rosyjskiego „kreta”. Świerczek przypomniał, że rosyjskie służby infiltrowały w przeszłości m.in. CIA, FBI, MI6, MI5 oraz służby niemieckie.

Według niego przykład Estonii pokazuje skalę problemu. Tamtejsza służba KAPO wykryła co najmniej trzech rosyjskich agentów we własnych strukturach. Świerczek ocenił, że przy porównaniu skali państwa i instytucji, w Polsce przez ostatnie dekady powinno zostać ujawnionych kilkudziesięciu agentów.

Były funkcjonariusz wskazywał, że rosyjskie służby nie koncentrują się głównie na osobach najniższego szczebla. Ich celem ma być infiltracja „od góry”, czyli budowanie wpływów w najważniejszych instytucjach państwa. Jak mówił, „Rosjanie działają w ten sposób”, że każdy agent wykonujący zadania dla Moskwy wskazuje kolejne osoby, które mogą nadawać się do werbunku.

Świerczek porównał obecną sytuację do doświadczeń II Rzeczypospolitej. Przekonywał, że przed wojną polski kontrwywiad zatrzymywał wielu sowieckich agentów niższego szczebla, ale równocześnie Moskwa budowała siatki w urzędach i wojsku. Jako przykład podał wpływy sowieckie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych oraz błędne przekonanie władz sanacyjnych, że ZSRR zachowa życzliwą neutralność w razie wojny polsko-niemieckiej.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” były oficer ABW mówił również o początkach Urzędu Ochrony Państwa po 1990 roku. Jego zdaniem nowa instytucja wchłonęła struktury Służby Bezpieczeństwa, która była wcześniej infiltrowana przez KGB. Problemem miała być także polityka kadrowa, w której decydowały lojalność, wskazania polityczne i nieformalne mechanizmy awansu.

Świerczek ocenił, że w służbach specjalnych powstał system przypominający „folwark”. Według niego pozwalał on rozwijać się patologiom urzędniczym, klientelizmowi i personalnym układom. Zwracał uwagę, że część osób trafiających na stanowiska kierownicze nie przechodziła normalnej ścieżki szkolenia i awansu.

Były funkcjonariusz wskazał też na przypadki wysokich rangą osób ze służb, które później zostały skazane lub oskarżone o poważne przestępstwa. Jego zdaniem powinno to prowadzić do głębokiej analizy kontaktów tych osób, decyzji kadrowych i procedur bezpieczeństwa. Jak przekonywał, inne państwa po podobnych sprawach dokonują poważnych roszad, aby ograniczyć ryzyko wykorzystania zdobytej wiedzy przez przeciwnika.

Świerczek podkreślił, że Polska mierzy się z przeciwnikiem, który ma w szeregach „niebezpiecznych, inteligentnych ludzi”. Dlatego, jak mówił, służby specjalne wymagają profesjonalizacji, jasnej ścieżki doboru kadr i realnego szkolenia funkcjonariuszy.

W jego ocenie konieczna jest głęboka reforma służb oraz wyłączenie ich z bieżącej walki partyjnej. „Dopóki to się nie stanie, będziemy bezbronni” — ostrzegł były oficer ABW.

rp.pl / Kresy.pl

Tagi: , , ,
forma płatności