Trzy firmy – Anduril Industries, Palantir Technologies i SpaceX – zmieniają sposób, w jaki Ameryka prowadzi wojny, pisze „The Economist”.
Zdaniem tygodnika to właśnie na ich przykładzie najlepiej widać przesunięcie od klasycznego modelu opartego na wielkich platformach bojowych ku wojnie prowadzonej przez oprogramowanie, sieci danych, systemy autonomiczne i infrastrukturę kosmiczną.
Zmiana paradygmatu pola walki
Według „The Economist” firmy te reprezentują nową generację wykonawców sektora obronnego, określanych mianem „neo-primes” („nowi główni wykonawcy”). W przeciwieństwie do tradycyjnych koncernów, takich jak Lockheed Martin, RTX czy Northrop Grumman, nie opierają się one na powolnych, wieloletnich programach rozwijanych w modelu „cost-plus” (koszt plus marża), lecz na szybszym projektowaniu, iteracyjnym wdrażaniu i częstym wykorzystywaniu technologii komercyjnych. Pentagon widzi w tym szansę na większą konkurencję, niższe koszty i szybsze dostawy.
„The Economist” podkreśla, że polityczne powiązania tej trójki z bardziej ofensywnie nastawionymi środowiskami w administracji Donalda Trumpa wzmacniają ich pozycję, ale nie są jedynym źródłem ich znaczenia – sednem jest zmiana paradygmatu pola walki.
W styczniu tego roku sekretarz obrony Pete Hegseth ogłosił nową strategię użycia sztucznej inteligencji w bazie SpaceX w Teksasie, a Departament Obrony zapowiedział przyspieszenie wdrożeń, inspirując się modelem działania sektora prywatnego. W marcu Pentagon nadał systemowi Maven od Palantira status programu wieloletniego; armia uprościła zaś współpracę z Andurilem w ramach kontraktu o wartości do 20 mld dolarów na dekadę.
Każda z analizowanych przez „The Economist” firm wnosi do nowego modelu wojny inny, ale komplementarny element. Palantir dostarcza warstwę software’ową: systemy analizy danych, rozpoznania i wsparcia dowodzenia. Jego Maven to platforma wykorzystująca sztuczną inteligencję do analizy obrazów z dronów i satelitów oraz wspierania identyfikacji celów i decyzji operacyjnych; wywodzi się z programu Project Maven i obecnie ma status programu o stałym finansowaniu. Kontrakt z 2024 roku wart był do 480 mln dolarów, a w 2025 roku jego pułap zwiększono do 1,3 mld dolarów.
SpaceX wnosi przewagę kosmiczną: rakiety nośne, wynoszenie ładunków oraz wojskową sieć satelitarną Starshield, zapewniającą rozpoznanie, łączność i transmisję danych. Anduril rozwija z kolei drony powietrzne i morskie, systemy antydronowe oraz sieci sensorów, a równocześnie buduje własne zaplecze przemysłowe – jego zakład Arsenal-1 ma docelowo objąć 5 mln stóp kwadratowych i produkować dziesiątki tysięcy systemów wojskowych rocznie.
„The Economist” zwraca uwagę, że nowi gracze działają inaczej niż tradycyjni główni wykonawcy zbrojeniowi realizujący duże programy dla rządu. Zamiast kontraktów typu „koszt plus marża”, w których państwo pokrywa koszty i gwarantuje marżę, częściej wybierają umowy o stałej cenie. To wymusza większą dyscyplinę kosztową, szybsze projektowanie i ponowne wykorzystanie komponentów. Anduril planuje np. stosowanie wspólnego silnika rakietowego dla wielu platform, by obniżyć koszty i skrócić czas wdrożenia.
Cel: obniżyć koszty wojny
Choć pod względem przychodów nowa trójka wciąż ustępuje tradycyjnym gigantom, inwestorzy wyceniają te firmy znacznie wyżej. Według „The Economist” trzy największe koncerny – Lockheed Martin, RTX i Northrop Grumman – osiągają łącznie około ośmiokrotnie większe przychody niż Anduril, Palantir i SpaceX. Mimo to wartość rynkowa tej nowej grupy jest ponad trzykrotnie wyższa. Sam Anduril wyceniany jest na około 60 mld dolarów przy sprzedaży rzędu 2 mld, a SpaceX przygotowuje się do potencjalnie rekordowego debiutu giełdowego.
Punktem wyjścia dla całej analizy jest problem kosztów współczesnej wojny. Pentagon coraz wyraźniej dostrzega, że nie da się długo prowadzić konfliktu, w którym tanie drony zmuszają do używania wielokrotnie droższych pocisków przechwytujących. To zwiększa znaczenie firm oferujących tańsze systemy bezzałogowe, lepsze oprogramowanie dowodzenia i bardziej efektywną integrację uzbrojenia.
Według „The Economist” właśnie dlatego tradycyjni giganci wojskowo-przemysłowi zaczynają się niepokoić. Nowi gracze nie są jeszcze w stanie całkowicie ich zastąpić, ale już teraz przejmują najbardziej dynamiczne segmenty rynku: oprogramowanie wojskowe, autonomię, systemy antydronowe i łączność satelitarną. W efekcie przyszłe konflikty mogą w coraz większym stopniu opierać się nie na ciężkim sprzęcie, lecz na danych, algorytmach i systemach bezzałogowych.
Kresy.pl / The Economist / Mint
































