Do Polski i Niemiec miała trafić partia importowanej wołowiny, w której wykryto pozostałości progesteronu – poinformował urząd RASFF. Sprawa objęła mięso pochodzące z państw Mercosuru i sprowadzone przez Holandię, a jej wyjaśnianiem zajmują się służby weterynaryjne.
W miniony piątek w unijnym systemie wczesnego ostrzegania o niebezpiecznej żywności i paszach (RASFF) pojawiło się ostrzeżenie dotyczące partii wołowiny pochodzącej z Urugwaju i Argentyny, sprowadzonej przez Holandię oraz przeznaczonej do dystrybucji w Polsce i Niemczech, ponieważ badania wykazały w niej pozostałości progesteronu.
Czytaj również:
- Skażony słonecznik z Argentyny w bułgarskich portach. Pestycydy przekroczyły normy UE
- Komisja Europejska wdroży umowę z Mercosur mimo sprzeciwu części państw
- KE: Brazylia nie gwarantuje bezpieczeństwa wołowiny trafiającej na rynek UE
- 62 tony skażonej wołowiny z Mercosur trafiły do UE
Komunikat miał charakter ogólny i nie zawierał danych o wielkości przekroczenia ani dokładnym oznaczeniu partii mięsa, co pozostawiło bez odpowiedzi kluczowe kwestie dotyczące dalszego obrotu tym towarem. Sprawa objęła rynek polski i niemiecki, a postępowanie wyjaśniające prowadzi Główny Inspektorat Weterynarii.
W tej samej sprawie pojawiły się pytania o to, czy mięso trafiło do sprzedaży, czy zostanie wycofane z rynku i czy mogło stwarzać zagrożenie dla zdrowia konsumentów. Na tym etapie nie przedstawiono jeszcze pełnych ustaleń dotyczących dalszego losu tej partii.
W ocenie środowiska naukowego sama obecność progesteronu w mięsie nie pozwala jeszcze na jednoznaczną ocenę skali problemu, ponieważ substancja ta występuje naturalnie w organizmach zwierząt. „Progesteron, jako endogenny hormon steroidowy należący do progestagenów, odgrywa fundamentalną rolę w regulacji funkcji rozrodczych u bydła, w szczególności w utrzymaniu ciąży oraz modulacji środowiska macicy. Jego działanie obejmuje szerokie spektrum efektów fizjologicznych, w tym wpływ na proliferację i różnicowanie komórek, co w ujęciu biologicznym może być interpretowane jako działanie anaboliczne. Należy jednak wyraźnie podkreślić, że efekt ten ma charakter tkankowo-specyficzny i dotyczy głównie układu rozrodczego, a nie ogólnoustrojowej stymulacji przyrostu masy mięśniowej” — wyjaśnił prof. Marcin Gołębiewski z Wydziału Hodowli, Bioinżynierii i Ochrony Zwierząt SGGW.
Profesor zaznaczył zarazem, że progesteron nie jest uznawany za skuteczny środek anaboliczny stosowany do zwiększania produkcyjności bydła. „Dostępne dane literaturowe wskazują, że klasyczne promotory wzrostu stosowane historycznie lub poza UE w produkcji bydła obejmują przede wszystkim estrogeny, np. estradiol-17β, androgeny, np. octan trenbolonu oraz związki o działaniu estrogenopodobnym, np. zeranol. Mechanizm ich działania opiera się na modulacji osi somatotropowej oraz zwiększeniu syntezy białek mięśniowych, co przekłada się na istotne efekty produkcyjne. W przeciwieństwie do nich progesteron nie wykazuje porównywalnej aktywności w zakresie stymulacji wzrostu tkanki mięśniowej ani poprawy efektywności wykorzystania paszy” — stwierdził prof. Gołębiewski.
W dalszej ocenie ekspert zwrócił uwagę, że interpretacja takich wyników wymaga ostrożności, ponieważ poziom progesteronu zależy od wieku zwierzęcia, fazy cyklu płciowego i stanu fizjologicznego, w tym ciąży. „W odróżnieniu od syntetycznych substancji o działaniu anabolicznym, dla których możliwe jest jednoznaczne stwierdzenie egzogennego pochodzenia, w przypadku progesteronu konieczne jest zastosowanie zaawansowanych metod analitycznych, np. analiza profilu steroidowego, techniki izotopowe typu IRMS oraz uwzględnienie kontekstu biologicznego. Samo stwierdzenie podwyższonego stężenia tego hormonu w tkance nie stanowi wystarczającego dowodu jego nielegalnego zastosowania” — podkreślił profesor.
W reakcji na ten alert branża mięsna zwróciła uwagę na rozbieżność standardów obowiązujących w państwach Mercosuru i w Unii Europejskiej, wskazując na potrzebę uszczelniania systemu kontroli importu żywności. „To jest kolejny dowód na to, że standardy, które są w krajach Mercosur są zupełnie inne niż w UE, a teoretycznie zabronione substancje znajdują się jednak w tych produktach. Już wyjazd studyjny irlandzkich rolników pokazał, że w krajach Mercosur, można sobie łatwo kupić w sklepie antybiotyki. W tym przypadku mamy do czynienia akurat z hormonami wzrostu. Jest to sprawa bezpieczeństwa żywności i Komisja powinna absolutnie na to zareagować” — powiedział prezes zarządu Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego Jerzy Wierzbicki.
W tym samym kontekście prezes PZPBM wskazał, że oczekiwane są zdecydowane działania Komisji Europejskiej wobec importu z państw Mercosuru. „Podobnie jak reagowali Amerykanie w takich przypadkach – blokowali import i wyjaśniali sytuację. Myślę, że należy tego samego oczekiwać od Komisji Europejskiej” — dodał Wierzbicki.
W dalszej części tej oceny zwrócono uwagę, że import tego rodzaju mięsa nie odbywa się do Polski bezpośrednio przez granicę lub porty, lecz przez wewnętrzne przesunięcia towarów na rynku unijnym, co utrudnia pełne oszacowanie skali zjawiska. „Nie ma importu przez granicę, nie ma importu przez porty, a tutaj towar pojawia się na półkach sklepowych przez wewnętrzne przesunięcia. W tej chwili trudno o takie informacje, ile tego towaru wchodzi, ale to były zwykle były śladowe ilości. My mamy problem z konkurowaniem z nimi na rynku niemieckim, holenderskim czy włoskim. Tam ten towar głównie trafia, więc mamy większy problem tam, bo tam są duże wolumeny sprzedawane, a że są tańsi, to nam zbijają ceny” — powiedział Wierzbicki.
Na tle tego alertu odżyła też wcześniejsza sprawa importowanej wołowiny z Brazylii, wobec której Komisja Europejska zaleciła w lutym wzmocnienie kontroli po wykryciu estradiolu 17β, czyli hormonu wzrostu zakazanego w Unii Europejskiej. Skażone mięso pojawiło się w 10 państwach, w tym w Niemczech, ale Polska nie znalazła się na tej liście.
W polskim systemie nadzoru działa Krajowy Program Badań Kontrolnych Pozostałości, będący elementem unijnego systemu bezpieczeństwa żywności. Program obejmuje obowiązkowy monitoring substancji niedozwolonych, produktów leczniczych weterynaryjnych, pestycydów oraz skażeń promieniotwórczych w żywności pochodzenia zwierzęcego i roślinnego.
Cała sprawa unaoczniła znaczenie szczelnej kontroli importu żywności do Unii Europejskiej, zwłaszcza w kontekście obrotu towarami z państw Mercosuru i planów dalszego otwierania rynku. Na obecnym etapie nie ma podstaw do jednoznacznego stwierdzenia zagrożenia dla konsumentów, ale wykrycie pozostałości progesteronu uruchomiło procedury wyjaśniające i ponownie postawiło kwestię standardów bezpieczeństwa żywnościowego.
Kresy.pl/Farmer.pl/wetgiw.gov.pl































