1 grudnia 1916 roku ulicami Warszawy po raz pierwszy od powstania listopadowego przemaszerowała uzbrojona i umundurowana polska formacja wojskowa – żołnierze Legionów Polskich.
Defilada II Brygady, poprowadzona przez płk. Stanisława Szeptyckiego Alejami Jerozolimskimi, Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem, była bezpośrednim następstwem aktu 5 listopada.
Ludzi na ulicach pełno, ale entuzjazmu mało
Legiony kierowały się na plac Saski, gdzie defiladę przyjmował gen. Hans von Beseler. Tłumy warszawiaków wypełniły trasę przemarszu, choć – jak zapisała księżna Maria Lubomirska – reakcje były pełne wzruszenia, ale też niepewności. Wspominała ona malowniczą kawalerię, w której „czerwone wyłogi ułańskie wskrzeszały sny o Napoleonie”, pytając zarazem, czy jest to „zwiastun wolności” czy jedynie błysk, który może zgasnąć.
Podobnie Maria z Łubieńskich Górska zauważała, że powitanie było chłodne. Choć padały okrzyki „Niech żyje polskie wojsko!” i „Niech żyje Piłsudski!”, wielu wciąż wahało się, czy widzieć w legionistach bohaterów, czy „partyzantkę na pruskim żołdzie”. „Ludzi na ulicach było pełno, ale entuzjazmu mało” – pisała Maria z Łubieńskich Górska.
Płk Józef Haller był zawiedziony stołecznym przyjęciem. „My, żołnierze, mający jedynie zadanie wywalczenia Polsce wolności i niepodległości, wyczuliśmy rychło brak entuzjazmu w tłumach publiczności, pomiędzy którą przechodziły nasze dziarskie oddziały” – pisał.
Wojsko polskie czy niemieckie?
Owe rezerwy były ściśle związane z kontekstem politycznym. Legiony – powstałe z inicjatywy Józefa Piłsudskiego i galicyjskich środowisk niepodległościowych – formalnie pozostawały częścią armii austro-węgierskiej. Po ciężkich bojach na Wołyniu, w tym pod Kostiuchnówką, Niemcy docenili ich wartość i dążyli do wykorzystania polskich żołnierzy we własnych planach mobilizacyjnych. Akt 5 listopada 1916 roku, ogłoszony przez cesarzy Niemiec i Austro-Węgier, miał wzmocnić ich propagandę: zapowiadał powstanie bliżej nieokreślonego Królestwa Polskiego i zachęcał Polaków do wstępowania do tworzonej pod komendą Beselera Polskiej Siły Zbrojnej.
Wkroczenie Legionów do Warszawy było więc elementem politycznej gry. Beseler liczył, że uroczysta defilada przełamie sceptycyzm społeczeństwa, jednak mieszkańcy miasta – pamiętający brutalne realia okupacji – widzieli w legionistach raczej część nowej administracji wojskowej niż zwiastun wolności.
Wkroczenie Legionów miało jednak charakter symboliczny: po latach rosyjskiego panowania Warszawa zobaczyła polskich żołnierzy z orłem na czapkach. Była to demonstracja obecności polskiej siły zbrojnej – nawet jeśli Niemcy nie dopuścili do udziału I Brygady Józefa Piłsudskiego, skonfliktowanego z Komendą Legionów i niechętnego dalszej współpracy z państwami centralnymi.
Defilada z 1 grudnia stała się jednym z najważniejszych momentów w historii Legionów: symbolem odradzającej się polskości i pierwszym od dziesięcioleci publicznym pojawieniem się polskiego wojska w stolicy – wydarzeniem, które zapowiadało nadchodzący przełom.
Kresy.pl / Polska Zbrojna
Czytaj też: Karpackim szlakiem II Brygady Legionów Polskich










