29 i 30 października 1944 roku 1. Dywizja Pancerna generała Stanisława Maczka wyzwoliła holenderską Bredę – ważny węzeł komunikacyjny i strategiczny punkt niemieckiej obrony w Brabancji Północnej.
Dzięki brawurowemu manewrowi polscy żołnierze zdobyli miasto bez ciężkich strat i bez zniszczeń, co uczyniło operację jednym z najświetniejszych epizodów w dziejach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.
Przypominała im Warszawę
Po miesięcznym postoju dywizja ruszyła do walki 27 października w ramach alianckiej ofensywy Pheasant. Zadanie, które otrzymał gen. Maczek, było niezwykle trudne – Bredy broniły trzy niemieckie dywizje piechoty. Dowódca postanowił jednak uderzyć niestandardowo: zamiast frontalnego ataku od zachodu, jak przewidywał przeciwnik, 10. Brygada Kawalerii Pancernej płk. Tadeusza Majewskiego obeszła miasto od północy i uderzyła od wschodu, natomiast 3. Brygada Strzelców płk. Franciszka Skibińskiego zaatakowała od południowego zachodu. Niemcy, zagrożeni okrążeniem, rozpoczęli odwrót.
„Kiedy po raz pierwszy w szarym świcie zobaczyłem Bredę od strony Bavel, to poczułem ukłucie w sercu. Panorama Bredy przypominała mi Warszawę, widzianą ze wschodniego brzegu Wisły. Płaska równina, nad nią niskie szare niebo, a na horyzoncie sylwetka długiego, niskiego miasta, spośród domów którego tu i ówdzie wystrzelały wieże kościołów. Brakowało tylko kolumny Zygmunta” – wspominał płk Skibiński.
Walki o miasto trwały dwa dni. Już 29 października większość Bredy znalazła się w polskich rękach, a następnego dnia zlikwidowano ostatnie punkty niemieckiego oporu. Gen. Maczek, rezygnując z użycia artylerii i nalotów, uratował historyczne centrum miasta od zagłady.
Czytaj też: Generał, który nigdy nie przegrał bitwy, potem barman. Stanisław Maczek
Karnawał w mieście
30 października Breda witała swoich wyzwolicieli w atmosferze euforii. „Breda przeżywa w sposób nie do opisania swe pierwsze chwile wolności. Istny karnawał – ulice zapchane wiwatującymi mieszkańcami, kwiaty i festyny, a wystawy sklepów oblepione napisami: «Dziękujemy Wam, Polacy»” – pisał dowódca dywizji. Polacy przedefilowali przez miasto, a mieszkańcy wręczali im kwiaty i zapraszali do domów.
Za wyzwolenie Bredy wszyscy żołnierze dywizji otrzymali honorowe obywatelstwo miasta, a gen. Maczek – obywatelstwo holenderskie i najwyższe odznaczenie Królestwa Niderlandów, Wojskowy Order Wilhelma. Wielu maczkowców pozostało w Bredzie po wojnie, gdzie do dziś pamięć o polskich wyzwolicielach jest żywa – w muzeum generała Maczka, przy pomnikach, w witrażach i na cmentarzach wojennych, gdzie spoczywają ich towarzysze broni.
Sam generał Stanisław Maczek, pozbawiony przez komunistyczne władze polskiego obywatelstwa, nigdy nie powrócił do ojczyzny. Zmarł w Edynburgu, lecz zgodnie ze swym życzeniem spoczął właśnie w Bredzie – wśród żołnierzy, z którymi wywalczył jej wolność.
Kresy.pl / Polska-Zbrojna.pl
Czytaj też: Jak generał Stanisław Maczek odebrał kapitulację twierdzy Wilhelmshaven






