W kanałach czekały ciemność, klaustrofobia, smród i niemieckie granaty. Ewakuacja Starego Miasta

2 września 1944 roku zakończyła się obrona Starego Miasta. Po tygodniach krwawych walk i masowych bombardowań dzielnica została odcięta od reszty miasta.

Próby przebicia się naziemnie – m.in. ataki na Dworzec Gdański w dniach 20–22 sierpnia czy natarcie przez pl. Bankowy i pl. Mirowski w nocy z 30 na 31 sierpnia – zakończyły się krwawymi porażkami. Jedyną drogą ratunku dla tysięcy powstańców i cywilów stały się warszawskie kanały.

Pierwszymi, którzy skorzystali z podziemnej trasy, byli 26 sierpnia dowódcy Komendy Głównej Armii Krajowej wraz z Delegatem Okręgowym. Do 1 września wieczorem ewakuowano kanałami lżej rannych, nieuzbrojonych żołnierzy i część ludności cywilnej. Następnie pod ziemię zeszły oddziały z bronią.

Zejścia uzbrojonych oddziałów rozpoczęły się 1 września wieczorem. Powstańcy bronili już tylko rejonu wokół włazu na pl. Krasińskich, otaczali ich Niemcy. Ewakuacje odbywały się pod ogniem artylerii, a rankiem 2 września także pod ostrzałem niemieckiej piechoty. Schodziły grupy po 50 osób z przewodnikiem, porządku przy włazie pilnowała powstańcza żandarmeria.

Szczególnie dramatyczny epizod miał miejsce, gdy 2 września gruzy zbombardowanego Sądu Apelacyjnego zawaliły główny właz na pl. Krasińskich. Ewakuacja tym kanałem została wówczas uniemożliwiona i zakończyła się.

Kilometry w ciemności i odchodach

Trasa z pl. Krasińskich do wyjścia przy ul. Wareckiej w Śródmieściu liczyła ponad półtora kilometra. Pokonanie jej wymagało kilku godzin – patrol rozpoznawczy w nocy z 24 na 25 sierpnia potrzebował aż czterech. Kanały miały szerokość od 60 do 160 centymetrów i wysokość od 90 do 240 centymetrów, co oznaczało konieczność wielogodzinnego marszu w ciemnościach, w wodzie, błocie i odchodach. Łącznie przez kanały do Śródmieścia przedostało się około 4500 żołnierzy, a do Żoliborza – blisko 800.

Warszawski system wodociągowo-kanalizacyjny, zaprojektowany w latach 1876–1878 przez angielskiego inżyniera Williama Lindleya i rozwijany przez jego syna Williama Heerleina, odegrał w Powstaniu rolę nieoczekiwaną. Pierwotnie dowództwo AK nie planowało wykorzystywać kanałów jako dróg powstańczej komunikacji. Dopiero izolacja poszczególnych dzielnic zmusiła powstańców do sięgnięcia po „drogę ostatniej szansy”. Pomogli w tym pracownicy kanalizacji oraz zdobyte plany sieci. Dzięki nim ustalono trasy łączące Starówkę, Śródmieście, Żoliborz, Mokotów i Czerniaków. Kanały służyły nie tylko ewakuacji, lecz także utrzymywaniu łączności, transportowi broni, a nawet działaniom bojowym – jak desant oddziału szturmowego na pl. Bankowy w nocy z 30 na 31 sierpnia.

Niemcy szybko zorientowali się w znaczeniu podziemnej komunikacji. Ustawiali w kanałach zapory, które nie tylko blokowały przejścia, lecz także spiętrzały ścieki. Zastawiali przejścia pułapkami z odbezpieczonych granatów, a nawet wrzucali karbid, który w kontakcie z wodą wydzielał łatwopalny gaz – acetylen. Mimo to powstańcom udało się wykorzystać kanały jako kluczową linię odwrotu i łączności.

Czytaj też: Można było przesłać do 25 słów, listonosze chętnie przyjmowali bandaże. Powstańcza Harcerska Poczta Polowa

Ukryte szlaki Warszawy

Kanały nie łączyły wyłącznie Starego Miasta ze Śródmieściem i Żoliborzem. Jeszcze w sierpniu wykorzystywały je oddziały na Ochocie – to tam po raz pierwszy podjęto próbę ewakuacji zwartej grupy powstańczej. W drugiej połowie września kanałami wyprowadzano żołnierzy z Czerniakowa, a także łączono Mokotów ze Śródmieściem. Dzięki planom i wiedzy pracowników miejskiej kanalizacji udało się wytyczyć połączenia między niemal wszystkimi walczącymi dzielnicami: od Powiśla przez Stare Miasto, Żoliborz i Mokotów po Czerniaków. Podziemna sieć stała się więc nie tylko drogą ucieczki, ale też swoistą siecią „ukrytych szlaków” powstańczej Warszawy.

Przejście kanałami było nie tylko wyczerpującą próbą fizyczną, ale także ogromnym obciążeniem psychicznym. Kilkugodzinny marsz w ciemności, w wodzie sięgającej po pas, wśród fetoru i braku powietrza, wywoływał panikę i załamania nerwowe. Zdarzało się, że powstańcy nie wytrzymywali napięcia – w akcie desperacji odbierali sobie życie. Idący za nimi natrafiali na ciała poległych lub tych, którzy nie zdołali kontynuować drogi. Obrazy te głęboko zapadały w pamięć uczestników, czyniąc z przeprawy przez kanały jedną z najbardziej wstrząsających scen Powstania Warszawskiego.

2 września 1944 roku, po upadku Starówki, tysiące obrońców Warszawy znalazło się w Śródmieściu i na Żoliborzu. Odbyło się to kosztem najwyższego poświęcenia – w ruinach Starego Miasta pozostały setki rannych, cywile i niepogrzebane ofiary walk. Kanały stały się nie tylko drogą ucieczki, lecz także jednym z najbardziej przejmujących symboli Powstania Warszawskiego.

Kresy.pl / SPPW1944

Tagi: , , , , , ,
forma płatności