13 sierpnia 1944 roku na Starym Mieście doszło do wydarzenia, które w ciągu kilku sekund zamieniło euforię w niewyobrażalną tragedię.
Tego dnia powstańcy zdobyli nietypowy niemiecki pojazd – ciężki transporter ładunków wybuchowych Borgward B IV. Maszyny tego rodzaju służyły do burzenia umocnień: kierowca podjeżdżał pod cel, zrzucał półtonowy ładunek i wycofywał się na bezpieczną odległość.
Rano Borgward zbliżył się do wielkiej barykady u zbiegu Podwala z placem Zamkowym. Powstańcy obrzucili go butelkami zapalającymi, zmuszając kierowcę do ucieczki. Zdobycie pojazdu wzbudziło entuzjazm wśród żołnierzy i mieszkańców, choć część oficerów – w tym kpt. Ludwik Gawrych „Gustaw” – podejrzewała podstęp. Bardziej doświadczeni żołnierze dziwili się, że Niemcy oddali pojazd bez walki i nie próbowali go zniszczyć, ani odbić. Planowano, by pojazd przebadali saperzy, ale było to możliwe dopiero po zmroku. Mimo to, około godziny 17, Borgward został wprowadzony w głąb Starego Miasta.
Przejeżdżając Podwale, Rynek i Długą, pojazd wzbudzał sensację. Ludzie machali, wiwatowali, a dzieci biegły za nim. Wreszcie wjechał w ul. Kilińskiego, gdzie próbował sforsować niewielką barykadę. Podczas manewrowania z przedniego pancerza odpadła skrzynia z ładunkiem wybuchowym. Wokół stało kilkaset osób – żołnierzy i cywilów. Część próbowała podnieść skrzynię. Wtedy nastąpił potężny wybuch.
Świadkowie opisywali sceny nie do zapomnienia: ciała rozerwane na strzępy, szczątki wyrzucone na dachy, odłamki szkła wbijające się w twarze rannych. Zginęło co najmniej 300 osób, w tym 67 żołnierzy Batalionu „Gustaw”, kilkaset zostało rannych. Wybuch kontuzjował także gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora”, obserwującego przejazd z pałacu Raczyńskich.
„Bór” wspominał to tak: „W samo południe zwabił mnie do okna dobiegający z ulicy odgłos jadącego opancerzonego wozu amunicyjnego, któremu towarzyszyła głośna wrzawa. Był to niemiecki wóz z zatkniętą na przedzie flagą. Jego załogę stanowiło kilku żołnierzy polskich. Kierowca przejechał sprawnie przez barykadę wśród okrzyków tłumu kobiet i dzieci, zawrócił i stanął w poprzek jezdni u skraju chodnika. W tej samej chwili oślepił mnie błysk i słup ognia, spowity zwałami dymu i kurzu. Jednocześnie nastąpił huk potężnego wybuchu. Dym i kurz opadały zwolna, odsłaniając straszliwe skutki wybuchu. Po żołnierzach, którzy stanowili załogę wozu, nie pozostał żaden ślad. […] Trupy ludzkie wyrzuciło na dachy pobliskich domów. Głowy, ręce, nogi – poodrywane, leżały w kałużach krwi wśród rumowisk powstałych ze zwalonych ścian dwu narożnych kamienic”.
Już następnego dnia powstańcza prasa pisała o „czołgu-pułapce” i „barbarzyńskich metodach Niemców”, co ukształtowało narrację o wydarzeniu na dekady. Historycy, m.in. Łukasz Mieszkowski, uważają jednak, że Niemcy zamierzali zniszczyć barykadę na Podwalu, a tragedia była skutkiem nieostrożności powstańców i braku rozpoznania zdobytego sprzętu.
To o tej eksplozji opowiada słynny wiersz Tadeusza Gajcego „Święty kucharz od Hipciego” – gorzka, ironiczna wizja powstania:
[…] W niebie uczta: polskie flaczki
wprost z rynsztoków Kilińskiego!
Salcesonów pełna misa,
Świeże, chrupkie
Pachną trupkiem:
To z Przedmurza!
Do godów, święci, do godów,
Przegryźcie Chrystusem Narodów!
Eksplozja na Kilińskiego stała się symbolem tragicznego losu powstania – dowodem, jak szybko wojenne uniesienie może przerodzić się w katastrofę. Od 1992 roku 13 sierpnia obchodzony jest jako Dzień Pamięci Starówki, przypominający o setkach ofiar tamtego popołudnia.
Kresy.pl / Polska Zbrojna / PAP
Czytaj też: Pomnik dojrzałego powstańca









