13 czerwca 1943 roku w miejscowości Kołki na Wołyniu doszło do jednej z wielu brutalnych zbrodni dokonanych przez Ukraińską Powstańczą Armię na ludności polskiej. Oddział UPA pod dowództwem Mykoły Kowtuniuka „Oleha”, należący do kurenia Stepana Kowala „Rubaszenki”, zamknął w miejscowym drewnianym kościele około 40 Polaków i spalił ich żywcem. Tego dnia w miasteczku zginęło łącznie 68 Polaków, 6 Rosjan i jeden Ukrainiec.
Zbrodnia ta miała miejsce w szczególnym momencie – zaledwie dzień po opuszczeniu Kołek przez niemiecką załogę. Miasto przeszło wówczas pod kontrolę UPA, stając się częścią tzw. Republiki Kołkowskiej. Była to quasi-państwowa enklawa, utworzona przez ukraińskich nacjonalistów na terenach Wołynia, wyzwolonych spod okupacji niemieckiej.
Republika Kołkowska obejmowała stopniowo zajmowane przez oddziały UPA obszary rejonów maniewickiego, rożyszczeńskiego i kiwercowskiego w obwodzie wołyńskim oraz rejon radziwiłłowski w obwodzie rówieńskim, łącznie o powierzchni około 2500 km². Istniała od marca do listopada 1943 roku.
Jej centrum od czerwca 1943 roku znalazło się właśnie w Kołkach, strategicznie położonych nad rzeką Styr. 13 czerwca UPA wkroczyła do wyludnionych już częściowo Kołek – większość polskiej ludności opuściła miejscowość w niemieckich transportach ewakuacyjnych 5 i 13 czerwca.
Ewakuacje organizowali także Polacy:
„Na początku czerwca 1943 roku Komenda Samoobrony Przebraża od swoich wywiadowców otrzymała informację, że garnizon wojsk niemieckich w mieście Kołki zostanie w najbliższym czasie wycofany ze względu na duże zagrożenie ze strony UPA” – wspominał Kownacki. – „Ta informacja była przerażająca ze względu na zagrożenie życia setek rodzin polskich, które w następstwie rzezi uciekły do Kołków z okolicznych miejscowości, szukając schronienia przed zagładą ze strony ukraińskich nacjonalistów. Komendant cywilny samoobrony Ludwik Malinowski oraz dowódca wojskowy Henryk Cybulski podjęli decyzję o udzieleniu szybkiej pomocy ludności polskiej w Kołkach przez ewakuację rodzin do odległego o 25 km Przebraża”.
Jednak część cywilów pozostała. To oni padli ofiarą brutalnego ataku UPA. Ich śmierć w płonącym kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny stała się tragicznym symbolem losu Polaków na Wołyniu.
Warto przypomnieć, że nie była to pierwsza zbrodnia w tym miejscu – już 13 listopada 1942 roku w Kołkach doszło do jednego z pierwszych masowych mordów Ukraińców na Polakach.
Miasto przekształcono w wojskową bazę UPA – znajdował się tu sztab grupy „Turiw”, szkoła podoficerska, kursy minerskie, artyleryjskie i sanitarne. UPA prowadziła stąd ataki na polskie ośrodki samoobrony, w tym na Przebraże. Walki trwały aż do wejścia wojsk radzieckich w styczniu 1944 roku. Ostatecznie, w listopadzie 1943 roku, Republika Kołkowska została rozbita przez Niemców z użyciem lotnictwa i artylerii.
Do dziś nie znamy miejsc i nazwisk
Do dziś nie znamy dokładnej liczby ofiar ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA. Wciąż brakuje pełnego wykazu miejscowości, w których dochodziło do mordów na ludności polskiej. Mimo że od tamtych tragicznych wydarzeń minęło już ponad osiemdziesiąt lat, nadal nie dysponujemy kompleksową mapą dołów śmierci, ani pełnym spisem cmentarzy, pojedynczych i zbiorowych mogił, w których spoczywają obywatele II Rzeczypospolitej – ofiary jednej z największych zbrodni na ludności cywilnej w czasie II wojny światowej.
Szacuje się, że łącznie polskich ofiar banderowców we wszystkich województwach Wołynia i Małopolski Wschodniej miało być ponad 120 tysięcy w ok. 4 tysiącach miejscowości.
Kresy.pl
Czytaj też: Walczyły także dzieci









