2 czerwca 1943 roku — według innych relacji 5 czerwca — wieś Hurby w powiecie zdołbunowskim na Wołyniu stała się miejscem zbrodni dokonanej na polskiej ludności cywilnej. Według dostępnych opracowań napadu dokonały oddziały UPA wspierane przez lokalne formacje SKW (Samoobronne Kuszczowe Widdiły) oraz Ukraińców z okolicznych wsi.

Był to element ludobójstwa, którego celem było usunięcie Polaków z terenów wschodnich II Rzeczypospolitej.

„Widziałam, jak mamie obcinają piersi”

Wieś Hurby, całkowicie polska, nie posiadała zorganizowanej samoobrony. Wieczorem 2 czerwca 1943 roku została otoczona przez około tysiąc napastników.

„Siedziałyśmy z siostrą na łóżku, gdy usłyszałyśmy huki dochodzące z ulicy. Kiedy siostra wyszła przed dom, płonęła już cała wieś” – wspominała dla Polskiego Radia Irena Gajowczyk. „Ojciec krzyknął, żebyśmy z mamą uciekały do lasu. Byłyśmy wtedy w samych koszulkach nocnych”.

Ludność mordowano z wyjątkowym okrucieństwem – używano siekier, noży, bagnetów. Kobiety były gwałcone, dzieci i starców torturowano. Część domów podpalono, a ofiary ginęły również w ogniu. Do płonących domów wrzucano schwytanych na ulicy ludzi.

Zginęło około 250 polskich mieszkańców wsi. Matkę Ireny Gajowczyk zamordowano na jej oczach. – „Widziałam, jak mamie obcinają piersi, a potem podcięli jej gardło. Ja ze strachu nie mogłam nigdzie uciec. Padłam na ziemię. Nie pamiętam, co się potem działo” – wspominała.

Inną dziewczynkę, sześcioletnią Irenę Ostaszewską, wrzucono do mrowiska, wcześniej zadano jej rany kłute i wycięto na plecach kawałek skóry.

Atak na uciekających

Część ocalałych próbowała ucieczki do Mizocza, gdzie stacjonowali Niemcy. Jednak banderowcy zaatakowali ich po drodze. „Zaczęli do nas strzelać. Mieli mało broni palnej, ale za to mieli siekiery, potężne noże i widły. […] Widziałam, jak ojciec został postrzelony. Potem zaczął go kłuć nożem znajomy Ukrainiec Iwan. Później Ukraińcy zaczęli plądrować kosztowności z wozów” – opowiadała Irena Gajowczyk.

Przeżyli nieliczni. Trzy dni po masakrze do Hurb przybyła niemiecka żandarmeria z grupą Polaków. Pogrzebano ciała i ewakuowano ocalałych.

Atak na Hurby znalazł potwierdzenie w odezwie dowódcy wołyńskiej UPA Dmytra Klaczkiwskiego z czerwca 1943 roku, w której pisał on o puszczeniu tej miejscowości z dymem.

Do dziś nie znamy miejsc i nazwisk

Do dziś nie znamy dokładnej liczby ofiar ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA. Wciąż brakuje pełnego wykazu miejscowości, w których dochodziło do mordów na ludności polskiej. Mimo że od tamtych tragicznych wydarzeń minęło już ponad osiemdziesiąt lat, nadal nie dysponujemy kompleksową mapą dołów śmierci, ani pełnym spisem cmentarzy, pojedynczych i zbiorowych mogił, w których spoczywają obywatele II Rzeczypospolitej – ofiary jednej z największych zbrodni na ludności cywilnej w czasie II wojny światowej.

Szacuje się, że łącznie polskich ofiar banderowców we wszystkich województwach Wołynia i Małopolski Wschodniej było ponad 120 tysięcy w ok. 4 tysiącach miejscowości.

Czytaj też: Tak powstały sotnie UPA

Kresy.pl / Polskie Radio 

Tagi: , , , ,
forma płatności