23 maja 1940 roku o godzinie 23:00 ORP „Orzeł” wypłynął z bazy w Rosyth. Nigdy nie wrócił.
Wraku okrętu nie udało się dotąd odnaleźć, powód zatonięcia pozostaje nieznany, a poszukiwania z przerwami trwają aż po dziś dzień.
Tajemnicze zaginięcie
Polski okręt podwodny miał objąć dozór w centralnej części Morza Północnego, w sektorze „A3”. Tam dotarł już następnego dnia. W kolejnych dniach dowództwo Admiralicji wielokrotnie zmieniało mu sektor działania, przesuwając go najpierw do sektora „A1”, a później – w dniach 3 i 4 czerwca – jeszcze dalej na północ. „Orzeł” jednak nie potwierdzał odbioru rozkazów, co nie wzbudziło niepokoju – milczenie traktowano jako formę zachowania tajemnicy operacyjnej.
5 czerwca o godz. 22:00 do „Orła” nadano rozkaz powrotu do bazy. Okręt miał pojawić się w Rosyth 8 czerwca, jednak nie wrócił i nie odpowiedział na wezwania. Z tego powodu 11 czerwca 1940 roku Kierownictwo Marynarki Wojennej oficjalnie uznało okręt za zaginiony. Dzień później brytyjska Admiralicja w liście do polskiego dowództwa wyraziła głęboki żal i podkreśliła wyjątkową wartość bojową „Orła”.
Przyczyny jego zaginięcia do dziś pozostają tajemnicą. Najczęściej wskazuje się na wejście na minę – niemiecką lub, co bardziej gorzkie, brytyjską. W rejonie działań „Orła” rozmieszczono intensywne zagrody minowe, o których załoga mogła nie mieć wiedzy. Inne hipotezy mówią o pomyłkowym zatopieniu przez aliancki samolot patrolowy, zbombardowaniu przez Luftwaffe, a nawet o omyłkowym storpedowaniu przez holenderski okręt podwodny. Wszystkie te wersje pozostają w sferze przypuszczeń – do dziś wraku jednostki nie odnaleziono.
Wielka ucieczka
Historia ORP „Orzeł” to jednak nie tylko zagadka jego zaginięcia, lecz także symbol odwagi i determinacji. Okręt zamówiono w holenderskiej stoczni z inicjatywy kadm. Jerzego Świrskiego jako część planu budowy nowoczesnej, choć niewielkiej polskiej floty. Koszty pokryto głównie dzięki zbiórkom społecznym. Zwodowano go 15 stycznia 1938 roku, a matką chrzestną została Jadwiga Sosnkowska, żona gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Polska bandera zawisła na okręcie 2 lutego 1939 roku.
1 września 1939 roku ORP „Orzeł” wypłynął na Bałtyk, aby bronić polskiego wybrzeża przed niemieckim desantem. 15 września zawinął do Tallina, by ewakuować chorego dowódcę, kmdr. Henryka Kłoczkowskiego. Pod presją Niemców okręt został internowany, a władze estońskie przejęły dziennik pokładowy, mapy i część uzbrojenia.
„Chcieliśmy oddać do szpitala chorego dowódcę i naprawić sprężarkę. Wiedzieliśmy, że przysługuje nam, zgodnie z prawem międzynarodowym, możliwość 24-godzinnego postoju i z całym zaufaniem przyjęliśmy zapewnienie estońskich oficerów, że otrzymamy całkowite zaopatrzenie oraz że naprawią nam uszkodzone urządzenia” – wspominał w grudniu 1939 roku w wywiadzie dla radia BBC kpt. Jan Grudziński. „Zmęczony całonocną wachtą, świadom bezpieczeństwa w neutralnym porcie ułożyłem się do snu. Przebudzenie było jednak bardziej niż przykre”.
Wtedy załoga ORP „Orzeł” – i jej okręt – zapisali się złotymi zgłoskami w historii światowej marynarki wojennej, uciekając z internowania. Postanowili wyrwać się z portu mimo brakującego sprzętu. „Nie mogliśmy wykręcić się w ciasnym basenie i wpadliśmy dziobem na kamienie przy falochronie” – opowiadał kpt. Grudziński.
Pozbawiony map, „Orzeł” prowadzony był przez oficerów na podstawie niemieckiego spisu latarń morskich. Przedarł się przez Bałtyk i Cieśniny Duńskie, by dołączyć do sił sojuszniczych w Wielkiej Brytanii.

Kapitan marynarki Jan Grudziński – pod jego dowództwem ORP „Orzeł” uciekł z internowania, przedarł się do Wielkiej Brytanii i zatopił ms „Rio de Janeiro”, fot. Eryk Sopoćko / Wikipedia.
Zatopienie „Rio de Janeiro”
Sławę przyniosła okrętowi także akcja z 8 kwietnia 1940 roku, kiedy to zatopił niemiecki transportowiec „Rio de Janeiro”, przewożący żołnierzy Wehrmachtu do Norwegii. Był to pierwszy dowód niemieckiej agresji na ten kraj, a informacje przekazane przez załogę „Orła” okazały się bezcenne dla alianckiego wywiadu.
Załogę „Orła” stanowili m.in. kpt. Jan Grudziński – dowódca okrętu, oraz por. Andrzej Piasecki, którego odwaga i wiedza umożliwiły ucieczkę z Tallina. Etatowo załogę stanowiło sześciu oficerów oraz 54 podoficerów i marynarzy. Podczas ostatniego patrolu na pokładzie znajdowały się jednak 63 osoby i wszystkie uznaje się za poległe/zaginione wraz z okrętem.
Los ORP „Orzeł” do dziś budzi emocje i jest przedmiotem badań wielu zespołów poszukiwawczych. Wciąż żywa pozostaje nadzieja, że kiedyś uda się odkryć prawdę o ostatnim patrolu jednej z najbardziej bohaterskich jednostek Polskiej Marynarki Wojennej.
Czytaj też:
Nowy ORP Orzeł wraca do służby
Kresy.pl / Polskie Radio









