Badania wskazują, że kultura Słowian w VI wieku stanowiła strategię przetrwania w postapokaliptycznym świecie, dotkniętym serią katastrof.
Tzw. „kultura praska”, utożsamiana przez archeologów z wczesnymi Słowianami, charakteryzowała się wyjątkową prostotą. Choć z pozoru mogłoby się wydawać, że było to wynikiem braku umiejętności naszych przodków, w rzeczywistości stanowiło efekt dramatycznych warunków klimatycznych i społecznych.
Pierwsi Słowianie prowadzili oszczędne życie. Uprawiali niewielkie poletka, a swoje potrzeby żywieniowe uzupełniali dzięki zbieractwu, rybołówstwu i łowiectwu. Mieszkali w prostych, częściowo zagłębionych w ziemię domach – półziemiankach, które były szybkie w budowie i łatwe do ogrzania. Ceramikę wytwarzali ręcznie, bez użycia koła garncarskiego, a metal – cenny i rzadki – stosowali w bardzo ograniczonym zakresie. Ich społeczności były niemal całkowicie samowystarczalne, pozbawione wyraźnych struktur ponadlokalnych i nieodczuwające potrzeby utrzymywania regularnych kontaktów ze światem zewnętrznym.
Archeolodzy długo zastanawiali się, co było powodem tej prostoty kulturowej. Zanim pojawili się Słowianie, cywilizacja osiągnęła wyższy poziom rozwoju: kwitło kowalstwo, złotnictwo, naczynia wytaczano na kole.
Dekada ciemności i suszy
Okazuje się, że w VI wieku naszej ery świat ogarnął jeden z największych kryzysów klimatycznych ostatnich 2500 lat, który radykalnie wpłynął na życie ludności w całej Eurazji.
Załamanie klimatu wywołały potężne erupcje wulkaniczne. Pierwsza z nich miała miejsce w 536 roku – prawdopodobnie na Islandii, choć niektórzy badacze wskazują na Alaskę lub Kamczatkę. Erupcja ta wyrzuciła do atmosfery ogromne ilości popiołu i aerozoli siarkowych, które utworzyły warstwę odbijającą światło słoneczne. Skutkiem był globalny spadek temperatur – w Europie nawet o 1,6–2,5°C. Zjawisko to spowodowało „lata bez lata”, ograniczenie fotosyntezy, nieurodzaje, głód i choroby.
To jednak nie był koniec – zaledwie kilka lat później, w 539–540 roku, doszło do jeszcze większej katastrofy: potężnej erupcji tropikalnego wulkanu Ilopango na terenach dzisiejszego Salwadoru. Była to jedna z najsilniejszych erupcji ostatnich tysiącleci – eksplozja o sile szacowanej na 6 lub 7 w skali VEI (Volcanic Explosivity Index) wyrzuciła dziesiątki kilometrów sześciennych materiału piroklastycznego. Badania potwierdzają, że skutki były odczuwalne na całym globie – od Europy, przez Bliski Wschód, po Chiny, Japonię i Amerykę Północną. Globalna temperatura spadła ponownie, tym razem o 1,4–2,7°C. Około 547 roku nastąpiła kolejna, mniejsza, ale wciąż istotna erupcja – prawdopodobnie w Indonezji – która jeszcze bardziej wydłużyła okres klimatycznej destabilizacji.
To wszystko spowodowało ciągłe zaciemnienie nieba i radykalne ochłodzenie, trwające ponad dekadę. Historyczne źródła donoszą o niezwykłych zjawiskach – Prokopiusz pisał, że „słońce świeciło bez promieni jak księżyc”, a w Irlandii Annals of Inisfallen notują głód i susze w latach 536–539. Kasjodor w Italii relacjonował dramatyczną pogodę i powszechny głód. W Chinach zapisy mówią o zamarzających uprawach i śniegu latem, a w Ameryce Północnej doszło do porzucenia niektórych osad.
Efekty nie ominęły także ziem dzisiejszej Polski – analizy osadów jeziornych z Mazur wykazują wyraźny spadek aktywności rolniczej i zachwianie ekosystemów. Społeczeństwa, które przetrwały te wydarzenia, zmuszone były do radykalnego uproszczenia swojego stylu życia.
Kultura praska, z ręcznie lepioną ceramiką, półziemiankami i ubogim rolnictwem, nie była wyrazem zacofania, lecz genialną adaptacją do ekstremalnych warunków. Struktury społeczne uległy rozpadowi, zanikły elity, a życie skoncentrowało się wokół samowystarczalnych wspólnot.
Słowianie byli kulturą „postapo”
To właśnie w tym czasie – w połowie VI wieku – pojawiają się pierwsze wzmianki o Słowianach w źródłach bizantyjskich. Dla mieszkańców cesarstwa, dotkniętego głębokim kryzysem, te północne społeczności wydawały się odporne na chaos, ponieważ skutecznie przystosowały się do ubogiego życia w izolacji.
Przemysław Urbańczyk w książce Korzenie Polski twierdzi, że Bizantyńczycy nadali im zbiorcze miano „Słowian”, nie zdając sobie sprawy, że nie była to jednorodna grupa, lecz rozproszone populacje, które w podobny sposób odpowiedziały na wspólne zagrożenie.
Czytaj też: Słowianie uważali Chrystusa za niemieckiego Boga
W obliczu katastrofy przyrodniczej społeczności Słowian wypracowały model życia skupiony na przetrwaniu – oparty na lokalnych zasobach i minimalnych potrzebach. Ich siła tkwiła w zdolności do adaptacji – cecha, która pozwoliła im nie tylko przetrwać kataklizm klimatyczny, ale także przyszłe zagrożenia: dominację Awarów, ekspansję Franków czy Niemców. To właśnie z tego kryzysu zrodziła się tożsamość Słowian – nie jako triumf siły, ale jako zwycięstwo przetrwania i przystosowania.
Kresy.pl
Opracowano za: Przemysław Urbańczyk, Korzenie Polski, PWN, Warszawa 2024.
Czytaj też: Możliwe, że to Polacy założyli Moskwę








