Wielka Brytania i część krajów europejskich jest podzielona w sprawie rozmieszczenia sił pokojowych na Ukrainie w przypadku zawarcia rozejmu – podaje “The Times”. Francja i państwa nordyckie popierają inicjatywę, ale Niemcy mają wątpliwości, a Polska i państwa bałtyckie obawiają się osłabienia wschodniej flanki NATO.
Jak pisze „The Times” Wielka Brytania i część krajów członkowskich Unii Europejskiej są podzielone w sprawie rozmieszczenia na Ukrainie wielotysięcznych sił pokojowych. Gazeta powołuje się na rozmowy z dyplomatów i urzędnikami państwowymi.
Inicjatywę wysłania na Ukrainę europejskich sił pokojowych popierają Wielka Brytania, Francja oraz państwa nordyckie. Miałaby ona polegać na rozmieszczeniu na terytorium państwa ukraińskiego kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy, w przypadku zawarcia rozejmu między Rosją a Ukrainą. Liczba takiego kontyngentu szacowana jest na ramowo na 10-25 tys. żołnierzy.
Przeciwne mają być jednak Niemcy, popierane przez inne państwa. Berlin nie chce podejmować zobowiązań ze względu na niepewność dotyczącą zbliżających się wyborów w tym państwie.
Przeczytaj: Ponad połowa Niemców chce sił pokojowych na Ukrainie
Jak pisze „The Times”, Polska i państwa bałtyckie obawiają się, że proponowana misja mogłaby przekierować bardzo potrzebne zasoby z państw graniczących NATO z Rosją, narażając je na niebezpieczeństwo.
Jednocześnie, gazeta zaznacza, że istnieje rosnąca zgoda co do tego, że taka misja pokojowa będzie wymagała „wsparcia” ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa i gwarancji bezpieczeństwa.
Źródło wysokiego szczebla w brytyjskim rządzie, na które powołuje się „The Times” twierdzi, że Europa może samodzielnie zapewnić siły lądowe dla takiej misji, jeśli zajdzie taka potrzeba. Odpowiedni ministrowie zwrócili się natomiast do Stanów Zjednoczonych o zapewnienie „osłony powietrznej”. Mogłoby to mieć postać rozmieszczenia w regionie baterii systemu obrony powietrznej Patriot, wykorzystując możliwości w zakresie rozpoznania i obserwacji, których Europa nie posiada.
Przypuszcza się, że brytyjski premier Keir Starmer omówi tę kwestię z przywódcami państw członkowskich UE i sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte na spotkaniu w Brukseli. W sprawę misji pokojowej na Ukrainie chce mocno zaangażować się brytyjski sekretarz obrony John Healy. Ma ona nalegać, aby Wielka Brytania wykazała się silnym przywództwem w tej kwestii.
W artykule zwrócono uwagę, że ogromną przeszkodą ma być to, czy prezydent Rosji Władimir Putin zgodzi się na takie rozwiązanie podczas rozmów pokojowych, zapewne pod przewodnictwem USA.
„Jeśli Rosja nie uwierzy w ten pomysł, będzie on martwy, a jeśli USA nie dostarczą młota, pomysł będzie martwy” – twierdzi jeden z rozmówców gazety.
Gazeta pisze, że „siły pokojowe ONZ, składające się z żołnierzy z takich krajów jak Indie, Bangladesz czy Chiny są przez niektórych uważane za bardziej wykonalne”. Tak uważać ma część dyplomatów i źródła wojskowe. Ich zdaniem operacja pokojowa ONZ była alternatywą rozsądniejszą, a także z większym prawdopodobieństwem może zyskać aprobatę Rosji. W tym przypadku mówi się rzekomo nawet o około 100 000 żołnierzy sił pokojowych, którzy mieliby stacjonować zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji. To miałoby też nie wymagać bezpośredniego zaangażowania ze strony USA.
Inne europejskie źródło dyplomatyczne uważa z kolei, że zaangażowanie USA będzie konieczne, aby zapewnić silniejszy środek odstraszający względem Rosji. Zaznacza też, że Amerykanie „posiadają zdolności, których brakuje całej Europie”, np. w zakresie zdolności wywiadowczych i obserwacyjnych. Rozmówca „The Times” zwraca też uwagę na amerykańską zdolność do przeprowadzenia, w razie konieczności, „uderzenia odwetowego na dużą skalę”.
„The Times” pisze, że Trump już wcześniej sugerował, aby USA nie wysyłały żołnierzy na Ukrainę ani nie finansowały tego rodzaju misji.
Czytaj również: Włochy są gotowe wysłać żołnierzy w ramach sił pokojowych na Ukrainę
Thetimes.com / Unian / Kresy.pl
































