Międzypaństwowy Komitet Lotniczy ustalił, że katastrofa pod Smoleńskiem nie była efektem zamachu terrorystycznego ani awarii samolotu. Przewodnicząca międzypaństwowej komisji wyjaśniającej okoliczności tragedii w Smoleńsku poinformowała, że według zapisów na 16 do 18 minut przed katastrofą w kabinie pilotów znajdowały się dwie osoby spoza załogi.
Tatiana Anodina podkreśliła, że pierwszy głos został już zidentyfikowany, jednak nie można na razie opublikować imienia i nazwiska osoby, do której należy. Trwają pracę nad identyfikacją kolejnych. Do zakończenia badań dane na ten temat będą tajne, do czego zobowiązuje konwencja chicagowska.
Według relacji śledczych, załoga rządowego TU-154 została dokładnie poinformowana o złej pogodzie panującej na lotnisku w Smoleńsku. O mgle ostrzegała zarówno obsługa lotniska w Mińsku, jak i Smoleńsku. Śledczy podkreślili również, że o złej widoczności piloci zostali ostrzeżeni na 4 minuty przed katastrofą przez załogę JAK-a, który lądował wcześniej. O niebezpiecznym zbliżaniu się do ziemi piloci zostali ostrzeżeni przez system pokładowy TABS.
Na konferencji poinformowano również, że załoga rządowego TU-154 została skompletowana na kilka dni przed lotem. Z zebranych informacji wynika, iż nie przechodzili oni regularnych ćwiczeń.
Ze śledztwa wynika, że samolot był sprawny i miał odpowiedni zapas paliwa, który wystarczyłby nawet na wypadek lądowania na innym lotnisku. Dodatkowo był wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt wspomagający lądowanie w trudnych warunkach.
IAR/Kresy.pl





























