Amerykańscy kongresmeni, którzy przebywali w Mińsku, nie dali się przekonać prezydentowi Aleksandrowi Łukaszence, że na Białorusi są przestrzegane prawa człowieka i szanowane swobody obywatelskie.
Goście ze Stanów Zjednoczonych poinformowali podczas konferencji prasowej, że nie zmienili swojego zdania na temat samego Łukaszenki i białoruskich urzędników. Wcześniej prezydent Łukaszenka powiedział im, że dobre stosunki białorusko-amerykańskie będą możliwe tylko wtedy, gdy Biały Dom zniesie ekonomiczne i personalne sankcje wobec Mińska.
Kongresmeni oświadczyli po rozmowach z Aleksandrem Łukaszenką, że ich kraj „nie będzie sponsorował tyranii, a jest gotowy finansować działalność organizacji demokratycznych”. Zapowiedzieli, że Stany Zjednoczone zniosą sankcje nałożone na Mińsk, jeśli białoruskie władze zmienią prawo wyborcze, wprowadzą reformy rynkowe i społeczne oraz zaczną szanować prawa człowieka.
Z zadowoleniem przyjęli takie stanowisko liderzy białoruskiej opozycji. Według nich europejscy politycy dali się zwieść retoryce Łukaszenki, natomiast amerykańscy kongresmeni wykazali się trzeźwym osądem sytuacji na Białorusi.
Stosunki Mińska z Waszyngtonem od ponad roku są bardzo napięte. Oba kraje odwołały swoich ambasadorów i ograniczyły personel dyplomatyczny. Stany Zjednoczone w przeciwieństwie do Unii Europejskiej nie zawiesiły sankcji nałożonych na białoruskie firmy i urzędników.
IAR/Kresy.pl




























