Jak słusznie zauważył jeden z prawicowych polityków Henri Guaino, we Francji panuje swoista omerta. „Kiedy mówisz o narodzie jesteś nacjonalistą; kiedy mówisz o imigracji jesteś ksenofobem; kiedy mówisz o islamie jesteś islamofobem” – pisze Katarzyna Jagodzińska.

Francja, kojarzona przez wielu Polaków z bogactwem, elegancją, wystawnym życiem, wykwintnymi potrawami i doskonałym winem jest dziś krajem trapionym przez liczne, bardzo groźne choroby. Przeciętny turysta odwiedzający Paryż czy Lazurowe Wybrzeże być może ich nie dostrzeże. Jednak zostając we Francji na dłużej szybko przekona się, że jest to kraj paradoksów i wielkich dysproporcji. Francja boryka się z ogromnym kryzysem na poziomie społecznym, gospodarczym i ekonomicznym. Oto jej największe problemy:

1. Imigracja i społeczność muzułmańska

To problem, który najbardziej razi mieszkającego we Francji Polaka. Oficjalnie, Francję zamieszkuje 4,7 miliona muzułmanów, ale niektóre źródła podają, że może ich być nawet 20 milionów, co stanowiłoby 1/3 populacji kraju nad Sekwaną. Departament La Seine – Saint – Denis na północ od Paryża nazywany jest „pierwszym muzułmańskim departamentem Francji”. 40% mieszkańców tego liczącego 1,6 miliona mieszkańców departamentu stanowią właśnie wyznawcy Allaha. Młodzi muzułmanie, będący w drugim lub trzecim pokoleniu imigrantami, nie potrafią odnaleźć się we Francji. Wielu z nich nie pracuje, żyją z zasiłków, nie widzą perspektyw na poprawę warunków swojego życia, nie utożsamiają się z krajem, w którym żyją lub wręcz nim pogardzają. Według francuskiego Państwowego Instytutu Statystyki i Badań Ekonomicznych bezrobocie wśród imigrantów spoza Unii Europejskiej wynosi 20%, podczas, gdy wśród Francuzów urodzonych we Francji osiąga poziom 9,9%. Meczety, często finansowane przez „źródła zagraniczne” (najczęściej kraje z nad Zatoki Perskiej z Arabią Saudyjską na czele) stają się punktem werbunkowym do ISIS. Były premier Manuel Valls stwierdził rok temu, że ok. 1550 Francuzów ma powiązania z siatkami terrorystycznymi. Przedmieścia Paryża i wielu większych miast oraz tzw. Wrażliwe Obszary Miejskie (fr. Zones Urbaines Sensibles) zamieszkiwane są przez uboższą ludność, najczęściej imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu to miejsca uznawane za „strefy zakazane”. Każdego roku podpalanych jest tam 40 tysięcy samochodów, policja nie radzi sobie z ustanowieniem tam porządku. Są to miejsca, gdzie najczęściej dochodzi do zamieszek. I dziś nie jest inaczej. Od kilkunastu dni paryskie przedmieścia znów płoną. Młodzi ludzie podpalają samochody, niszczą witryny sklepów, rzucają w policję, straż pożarną i pogotowie koktajlami Mołotowa lub kamieniami. „Afera Théo”, jak nazywają nad Sekwaną sprawę pobicia młodego chłopaka z Aulnay-sous-Bois, odbija niczym w soczewce główne problemy imigracji we Francji.

2. Zagrożenie zamachami terrorystycznymi

Tylko w 2015 i 2016 roku dokonano we Francji 13 zamachów terrorystycznych, w których zginęło ponad 250 osób. Media wciąż informują o udaremnieniu kolejnych. Przed tygodniem zamach planowali 16 – latka i 20 – latek, którzy chcieli wysadzić się w powietrze. Francuzi żyją w strachu. Widać to w metrze, w obiektach takich jak Luwr czy Wieża Eiffela. Wydaje się, że działania władz są pozorowane, przedłużają jedynie stan wyjątkowy i przestrzegają przed kolejnymi atakami. Po zamachu w Nicei, gdzie zginęły 84 osoby, szef departamentu bezpieczeństwa wewnętrznego Patrick Calvar stwierdził, że Francja „jest w stanie wojny”. Manuel Valls, były premier, uznał natomiast, że „Francuzi muszą się nauczyć żyć z zagrożeniem terrorystycznym”. Zagrożenie zamachami to również wielki kłopot dla francuskiej gospodarki, której ważną gałęzią jest turystka. Szacuje się, że w 2016 r. do Paryża przyjechało o 1,5 miliona turystów mniej, straty z tego tytułu wyniosły ok. 1,3 mld euro.

3. Liberalne media i lewicowi politycy

Najświeższy przykład dotyczy „afery Theo”, która ukazywana jest w sposób jednoznacznie stronniczy, mimo iż wciąż pojawia się wiele pytań, a sprawa nie została jeszcze do końca zbadana. Handlarz narkotykami przedstawiany jest niczym niewinny chłopiec, który bez powodu został pobity i być może zgwałcony przez policjantów. Nagłaśniane są manifestacje, w których udział biorą francuscy aktorzy, politycy, celebryci, lewicowi działacze. Hasła: „Sprawiedliwość dla Theo”, „Stop z przemocą glin” skandowane są w każdym mieście. Na rzetelnego świadka wyrasta kolega Theo, Mohammed K., który twierdzi, że i on został kilka dni wcześniej bezpodstawnie pobity przez tego samego policjanta. Francuskie państwo reprezentowane przez policjanta jest niszczone, upokarzane i dezawuowane przez media i lewicową poprawność polityczną. François Hollande odwiedza handlarza narkotykami w szpitalu i zapowiada ukaranie policjantów. Kandydat na prezydenta, „niezależny” Emmanuel Macronsugeruje, że nienawiść czarnoskórej ludności spowodowana jest „francuską zbrodnią przeciwko ludzkości” jaką była kolonizacja, a to jeszcze pogłębia poczucie słuszności prowadzenia walki z białą Francją.

Innym przykładem jest ogromne rozdmuchanie tzw. Penelopegate. Nie ulega wątpliwości, że François Fillon zatrudniając swoją żonę, jako asystentkę przekroczył granice dobrego smaku, a może i złamał prawo, jednak nagonka, jaką rozpętano na niego w mediach wydaje się być sztucznie wzmacniana. Według liberalnych mediów polityk prawicy nie jest najbardziej pożądanym kandydatem na prezydenta, dlatego tą aferą próbują pomóc Emmanuelowi Macronowi, oficjalnie niezależnemu kandydatowi, a w rzeczywistości wywodzącemu się z Partii Socjalistycznej.

4. Poprawność polityczna

Zachowanie Francuzów po kolejnych zamachach terrorystycznych również zadziwi polskiego emigranta. Wydaje się, jakby zatracili oni całkowicie instynkt samozachowawczy. Wychodzą na ulicę jednocząc się z ludnością muzułmańską. Przynoszą kwiaty i znicze, tańczą i śpiewają w miejscach tragedii, organizują manifestacje sprzeciwu wobec agresji i poparcia dla muzułmanów. Mówią o „religii pokoju”, „fundamentalistach”, podkreślają, że nie można karać wszystkich islamistów za działanie jednostek. Także władza walczy z abstrakcyjnymi „terrorystami” czy „fanatykami” nie nazywając po imieniu zagrożenia. Jak słusznie zauważył jeden z prawicowych polityków Henri Guaino, we Francji panuje swoista omerta. „Kiedy mówisz o narodzie jesteś nacjonalistą; kiedy mówisz o imigracji jesteś ksenofobem; kiedy mówisz o islamie jesteś islamofobem”. Podobnie jak w innych zachodnich społeczeństwach ludzie kłamią w sondażach wyborczych wstydząc się przyznać, że w wyborach zagłosują na Marine Le Pen z Frontu Narodowego, która przedstawiana jest jako nacjonalistka, przedstawicielka „skrajnej prawicy”.

5. Elity

Innym problemem są skorumpowane i zepsute elity. Tzw. Penelopegate, czyli sprawa fikcyjnego zatrudniania żony w roli asystentki przez François Fillona, do momentu wybuchu afery jednego z głównych pretendentów do fotela prezydenckiego, to tylko wierzchołek góry lodowej. Fillon nie widzi problemu w płaceniu swojej żonie z publicznych pieniędzy za pracę, której nigdy nie wykonywała. Problemem nie jest również zatrudnianie swoich dzieci w roli konsultantów, mimo iż nie posiadają stosownego wykształcenia. Jednak myliłby się ten, który uważałby, że jest to przypadłość tylko prawej strony sceny politycznej. Niedawno na karę 3 lat pozbawienia wolności za oszustwa podatkowe skazany został Jerome Cahuzac były minister finansów w rządzie Hollande’a. W ostatnich latach głośne były także skandale seksualne z udziałem francuskich polityków, takich jak Dominique Strauss-Kahn, czy sam prezydent François Hollande.

6. Obciążenia fiskalne

Z danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju wynika, że Francja jest na drugim miejscu na świecie pod względem wysokości wpływów z podatków w relacji do PKB. W 2016 r. osiągnęły one 45% PKB, dla porównania w Polsce to prawie 32%. Standardowa stawka CIT wynosi 33,3% (15,5% dla „małych biznesów”), natomiast podatek dochodowy od osób fizycznych to maksymalnie 45%. Co prawda sztandarowy podatek socjalistów wynoszący 75% dla osób najwięcej zarabiających został zniesiony, jednak jego wysokość była szeroka komentowana w Europie i doprowadziła 160 tys. zamożnych Francuzów do wyjazdu z kraju nad Sekwaną.

7. Dziura budżetowa i państwo socjalne

Zadłużenie Francji sięga 98,4% PKB i wynosi obecnie 2,18 bln euro. Od kilku lat francuska gospodarka utrzymuje się w stanie stagnacji. W 2016 r. PKB wzrósł o 1,1%. Miejsc pracy nie przybywa, a bezrobocie oscyluje obecnie w okolicach 10%. Wpływ na to ma francuskie zamiłowanie do biurokracji, które skutecznie zniechęca do zakładania własnej działalności gospodarczej oraz bardzo rozwinięty system socjalny. Przeciętny Francuz pracuje 35 godzin tygodniowo i ma prawo do 30 dni urlopu. Zasiłek dla bezrobotnych wynosi 75% ostatniej pensji, aby go otrzymać należy przepracować we Francji pół roku. Może być wypłacany nawet przez 3 lata. Istnieje także pełna gama świadczeń socjalnych, o które mogą ubiegać się zarówno obywatele Francji, jak i pracownicy zagraniczni. Wśród nich: „becikowe” (932 euro), zasiłek na dziecko do 3 lat (184 euro), zasiłek rodzinny zależny od ilości posiadanych dzieci (od 128 przy dwójce dzieci do 458 euro przy czwórce, każde kolejne dziecko to dodatkowe 164 euro), zasiłek szkolny, dopłata do wynajęcia mieszkania lub akademika dla studentów francuskich i zagranicznych (do 40% ceny najmu). Państwo francuskie płaci także za świadczenia lekarskie nielegalnie przebywającym na jej terenie imigrantom, zaś leki na receptę wydawane są bezpłatnie.

8. System edukacji

Francuski system edukacji doprowadza do rozwarstwienia społeczeństwa, utrwala podział na ubogich i zamożnych. Szkoły prywatne, prowadzone często przez organizacje religijne, stoją zwykle na dość wysokim poziomie, uczęszcza do nich aż 15% dzieci i młodzieży, zwykle z rodzin lepiej sytuowanych. Te publiczne uznawane są zaś za znacznie gorsze. Nauczyciele są źle przygotowani do pracy w szkole, ze szczególnymi problemami spotykają się na przedmieściach, gdzie wielu młodych ludzi wręcz odmawia nauki języka francuskiego uważając go za zbędny. W Międzynarodowym Badaniu Wyników Nauczania z 2015 r. francuscy uczniowie okazali się najgorsi w całej Unii Europejskiej. Aż 45% dzieci znalazło się w grupie uczniów z najsłabszymi wynikami (dla porównania tylko 4% polskich uczniów pojawiło się w tej grupie). Do tego należy dodać rozwarstwienie na poziomie szkolnictwa wyższego. Uniwersytety nie mają dużej renomy, przyjmują wszystkich uczniów, którzy zdali maturę. Selekcja odbywa się po pierwszym roku. Inną kategorię stanowią tzw. Grandes Ecoles. To prestiżowe szkoły wyższe, których ukończenie uznawane jest za „przepustkę” do świata nauki, polityki czy wielkiego biznesu. Chociaż obowiązują tu bardzo trudne egzaminy wstępne to i tak 55% uczniów tych szkół stanowi młodzież z klas wyższych. Jedynie 16% uczniów pochodzi z rodzin robotniczych czy niższych klas społecznych. Większość obecnych polityków ukończyła jedną z Grande Ecole. Nie następuje więc jakościowa wymiana elit, a jedynie pokoleniowa.

Francja nie jest więc krajem, na którym należałoby się wzorować. Wręcz przeciwnie. Mieszkając nad Sekwaną widzimy, że my Polacy nie mamy się czego wstydzić, a często to właśnie nasz kraj powinien stanowić wzór do naśladowania.

Katarzyna Jagodzińska

Reklama



1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. lucy75 :

    Nie negujac niektorych informacji zgodnych z prawda, subiektywne zalozenie tego artykulu jest jak dla mnie, falszywe. Ani Francja dla Polski, ani Polska dla Francji wzorem byc nie moga – skad ten pomysl? Roznia je historia, polozenie geograficzne i ranga miedzynarodowa.Specyficzne aktualne bolaczki kazdego z tych krajow wyrastaja wlasnie z tych 3 czynnikow, ktore maja sie dokladnie NIJAK w zestawieniu obok.To tak jakby porownywac polskich komunistow z francuskimi komunistami, czy francuskich muzulmanow z polskimi muzulmanami…bez solidnego kontekstu, takie porownania -delikatnie mowiac – wprowadzaja w blad.