Jednoczy ich jedno: oni nie rozumieją ludzi, którzy wyszli na ulicę, oni boją się zmian, ponieważ każda zmiana w ich stabilnym dniu dzisiejszym – to niemal natychmiast głębokie przerażające dno. A co najważniejsze – nie ufają zwolennikom Euromajdanu, ponieważ są przekonani: pewnego dnia oni z łatwością wyjadą do Europy, za nieprzepuszczalną kurtynę innego języka, innej kultury, innych sposobów życia; zostawią ich dryfujących na krze oderwanej od cywilizacji.

W ferworze walki protestacyjnej, w nastrojowych i chętnie uczęszczanych zakątkach Internetu, szybko zapomina się, że Ukraińcy – to nie tylko nacja Facebook’a, to nie tylko student, przedsiębiorca czy dziennikarz, który wyszedł na plac. To także oni – milczący ludzie, przechodzący obok protestujących, którzy chowając się za podniesionym kołnierzem ostrożnie szepczą między sobą w kolejce „Eurointegratorzy nas do ostateczności doprowadzą”. Ludzie, dla których Europa to moralnie rozpadający się, balansujący na granicy pełnej porażki projekt, prawie taki sam, jak Ukraina, tylko jeszcze bardziej niepewny („u nich i fabryk niemal nie zostało”). Ludzie, którzy włączając telewizor z obawą i nadzieją czekają na słowa premiera kraju. Ci ludzie – to także Ukraina.

To drobni przedsiębiorcy, których skutecznie złamano jeszcze w latach 90-tych, to nieudacznicy, działający na polu nauki i edukacji, którzy nie znaleźli miejsca dla swoich talentów, nie byli w stanie sprzedać swojej wydajności i dlatego są gotowi sprzedać lojalność; to cisi, bierni obywatele i pracownicy urzędów prowincjonalnych. Ci ludzie – to także Ukraina.

Jednoczy ich jedno: oni nie rozumieją ludzi, którzy wyszli na ulicę, oni boją się zmian, ponieważ każda zmiana w ich stabilnym dniu dzisiejszym – to niemal natychmiast głębokie przerażające dno. A co najważniejsze – nie ufają zwolennikom Euromajdanu, ponieważ są przekonani: pewnego dnia oni z łatwością wyjadą do Europy, za nieprzepuszczalną kurtynę innego języka, innej kultury, innych sposobów życia; zostawią ich dryfujących na krze oderwanej od cywilizacji. Ci ludzie – to także Ukraina. I oni są jej nowymi biednymi ludźmi. Ubogimi duchem i poczuciem własnej godności. Także mając w bród pieniędzy czy majątku, przeżywają irracjonalny strach, że nagle wszystko utracą, ponieważ dorabiają się nie poprzez rzemiosło i pracę, a poprzez służenie i oddanie, i nie potrafią inaczej.

Nowi biedni ludzie są ubodzy w pojmowanie i czucie, ponieważ nigdy nie opuszczali zamieszkałych obszarów i utartego systemu stosunków; wszystko inne wzbudza w nich strach i gniew.

Nowi biedni ludzie nie znają języków, nie czytają książek, nie nabyli mądrego fachu, można ich łatwo zastąpić robotami i dlatego są niepotrzebni poza granicami zamieszkałych przez nich obszarów. I wielu z nich bardzo dobrze to rozumie.

Nowych biednych ludzi nikt nie szanował za to, że są ludźmi, dlatego są podejrzliwi i od wyciągniętej ręki oczekują uderzenia, a nie uścisku, nie wierząc w dobrą wolę – nie ufają nikomu.

Nowi biedni ludzie zawsze są głodni i niezdolni do czekania – są gotowi wziąć mało już teraz, ponieważ dużo nigdy potem nie dostali.

Nowi biedni ludzie są słabi duchem, słabi zdrowiem i dlatego są źli – przecież złość pozwala ukryć słabość.

Nowi biedni ludzie są tak słabi, że łatwiej jest im przystąpić do silnego agresora i przeżywać jego poczucie władzy jak swoje.

Nowi biedni ludzie są strachliwi, ponieważ nie rozumieją, jak związana jest sprawa z rezultatem, przyczyna z następstwem i dlatego ich obawa prawie zawsze przeobraża się w agresję niezrozumienia.

Nowi biedni ludzie są podobni do dzieci alkoholików. Żeby wiedzieć, czy pijany tata będzie bił czy pogłaszcze, nie trzeba umieć mówić – ważne jest, żeby rozwinąć instynkt zwierzęcy. Dlatego nowi biedni ludzie są głusi na słowa, nie wierzą słowom, im trudno jest pomóc, rozmawiając z nimi, przytaczając dowody i argumenty.

Nowych biednych ludzi łatwo jest produkować, przy tym w nieograniczonych ilościach. Wszystko co trzeba – to utrzymywać ich sztuczną biedność. A do tego nie ma potrzeby wykosztowywać się na kształcenie i kulturę, aktywizować samozatrudnienie, kompetencje prawne. Ich nie trzeba szanować, trzeba poniżać, żeby bali się i nie lubili siebie jeszcze bardziej, niż się ich nie lubi i niż się nimi gardzi.

Nowi biedni ludzie to dobra połowa ludności Ukrainy. Oni także stanowią państwo i niezauważanie ich obecności, uważanie ich za widma i klony jest nierozsądne. Oto oni, tutaj, już dziś stoją na ulicach kraju, nie tylko dlatego, że ich zagnano, ale dlatego, że między protestującymi na Euromajdanie i nimi jest przepaść i strefa wykluczenia, zarośnięta chwastami. Nikt przez nią nie chodzi.

Trudno jest zbudować projekt nowej Ukrainy, uważając nowych biednych ludzi za przykrą przeszkodę polityczną, Golema od władzy, mgłę tragicznego listopadowego poranka. Oni nie znikną przy promieniach wschodzącego słońca. Oni – to także Ukraina.

I trzeba coś z tym zrobić.

Olga Duchnicz

Źródło: rosbalt.ru

Tłumaczenie: Jolanta Romankiewicz

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz