W sprawie katastrofy państwo polskie zawiodło

Gdy zaczęliśmy się rozglądać, zorientowaliśmy się, że jesteśmy wśród setek części polskiego samolotu. W dwóch miejscach wydobywał się fetor rozkładającego się ciała ludzkiego. Można więc podejrzewać, że leżą tam fragmenty ciał ofiar katastrofy.

W miniony długi weekend, w drodze do Katynia, udałem się z grupą osób na miejsce smoleńskiej katastrofy. Traktowałem tę podróż, czy raczej pielgrzymkę, bardzo osobiście, w katastrofie bowiem zginęli ludzie, których znałem osobiście. Jadąc tam byłem przekonany, że na miejscu złożymy kwiaty, zapalimy lampki, pomodlimy się (towarzyszył nam zaprzyjaźniony zakonnik).

Byłem spokojny o to, jak wygląda to miejsce. Władze polskie zapewniały, że części samolotu zostały usunięte, że wszystko zostało uprzątnięte. Polacy, z którymi się kontaktowaliśmy mówili wprawdzie, że mają jakieś części rozbitej maszyny, ale byłem przekonany, że weszli w ich posiadanie jeszcze w okresie bezpośrednio poprzedzającym wypadek. Potwierdzili też, że można już tam chodzić, z czego wynikało, iż śledztwo w miejscu katastrofy zostało zakończone.

Tymczasem ku naszemu zdumieniu, gdy przechodziliśmy przez pas upadku samolotu długości dwustu metrów, koleżanka dostrzegła fragment jakiegoś materiału, który po wypłukaniu go w kałuży benzyny lotniczej okazał się emblematem 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Zobaczyliśmy profil samolotu na tle kuli ziemskiej z napisem 36 SPLT im. Bohaterów Warszawy. Byliśmy wstrząśnięci – jakbyśmy sięgnęli w zaświaty.

Gdy zaczęliśmy się dalej rozglądać, zorientowaliśmy się, że jesteśmy wśród setek części polskiego samolotu. I to nas istotnie zaniepokoiło. Ponieważ przechadza się tam mnóstwo Polaków zaczęliśmy z nimi rozmawiać. Przyznali się, że znaleźli mnóstwo różnych rzeczy. Ktoś znalazł jakiś element z kabiny pilotów, który służył do otwierania podwozia. Ja z kolei natrafiłem na kawałek przewodu, chyba paliwowego, chociaż nie mam pewności. Ważne, że na tym półmetrowym przewodzie są trzy nakrętki, z czego każda jest opatrzona plombą i wszystkie są związane jednym drutem. Nie trzeba być specjalistą, żeby wiedzieć, że nie plombuje się rzeczy nieważnych.

Potem koleżanka znalazła paszport pani Gabrieli Zych, prezes stowarzyszenia Rodzina Katyńska w Kaliszu – dobrze zachowany dokument z dwoma wizami. Wreszcie kiedy poruszeni tym wszystkim, czuliśmy, że to co widzimy stoi w absolutnej sprzeczności z tym, co słyszymy w Polsce i z tym, jak my sobie wyobrażaliśmy prowadzenie śledztwa na miejscu katastrofy, doszliśmy do wniosku, że trzeba o tym głośno powiedzieć. Okazało się jednak, że czekało na nas jeszcze jedno odkrycie – odkrycie dość makabryczne.

Znaleźliśmy kawałek rozkładającego się ludzkiego ciała, nie większy od ludzkiej dłoni. Ponieważ stan rozkładu był dość zaawansowany, to można być niemal pewnym tego, że był to fragment ciała ofiary katastrofy z 10 kwietnia. Dobrze, że był z nami duchowny, który zaczął modlitwę. Przenieśliśmy ten ludzki szczątek poza obszar zrytej ziemi bezpośredniego upadku samolotu, i go pochowaliśmy.

W związku z tym rodzi się szereg pytań. Jak wygląda rosyjskie śledztwo? Czy to co my traktujemy jako normę jest normą w Rosji? Z tego, co zobaczyliśmy na smoleńskim lotnisku widać, że procedury polskie i w ogóle europejskie odbiegają od rosyjskich. Realizacja postulatu sprowadzenia na teren lotniska przedstawicieli Komisji Europejskiej, byłaby dla Rosji kompromitacją. Kolejne pytanie, skierowane konkretnie do władz polskich brzmi: skoro Rosjanie nie przeszukali dokładnie terenu katastrofy, dlaczego nie zrobili tego Polacy? Dlaczego dopiero teraz, po długim weekendzie, kiedy wiele osób z Polski przybyło na to miejsce i dowodnie wykazało, jak się sprawy mają, rząd podjął decyzję o wysłaniu tam archeologów? I po co archeologów, jeśli bardziej potrzebni są w tych okolicznościach kryminolodzy?

Wreszcie pojawia się zasadnicze pytanie – pytanie o gwarancję godnego pochówku zwłok ofiar katastrofy. Już sam fakt zidentyfikowania w tempie ekspresowym 21 ciał budził wątpliwości. A dodam jeszcze, że tam gdzie chodziliśmy przynajmniej w dwóch miejscach wydobywał się fetor rozkładającego się ciała ludzkiego. Można więc podejrzewać, że leżą tam fragmenty ciał ofiar katastrofy.

Jak można odpowiedzieć na pytanie o stan techniczny samolotu jeśli się nie dąży do pełnej rekonstrukcji wraku maszyny? Drugiego maja byliśmy przekonani i przekonywani przez władze polskie, że taka rekonstrukcja jest warunkiem uczciwej odpowiedzi na to pytanie. Dziś okazuje się, iż żeby ten warunek spełnić, trzy tygodnie po katastrofie wysyła się do Smoleńska archeologów.

Na koniec pozostaje najważniejsze pytanie: czy było roztropne oddać sprawę w ręce rosyjskich śledczych i rosyjskiej komisji państwowej w sytuacji, w której śmierć ponieśli najważniejsi obywatele państwa polskiego? Jeśli chodzi o takie kwestie, nawet w teoriach skrajnie redukujących funkcje państwa, ma ono pozostać aktywne. Tymczasem widzimy, że jak na razie w sprawie katastrofy w Smoleńsku państwo polskie zawiodło.

Rafał Dzięciołowski– wiceprezes Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz