Podoba mi się ten reportaż, ale:
1) Nie znalazłem w nim umiejscowienia Chatynicz. W jakim leżą kraju, gdzie się dokładnie znajdują? Prawdopodobnie chodzi o Chotynicze na Białorusi w obwodzie brzeskim, w rejonie Hancewicze (15 km na południe od Hancewicz) – czyli na Polesiu. Przed wojną Chotynicze były w powiecie Łuniniec woj. Poleskiego
2) Gęba wojaka w mundurze – nie bardzo mi to określenie odpowiada do cmentarnej atmosfery, a już do twarzy (oblicza) żołnierza polskiego zupełnie nie
3) po słowiańsku upstrzone plastikowymi kwiatami i wstążeczkami – po słowiańsku czyli już od czasów Mieszka? Czy jest to zwyczaj naszych współczesnych czasów zapoczątkowany w któryms dziesiątku lat powojennych? Czy cmentarze w Polsce są upstrzone plastikowymi kwiatami czy raczej odobione. Na pierwszy rzut oka tek kwiaty nie róznią się od żywych.
Panu Krzysztofowi proponuję zamiesczenie swoich dobrych i ładnych zdjęć na http://www.radzima.org (ma polską wersję, żeby dodać foto trzeba się zarejestrować). Jeżeli jest to ta sama wioska Catynicze-Chotynicze, to pan Jerzy będzie pionierem, ponieważ na stronie Chotynicz nie ma żadnych fotek.
Panie Kazimierzu spieszę z wyjaśnieniem. 1) Chodzi oczywiście o Chotynicze pod Hancewiczami, celowo użyłem białoruskiej nazwy Chatynicze, bo to dziś w Białoruś a poza tym doskonale pasowała mi ta nazwa do tych pięknych chat, których tam niemało 🙂 2), z tą gębą wojaka, to rzecz jasna nie miałem intencji nikogo obrażać ani zlekceważyć. Broń Boże. To jest wyraz mojej radości, że znalazłem kolejny polski ślad gdzieś w głębokich poleskich bagnach, poza tym twarz ta jest na tyle sympatyczna, że aż trudno pisać o nim jak o dumny polskim żołnierzu, co oczywiście nie znaczy, że nie szanuję tego człowieka, w kontekście tego, że tyle lat po tym jak nie było tak Polski on na swoim grobie ma zdjęcie w polskim mundurze szanuję go szczególnie. A że to słowa może nie przystające do cmentarza. Hm, przy całym szacunku do zmarłych zawsze starałem się podchodzić do tych rzeczy ostatecznych z dystansem (wiedząc, że są nieuchronne), którego nauczył mnie dziadek, czyli tak jak do normalnego życia, a ono jest różne, czasem minorowe i smutne a czasem nieco żartobliwe. Dziadzio mój zawsze powtarzał, że nie wolno brać życia aż tak na poważnie, bo jeszcze nikt z niego żywy nie wyszedł. Na co babcia zawsze dodawała: a nieprawda, był jeden : ). A poza tym jakby to paradoksalnie nie brzmiało, te cmentarze wprowadzały mnie w dobry nastrój. Jako przyrodnik kocham to co zielone, i na takim cmentarzu chciałbym leżeć a nie na kamiennej pustyni – i może stąd taka lekkość zupełnie niecmentarna w tym reportażu. I z tym się wiąże odpowiedź na pytanie 3) o słowiański zwyczaj, to oczywiście taki sarkazm z mojej strony, słowiański w takim znaczeniu, że te plastiki widzę wszędzie i w Polsce i na Ukrainie, Białorusi, Słowacji w Czechach, np.;. we Włoszech nie widziałem. Oczywiście jest to kwestia gustu, ale znów, ja mam gust „ekologiczny”. Nic nie poradzę, że wolę żywe kwiaty, piękne zielone drzewa, niż jakieś plastikowe substytuty, które na dodatek potem rozkładają się, przez dziesiątki lat. Wyszywany ręcznik, tu na miejscu w poleskiej wsi wygląda i pięknie i swojsko a plastykowy kwiat przywieziony gdzieś z miasta już nie tak bardzo. Mogiła pełna kwitnących konwalii, barwinków, kokoryczek jest piękna i żywa, a kamienna betonowa, granitowa, lastrykowa płyta dodaje jeszcze tylko martwości temu miejscu. W jednym z regionów na Roztoczu był taki zwyczaj, że przy mogile sadzono drzewo „aby życie przechodziło w życie, albo śmierć rodziła życie”, bo przecież w chrześcijaństwie śmierć to narodziny do nowego życia. I dlatego podobają mi się poleskie cmentarze, pełne drzew, podoba mi się to stawianie pokarmów na grobach, bo to stała jakby łączność ze zmarłymi, w takim niemal ziemskim wymiarze. U nas to niestety takie trochę sterylne, sztuczne twarde jak płyta, martwe jak pień po wyciętym drzewie. Takie są moje odczucia, oczywiście każdy ma swoje. Z radzima.org korzystam czasem, doskonały portal, postaram się jeśli to możliwe zamieścić tam trochę fotek, zwłaszcza, jeśli nie ma ich z tych miejsc.
Na koniec jeszcze: zgadzam się z tym co Pan mówi o Białorusinach i potrzebie naszej z nimi współpracy. Dokładnie to od lat robimy tu u nas na Lubelszczyźnie i przygranicznych terenach Białorusi, czego sygnały znajdzie Pan i na tym portalu i rzeczywiście jest to najlepszy sposób oddziaływania, skutki pozytywne sam obserwuję od lat, pokazać zwłaszcza młodym jak można żyć, to jest lepsze niż sankcje, stanowiska, noty i odwoływanie ambasadorów. Tyle, że to wymaga ciężkiej, organicznej i cichej pracy, a my przecież kochamy błyskać szabelką, krzyczeć, pouczać itd. „ej kto szlachta za Kmicicem” jak śpiewał Kaczmarski.
I dodam jeszcze, że i na Ukrainie jest niemało przychylnych nam ludzi, tyle, że prócz tego są tam też ci uprzedzeni do nas, a my nie wiedzieć czemu głównie na tych ostatnich zwracamy uwagę. Tym samym tracimy i my i oni. Pozdrawiam i już dłużej nie zanudzam
Przyjmuję wyjaśnienia – nie były nudne, zachęcam do umieszczania fotek (z podpisem i datą) na http://www.radzima.org. Sam umieściłem tam kilkaset zdjęć zrobionych przeze mnie oraz przedwojennycjh.
Pozdrawiam
Podoba mi się ten reportaż, ale:
1) Nie znalazłem w nim umiejscowienia Chatynicz. W jakim leżą kraju, gdzie się dokładnie znajdują? Prawdopodobnie chodzi o Chotynicze na Białorusi w obwodzie brzeskim, w rejonie Hancewicze (15 km na południe od Hancewicz) – czyli na Polesiu. Przed wojną Chotynicze były w powiecie Łuniniec woj. Poleskiego
2) Gęba wojaka w mundurze – nie bardzo mi to określenie odpowiada do cmentarnej atmosfery, a już do twarzy (oblicza) żołnierza polskiego zupełnie nie
3) po słowiańsku upstrzone plastikowymi kwiatami i wstążeczkami – po słowiańsku czyli już od czasów Mieszka? Czy jest to zwyczaj naszych współczesnych czasów zapoczątkowany w któryms dziesiątku lat powojennych? Czy cmentarze w Polsce są upstrzone plastikowymi kwiatami czy raczej odobione. Na pierwszy rzut oka tek kwiaty nie róznią się od żywych.
Panu Krzysztofowi proponuję zamiesczenie swoich dobrych i ładnych zdjęć na http://www.radzima.org (ma polską wersję, żeby dodać foto trzeba się zarejestrować). Jeżeli jest to ta sama wioska Catynicze-Chotynicze, to pan Jerzy będzie pionierem, ponieważ na stronie Chotynicz nie ma żadnych fotek.
Panie Kazimierzu spieszę z wyjaśnieniem. 1) Chodzi oczywiście o Chotynicze pod Hancewiczami, celowo użyłem białoruskiej nazwy Chatynicze, bo to dziś w Białoruś a poza tym doskonale pasowała mi ta nazwa do tych pięknych chat, których tam niemało 🙂 2), z tą gębą wojaka, to rzecz jasna nie miałem intencji nikogo obrażać ani zlekceważyć. Broń Boże. To jest wyraz mojej radości, że znalazłem kolejny polski ślad gdzieś w głębokich poleskich bagnach, poza tym twarz ta jest na tyle sympatyczna, że aż trudno pisać o nim jak o dumny polskim żołnierzu, co oczywiście nie znaczy, że nie szanuję tego człowieka, w kontekście tego, że tyle lat po tym jak nie było tak Polski on na swoim grobie ma zdjęcie w polskim mundurze szanuję go szczególnie. A że to słowa może nie przystające do cmentarza. Hm, przy całym szacunku do zmarłych zawsze starałem się podchodzić do tych rzeczy ostatecznych z dystansem (wiedząc, że są nieuchronne), którego nauczył mnie dziadek, czyli tak jak do normalnego życia, a ono jest różne, czasem minorowe i smutne a czasem nieco żartobliwe. Dziadzio mój zawsze powtarzał, że nie wolno brać życia aż tak na poważnie, bo jeszcze nikt z niego żywy nie wyszedł. Na co babcia zawsze dodawała: a nieprawda, był jeden : ). A poza tym jakby to paradoksalnie nie brzmiało, te cmentarze wprowadzały mnie w dobry nastrój. Jako przyrodnik kocham to co zielone, i na takim cmentarzu chciałbym leżeć a nie na kamiennej pustyni – i może stąd taka lekkość zupełnie niecmentarna w tym reportażu. I z tym się wiąże odpowiedź na pytanie 3) o słowiański zwyczaj, to oczywiście taki sarkazm z mojej strony, słowiański w takim znaczeniu, że te plastiki widzę wszędzie i w Polsce i na Ukrainie, Białorusi, Słowacji w Czechach, np.;. we Włoszech nie widziałem. Oczywiście jest to kwestia gustu, ale znów, ja mam gust „ekologiczny”. Nic nie poradzę, że wolę żywe kwiaty, piękne zielone drzewa, niż jakieś plastikowe substytuty, które na dodatek potem rozkładają się, przez dziesiątki lat. Wyszywany ręcznik, tu na miejscu w poleskiej wsi wygląda i pięknie i swojsko a plastykowy kwiat przywieziony gdzieś z miasta już nie tak bardzo. Mogiła pełna kwitnących konwalii, barwinków, kokoryczek jest piękna i żywa, a kamienna betonowa, granitowa, lastrykowa płyta dodaje jeszcze tylko martwości temu miejscu. W jednym z regionów na Roztoczu był taki zwyczaj, że przy mogile sadzono drzewo „aby życie przechodziło w życie, albo śmierć rodziła życie”, bo przecież w chrześcijaństwie śmierć to narodziny do nowego życia. I dlatego podobają mi się poleskie cmentarze, pełne drzew, podoba mi się to stawianie pokarmów na grobach, bo to stała jakby łączność ze zmarłymi, w takim niemal ziemskim wymiarze. U nas to niestety takie trochę sterylne, sztuczne twarde jak płyta, martwe jak pień po wyciętym drzewie. Takie są moje odczucia, oczywiście każdy ma swoje. Z radzima.org korzystam czasem, doskonały portal, postaram się jeśli to możliwe zamieścić tam trochę fotek, zwłaszcza, jeśli nie ma ich z tych miejsc.
Na koniec jeszcze: zgadzam się z tym co Pan mówi o Białorusinach i potrzebie naszej z nimi współpracy. Dokładnie to od lat robimy tu u nas na Lubelszczyźnie i przygranicznych terenach Białorusi, czego sygnały znajdzie Pan i na tym portalu i rzeczywiście jest to najlepszy sposób oddziaływania, skutki pozytywne sam obserwuję od lat, pokazać zwłaszcza młodym jak można żyć, to jest lepsze niż sankcje, stanowiska, noty i odwoływanie ambasadorów. Tyle, że to wymaga ciężkiej, organicznej i cichej pracy, a my przecież kochamy błyskać szabelką, krzyczeć, pouczać itd. „ej kto szlachta za Kmicicem” jak śpiewał Kaczmarski.
I dodam jeszcze, że i na Ukrainie jest niemało przychylnych nam ludzi, tyle, że prócz tego są tam też ci uprzedzeni do nas, a my nie wiedzieć czemu głównie na tych ostatnich zwracamy uwagę. Tym samym tracimy i my i oni. Pozdrawiam i już dłużej nie zanudzam
Przyjmuję wyjaśnienia – nie były nudne, zachęcam do umieszczania fotek (z podpisem i datą) na http://www.radzima.org. Sam umieściłem tam kilkaset zdjęć zrobionych przeze mnie oraz przedwojennycjh.
Pozdrawiam