Ukraińska gra pozorów

SBU prowadzi dziś taką samą wojnę informacyjną i tymi samymi metodami, co rosyjskie FSB. W Polsce powinny o tym szczególnie pamiętać środowiska, które wypominają kremlowskim służbom KGB-istowski rodowód, przyjmując jednocześnie odznaczenia od ukraińskiego SBU i pokładając w nim ufność. W czym bowiem ukraińskie KGB miałoby być lepsze od rosyjskiego?

Ukraińska gra pozorów

Od pewnego czasu pojawia się coraz więcej sygnałów o dopuszczaniu się przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy przestępstw w postaci tortur i nielegalnych zatrzymań. Służba ma prowadzić ośrodki odosobnienia, w których w wyjątkowo brutalny sposób wyciąga się zeznania od aresztantów. ONZ przygotowało na ten temat raport, w którym stwierdzono, że osoby zatrzymane w związku z konfliktem na wschodzie Ukrainy są często traktowane w nieludzki sposób i pozbawiane prawa do uczciwego procesu. SBU budzi więc coraz mniejsze zaufanie zarówno opinii międzynarodowej jak i dziennikarzy, których zaniepokoił wyciek danych o swoich kolegach po fachu pracujących w strefie konfliktu w Donbasie. Także rodzima opinia społeczna jest coraz bardziej sceptycznie nastawiona do służb, widząc, jak nie mogą one zapobiec zorganizowanej przestępczości i handlowi bronią, który odbywa się na wschodzie Ukrainy.

Nie jest to jednak niczym nowym. KGB również nie było służbą, w której pokładano by zaufanie a przecież to właśnie jej spadkobiercą jest SBU. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zbudowana została na korpusie ukraińskiej filii KGB. Wielu funkcjonariuszy ją tworzących należało do 5 Zarządu Głównego KGB odpowiedzialnego za bezpieczeństwo wewnętrzne, co w Związku Radzieckim oznaczało represje wobec dysydentów, cenzurę i prześladowania religijne. To ci ludzie tworzyli kadry nowej struktury czego przykładem jest pierwszy prawdziwy szef SBU – Jewhen Marczuk. W czasie swojej służby w KGB zajmował się on właśnie „kontrwywiadem” czyli operacjami typowymi dla tajnej policji. Nic więc dziwnego, że SBU przejęła po sowieckich służbach nie tylko kadrę lecz także całą kulturę organizacyjną. Na Ukrainie nie było ludzi, którymi można by obsadzić najwyższe stanowiska w służbach, tak by mogli oni je powoli reformować. Ci sami funkcjonariusze, którzy pierwsze szlify zdobywali w KGB zostali twórcami SBU. I ciężko nawet mówić o kontroli cywilnej i weryfikacji podobnej do tej, która odbyła się w Polsce. Nie znaczy to jednak, że nie byli oni wierni Ukrainie. Wręcz przeciwnie, jak to zwykle bywa wśród funkcjonariuszy służb instynktownie wyczuli oni skąd teraz wieje wiatr historii i stali się ukraińskimi patriotami. Ale stare nawyki pozostały…

Ukraińska Maskirovka

Istotnym elementem kultury operacyjnej rosyjskich służb były działania dezinformacyjne i przykrywające. Widzimy je dziś w zastosowaniu przez wywiad rosyjski. Należy więc zadać sobie pytanie czy wywodzące się z tego samego gniazda służby ukraińskie również nie stosują podobnych sztuczek. Z obserwacji obecnych działań SBU można wywnioskować, że odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Dezinformacja jest dziś podstawową bronią ukraińskich służb zarówno na froncie wewnętrznym jak i zewnętrznym. Rosyjskie służby lub inspirowane przez nie organizacje i media wypuszczają czasem nieprawdziwe informacje co jest elementem „wojny informacyjnej”. Podobnie jak oni Ukraińcy wysyłają do mediów sygnały o zdarzeniach, które nie miały miejsca lub też manipulują faktami. Przykładem tego niech będą ciągle ponawiające się informacje o „rosyjskim śladzie”w przestępstwach związanych z terroryzmem mające sugerować, że to Rosjanie sponsorują terroryzm w Europie. Opierają się one zazwyczaj na tym, że obywatel rosyjski pomagający w organizacji zamachu, przerzucie broni lub w inny sposób wspierający terrorystów ma być dowodem na udział rosyjskich służb w całym procederze. I nie ma znaczenia fakt, że tenże obywatel rosyjski (zazwyczaj zresztą etnicznie nie-rosjanin) jest prawdopodobnie ścigany przez rosyjskie organy bezpieczeństwa. Sam tylko fakt posiadania rosyjskiego obywatelstwa wystarczy by zasiać podejrzenia wobec Rosji. Zresztą są one często podchwytywane przez nasze rodzime media, które wydają się zapominać, że w konflikcie na wschodzie obie strony stosują te same sztuczki.

W 2015 roku Newsweek opublikował artykuł ostrzegający o próbie budowy „brudnej bomby” przez separatystów w Donbasie. Gdyby zarzuty te były prawdziwe to zachód nie miałby innego wyjścia jak tylko stanąć po stronie Ukrainy. W końcu wszystkie cywilizowane państwa walczą z proliferacją broni masowej zagłady a także z terroryzmem, którym ewidentnie byłoby odpalenie brudnej bomby w gęsto zaludnionym ukraińskim mieście. Jednak jedynym źródłem, na które powoływał się autor było SBU. Całej historii nigdy nie udowodniono a artykuł zniknął ze strony internetowej dziennika. Jest to tylko jeden z wielu przykładów tego, jak daleko mogą posunąć się ukraińskie służby w wojnie informacyjnej. Ich metody są oczywiście bardziej toporne od rosyjskich, głównie ze względu na o wiele mniejsze fundusze lecz także dlatego, że to ich kraj jest obiektem agresji i nie muszą się silić na finezję. Są jednak równie skuteczne skoro docierają do największych zachodnich mediów.

Nikt nie ufa SBU

Teraz gdy konflikt w Donbasie przeszedł w fazę stagnacji, można by się spodziewać, że ukraińskie działania dezinformacyjne osłabną a same służby zajmą się raczej eliminacją rzeczywistych problemów wewnątrz kraju. Jak jednak pisałem wcześniej, korpus SBU tworzyli ludzie z kontrwywiadu KGB i to po nich służba odziedziczyła swoją kulturę organizacyjną. Dlatego najprostszym rozwiązaniem wszystkich problemów będzie dla decydentów SBU przykrycie ich prowokacją i dezinformacją – stworzenie i rozwiązanie nieistniejącego problemu. Nie jest to zresztą cechą tylko ukraińskich służb jednak ze względu na wspomnianą przeszłość są one w takich działaniach specjalistami. I to specjalistami najwyższej klasy.

Trwający na wschodzie konflikt rodzi wiele patologii, część z nich dochodzi do tak dużego poziomu że stają się one zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego, a w niektórych przypadkach także międzynarodowego. Część patologii rodzi się z inicjatywy samego SBU, które stosując sowieckie metody bezpardonowo zwalcza swoich przeciwników. Przykładem tego mogą być tajne obozy, w których nielegalnie przetrzymuje się i torturuje „wrogów Ukrainy” i separatystów. O ile może to budzić zrozumienie wśród części Ukraińców, którzy wymagają od służb walki wszelkimi środkami, to nie może dziwić reakcja społeczności międzynarodowej protestującej przeciw takim działaniom. W końcu Ukraina deklaruje, że walczy o zachodnie wartości i do Zachodu aspiruje. Ukraińscy decydenci nie chcą tracić i tak słabego obecnie wsparcia krajów zachodnich a także nie chcą narazić się swoim patriotycznie nastawionym obywatelom, którzy są po Majdanie fundamentem nowej władzy. Dlatego też SBU nasila swoją kampanię dezinformacyjną kładąc przy tym szczególny nacisk na drażliwą dla Europy kwestię. Chodzi oczywiście o kryzys migracyjny i terroryzm, w którym Ukraińcy doszukują się „rosyjskiego śladu”. Zaraz po zamachach w Brukseli szef SBU zasugerował, że mocodawcy terrorystów mogą znajdować się w Moskwie.Nie poparł tego oczywiście żadnymi dowodami jednak jako szef służby bezpieczeństwa zawsze może zasłaniać się tajemnicą państwową. Tym sposobem Ukraińcy zasłaniają własne grzechy sugestiami, że są one niczym w porównaniu do rosyjskich.

Ale czy zachód uwierzy w takie sugestie? Wydaje się to wątpliwe bowiem na Ukrainie pojawił się znacznie większy, w oczach zachodnich polityków, problem niż obrona europejskiej cywilizacji przed barbarzyńską Rosją. Chodzi oczywiście o niekontrolowany handel bronią pochodzącą ze strefy walk. Pojawiają się sygnały, że żołnierze po obu stronach czerpią dochody ze sprzedaży własnego oręża.Tylko w ciągu pierwszego roku konfliktu na czarny rynek miało trafić 500 tysięcy sztuk broni pochodzącej ze strefy walk w Donbasie. Pisał o tym jeszcze w 2015 roku serwis The Daily Signal dodając, że Ak-74 kosztuje na froncie zaledwie 500 dolarów. Cena ta jeszcze spadła jeszcze bardziej w ostatnim czasie w związku ze stagnacją na froncie i brakiem perspektyw w zdemoralizowanej ukraińskiej armii (nie mówię tu o batalionach ochotniczych, w których służą wolontariusze zwani także ostatnio przez niektórych „worontariuszami” – od rosyjskiego wor– czyli złodziej). Serwis The Daily Beast także opublikował niedawno artykuł na temat procederu nielegalnego handlu bronią na Ukrainie. Wynika z niego, że w związku z ciągłym skandalami rodzimi dziennikarze całkiem stracili zaufanie do Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Zwłaszcza po aferze z wyciekiem danych dziennikarzy zajmujących się konfliktem w Donbasie.Wszyscy dobrze rozumieją, że był to wyciek kontrolowany, ostrzeżenie dla dziennikarzy, którzy ewidentnie przeszkadzają ukraińskim służbom nagłaśniając takie kwestie jak handel bronią czy nielegalne więzienia.

Funkcjonariusze ukraińskich służb szczycili się ostatnio przechwyceniem transportu broni zmierzającego do Europy. Nie omieszkali przy tym dodać, że powstrzymali już wiele takich prób. Ciekawe więc dlaczego wcześniej nie ogłaszali swoich sukcesów? Zachód z pewnością dostrzega słabość ukraińskich służb i nie ufa ich zapewnieniom. Ukraińskie służby nie mają jednak innego wyjścia niż prowadzić stosunkowo tanią walkę informacyjną by zatuszować swoje wewnętrzne problemy i niemożność poradzenia sobie z wieloma palącymi kwestiami. Będą także kontynuować swoją taktykę ze względu na swoją przeszłość. W Polsce powinny o tym szczególnie pamiętać środowiska, które wypominają FSB kgbistowski rodowód przyjmując jednocześnie odznaczenia od ukraińskich służb i pokładając w nich ufność. W czym bowiem ukraińskie KGB miałoby być lepsze od rosyjskiego?

Jan Sosnowski

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. piotrx
    piotrx :

    http://www.zapalowski.eu/index.php?option=com_content&view=article&id=3594:zniszczenie-polskiego-pomnika&catid=25:aktualnoci&Itemid=127….

    Uwaga dewastacja polskiego pomnika!

    W ostatnich kilku dniach zniszczono pomnik milicjantów z Krasiczyna którzy zostali zamordowani przez UPA w 1945 roku. Uwaga większość z nich to byli zakonspirowani żołnierze Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich. W 1940 roku kilku z nich Sowieci wywieźli na Wołyń skąd uciekli przed ukraińskimi nacjonalistami. Do milicji wstąpili aby chronić miejscową ludność!!!