Ostatni raz Polacy w Kijowie tak licznie byli obecni… w 1920 r. Nie jest to ironia, ale przypomnienie faktu, który dla obu słowiańskich narodów był ważny.

Wyprawa na miasto nad Dnieprem nie była bowiem objawem polskiego imperializmu, ale krokiem, by dopomóc Ukrainie w jej drodze do niepodległości. Wojska Józefa Piłsudskiego, wspierane czynnie przez ukraińskie wojska atamana Symona Petlury, wkroczyły do Kijowa nie po to, aby wcielić go do Polski, lecz po to, aby osadzić w nim samodzielny rząd ukraiński. Była to realizacja planów Piłsudskiego, który dążył do tego, aby odradzającą się ojczyznę od Rosji oddzielał pas wolnych państw. Wtedy to się nie udało. Stało się to faktem dopiero w 1991 r. Choć jestem krytyczny w stosunku do tzw. mitu Jerzego Giedroycia, a zwłaszcza jego obecnych wyznawców, którzy na ołtarzu dobrych relacji poświęcili pamięć o ludobójstwie dokonanym przez UPA, to istnienie Ukrainy, odgradzającej nas od imperium cara Putina, uważam za sprawę priorytetową. Tylko czy Ukraina przeżarta nacjonalizmem (na zachodzie) i komunizmem (na wschodzie) oraz wszechobecną korupcją będzie w stanie sprostać dziejowej chwili? O tym jej mieszkańcy będą musieli zadecydować sami.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Niezalezna.pl
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz